Zabiegi energetyczne a medycyna konwencjonalna - współistnienie
Chciałam poruszyć temat, który chodzi mi po głowie od dłuższego czasu i który, podejrzewam, dotyczy wielu z nas. Chodzi o to, jak godzić zabiegi energetyczne z tym, co zaleca lekarz. Sama jestem w takiej sytuacji, że regularnie pracuję z energią, mam swojego bioenergoterapeutę, ale jednocześnie mam zdiagnozowane coś konkretnego i lekarz prowadzący nie wie w ogóle, że chodzę na sesje. Zastanawiam się, czy to mądre, żeby to ukrywać. Bo z jednej strony nie chcę słuchać komentarzy w gabinecie, z drugiej może to jednak ważne z punktu widzenia całości. Ale głównie chcę się dowiedzieć, jak wy to w ogóle widzicie. Czy to działa na siebie nawzajem, czy jest między tym jakaś sprzeczność, czy można to sensownie połączyć? I jeszcze jedno, bo to akurat bardzo mocno wiąże się z moją ostatnią sesją: terapeuta powiedział mi, że czuje w moim polu ślady po przeżyciach, których ja sama nie pamiętam i które mogą nie być moje. Właśnie w sensie: nie z tego życia. Miałam wrażenie, że dokładnie o tym mówi, kiedy opisywał pewne obrazy, które mi się od jakiegoś czasu pojawiają, takie jakby wspomnienia z zupełnie innego miejsca i czasu, coś co czuję jako swoje, ale nie mogę tego przypisać do żadnego momentu własnego życia. Jak wy to rozumiecie?
To bardzo szerokie pytanie i cieszę się, że ktoś je wreszcie poruszył wprost, bo zazwyczaj temat ucina się na etapie „no to się uzupełnia” bez żadnego głębszego zastanowienia. Co do lekarza, to myślę, że zależy od konkretnej osoby i konkretnej przypadłości. Przy czymś poważnym naprawdę uważam, że lekarz powinien wiedzieć, co jeszcze robisz ze swoim ciałem i polem, bo nie chodzi o to, że mu musi zaimponować, tylko że niektóre mocne interwencje energetyczne mogą uruchamiać procesy, które lekarz może źle zinterpretować w wynikach albo w samopoczuciu. A co do tych wspomnień, które nie są z twojego życia, tu mam dużo do powiedzenia, ale najpierw chcę zapytać: czy te obrazy pojawiają się spontanicznie w ciągu dnia, czy raczej w stanach granicznych, przy zasypianiu, medytacji?
Też mam to samo co opisujesz z tymi obrazami i nigdy nie wiedziałam jak to nazwać. U mnie to są takie przebłyski, jakby sceny z czyjegoś życia, ale mam przy tym bardzo silne emocje, które są zdecydowanie moje. Raz miałam przed oczami coś co wyglądało jak wiejski targ, zupełnie inne ubrania, inne twarze, i czułam taką tęsknotę za tym miejscem jakbym tam wyrosła. To brzmi zwariowanie, ale tak to czuję. Zastanawiam się, czy to może mieć związek z tym, o czym piszesz, czyli z pracą energetyczną, czy to raczej coś osobnego?
@Jarylo to świetne pytanie, bo sama nie zastanawiałam się nad tym podziałem. U mnie to jest mieszane. Część tych obrazów pojawia się właśnie przy zasypianiu albo zaraz po wybudzeniu, taki stan kiedy już nie śpisz, ale jeszcze nie jesteś tu. Ale zdarzają się też w ciągu dnia, na przykład kiedy jestem gdzieś w ciszy, bez bodźców. Raz był to bardzo konkretny obraz drogi, brukowej, z charakterystyczną latarnią, i wiedziałam dokładnie gdzie skręcić, chociaż nigdy tam nie byłam, a przynajmniej nie w tym życiu.
Ten stan przy zasypianiu to hipnagogia i jest w nim znacznie cieńsza granica między tym co swoje a tym co pochodzi z głębszych warstw świadomości. Nie mówię, że to od razu pamięć poprzednich wcieleń, ale to na pewno nie jest zwykły sen. Mnie interesuje co innego w tym co piszesz: czy te obrazy mają jakiś powtarzający się element, coś co wraca za każdym razem, czy to raczej różne sceny?
Słucham tego wszystkiego i szczerze, to brzmi dla mnie jak coś, co psychologia tłumaczyłaby zupełnie inaczej. Nie mówię, że was atakuję, po prostu zastanawiam się, czy nie jest tak, że te obrazy to po prostu coś wyciągniętego przez umysł z filmów, książek, czegoś co gdzieś kiedyś się widziało i mózg to składa w fałszywe wspomnienie. Jest takie zjawisko, kryptomnezja chyba się nazywa. Ale jedno mnie ciekawi, bo tu wchodzi w grę ten temat wątku, czy ktoś próbował w ogóle to sprawdzić jakoś, na przykład opisać te obrazy i poszukać, czy takie miejsce istnieje?
@Nikodem76 kryptomnezja to jest zupełnie co innego, tam chodzi o to, że człowiek podświadomie powiela czyjś pomysł myśląc, że to własny. Tutaj mówimy o czymś, co ma charakter doświadczenia fizycznego, z emocjami, z orientacją przestrzenną, z detalami, których nie da się po prostu złożyć z fragmentów obejrzanych filmów. Poza tym, gdybyś miał okazję porozmawiać z dobrym bioenergoterapeutą i on by wyczuł w twoim polu te ślady, to nie ma mowy o żadnym fałszywym wspomnieniu. Pole nie kłamie.
@Nikodem76 nie odrzucam tego argumentu całkowicie, bo sceptycyzm jest zdrowy. Ale warto zwrócić uwagę na jedno, że kryptomnezja wyjaśnia reprodukcję treści, a nie reprodukcję emocji przypisanych do ciała. Tamarka opisuje tęsknotę za miejscem, które widzi po raz pierwszy. To nie jest odtworzenie scenografii, to jest reakcja somatyczna. Gdzie w tym modelu mieści się reakcja fizyczna na coś, czego rzekomo nigdy nie przeżyłeś?
@Jarylo właśnie to, ta reakcja fizyczna, jest dla mnie najbardziej niewyjaśniona. Miałam przy jednym z tych obrazów dosłownie ból w klatce piersiowej, jakiś żal, coś jakby strata kogoś bliskiego. I minęło dopiero po dobrych kilku godzinach. To nie było jak wspomnienie, to było jak przeżywanie czegoś na nowo.
Przepraszam, że się wtrącę, bo trochę się gubię. Czy to co opisujecie to jest związane z chakrami? Gdzieś czytałam, że w czakrze serca można nosić ślady po poprzednich życiach i że jak jest zablokowana to właśnie mogą być takie dziwne bóle bez powodu. Ale nie wiem czy dobrze rozumiem jak to się ma do tego uzdrawiania energetycznego o którym tu mówicie.
@Polcia93 to jest jakoś powiązane, ale nie tak prosto jak jedno zdanie. Czakra serca faktycznie jest miejscem, gdzie gromadzą się emocjonalne ślady, ale ból który opisuje Tamarka niekoniecznie wskazuje na zablokowanie, może oznaczać właśnie odblokowanie, czyli wypuszczanie czegoś co długo siedziało zamknięte. Bioenergoterapia może przy okazji pracy z polem uruchomić coś takiego. Mam pytanie do Penagramy, bo zaczęłaś ten wątek i wspominałaś o lekarzu. Czy po sesjach z terapeutą miałaś jakieś fizyczne reakcje, które mogłyby kogoś z zewnątrz zmylić?
@Begonia tak, zdarzało się. Raz po bardzo intensywnej sesji miałam przez kilka dni podwyższoną temperaturę, niewysoką, ale stałą. Terapeuta mówił, że to typowa reakcja ciała na oczyszczanie. Lekarz by pewnie przepisał antybiotyk. I właśnie w tym widzę ten problem, że jeśli nie powiem lekarzowi co robię, to on pracuje na niekompletnych danych. Ale jak powiem, to pewnie nie zostanie potraktowane poważnie.
To jest dokładnie ten dylemat, który sprawia, że wiele osób milczy. Ale z mojego doświadczenia wynika jedno: lekarze różnie reagują i nie należy wszystkich wrzucać do jednego worka. Miałam pacjentów, przepraszam, znam osoby, którym lekarze powiedzieli wprost, że nie mają nic przeciwko, o ile leczenie konwencjonalne jest kontynuowane równolegle. Problem zaczyna się kiedy ktoś rezygnuje z leków na rzecz sesji. To jest granica, której moim zdaniem przekraczać nie wolno. A co do tych wspomnień, które nie są z twojego życia, to mam jedno pytanie do całej dyskusji: czy wasza praca energetyczna była w jakiś sposób ukierunkowana na przeszłe życia, czy to wyszło samo z siebie?
@Irenka_92 u mnie wyszło samo. Nie szłam do terapeuty z taką intencją, w ogóle nie myślałam o tym w kategoriach poprzednich wcieleń. On po prostu zaczął opisywać to co czuje w polu i nagle zaczął mówić o obrazach, które pasowały do tego co ja widzę od lat. To było dosyć niesamowite, bo nie powiedziałam mu o tych obrazach wcześniej.
Jedno zastrzeżenie do całej tej rozmowy. Mówicie o bioenergoterapeucie jakby samo wyczucie przez niego czegoś w polu było dowodem. A jak rozróżniacie dobrego terapeutę od kogoś, kto po prostu jest wprawiony w zadawaniu pytań naprowadzających i nieświadomie buduje z wami wspólny obraz? Nie podważam że coś was dotknęło, tylko pytam o metodę weryfikacji.
@Czarek to jest słuszne pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Ale powiem tak: w przypadku który opisuje Pentagrama terapeuta podał szczegóły zanim ona cokolwiek powiedziała. To jest jeden z nielicznych momentów, gdzie można coś zweryfikować. Czy opis się zgadza z tym co ona niezależnie od tego widziała. Jeśli tak, to jest to przynajmniej podstawa do rozmowy, a nie do odrzucenia.
Wróćcie na chwilę do tego co powiedziała Pentagrama na początku, bo mi to nie daje spokoju. Mówisz, że terapeuta czuje w twoim polu ślady, które mogą nie być z tego życia. Jak on to fizycznie czuje? Czy to są konkretne miejsca w ciele, czy całe pole?
@Czarodziej on pracuje rękoma na kilka centymetrów od ciała i mówi, że czuje różną gęstość w różnych miejscach. Te miejsca, które opisywał jako niosące „stare ślady”, to było głównie okolice klatki piersiowej i lewego ramienia. Co ciekawe, właśnie tam mam od lat napięcia, których ortopeda nie może wyjaśnić.
Dokładnie takie same miejsca zgłaszało kilka osób, z którymi rozmawiałam na kursie. Lewa strona ciała, okolice serca, czasem gardło. Podobno to są obszary, gdzie zapisują się emocje związane właśnie z tymi warstwami pola, które niosą dalej niż jedno życie. Ale to co mnie zastanawia w całej tej dyskusji to kwestia leczenia konwencjonalnego. Czy ktoś z was miał sytuację, że praca energetyczna wpłynęła na wyniki badań w sposób, który lekarz zauważył i skomentował?
@Michasia znam przypadek z pierwszej ręki. Koleżanka miała przez długi czas podwyższone wskaźniki zapalne we krwi, lekarz szukał przyczyny, nic nie znajdował. Zaczęła chodzić na bioenergoterapię i przy kolejnym badaniu wskaźniki wróciły do normy. Lekarz powiedział, że musiała sama ustąpić. Ona mu nie powiedziała o sesjach, bo bała się reakcji. Nie mówię, że sesje to spowodowały na pewno, ale zbieżność czasowa była wyraźna.
Przepraszam, może to głupie pytanie, ale czy te zabiegi energetyczne są dla każdego? Pytam bo czytam o tych wszystkich odczuciach i wspomnieniach i zastanawiam się czy u kogoś to może nie zadziałać albo nawet zaszkodzić. Jak się w ogóle zaczyna z czymś takim?
To nie jest głupie pytanie, sam się o to pytałem zanim w ogóle zacząłem szukać czegoś dla siebie. Ale szczerze, to co mnie bardziej ciekawi w tym co piszecie, to ten moment kiedy terapeuta mówi coś, czego nie mógł wiedzieć. Pentagrama, czy to był jeden taki moment czy kilka? Bo to by dużo mówiło o tym czy to przypadek.
Były dwa wyraźne momenty. Jeden to właśnie ten z klatką piersiową i lewym ramieniem, zanim cokolwiek powiedziałam. Drugi raz opisał mi coś w rodzaju obrazu, ciemna woda, jakaś tama albo zapora, i to był dokładnie powtarzający się motyw z moich przejść hipnagogicznych sprzed miesięcy. Nie mówiłam o tym nikomu.
Ciemna woda i zapora to jest ciekawy obraz, bo pojawia się w opisach hipnagogii osób, które mają silne zahamowania emocjonalne właśnie w polu nieświadomości zbiorowej. Ale chcę się cofnąć do jednej rzeczy, bo mi się ten wątek z Anielką nie zamknął. Pytanie o to czy zabiegi mogą zaszkodzić jest ważniejsze niż się wydaje, szczególnie jak kogoś to zaczyna dosięgać na poziomie fizycznym jak u Tamary.
Właśnie, bo ja po tym bólu w klatce zaczęłam się bać trochę czy to jest bezpieczne. Czy ktoś miał sytuację gdzie po jakimś zabiegu albo nawet po takich samoczynnych obrazach pojawiło się coś, co wymagało już jednak wizyty u lekarza? Pytam serio, bo te kilka godzin z tym bólem było nieprzyjemne.
@Tamarka_79 to jest bardzo odpowiedzialne pytanie i cieszę się, że je zadałaś. Odpowiedź brzmi tak, bywa że ciało reaguje na pracę energetyczną intensywniej niż ktoś się spodziewa. Podwyższona temperatura, bóle, zmęczenie, to są reakcje znane. Ale ból w klatce piersiowej trwający kilka godzin to jest coś, co powinno być skonsultowane z kardiologiem, jeśli się powtarza. Praca energetyczna nie wyklucza tej wizyty, wręcz przeciwnie.
@Irenka_92 to ważne co mówisz, ale chcę się upewnić że to wybrzmiało wyraźnie, bo wątek trochę idzie w kierunku gdzie zabiegi energetyczne i medycyna są traktowane jak dwie strony tego samego. Czy wy faktycznie polecacie ludziom żeby szli do lekarza równolegle, czy to raczej teoria, a praktyka jest taka, że terapeuta mówi „ciało się oczyszcza” i na tym koniec?
@Czarek u mnie to jest zawsze równolegle i nie ma w tym sprzeczności. Ale masz rację, że nie każdy terapeuta tak to prowadzi. Znam przypadki gdzie opóźniono diagnozę bo ktoś tłumaczył sobie objawy pracą energetyczną. To jest realny problem i nie zamierzam go zamiatać pod dywan.
To jest sedno całego tematu, który zaczęła Pentagrama. Nie chodzi o to czy bioenergoterapia działa, ale o to jak ją umieścić obok medycyny bez ryzyka że jedno zaszkodzi drugiemu. I tu wracam do tego co mówiła wcześniej o gorączce po sesji. Czy ktokolwiek w tym wątku miał sytuację gdzie terapeuta sam powiedział „idź do lekarza, to nie jest z energii”?
@Jarylo tak, i to był dobry znak co do samego terapeuty. Chodziłam do osoby, która po jednej sesji powiedziała wprost, że to co czuje w okolicy brzucha u mnie jest czymś czego ona nie powinna sama trzymać i że powinnam zrobić badania. Zrobiłam. Nic poważnego nie wyszło, ale to był właśnie ten moment który ustawił mój stosunek do współpracy między tym a medycyną.
@Michasia to jest dobry przykład, ale zastanawiam się czy to nie jest wyjątek. Bo czytałam sporo relacji gdzie terapeuci energetyczni mają tendencję do tłumaczenia wszystkiego przez energię i jakoś nigdy nie ma powodu żeby wysłać kogoś do lekarza. Nie mówię, że wszyscy tak robią, ale to jest wzorzec który się powtarza.
Zgadzam się z Dominisią w tej kwestii, choć rzadko się z nią zgadzam w innych. To nie jest kwestia złej woli terapeuty, ale tego, że jeśli twoje jedyne sposób to energia, to wszystko widzisz przez ten pryzmat. Problem z czakrą, problem z polem, karma, wcielenia. I gdzieś w tym gubi się pytanie czy człowiek po prostu potrzebuje zrobić morfologię.
@Begonia właśnie, i tu wracamy do czegoś co mnie nurtuje przez całą tę rozmowę. Mówicie o śladach z poprzednich wcieleń w polu energetycznym, o bólach które są tego manifestacją. Ale to jest niepodważalne z definicji, bo zawsze można powiedzieć, że medycyna tego nie widzi bo operuje na innym poziomie. Jak wy sami sprawdzacie żeby się nie wkręcić?
To jest chyba najlepsze pytanie w całym wątku. Naprawdę, jak to sprawdzacie? Pytam bez ironii bo sam jestem na etapie gdzie nie wiem jak odróżnić coś prawdziwego od projekcji własnych potrzeb.
Uczciwa odpowiedź jest taka, że nie zawsze się sprawdza i nie zawsze można. Ale są pewne sygnały. Dla mnie pierwszym jest to czy obraz albo odczucie pojawia się bez intencji, bez szukania. Drugi to reakcja ciała, nie wyobrażona ale fizyczna. Trzeci, najtrudniejszy, to sprawdzenie czy nie buduję narracji wokół tego co chcę żeby było prawdą.
Ten trzeci punkt to jest coś, o czym mało kto mówi wprost, a jest kluczowe. W pracy ze snami dokładnie tak samo. Można bardzo łatwo zbudować spójną historię poprzednich wcieleń z fragmentów, które w rzeczywistości są projekcją tęsknot albo traumy z obecnego życia. I co ciekawe, obie wersje mogą dawać ten sam ból w klatce piersiowej.
Przepraszam, że znowu pytam o podstawy, ale to mnie zmyliło. Czy wy mówicie, że te ślady z poprzednich wcieleń i te traumy z obecnego życia mogą wyglądać tak samo? Jak w ogóle wtedy wiadomo czym jest?
@Polcia93 to nie jest głupie pytanie, wręcz dotykasz czegoś, o co nawet doświadczone osoby się sprzeczają. Niektórzy mówią, że to nieważne, bo i jedno i drugie wymaga przepracowania. Inni, że jednak skąd pochodzi energetyczny ślad, zmienia sposób pracy z nim. Ja osobiście uważam, że to pytanie otwarte i uczciwa odpowiedź brzmi: nie zawsze wiadomo.
Wlazę z boku bo czytam od początku. Cały czas mówicie o terapeutach ale mam pytanie, czy ktoś z was próbował pracować z tym samodzielnie? Bez sesji, bez kogoś kto prowadzi? Bo mnie na przykłąd te sesje nie wchodzą w grę finansowo i zastanawiam się czy jest jakiś sensowny sposób żeby podejść do tego samemu.
@Idzi91 ja próbowałam sama, bez niczyjej pomocy, jakieś wizualizacje, oddychanie, skupianie się na odczuciach w ciele. Coś się działo, ale za każdym razem miałam poczucie że błądzę bez mapy. Nie wiem czy robiłam coś sensownie czy sobie tylko wmówiłam że coś czuję.
Właśnie to mnie też zastanawia, i chyba wracam do tego co na początku pytał Czarek o weryfikację. Czy jest jakaś różnica między kimś kto faktycznie coś czuje a kimś kto po prostu nauczył się odpowiedniej narracji i wierzy że czuje? Bo jak to sprawdzić u siebie?
@Tamarka_79 to jest pytanie, które zadaję sobie od lat i uczciwie mówiąc nie ma na nie dobrej odpowiedzi. Ale jest pewna różnica, którą zauważyłam. Osoba, która naprawdę czuje, zazwyczaj jest zaskoczona tym co czuje. Nie szuka potwierdzenia, że to pasuje do narracji. Osoba, która nauczyła się narracji, często zaczyna od wniosku i dobiera do niego odczucia. Choć wiem, że to też nie jest żelazna reguła.
Ale to co mówi Irenka ma dziurę, którą warto wskazać. Zaskoczenie można sobie wmówić tak samo jak odczucie. Mózg jest bardzo dobry w generowaniu poczucia niespodzianki gdy dostaje coś, czego chciał ale nie wiedział że chciał. To nie jest argument przeciwko temu co mówisz, ale chyba nie możemy traktować zaskoczenia jako kryterium prawdziwości.
@Jarylo właśnie, i to jest chyba sedno problemu z całą tą rozmową o weryfikacji. Możecie mi powiedzieć co jest takim kryterium, które nie jest podatne na to samo? Bo każde wewnętrzne odczucie można podważyć tym samym argumentem. Pytam serio, bo nie chcę tu niszczyć rozmowy, po prostu nie widzę wyjścia z tego kręgu.
Może wyjścia z kręgu nie ma i to jest w porządku. Mnie to przestało przeszkadzać mniej więcej wtedy, gdy zrozumiałam, że medycyna też operuje na modelach, które są prawdziwe tylko do momentu gdy pojawi się lepszy model. Różnica jest taka, że medycyna ma protokoły weryfikacji a bioenergoterapia nie ma takich samych. Ale z tego nie wynika, że doświadczenie jest fałszywe. Wynika tylko, że jest niezweryfikowalne w tym sensie.
Zatrzymaj się chwilę, bo to porównanie z medycyną mnie niepokoi. Modele w medycynie są falsyfikowalne. Można je obalić. Czy uważasz, że twoje doświadczenia z energetyką są falsyfikowalne? Że jest jakiś wynik, który by cię przekonał, że to jednak nie działało?
@Czarek szczere pytanie, więc szczera odpowiedź. Tak, jest. Gdyby przez dłuższy czas praca energetyczna nie powodowała żadnej zmiany ani w samopoczuciu, ani w tym co pojawia się w obrazach, ani w ciele, uznałabym, że albo robię to źle, albo to nie jest dla mnie. Nie powiedziałabym może że energia nie istnieje, ale że ta konkretna praktyka mi nie odpowiada. Czy to wystarczy jako falsyfikowalność? Pewnie nie w sensie naukowym.
Słucham tej wymiany między Czarkiem a Pentagrą i mam wrażenie, że rozmawiacie o dwóch różnych poziomach. Czarek pyta o falsyfikowalność twierdzenia, Pentagrama odpowiada o użyteczność praktyki. To nie jest to samo. Mnie bardziej interesuje co Pentagrama czuje, gdy pojawia się ten obraz, który wcześniej opisywała jako ciemną wodę. Czy to są też obrazy, które ty interpretujesz jako ślady czegoś spoza obecnego życia?
Przepraszam że znowu wchodzę z podstawowym pytaniem, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czy wy mówicie, że te obrazy, które się pojawiają podczas sesji albo sami z siebie, mogą być zarówno czymś z poprzednich wcieleń jak i czymś z obecnego życia, i że nie zawsze da się tego rozróżnić? Bo jeśli tak to po co w ogóle zakładać że to wcielenie a nie po prostu jakaś głęboka pamięć albo wyobraźnia?
@Polcia93 to jest pytanie, które rozłupuje połowę ezoteryków na dwie grupy. Jedna powie, że to nieważne bo praca jest ta sama. Druga powie, że jednak skąd pochodzi ślad ma znaczenie dla tego jak go rozpuścić. Ja jestem bliżej tej drugiej grupy, ale uczciwie mówię że nie mam na to dowodów. To jest bardziej kwestia tego co mi pasuje do mojej praktyki.
A mnie ta rozmowa o weryfikacji zaczyna trochę kręcić w kółko i wolałabym wrócić do pytania Idzi91 o pracę samodzielną. Bo to jest realny problem dla wielu osób i nikt porządnie nie odpowiedział. Czy jest jakaś minimalna bezpieczna forma pracy z tym bez terapeuty? Daneczka mówiła że błądziła bez mapy, ale może są jakieś mapy dla samouków?
@Begonia ja byłam ciekawa tego samego. W końcu znalazłam coś w postaci dziennika odczuć, gdzie po prostu zapisywałam co się pojawia w ciele i kiedy. Nie interpretowałam, tylko notowałam. Po jakimś czasie zaczęłam widzieć wzory, że pewne miejsca w ciele reagują na pewne sytuacje. To nie jest spektakularne, ale czułam że stoję na czymś konkretnym, a nie wiszę w powietrzu.
@Daneczka o to właśnie mi chodziło, czyli coś co ma jakiś porządek. Bo jak próbowałem coś sam to siedziałem i czekałem aż coś się pojawi i albo nic nie było, albo nie wiedziałem czy to co jest to coś czy nic. Ten dziennik brzmi sensownie, ale mam pytanie, czy ty miałas jakiś rytm? Codzennie, raz na tydzień, po czymś konkretnym?
Dorzucę się do wątku o samodzielnej pracy bo mam tu własne doświadczenie. Zaczęłam od prostego skanowania ciała przed snem, dosłownie kilka minut leżenia z uwagą na każdą część ciała po kolei. Bez intencji poza obserwacją. I to był moment, gdy zaczęło mi się pojawiać coś co trudno nazwać inaczej niż obrazami, które nie były moimi myślami dnia. Nie wiem co to jest w sensie źródła, ale było inne jakościowo.
@Michasia a wróćmy na chwilę do tego co mówiłaś wcześniej o bólu w brzuchu i terapeucie który cię wysłał na badania. Bo mi się nie zamknął ten wątek. Czy on powiedział ci wtedy skąd wie, że akurat to wymaga badań a nie na przykład pracy energetycznej? Jak on to rozróżniał?
@Tamarka_79 powiedziała dokładnie, że jest coś w tym obszarze co jej „nie odpowiada” jako pole energetyczne i że nie potrafi tego ująć, że woli dmuchać na zimne. Nie miała pewności, to była intuicja i ostrożność jednocześnie. Właśnie to mi zaimponowało, że nie tłumaczyła wszystkiego przez jeden klucz.
Czytam tę rozmowę o rozróżnianiu i mam pytanie do Jarylo albo Irenki, bo wydają mi się najbardziej doświadczeni w tym temacie. Czy jest jakiś rodzaj objawu fizycznego, który wy osobiście traktujecie jako sygnał że trzeba idź do lekarza a nie kontynuować pracę energetyczną? Nie pytam o regułkę, pytam o to jak wy to robicie u siebie.
@Czarodziej u mnie zasada jest prosta i wypracowałam ją po kilku latach. Jeśli coś w ciele jest nowe, nasilające się albo jednostronne, idę do lekarza zanim zrobię cokolwiek energetycznie. Nowe bo może być początkiem czegoś. Nasilające się bo energia nie powinna pogłębiać objawu, powinna go ruszać. Jednostronne bo to jest często sygnał somatyczny, nie energetyczny. To nie jest nauka, to moja praktyczna zasada i nie twierdzę że jest jedyna słuszna.
Przeczytałam cały wątek i mam wrażenie że mówicie o czymś, z czym się zmagam ale nie umiałam tego nazwać. Mam od jakiegoś czasu obrazy podczas zasypiania, których nie rozpoznaję jako swoje wspomnienia, ale czuję do nich coś emocjonalnego jakby były moje. Nie wiem co z tym robić i trochę się boję że jak zacznę to grzebać to albo nic nie znajdę albo znajdę coś czego nie chcę.
@Anesja5 to co opisujesz to jest dokładnie hipnagogia z ładunkiem emocjonalnym. I to co czujesz, czyli ta ambiwalencja między „moje” i „nie moje”, jest bardzo charakterystyczna dla materiału, który leży na granicy pamięci osobistej i czegoś głębszego. Ale mam pytanie, czy te obrazy są statyczne jak zdjęcia, czy ruchome jak urywki filmów? To dużo zmienia w interpretacji.
Czytam od jakiegoś czasu i wchodzę bo mam pytanie trochę z innej strony. Mówicie o pracy energetycznej, sesjach, terapeutach. Ale czy ktoś z was miał doświadczenie, że jakaś liczba albo data wracała w tych obrazach albo odczuciach? Bo ja mam coś takiego i nie wiem czy to paranoja czy coś do sprawdzenia.
Żeby nie zostawić tego wiszącego, bo sam zadałem pytanie i głupio mi znikać. Ta data to konkretny rok, nie dzień, i pojawia mi się kiedy słyszę pewien rodzaj muzyki albo jak patrzę na określony rodzaj architektury. Jakby jakiś ciąg skojarzeń, ale bardzo emocjonalny. Nie mam pojęcia co z tym zrobić i czy to ma jakikolwiek związek z pracą energetyczną czy to może być zwykłe coś psychologicznego.
@Zenek63 a czy ta emocja jest żałobna, tęskna, czy raczej coś spokojnego? Bo to może zmieniać interpretację. I drugie pytanie, czy ten rok jest z przeszłości czy przyszłości? Bo znam jedno i drugie z doświadczeń.
@Lucyda z przeszłości, dalekiej. I ta emocja to najbardziej tęsknota, ale za czymś czego nie znam z tego życia. Jakby za miejscem albo sposobem życia. To dziwne bo nie mam jak sprawdzić czy to prawdziwe.
@Zenek63 ta niemożność sprawdzenia jest właśnie miejscem, gdzie medycyna i energetyka zaczynają rozmawiać różnymi językami o tym samym. Lekarz powie że to pareidolia emocjonalna albo kryptomnezja, czyli wspomnienie czegoś co widziałeś a nie pamiętasz skąd. Energetyk powie że to ślad z poprzedniego wcielenia. Ale co ciekawe, praca z tym odczuciem jest podobna w obu przypadkach. Pytanie jest raczej jakie znaczenie ma dla ciebie ta tęsknota teraz, w tym życiu.
@Jarylo to jest ta kryptomnezja, o której już kiedyś czytałem. Ale mam wątpliwość. Jeśli nie można odróżnić kryptomnezji od wspomnienia z wcielenia nawet metodami energetycznymi, to po co rozróżniać? Czy ta rozmowa nie kręci się w kółko właśnie dlatego, że zakładamy że jedna z tych opcji jest prawdziwa a nie mamy narzędzia do decyzji?
Mnie pytanie Zenka63 uderzyło czymś innym. Wiązanie daty albo roku z obrazami, które mają ładunek emocjonalny, to jest coś, z czym się sama spotkałam przy pracy z linią przodków, nie z wcieleniami. I tam data ma inne znaczenie niż w reinkarnacji. Czy Zenek sprawdził czy ta data coś znaczy w historii rodziny? To nie wyklucza innych interpretacji, ale warto to wykluczyć zanim pójdzie się dalej.
Szczerze to nie sprawdzałem. To dobry trop. Tylko jak to sprawdzić kiedy rodzina nie rozmawia o historii? Moi rodzice oboje mówią że nie wiedzą za dużo o przodkach.
@Zenek63 a próbowałeś archiwów? Serio, nie żartuję. Znam kilka osób, które przy podobnych odczuciach zaczęły kopać w genealogii i znalazły rzeczy, które tłumaczyły pewne wzory. Nie wiem czy to zmienia coś energetycznie, ale przynajmniej daje jakiś punkt zaczepienia.
Wróceę do tematu z samodzielą pracą bo gubi się w tym wątku. Michasia mówiła o skanowaniu ciała przed snem. Ja próbowałem ale nie wiem czy robię to prwidłowo. Znaczy leżę i staram sie czuć każdą część ciała ale po chwili mi głowa odpływa i nie wiem czy to zasypianie czy coś innego. Czy to ma znaczenie czy zasnę w trakcie?
@Idzi91 to jest dokładnie to samo co mi się zdarzało na początku. I mam poczucie, że moment odpływania jest czasem bardziej wartościowy niż samo skanowanie, bo wtedy pojawiają mi się właśnie te obrazy graniczne, o których mówiłam. Ja teraz celowo nie walczę z zasypianiem podczas tej praktyki. Ale powiedz, czy kiedy odpływasz, cokolwiek zostaje z tego w pamięci rano?
Wróciłam do tego co pisała Lucyda o hipnagogii i zastanawiam się czy to co ja mam to na pewno to samo. Bo moje obrazy nie są przy zasypianiu, one pojawiają się w dzień, przy rutynowych czynnościach, jakby przez chwilę widziałam coś innego niż to co jest przede mną. Trwa to sekundy. Czy to jest ta sama kategoria czy coś innego?
@Anesja5 to jest inne zjawisko, ale z tej samej rodziny. Hipnagogia jest progowa, twoja jest raczej intruzywna w czuwaniu. Pytanie, czy towarzyszą temu jakieś fizyczne odczucia w ciele, bo to by mogło coś powiedzieć o tym, na jakim poziomie to się pojawia. Czy masz dreszcz, zmianę temperatury, cokolwiek?
Chcę się zapytać Irenki bo jej zasada o nowych i nasilających się objawach bardzo mi się spodobała. Ale mam wątpliwość praktyczną. Jak długo czekasz nim uznasz że coś jest „nasilające się”? Bo mnie się zdarzało że ból pojawiał się przez kilka sesji z rzędu i potem znikał. I nie wiedziałam czy to proces czy sygnał do lekarza.
@Begonia u mnie granicą jest tydzień, jeśli coś narasta przez tydzień w sposób ciągły albo powraca coraz intensywniej, to już lekarskie terytorium. Ale to jest moja zasada wypracowana na własnych błędach i nie dam ci gwarancji że powinna być twoja. Mam pytanie w drugą stronę, czy twoje ciało daje ci jakiś sygnał rozróżniający? Tzn. czy bóle po sesji czujesz inaczej niż te zwykłe?
@Irenka_92 szczerze nie wiem czy to tylko sugestia, ale tak, czuję je inaczej. Bóle po sesji są jakby rozleglejsze i ciepłe. Zwykłe są punktowe i zimne albo po prostu neutralne. Nie wiem jak to opisać inaczej.
@Begonia to co opisujesz to interesujące bo sugerujesz że ciało ma własny kod do rozróżniania. Pytanie czy tego kodu nauczyłaś się rozpoznawać sama, czy ktoś ci to wskazał? Bo obawiam się, że jeśli terapeuta ci powiedział że „bóle po sesji są ciepłe”, to możesz to teraz faktycznie czuć jako ciepłe, nawet jeśli wcześniej tak nie było. Nie mówię że tak jest, pytam.
Do tej rozmowy o datach i liczbach, bo nikt nie powiedział wprost: numerologia może być tu pomocna, ale tylko jako punkt wejścia, nie odpowiedź. Jak masz rok który cię prześladuje, można zobaczyć co on mówi w numerologii, ale to nie powie ci czy to przeszłe wcielenie czy pamięć przodków. To może powiedzieć coś o energii tego roku jako wibracji. Choć przyznam szczerze że do dat w wizjach podchodziłabym ostrożnie, bo daty to bardzo konkretne, a energetyka rzadko operuje konkretem.
@Dominisia01 mam wątpliwość wobec tego co napisałaś. Energetyka „rzadko operuje konkretem”? Ja bym powiedział odwrotnie, że właśnie konkret, data, miejsce, twarz, są często dokładniejszym sygnałem niż mglisty obraz. To że trudno to zweryfikować nie znaczy że jest mniej konkretne. Skąd ten wniosek?
Trochę gubie się w tym wszystkim. Czy ktoś mógłby mi powiedzieć, te obrazy z wcześniejszych wcieleń i te ze wspomnień przodków, to są zupełnie inne rzeczy i trzeba je rozróżniać, czy one mogą się mieszać? Bo z tego co czytam to jakby obie opcje były możliwe naraz i nie wiem jak myśleć o tym co sama czasem czuję.
@Polcia93 mogą się mieszać i to jest chyba jeden z trudniejszych elementów tej pracy. Ja przez długi czas myślałam że mam do czynienia z wcieleniem, a okazało się przy głębszej pracy że to była linia babki ze strony ojca, o której nic nie wiedziałam. Zmieniło to co robiłam z tym materiałem, bo praca z linią przodków ma inną logikę niż praca z własnym wcieleniem. Ale emocja była podobna, ta sama tęsknota za czymś nieznanym.
Okej, czyli to nie jest tak, że jedno wyklucza drugie i można mieć jednocześnie coś z linii przodków i coś z własnego wcielenia? Bo ja w sumie nie wiedziałam, że to są dwie osobne rzeczy do rozróżnienia. Myślałam że praca z przeszłością to praca z przeszłością.
@Polcia93 to jest dobre pytanie i myślę że właśnie to pomieszanie jest przyczyną wielu błędnych interpretacji. W pracy z przodkami szukasz wzoru, który przyszedł przez krew albo przez przekaz emocjonalny w rodzinie. W pracy z wcieleniami szukasz czegoś, co jest twoje, ale z innego ciała. Energetycznie te dwa ślady mają inne umiejscowienie, przynajmniej w tym co ja obserwuję.
@Jarylo a jak to sprawdzić w praktyce? Bo mówisz że inne umiejscowienie, ale to chyba wymaga kogoś kto potrafi to odczytać, a nie każdy ma dostęp do takiego terapeuty.
Ja próbowałam to rozróżniać przez sen i mam wrażenie, że sny związane z linią przodków mają u mnie pewną cechę, są jakby starsze w warstwie wizualnej, mam na myśli że widzę w nich domy, ubrania, pejzaże z jakiejś minionej epoki, ale ja w tym śnie jestem sobą. Natomiast w tych, które odczytuję jako wcielenia, jestem kimś innym, czuję inne ciało. Nie wiem czy to jest reguła dla każdego, ale u mnie jest powtarzalna.
@Michasia to rozróżnienie przez poczucie ciała jest zgodne z tym, co opisuje kilka poważniejszych podejść do pracy z materiałem snów. Ale chcę dopytać, czy to poczucie innego ciała jest wyraźne od razu po przebudzeniu, czy rekonstruujesz je dopiero przy zapisywaniu? Bo to by zmieniało wartość tego sygnału.
@Lucyda od razu. Zanim cokolwiek zapiszę, jest jeszcze ta chwila kiedy nie wiem do końca kim jestem. I właśnie w tej chwili wiem czy byłam sobą czy kimś innym. Potem to znika bardzo szybko.
Chcę wrócić do tego co Lucyda pisała wcześniej o moich obrazach w ciągu dnia. Ona zapytała czy towarzyszą temu odczucia fizyczne. Tak, jest coś jakby chwilowe zwężenie w klatce piersiowej i wrażenie że powietrze jest inne, gęstsze. Ale nie wiem czy to nie jest po prostu reakcja lękowa na coś obcego.
@Anesja5 to że nie wiesz czy to reakcja lękowa jest ważne. Mam pytanie, czy te odczucia pojawiają się chwilę przed obrazem, w trakcie, czy po? Bo kolejność może coś tu powiedzieć o tym, czy ciało reaguje na zewnętrzny bodziec, czy samo go generuje.
@Anesja5 i mam pytanie od siebie, niezależnie od tego co pisze Lucyda. Czy te obrazy dzienne pojawiają się zawsze w podobnych okolicznościach, te same pory dnia, te same czynności? Wzorzec powtarzalności to jest pierwsza rzecz, którą bym sprawdziła zanim zdecyduję co to jest.
@Irenka_92 tak, zwróciłam na to uwagę, głównie przy zmywaniu i przy spacerach bez słuchawek. Czyli kiedy robię coś mechanicznego i głowa jest pusta. Nie wiem czy to mówi coś o naturze tych obrazów czy tylko o tym, że wtedy mam mniej bodźców.
@Anesja5 to drugie jest równie prawdopodobne co pierwsze. Mniej bodźców zewnętrznych to po prostu więcej miejsca dla tego co jest w środku. To nie klasyfikuje źródła, tylko moment dostępu. Warto nie mylić tych dwóch rzeczy.
Chcę wrócić do pytania Czarka sprzed kilku postów, czy mój opis ciepłych i zimnych bólów pochodzi ode mnie czy od terapeuty. Uczciwie, nie wiem. Terapeuta na początku mówił ogólnie o pracy z ciałem, ale ten konkretny opis ciepło-zimno wypracowałam sama przy prowadzeniu dziennika. Tylko nie jestem pewna czy to mnie rozgrzesza z sugestii.
@Begonia to jest uczciwa odpowiedź i myślę że właśnie to rozróżnienie, co przyszło od zewnątrz a co z własnej obserwacji, jest jedną z ważniejszych rzeczy w tej całej pracy. Samo to, że je robisz, jest wartościowe. Ale sugestia nie zawsze jest błędem, może być też modelem, który naprawdę działa i który ciało przejęło jako swój.
Ja chce sie zapytac bo wcześniej gdzies czytałem że ciało ma swoje wzory które się powtarzają w życiu i we wcieleniach. Czy to dotyczy też bolu? Znaczy czy bol w tym samym miejscu który nie ma przyczyny medycznej moze byc śladem po poprzednim życiu? Bo mam takie coś w lewym barku od lat i lekarz nic nie znalazl.
@Idzi91 to jest temat który wraca na sesjach z terapeutami pracującymi z ciałem. Nie dam ci odpowiedzi czy twój bark to ślad z wcielenia, bo tego nie wiem. Ale mechanizm o którym piszesz, że ciało niesie wzory, jest opisywany przez różne podejścia, nie tylko ezoteryczne. Pytanie które bym zadał to, czy ból reaguje na cokolwiek emocjonalnego albo czy towarzyszą mu jakieś obrazy?
@Jarylo obrazy nie, ale jest gorzej kiedy sie stresuję. I jeszcze przy pewnym rodzaju muzyki, takiej starej, ludowej. Nie wiem czemu to napisałem ale pytałeś o skojarzenia.
To co pisze Idzi91 o muzyce i ciele jest czymś, co ja też znam. Przy pracy z linią przodków zdarza mi się, że pewne dźwięki otwierają coś bardzo gwałtownie, bez decyzji z mojej strony. I właśnie takie niezamówione otwarcia traktuję bardziej poważnie niż te wywoływane intencjonalnie. Zenek63 pisał wcześniej o tęsknocie za nieznanym miejscem, zastanawiam się, czy Zenek ma podobne momenty z muzyką albo z konkretnym zapachem.
Zapach tak. Jest jeden konkretny, nie umiem go nazwać, coś między dymem a ziołami, i za każdym razem kiedy go wyczuję gdzieś przypadkowo mam to uderzenie, jakby ktoś mnie nagle gdzieś przeniósł na sekundę. Muzyki nie sprawdzałem świadomie.
@Zenek63 a próbowałeś kiedyś odtworzyć ten zapach celowo i zobaczyć co się pojawi? Piszę serio, bo słyszałam że woń jest podobno najsilniej związana z pamięcią ze wszystkich zmysłów. Może to by coś otworzyło albo przynajmniej dało więcej do przemyślenia.
Przy okazji tej rozmowy o zapachach i muzyce chcę powiedzieć jedno, bo wydaje mi się że się tu gubi wątek główny. To są wszystko sygnały, ale sygnały do czego? Jeśli mówimy o zabiegach energetycznych i ich stosunku do medycyny, to właśnie tutaj jest granica, ciało daje sygnały, energetyk je czyta, lekarz ich nie widzi, i żadne z tych dwojga nie ma pełnego obrazu. To nie jest tak, że energetyk zastępuje lekarza ani że lekarz wyklucza energetyka.
I właśnie o to chodzi, że nikt tu nie odpowiada na to pytanie wprost. Bo jeśli te zapachy, muzyka, obrazy są sygnałami, to sygnałami do działania. A działanie w kontekście tego forum i tej kategorii to praca energetyczna albo terapia. I tu jest granica którą chcę nazwać wyraźnie: kiedy te obrazy i bóle zaczynają wracać regularnie, to jest moment kiedy obok terapeuty energetycznego powinien być też lekarz. Nie zamiast, obok. Mówię to jako ktoś kto sam przez to przeszedł i przez rok pracował tylko energetycznie, zanim się okazało że jest coś fizycznego.
@Dominisia01 rozumiem co mówisz i w ogólnym sensie masz rację, ale mnie zastanawia to zdanie o sygnałach do działania. Bo ja bym nie szedł tak szybko od sygnału do działania. Czasem sygnał jest do obserwacji, nie do robienia czegokolwiek. Możesz powiedzieć co konkretnie u ciebie wymagało diagnozy medycznej? Pytam bo to byłoby ważne dla innych, nie żeby cię przyciskać.
@Jarylo utrzymujące się bóle głowy które tłumaczyłam sobie jako przeciążenie energetyczne po sesjach. Okazało się że to kwestia ciśnienia. Nic poważnego ale gdybym czekała kolejny rok to mogłoby być. I właśnie dlatego mówię że to nie jest albo albo, tylko jedno i drugie.
To co pisze Dominisia01 jest ważne i chcę do tego dodać własne zdanie, bo myślę że ta granica między sygnałem energetycznym a objawem fizycznym jest płynna i nikt z nas nie jest w stanie jej sam precyzyjnie narysować. Pracuję z linią przodków od kilku lat i nauczyłam się że kiedy coś pojawia się w ciele regularnie i nie odpowiada na pracę energetyczną, to ciało mówi coś innego niż myślę. I to nie jest porażka pracy energetycznej, to jest informacja.
Ale jak mam rozumieć to że coś nie odpowiada na pracę energetyczną? Bo ja jestem z zewnątrz tej całej praktyki i brzmi to dla mnie jak tautologia. Skąd wiadomo kiedy praca energetyczna działa a kiedy nie, jeśli nie ma żadnego wskaźnika zewnętrznego?
@Nikodem76 wskaźnikiem zewnętrznym może być właśnie trwałość objawu. Jeśli ból barku Idziego znika po sesji i wraca po kilku dniach, to coś nie zostało rozwiązane. Jeśli znika i nie wraca przez tygodnie, to coś się zmieniło. To nie jest niemierzalne, tylko mierzone inaczej niż w gabinecie lekarskim.
U mnie ten bark wraca zawsze. Ale po sesji jest cisze przez jakis czas. Nie wiem czy to znaczy ze praca działa częsciowo czy ze to dwa oddzielne sprawy, ta enrgetyczna i ta fizyczna ktora moze byc. Naprawde nie wiem jak to rozrozniac.
@Idzi91 to że wraca ale jest przerwa, to jest informacja a nie brak odpowiedzi. Pytanie jest inne: czy w tej przerwie coś się zmienia poza brakiem bólu? Sposób w jaki śpisz, oddychasz, czy masz te obrazy o których pisałeś przy muzyce? Bo jeśli przerwa to tylko brak bólu i nic więcej, to faktycznie warto sprawdzić fizycznie.
Chcę się odnieść do tego co mówi Dominisia01, bo dotyczy mnie bezpośrednio. Moje obrazy dzienne o których pisałam i to zwężenie w klatce, sprawdziłam już kardiologicznie bo się bałam. Wszystko było w porządku. I teraz jestem w dziwnym miejscu bo z jednej strony ulga, z drugiej te obrazy dalej są i dalej nie wiem skąd. Medycyna powiedziała nie wiem co to jest, a praca energetyczna dopiero się zaczyna.
@Anesja5 to miejsce w którym jesteś teraz, po wykluczeniu przyczyny fizycznej, jest moim zdaniem jednym z bardziej wartościowych punktów wejścia do pracy głębszej. Nie masz już pytania czy to serce, więc możesz naprawdę słuchać tego co te obrazy mówią. Ale chcę zapytać, czy po tej diagnozie te obrazy zmieniły się jakoś? Stały się spokojniejsze, częstsze, inne?
@Lucyda wydaje mi się że spokojniejsze. Albo ja jestem spokojniejsza i dlatego tak odbiera. Trudno powiedzieć które. Ale to zwężenie w klatce jest rzadziej.
To co Anesja5 opisuje, że nie wie czy to obraz się zmienił czy ona, to jest coś bardzo znajomego. Przy pracy ze snami mam dokładnie to samo. I zaczęłam to traktować nie jako problem metodologiczny tylko jako sam w sobie wynik. Zmiana w obserwatorze jest zmianą.
@Michasia ale to jest trochę okrężne, nie? Czyli cokolwiek się zmieni, i w obrazie i we mnie, to jest wynik. Skąd wtedy wiadomo że cokolwiek faktycznie się dzieje, a nie że po prostu się przyzwyczajam albo zapominam?
@Tamarka_79 właśnie tym różni się przyzwyczajenie od zmiany, przynajmniej w moim odczuciu. Przy przyzwyczajeniu jest obojętność. Przy zmianie jest coś innego, trudno to nazwać, ale jest jakieś uwolnienie. Nie znikanie, tylko inne miejsce dla tego co było.
Wracam do tego co Dominisia01 powiedziała o granicy między energetycznym a fizycznym, bo to mi się kręci w głowie. Mam pytanie praktyczne. Czy jest jakiś algorytm, cokolwiek, co pomaga zdecydować od czego zaczynać? Bo rozumiem że ideał to jedno i drugie razem, ale nie każdy ma dostęp i czas na obydwa jednocześnie.
@Begonia nie wiem czy algorytm to dobre słowo, ale jest coś w rodzaju zasady którą stosuje wielu terapeutów po tej stronie. Jeśli objaw jest ostry, narastający albo nie daje się powiązać z żadnym konkretnym zdarzeniem emocjonalnym czy energetycznym, najpierw lekarz. Jeśli pojawia się w konkretnych stanach, po konkretnych zdarzeniach, i ma pewien rytm, można pracować energetycznie równolegle. Ale to nie jest zasada bez wyjątków.
Zapytam o siebie wprost bo nie wiem jak to umieścić. Ten zapach o którym pisałem, i to uderzenie które za nim idzie, to nie jest ból i nie jest objaw. Ale jest na tyle silne że zaczęło mnie interesować skąd pochodzi. Nie wiem czy to należy do tematu medycyna kontra energia czy to jest coś zupełnie innego.
@Zenek63 to należy do tematu, bo właśnie tu jest pytanie o granicę. To co opisujesz nie jest ani chorobą ani klasycznym objawem wymagającym leczenia, ale jest doświadczeniem które może prowadzić do pracy z czymś głębszym. I właśnie o tym jest ta rozmowa, o tym że medycyna i praca energetyczna nie dzielą świata na pół, tylko mają różne obszary wrażliwości.
Ja mam głupie pytanie ale zapytam bo nie rozumiem jednej rzeczy. Jak się zaczyna taką pracę energetyczną jeśli nie wie się od czego te obrazy czy zapachy pochodzą? Bo tu wszyscy piszą jakby to było oczywiste że wiadomo czy to z linii przodków, czy z poprzedniego życia, czy cokolwiek innego. A skąd to wiadomo na początku?
@Polcia93 to nie jest głupie pytanie, to jest właściwie centralne pytanie całej tej rozmowy. I szczera odpowiedź jest taka, że na początku się nie wie. Zaczyna się od obserwacji bez etykietowania. Zapisujesz kiedy, co, w jakim stanie ciała, co poprzedzało. I dopiero po jakimś czasie wzorzec zaczyna mówić coś sam.
To co Irenka_92 pisze o obserwacji bez etykietowania chyba mi coś wyjaśnia. Bo ja właśnie próbowałem od razu nazywać ten zapach, szukać skąd, z jakiego czasu, od kogo. I może to jest właśnie błąd na początku. Ale mam pytanie, bo nie rozumiem technicznie jak to zapisywać. Mówisz że kiedy, co, w jakim stanie ciała. Czy to ma być jak dziennik? Codziennie o stałej porze czy tylko kiedy się coś pojawia?
@Zenek63 tylko kiedy się pojawia, nie siłuj się ze stałymi porami na początku. I zapisuj dosłownie, nie interpretacyjnie. Nie „poczułem coś z przeszłości” tylko „był zapach spalenizny, miałem napięcie w ramionach, poprzedzało to przeglądanie zdjęć”. Bez wniosków na tym etapie. Wnioski same zaczną wyłazić po jakimś czasie.
@Irenka_92 a co jeśli te obrazy które się pojawiają są zupełnie bez kontekstu? Znaczy u Zenek63 jest zapach i coś za nim idzie, ale u mnie to są takie urywki, jakby klatki filmowe, i nie wiem co było przed nimi ani co po. Czy to w ogóle nadaje się do takiego zapisywania?
@Polcia93 urywki bez kontekstu to jest bardzo konkretna informacja, tylko inaczej niż myślisz. Zapisz samą klatkę, dosłownie co widzisz. Kolory, pora dnia, czy jest tam ktoś, jak jest ubrana przestrzeń. Kontekst często nie poprzedza obrazu, tylko pojawia się po tym jak już się go porządnie opisze na piśmie. Kilka razy mi się zdarzyło że dopiero pisząc rozumiałam co ten obraz ma z tyłu siebie.
Słucham tej rozmowy o zapisywaniu i mam wątpliwość, nie złośliwą tylko szczerą. Czy to nie jest tak że jak zaczynasz pisać o obrazie, to go zmieniasz? Bo ja kiedy próbuję opisać słowami coś co miałam w głowie, to zanim skończę zdanie to już nie jestem pewna czy to jest to samo co było na początku. I potem nie wiem czy zapisuję doświadczenie czy jego zniekształconą wersję.
@Tamarka_79 to jest dokładnie to samo co miałam na początku ze snami. I powiem ci jak się z tym pogodziłam, choć to może nie być satysfakcjonująca odpowiedź. Zapis nigdy nie jest tym samym co doświadczenie. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to co zostaje w środku kiedy próbujesz to ułożyć w słowa. Ten opór, ta zmiana, to też jest informacja.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale chcę zadać pytanie które mi chodzi od jakiegoś czasu. Cała ta rozmowa oscyluje wokół doświadczeń które mogą być z linii przodków albo z poprzednich wcieleń albo z czegoś innego. Jak w praktyce, konkretnie, odróżniacie jedno od drugiego? Bo słyszę że obserwujecie, zapisujecie, ale kryterium rozróżnienia tych źródeł to co?
@Nikodem76 szczera odpowiedź: często się nie odróżnia na początku, i to jest w porządku. Linia przodków daje zazwyczaj coś powtarzalnego, coś co ma wzorzec w rodzinie, coś co możesz czasem skonfrontować z historią. Poprzednie wcielenia mają inną jakość, często jest tam dezorientacja co do czasu, miejsca, własnej tożsamości w obrazie. Ale nie powiem ci że to jest pewna granica.
@Nikodem76 dodam tylko że przy pracy z runami widzę podobny problem. To nie jest kwestia odróżniania źródeł na początku, tylko kwestia co z tym robisz. Czasem dopiero praca pokazuje skąd coś pochodzi, a nie odwrotnie.
Wracam do tego co Jarylo napisał o dezorientacji co do czasu i tożsamości w obrazie, bo to jest dokładnie to co mam z tymi moimi obrazami dziennymi. Jest tam ktoś kto działa i czuje, ale nie jestem pewna czy to ja. Nie „ja teraz”, nie „ja wtedy”. Po prostu jakaś perspektywa pierwszoosobowa bez kotwicy. I to mnie bardziej niepokoi niż samo zwężenie w klatce które już sprawdziłam.
@Anesja5 ten brak kotwicy to jest coś o czym warto porozmawiać głębiej, bo to jest jedna z charakterystycznych cech wspomnień które nie należą do twojego obecnego życia. Nie twierdzę że wiem skąd to pochodzi, ale ta perspektywa pierwszoosobowa bez identyfikacji z obecnym sobą pojawia się w tym kontekście bardzo często. Czy ta postać w obrazie ma jakieś wyraźne cechy, cokolwiek co ją odróżnia od ciebie?
Ręce. Ręce są inne. Starsze chyba, albo inaczej pracujące. I jest ciepło, bardzo konkretne ciepło, takie od ognia a nie od słońca. Więcej nie wiem, to są sekundy.
@Anesja5 to co opisujesz, te sekundy z bardzo konkretnym szczegółem sensorycznym, jest czymś innym niż ogólny obraz. Mam podobne we własnej pracy z czakrą splotu słonecznego, te krótkie ale bardzo gęste przebłyski. Czy te ręce i to ciepło pojawiają się razem, zawsze w tej samej kombinacji?
Przepraszam ze wchodze w ten watek ale cos mi sie skojarzylo. U mnie z barkiem to nie ma zadnego obrazu, ale jest zapach kiedys o ktorym Zenek63 pisal. I zastanawiam sie czy to ze u mnie nie ma obrazu a u innych sa to znaczy ze robimy inna prace czy ze to samo tylko wyrazone inaczej w ciele?
@Idzi91 to jest dobre pytanie i nie mam pewnej odpowiedzi. Ale w mojej praktyce obserwuję że niektórzy ludzie odbierają przez ciało, inni przez obraz, inni przez dźwięk albo zapach. To nie znaczy że praca jest inna, może znaczyć że wejście jest inne. Zapach i obraz mogą prowadzić do tego samego miejsca.
Chcę się tu wtrącić bo to co Idzi91 pyta i co Jarylo odpowiada jest ważne, ale jest też coś czego nie powiedzieliście. Styl odbioru może się zmieniać w trakcie pracy. Ja zaczęłam od czucia w ciele i dopiero po czasie zaczęły przychodzić obrazy. I to co się pojawia na początku nie musi być jedynym kanałem.
Czytam ten wątek od dawna i nie pisałem, ale Dominisia01 poruszyła coś co mnie dotyczy. Czy zmiana kanału, z ciała na obraz albo odwrotnie, dzieje się sama czy można ją jakoś świadomie wspierać? Pytam bo mam wrażenie że utknąłem wyłącznie w odczuciach fizycznych i obrazy do mnie po prostu nie przychodzą.
@Czarodziej nie powiedziałabym że można to wymusić, ale można stworzyć warunki. W pracy ze świadomym śnieniem zaobserwowałam że przejście między kanałami często dzieje się kiedy przestajesz szukać konkretnej formy. Jeśli czekasz na obraz, ciało się blokuje. Jeśli słuchasz ciała bez oczekiwania co z tego wyjdzie, coś zaczyna się układać inaczej. Ale to jest moje doświadczenie, nie reguła.
Wracając do tematu wątku bo trochę odpłynęliśmy, chcę zapytać o coś praktycznego. Wszystko to co tu opisujecie, te obrazy, zapachy, wspomnienia bez kotwicy, to brzmi jak coś co dzieje się niezależnie od tego czy ktoś się leczy konwencjonalnie czy nie. Więc jak konkretnie medycyna konwencjonalna ma się do tej pracy? Czy to jest tylko kwestia wykluczenia fizycznego, czy jest jakiś głębszy związek między jednym a drugim?
Wracając do tematu wątku bo trochę odpłynęliśmy, chcę zapytać o coś praktycznego. Wszystko to co tu opisujecie, te obrazy, zapachy, wspomnienia bez kotwicy, to brzmi jak coś co dzieje się niezależnie od tego czy ktoś się leczy konwencjonalnie czy nie. Więc jak to właściwie wygląda u was w praktyce? Jeśli ktoś ma na przykład diagnozę psychiatryczną i jednocześnie doświadcza tych rzeczy, to co wtedy? Idzie do lekarza i milczy o obrazach, czy mówi i słyszy że to objawy?
@Tamarka_79 to jest pytanie które dotyka czegoś realnego i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Znam osoby które rozdzielają te dwa światy bardzo świadomie, do lekarza idą z tym co lekarz może zrozumieć, a pracę energetyczną prowadzą osobno. Nie z obawy przed oceną tylko dlatego że to są po prostu różne języki opisu tej samej rzeczy albo różnych rzeczy. Ale znam też takich którzy powiedzieli lekarzowi i dostali etykietkę. I to jest realne ryzyko.
Ja przez lata rozdzielałam. Nie dlatego że się wstydziłam, tylko dlatego że widziałam że to nie jest ta sama rozmowa. Lekarz pyta o funkcjonowanie, o sen, o nastrój. Ja mogłam mu powiedzieć że śpię nieregularnie i że mam intensywne sny, bez tłumaczenia co w tych snach. I to wystarczyło do diagnozy. Reszta była moja. Nie wiem czy to uczciwe, ale było funkcjonalne.
@Michasia ale czy nie masz wrażenia że to rozdzielanie w pewnym momencie zaczyna kosztować? Bo jeśli te obrazy czy wspomnienia bez kotwicy mają jakiś związek z tym jak się czujesz, to lekarz pracuje z połową obrazu. Pytam szczerze, bo sam się zastanawiam jak to u siebie prowadzić.
@Nikodem76 tak, kosztuje. Szczególnie kiedy te dwa poziomy zaczynają się zazębiać, kiedy to co pojawia się w pracy energetycznej wpływa na sen, a sen wpływa na ciało, a ciało idzie do lekarza. To jest ten moment kiedy rozdzielanie przestaje działać. U mnie tak było z pewnym okresem kiedy miałam bardzo intensywne obrazy związane z czymś co czułam jako nie-swoje i jednocześnie byłam wyczerpana fizycznie. Lekarz widział wyczerpanie, ja wiedziałam co je napędza. I nie umiałam tego połączyć w rozmowie.
To co Michasia opisuje jest dla mnie centralnym pytaniem tego wątku. Nie chodzi o to czy konwencja i energia mogą współistnieć, bo mogą i to jest oczywiste. Chodzi o to czy można prowadzić rzetelną pracę energetyczną z ciałem które jest jednocześnie pod opieką medyczną, i czy te dwa procesy mogą się wzajemnie wspierać zamiast ignorować. Mam wrażenie że większość z nas intuicyjnie to robi, ale bez żadnego języka żeby o tym mówić.
Pytanie o język jest dla mnie kluczowe. W praktyce z runami widzę że te same wzorce które ktoś opisuje jako „energię przodków” albo „wspomnienie z innego życia”, psychiatra nazwie dysocjacją albo intruzją. I to nie jest tak że jedno jest prawdą a drugie kłamstwem. To są dwa opisy. Problem jest kiedy jeden opis wyklucza drugi w głowie tej osoby.
@Czarek ale czy nie ma momentu kiedy oba opisy nie mogą być równolegle prawdziwe? Bo jeśli ktoś ma na przykład PTSD i jednocześnie pracuje z obrazami które interpretuje jako wspomnienia z poprzednich wcieleń, to te dwie ścieżki mogą się wzajemnie nakręcać. Nie zawsze w dobrą stronę. Czy w pracy z runami masz sygnały kiedy ktoś potrzebuje raczej konwencji niż dalszej pracy energetycznej?
@Lucyda tak, mam i to jest coś o czym rzadko się mówi wprost. Są sygnały w rozstawieniu, ale też w tym jak człowiek reaguje na to co widzi. Jeśli ktoś jest dezorganizowany przez materiał który się pojawia, a nie ugruntowany, to to jest sygnał żeby zatrzymać się i zapytać co się dzieje na poziomie codziennego funkcjonowania. Nie wykluczam pracy energetycznej, ale kolejność ma znaczenie.
Słucham tego i mam pytanie do siebie właściwie. Te ręce i to ciepło od ognia które opisywałam wcześniej, to nie dezorganizuje. To jest spokojne. Ale jak czytam o rozdzielaniu i o tym że lekarz widzi tylko połowę, to zastanawiam się czy to spokój jest informacją czy ochroną. Nie wiem jak to sprawdzić.
@Anesja5 to pytanie które zadajesz sobie jest już pracą. Różnica między spokojem jako informacją a spokojem jako ochroną jest wyczuwalna z czasem, ale nie zawsze od razu. Czy te obrazy pojawiają się w momentach kiedy jesteś uziemiona, czy raczej kiedy jesteś zmęczona albo w jakimś napięciu?
@Begonia raczej kiedy jestem spokojna. Nie zmęczona. To nigdy nie przyszło przy napięciu, to przychodzi jak jest cicho.
To co Anesja5 mówi o ciszy jest ważne i warto to zanotować. W pracy z przedmiotami magicznymi też obserwuję że odbiór przychodzi w przestrzeni spokoju a nie pobudzenia. Ale chcę wrócić do pytania Tamarki o diagnozę psychiatryczną, bo mam wrażenie że trochę za szybko przeszliśmy do teorii. Czy ktoś tu ma realne doświadczenie prowadzenia równoległej pracy, terapia plus coś energetycznego, i może powiedzieć jak to wyglądało od środka?
@Dominisia01 ja mam. Przez ponad rok chodziłam jednocześnie do terapeuty i robiłam pracę ze snami. Terapeuta wiedział o snach ale nie o tym co z nimi robiłam poza sesją. Był otwarty na to że sny niosą informacje, ale gdybym powiedziała że pracuję z nimi jako z materiałem z poprzednich żyć, to myślę że rozmowa poszłaby inaczej. Więc mówiłam o treści snów, nie o interpretacji. I to działało. Obydwa procesy szły do przodu.
@Michasia a jak rozróżniałaś co pochodzi z której ścieżki? Znaczy jeśli coś się zmieniło w twoim samopoczuciu, to skąd wiedziałaś czy to efekt terapii czy pracy ze snami?
@Tamarka_79 szczerze? Nie zawsze wiedziałam. I z czasem przestało mnie to interesować jako pytanie. Ważne było że coś się poruszało. Ale jeśli chcesz konkretniej, to terapia zmieniała wzorce zachowania i przekonania, to było widoczne w relacjach. Praca ze snami zmieniała coś głębiej, trudniej to opisać, ale jakby zmieniało się to co czuję w ciele kiedy myślę o pewnych rzeczach. To były różne warstwy.
Michasia mówi o warstwach i to jest dla mnie klucz do całej rozmowy o współistnieniu. Konwencja najczęściej pracuje z tym co można zmierzyć i z tym co wychodzi w relacji i w zachowaniu. Praca energetyczna, szczególnie ta z materiałem który czujemy jako nie-swój, z liniami przodków albo z czymś co wydaje się z innego czasu, sięga w inne warstwy. I te warstwy mogą się wzajemnie wspierać jeśli ktoś ma wystarczające uziemienie żeby trzymać obydwa procesy jednocześnie.
Przepraszam że pytam o podstawy przy takiej rozmowie ale co to znaczy „uziemienie” w tym kontekście? Bo słyszę to słowo i kojarzy mi się z ćwiczeniami oddechowymi albo z chodzeniem boso, ale chyba chodzi o coś więcej?
@Polcia93 chodzi o zdolność do pozostania w kontakcie z tym co tu i teraz, z ciałem, z bieżącym kontekstem, nawet kiedy pojawia się intensywny materiał wewnętrzny. To nie jest technika konkretna, to bardziej stan. Możesz mieć bardzo silny obraz albo wspomnienie bez kotwicy i jednocześnie wiedzieć że siedzisz w konkretnym miejscu, w konkretnym czasie i że możesz to zakończyć kiedy chcesz. To jest uziemienie. Ćwiczenia oddechowe i kontakt z ziemią mogą do niego prowadzić, ale nie są samym uziemieniem.
A ja mam pytanko bo nie do konca rozumiem, jak ktos ma te wspomnienia co nie sa jego i jednoczesnie leczy sie u lekarza to jest jakis porządek który powinien byc? Znaczy najpierw lekarz a potem ta praca czy mozna rownolegle
@Lucyda okej to rozumiem lepiej, ale dalej nie wiem czy jest jakis porzadek. Bo jak ktos jest u lekarza i ma te obrazy to powinien mu powiedziec czy nie?
Pytanie Idziego jest konkretne i zasługuje na konkretną odpowiedź, ale obawiam się że nie ma jednej. To zależy od tego co robi lekarz i na co jest otwarty. Psychiatra który słyszy „mam wspomnienia z poprzednich wcieleń” może to potraktować jako objaw, albo jako narrację której używa pacjent do opisu czegoś innego. Nie jest tak że jedno wyklucza drugie, ale w gabinecie lekarskim język ma znaczenie.
@Jarylo i co, po prostu nie mówić? Bo to brzmi jakbyś sugerował żeby dobierać słowa pod rozmówcę, a to już jest trochę granie w grę, nie?
@Nikodem76 nie mówię żeby ukrywać, mówię żeby rozumieć w czym jesteś. Jeśli idziesz do lekarza z problemem ze snem, to mówisz o śnie. Jeśli pracujesz równolegle z materiałem który interpretujesz jako obraz z innego życia, to to jest inny poziom rozmowy. Nie wszystko musi się dziać w tym samym miejscu.
Dokładnie to miałam na myśli kiedy mówiłam o rozdzielaniu. Tylko że Nikodem ma rację w tym sensie że to rozdzielanie zaczyna kosztować w momencie kiedy te poziomy są faktycznie połączone. Jak sen z obrazem z „innego życia” powoduje napięcie w ciele i to napięcie trafia do lekarza, to lekarz widzi napięcie bez kontekstu. Czy to jest problem? Chyba tak.
@Michasia ale czy to zawsze jest problem? Bo u mnie te obrazy nie powodują napięcia. Powodują spokój. To znaczy że kontekst jest niepotrzebny, czy że lekarz po prostu nie potrzebuje tej warstwy?
@Anesja5 to jest dobre pytanie i myślę że odpowiedź jest po środku. Lekarz nie potrzebuje interpretacji, ale może potrzebować pełnego opisu objawów. Jeśli spokój po obrazach jest trwały i nie zakłóca funkcjonowania, to może rzeczywiście nie ma potrzeby go tłumaczyć. Ale jeśli coś się zmienia w ciele, w rytmie dnia, w relacjach, to to jest już informacja kliniczna.
Chcę zapytać o coś co krąży w tej rozmowie ale nie zostało wprost powiedziane. Czy ktoś z was miał sytuację kiedy praca energetyczna z materiałem „nie-swoim” zmieniła coś co było wcześniej diagnozowane? Nie pytam o to żeby udowadniać cokolwiek, pytam bo to byłoby ważne dla całej dyskusji o współistnieniu.
@Czarek ja nie miałam diagnozy, ale miałam objawy które znikły po pracy z pewnym przedmiotem który dostałam po babci. Lekarze mówili że to stres, że to napięcie mięśniowe. Zniknęło po jednej sesji z tym przedmiotem i z tym co on niósł. Nie wiem czy to dobry przykład bo nie było oficjalnej diagnozy.
@Dominisia01 a co to był za przedmiot, jeśli można zapytać? I co znaczy „co on niósł”? Chodzi o jakąś energię z osoby która go miała?
@Polcia93 tak, chodzi o to że przedmioty zatrzymują energię ludzi którzy ich dotykali, szczególnie przez długi czas. Babcia miała przy sobie ten przedmiot przez dekady. Kiedy przeszedł do mnie miałam wrażenie że razem z nim przyszło coś co nie było moje, jakiś wzorzec. Nie wiem jak to nazwać inaczej, to nie było moje napięcie, to było jej. I kiedy to przepracowałam, to przeszło.
To co Dominisia opisuje jest bliskie temu o czym mówiono wcześniej, że te obrazy czy materiał który pojawia się w pracy ma jakiś rodowód który jest poza naszą własną historią. Tylko że w kontekście tytułu tego wątku pojawia się pytanie: czy taką pracę można robić równolegle z leczeniem, czy ona wymaga jakiegoś gruntu? Bo Czarek wcześniej mówił o uziemieniu jako warunku. Jak to jest kiedy ktoś jest w środku leczenia, a nie przed nim?
