Zauważyłam u siebie coś, co długo próbowałam zrozumieć - takie wahania między zupełną euforią a całkowitym zamknięciem się w sobie. Jeden dzień jestem pełna energii, chcę działać, rozmawiać, pomagać wszystkim wokół, a następny to jakby ktoś wcisnął przycisk stop. Siadam i nic. Żadnej motywacji, żadnego kontaktu z ludźmi. Przez jakiś czas myślałam, że to po prostu mój charakter, ale im głębiej wchodzę w temat czakr, tym bardziej widzę wzorzec. Przede wszystkim chodzi mi o czakrę splotu słonecznego i sercową - te dwie wyraźnie u mnie ze sobą nie współpracują. Ciekawi mnie, czy ktoś inny ma podobne doświadczenia z tą biegunowością? Nie chodzi mi o zwykłe zmiany nastroju, ale o takie skrajne przejścia, które wyglądają jakby dwa różne osoby mieszkały w jednym ciele.
To co opisujesz bardzo mi się kojarzy z tym, o czym czytałam przy nadaktywności i niedoczynności czakr - że nie musi być tak, że czakra jest albo zablokowana albo otwarta, bo może się też 'rozchwiać' i wtedy właśnie masz te ekstrema. Ale powiedz mi więcej - te przejścia są u ciebie regularne, jak jakiś rytm, czy zupełnie losowe?
Zatrzymajcie się chwilę, bo widzę że za szybko idziecie w kierunku rytmów i księżyca. Najpierw warto by ustalić, o której konkretnie czakrze mówimy, bo 'splot słoneczny i sercowa nie współpracują' to trochę szerokie hasło. Te dwie czakry mają zupełnie różne zakresy odpowiedzialności - jedna to ego, wola, moc osobista, a druga to miłość i relacje. Czy te twoje ekstrema są raczej związane z poczuciem własnej wartości i siły, czy z otwartością na innych?
To co opisuje Klimcia to klasyczny obraz rozchwianej trzeciej czakry, ale mam pytanie do Was obu - czy przy tych 'dolnych' momentach pojawia się coś w obszarze brzucha, taki fizyczny dyskomfort, napięcie, może problemy trawienne? Bo jeśli tak, to mamy dodatkowe potwierdzenie że mowa o manipurze, a nie o czymś innym.
Ja też to mam i właśnie szukam odpowiedzi. Moje wahania są tak gwałtowne że sama się siebie boję. Chciałam zapytać - czy ktoś w ogóle próbował mierzyć energie czakr jakimś urządzeniem? Słyszałam że istnieje coś takiego jak biometr do pomiaru energii i zastanawiam się czy to w ogóle ma sens, bo może zamiast zgadywać można by zobaczyć coś konkretnego.
Wracając do sedna wątku - ta biegunowość którą opisuje Klimcia jest czymś, co naprawdę widzę w wielu opisach osób pracujących z czakrami. Ale chcę zapytać o coś innego: czy te skrajności pojawiają się w jakimś kontekście społecznym, to znaczy czy 'wyjście na górę' jest związane z konkretnymi osobami, sytuacjami, miejscami? Czy to przychodzi samo z siebie, bez wyraźnej przyczyny zewnętrznej?
Ja bym tu od razu powiedziała że to typowy wampiryzm energetyczny z tej koleżanki z pracy - ona pobiera twoją energię i dlatego czujesz się 'naładowana' bo twoja czakra sercowa próbuje kompensować pobór i otwiera się za bardzo. Tak właśnie działają wampiry energetyczne, manipura wtedy nie nadąża i masz te skoki.
Przepraszam że wchodzę w środek, ale mam głupie pytanie do bardziej doświadczonych - czy ta biegunowość o której piszecie może wynikać z tego, że człowiek w ogóle nie ma świadomości swoich czakr i one sobie robią co chcą? Znaczy, czy praca z czakrami, jak medytacja na przykład, mogłaby te skoki w jakiś sposób wyrównać?
Słuchajcie, jestem tu trochę z boku bo nie jestem przekonana do całej tej koncepcji energetycznej, ale ta rozmowa mnie wciągnęła. Zastanawiam się - to co opisuje Klimcia, te skoki między euforią a wycofaniem, brzmi jak coś, co psychologia opisuje bez odwoływania się do czakr. Jak to się ma do siebie? Pytam serio, nie żeby podważać, ale żeby zrozumieć co czakry dają ponad to.
Ja się zgadzam ze Sprawiedliwą, no i jeszcze jedno - psycholodzy często szukają przyczyn w przeszłości, w dziecienstwie i tak dalej, a praca z czakrami jest bardziej tu i teraz, na ciele, na energi. Nie mówię że jedno lepsze od drugiego, ale to różne podejścia do tego samego tematu. Klimcia - a próbowałaś kiedyś afirmacji skierowanych konkretnie na manipurę? Ja słyszałam że bardzo pomagają przy wahaniach mocy własnej.
To co napisałaś o afirmacjach mnie uderzyło, bo ja mam dokładnie to samo. Kiedy jest dobrze, afirmacje są zbędne, a kiedy jest źle, to słowa lecą po wierzchu. Zastanawiam się więc - może afirmacje w ogóle nie są odpowiednim sposóbm... znaczy, może przy tej biegunowości trzeba czegoś innego? Czegoś co działa na poziomie ciała, nie słów?
Jadzia, zatrzymaj się chwilę na tym co powiedziałaś - 'nie wiem czy to co czuję jest obiektywne'. To jest ważne zdanie. Co by się zmieniło, gdybyś miała 'dowód' z urządzenia? Czy to by zmieniło twoje podejście do tych wahań, czy tylko dałoby poczucie potwierdzenia?
Właśnie ta kwestia z biometrem mnie zastanawia od strony innej niż wy. Rozumiem potrzebę jakiegoś punktu odniesienia, ale czy to nie jest trochę tak, że szukamy zewnętrznego potwierdzenia dla czegoś, co powinno być wewnętrzną pracą? Pytam serio, bez ironii.
Myślę że Thalia ma tu coś, ale nie do końca. Dla mnie zewnętrzna informacja zwrotna na początku drogi może być pomocna - nie żeby zastąpić wewnętrzne odczuwanie, ale żeby je skalibrować. Jakby nauczyć się rozróżniać własne stany. Sama zaczynałam od pracy z terapeutą który używał wahadeł i różnych metod i to mi pomogło zanim w ogóle zaczęłam cokolwiek sama czuć.
to rozumiem jako etap, ale mam pytanie - w którym momencie to przejście z 'potrzebuję zewnętrznej kalibracji' do 'ufam własnym odczuciom' u ciebie nastąpiło? Bo podejrzewam że część osób może utknąć w tym etapie z urządzeniami i nigdy nie przejść dalej.
To co mówisz jest dla mnie ważne, bo jestem na początku tej drogi i trochę się rozglądam za czymś co by mi pomogło. Ale powiedziałaś że twoje wahania są teraz mniejsze - co konkretnie zrobiłaś, że tak się stało? Czy to była medytacja na konkretną czakrę, czy coś innego?
Zorza, nie przepraszaj za pytania, po to tu jesteśmy. Ale chcę wrócić do Klimci i tego co powiedziała o kalibracji - bo mnie też interesuje ten temat. Klimcia, ta biegunowość którą opisujesz na początku wątku, ona była silniejsza zanim zaczęłaś pracę z czakrami, czy pojawiła się właśnie wtedy?
To co mówisz o nasileniu na początku jest czymś o czym się mało mówi, a wydaje mi się że to ważne. Mam pytanie do wszystkich - czy to nasilenie na początku pracy to jest coś do uniknięcia, czy raczej nieuchronny etap? I czy można się na to jakoś przygotować?
Właśnie dlatego zawsze mówię żeby nie zaczynać od czakry solarnej jeśli masz problemy z emocjami. Lepiej najpierw zakorzenić się w podstawowej, stabilizować, a dopiero potem iść wyżej. Inaczej ta energia nie ma gdzie odpłynąć i zaczyna się to właśnie biegunowością.
Hania ma rację - ja pracuję z wszystkimi, nie zaczęłam od solarnej. Moje podejście od początku było od dołu, od muladhara. To nie jest kwestia od której zaczęłam, tylko że ta biegunowość wydaje się być specyficznie związana z manipurą i anahatą i ich wzajemną relacją, o czym pisałam wcześniej.
Przepraszam że wchodzę z trochę innej strony, ale czytam tę dyskusję od początku i mam pytanie które mnie nurtuje - ta koleżanka z pracy przy której Klimcia czuje się naładowana, to czy próbowałaś z nią rozmawiać o tym? Znaczy, czy ona w ogóle wie że ma taki wpływ?
Mantra, tak, próbowałam. Ona jest zupełnie poza tym tematem, reaguje raczej z politowaniem na takie rzeczy. Ale co ciekawe, powiedziała mi raz że czuje się przy mnie 'naładowana' - te same słowa których ja używam, tylko w przeciwnym kierunku. To mnie uderzyło.
to jest naprawdę interesujący szczegół. Czyli ona czuje przepływ w tę samą stronę co ty, tylko opisuje to swoimi słowami. Czy ta biegunowość w twoim zachowaniu nasila się akurat po kontakcie z nią, czy niezależnie od tego?
a powiedziałaś jej wprost co ty przy niej czujesz? Bo to brzmi jakbyście obie miały świadomość tej wymiany, tylko żadna nie potrafi tego nazwać wprost.
Przepraszam ale chcę wrócić do pytania o kamertony bo Drozdzia51 wspomniała o nich i nie dostałam odpowiedzi. Jak to jest z tymi dźwiękami i czakrami - każda czakra ma jakiś konkretny dźwięk?
To jest dokładnie to pytanie, które chciałam zadać. I myślę że to wraca do tego wątku o kalibracji i biometrach - bo bez jakiegoś punktu odniesienia ciężko powiedzieć czy to jest 'praca z czakrą' czy po prostu relaks. Klimcia, czy przy tej twojej biegunowości dźwięki w ogóle odgrywały jakąś rolę?
Mantra, powiedziałam jej na tyle ile mogłam bez wchodzenia w szczegóły, które by ją zraziły. Powiedziałam że jest dla mnie energetyzująca. Roześmiała się i powiedziała 'cieszę się'. Hania - dźwięki tak, zwłaszcza przy manipurze. Ale nie potrafię powiedzieć czy to mechanizm czy tło.
