Mam pytanie do Dorotki, bo trochę zgubiłam wątek. Czy ta praca z oddechem na splot słoneczny to coś, co Henio miałby robić przed spotkaniem, w trakcie, a może regularnie przez jakiś czas? Bo to robi różnicę, czy szukamy korekty tu i teraz, czy czegoś długofalowego.
Henio, a jak w ogóle wyglądają twoje spotkania od strony praktycznej? Siedzisz, milczysz i wychodzisz ze ściśniętym gardłem, czy zdarza się, że jednak coś mówisz i to też nie przynosi skutku? Bo to by trochę zmieniało perspektywę na to, czy tu chodzi o blokadę wyrażania, czy o coś innego.
To, co opisujesz na końcu, Henio, jest chyba kluczem do całej tej rozmowy. Mówisz wersję light, a potem czujesz się gorzej, niż gdybyś milczał. To nie jest blokada słowa, to jest coś głębszego. Gardłowa przepuszcza, ale przepuszcza fałszywy sygnał. Pytanie brzmi: skąd bierze się decyzja, żeby wysłać tę wersję, a nie prawdziwą?
Właśnie to mnie zastanawia. Czy ta decyzja w ogóle jest świadoma? Bo jak Henio mówi, że mówi bezpieczne rzeczy, to czy to jest wybór, czy to wychodzi samo i dopiero po fakcie człowiek się orientuje, że znowu tak zrobił?
To jest właśnie automatyzm splotu słonecznego. Decyzja zapada przed słowem, poniżej poziomu świadomości. Gardło dostaje gotowy produkt do wypowiedzenia, nie ma wpływu na to, co dostaje. Praca z gardłową w takiej sytuacji to leczenie objawu, nie przyczyny.
Nie zmieniamy, bo to nie jest albo-albo. Zacisk w gardle jest prawdziwy i warto go adresować. Ale Dorotka ma rację, że jeśli splot słoneczny wysyła sygnał 'nie' zanim gardło w ogóle się otworzy, to sama praca z gardłową może nie wystarczyć. To jak odklejanie plastra z rany, która nadal krwawi.
Dobra, ale jak w praktyce wygląda praca jednocześnie z dwiema czakrami? Bo słyszę, że splot słoneczny i gardłowa są oba zaangażowane, ale nie wyobrażam sobie, jak człowiek ma to ogarnąć naraz, szczególnie jeśli jest na początku drogi.
Ja też nie rozumiem tej wielopoziomowej pracy i szczerze, troszkę się gubię w tej rozmowie. Czy ktoś mógłby powiedzieć wprost: od czego Henio powinien zacząć? Czy od splotu, od gardłowej, a może od czegoś zupełnie innego?
To brzmi jak terapia, a nie praca z czakrami. Obserwacja, notowanie, wzorce. Pytam serio, nie złośliwie: jaka jest tu różnica między tym, co opisuje Irenka, a zwykłą pracą z psychologiem?
Ale Henio powiedział wcześniej, że ma spotkanie i chciałby czegoś, co działa teraz, nie za miesiąc. Czy ta obserwacja przez kilka dni to w ogóle realistyczne przed konkretną sytuacją? Czy jest jakaś krótsza ścieżka?
Właśnie, bo to jest mój problem z całą tą rozmową. Słyszę dużo o tym, skąd to pochodzi i co się gdzie blokuje, a coraz mniej o tym, co konkretnie zrobić. Nie mówię, że diagnoza jest bez sensu, ale potrzebuję też jakiegoś punktu wyjścia do działania.
Henio, rozumiem niecierpliwość, naprawdę. Ale chcę zapytać o jedną rzecz, zanim przejdziemy do technik: czy ta sytuacja w pracy jest jedyną, gdzie tak reagujesz, czy to jest szerszy wzorzec? Bo to zmienia, czy szukamy czegoś na konkretny przypadek, czy czegoś, co ma sens długofalowo.
To jest naprawdę ciekawe pytanie. Czy czakra może być selektywnie zablokowana, tzn. działać w jednym kontekście i nie działać w innym? Czy to w ogóle ma sens energetycznie, czy to już jest czysto psychologiczne?
Mantra trafia w coś ważnego. Jeśli gardłowa działa w domu, a nie działa przy konkretnej osobie w pracy, to praca nie polega na otwieraniu czakry, tylko na tym, żeby ciało przestało klasyfikować to jedno środowisko jako pole minowe. I to jest właśnie poziom splotu słonecznego, bo to on robi tę klasyfikację.
Dobra, to teraz mam pytanie do Irenki i Dorotki, bo czuję, że obie wiedzą, o czym mówią. Czy jest coś konkretnego, co Henio mógłby zrobić z tym splotu słonecznym w kontekście tej jednej relacji, a nie całego życia? Bo dyskusja jest świetna, ale Henio chyba potrzebuje czegoś do zabrania ze sobą.
Ruta, mam jedno konkretne ćwiczenie, które można zrobić przed takim spotkaniem. Kilka minut wcześniej, zanim wejdziesz do sali, kładź rękę płasko na brzuchu, tuż poniżej mostka, i rób wydech z lekkim dźwiękiem. Nie śpiew, nie mantra, po prostu wydech z gardła. Chodzi o to, żeby fizycznie połączyć te dwa obszary, zanim znajdziesz się w polu, które ciało już sklasyfikowało jako zagrożenie. Czy to działa zawsze? Nie. Ale to jest coś, co można zrobić tu i teraz, bez miesięcy pracy.
Dobra, to jest coś konkretnego. Dorotka, to z ręką i wydechem, to robię przed wejściem na spotkanie? Ile minut wcześniej? I czy to ma być na osobności, bo nie bardzo wyobrażam sobie, jak stoję na korytarzu i sapię przed salą konferencyjną.
Henio, spokojnie, to nie wygląda jak sapanie. Możesz to zrobić w toalecie, przy automacie z kawą, gdziekolwiek jesteś sam przez minutę. Nie potrzebujesz więcej. Cel nie jest spektakularny, chodzi o to, żeby nie wchodzić do środka już z zaciśniętym gardłem.
A ja mam inne pytanie, bo mnie ta kwestia z Joasieńką nie daje spokoju. Jeśli ta gardłowa działa normalnie w domu, to czy robienie na nią jakichkolwiek ćwiczeń nie jest trochę strzelaniem w bok? Bo może ona nie potrzebuje pracy, tylko to środowisko w pracy jest tym, co ją wyłącza. Czy nie powinno się wtedy pracować z czymś, co reaguje na środowisko, a nie z czymś, co przez to środowisko jest blokowane?
