o jejku, haha, zabawa w berka to ciekawe okreslenie. ale powaznie, pisanie runy na ciele ma tradycje, to tzw. run-stave albo poprostu galdr praktyczny. intencja jets kluczowa, nie sam znak. jakbys rysowala ja machinalnie bez skupienia to tak, morze byc troche malo. sprobuj przy rysowaniu powiedziec se w myslach do czego to sluzy co chcesz ta runa osiagnac. roznica jest spora
Wracajac do turmalinu, bo Soniaa pytała o inne kamienie do diagnozy. Obsydian jets dobry, ale ja go traktuję bardziej jako „lustro” - pokazuje co jest, ale sam nie filtruje tak dobrze jak turmalin. Labradoryt z kolei swietnie sprawdza się do ochrony granicy pola, ale do diagnozy mniej. To trochę jak różnica między termometrem a kurtką zimową, oba przydatne, ale do różnych rzeczy.
czytam o tych kamieniach i mam szczere pytanie, nie ironiczne. skąd wiadomo że kamień „się nasiąka” a nie że poprostu człowiek tak interpretuje co czuje trzymając kamień? bo fizycznie to jest minerał. nie mówię że nie działają, mówię że nie rozumiem mechanizmu.
ojej, a wracajac do samego tematu posta, czyli jak sie bronic. bo troche odplynelismy w strone kamieni i run, a Serafinka pytala o cos konkretnego. mi sie wydaje ze brakuje tu jeszcze jednej rzeczy, mianowicie higieny po kontaktach z ludzmi. nie tylko gruntowanie przed wyjsciem ale tesz cos po powrocie. eleonorka, ty cos o tym mowilas wczesniej?
ojej tak, higiena energetyczna po kontaktach to bardo ważny temat. podstawa to prysznic z intencją odpuszczenia tego co nie moje, dosłownie wyobrażasz se jak woda zmywa to co przylgnęło. brzmi banalnie ale to naprawdę jedna z prostszych i skuteczniejszych metod. drugie to chwila ciszy i sprawdzenia siebie - jak się czuję TERAZ w porównaniu do tego jak się czułam PRZED spotkaniem. ta różnica to informacja.
o kurcze, ojej, to z tym prysznicem jest fajne bo to nie wymaga zadnych specjalnych narzedzi. probowałam wieczorem i chba coś czułam, choć niewiem czy to nie sugestia. jak odroznic ze cos naprawde zadzialalo od tego ze poprostu się człowiek rozluznil po dniu?
mam pytanie bo to co Beltane opisuje z tym plecakiem brzmi znajomo. mnie czasem po takich spotkaniach z pewnymi osobami boli glowa i to nie jets zwykly ból, coś jakby ucisk z zewnatrz. czy to morze być objaw tego o czym tu mowimy czy to zwykłe napiecie?
Zlocien, ten ucisk w głowie po pewnych spotkaniach to coś o czym słyszę od wielu osób. może mieć różne przyczyny, w tym czysto fizyczne jak napięcie karku. ale jeśli jets bardzo wyraźnie powiązany z konkretnymi osobami a nie z sytuacją ogólnie, to warto to zanotować. po kilku takich obserwacjach widać czy jest wzorzec
właśnie,wzorzec to klucz. ja od dłuższego czasu prowadzę taki prosty dziennik, po każdym dniu kilka zdań, jak się czułam, z kim byłam, co się zmieniło. po miesiącu widać bardo wyraźnie które osoby albo miejsca zostawiają mi energię a które ją odbierają. bez żadnej ezoteryki, czyste obserwacje. a potem dopiero można rozmawiać o tym czy to kwestia energetyczna czy psychologiczna.
słuchajcie, a nikt nie poruszył jeszcze jednej rzeczy przy rozpoznawaniu tych wpływów, a mianowicie kwestii relacji. bo zauważam że prawie cała dyskusja kręci się wokół metod defensywnych i narzędzi, a mało mówiłyśmy o tym KIEDY właściwie zaczyna się problem. z mojego doświadczenia i z pracy z kartami wynika że bardzo często taki pasożyt energetyczny nie wpada znikąd, tylko jest otwarta jakaś furtka. i ta furtka to często niezamknięta relacja, coś niedomówionego, jakieś silne emocjonalne uwikłanie.
to co Astrolab pisze to jest faktycznie oddzielna kwestia i nie chcę jej zbagatelizować... bo ma rację że jest taka możliwość. natomiast z mojego doświadczenia wygląda to tak, że kiedy ktoś pyta o „pasożyty energetyczne” w tym sensie w jakim zaczęłam ten wątek, to prawie zaawsze chodzi o coś co przychodzi z zewnątrz i wiąże się z konkretna relacją. wewnętrzna dynamika to osobny temat, nie mówię że mniej ważny, ale inaczej się z tym pracuje. przy wpływach zewnętrznych kluczowe jest to żeby w ogóle rozpoznać że coś nie pochodzi od ciebie, że to nie twój nastrój, twoje myśli, twoja słabość, tylko coś nałożonego z zewnątrz. i to jest na prawdę najtrudniejsza rzecz na początku tej pracy.
dokładnie Eleonorka, i tu wracam do tego co mówiłam o relacjach. bo kiedy zaczęłam się tym zajmować bardziej świadomie, to odkryłam coś co mnie trochę zaskoczyło. te „wpływy zewnętrzne” o których piszesz bardzo rzadko biorą się znikąd, prawie zaawsze jest jakaś relacja która im sprzyja. i niekoniecznie chodzi o złą wolę tej drugiej osoby, czasem to jest ktoś kto po prostu jest bardzo potrzebujący i ciągnie energię bez żadnej intencji, może nawet nie zdając sobie z tego sprawy. a nam jest potem głupio powiedzieć że ta osoba nam szkodzi, bo przecież jest miła i nas lubi. i to jest moim zdaniem ten moment kiedy zaczyna się problem, nie wtedy gdy ktoś jest wyraźnie toksyczny, bo to widać. trudniejsze są te relacje gdzie wszystko wygląda spoko, a człowiek wychodzi z każdego spotkania kompletnie pusty.
Rusalka.2 podaje tu cos waznego. co ciekawe,te relacje gdzie „wszystko jest ok” ale zostawiaja cie wykonczonego to na prawde specyficzna kategoria. i wlasnie tu pojawia sie pytanie ktore mnie nurtuje od jakiegos czasu, jak odroznic kogos kto nieswiadomie ciagnie energie od zwyklej relacji ktora jest poprostu wyczerpujaca z prozaicznych powodow, bo ta osoba duzo mowi, duzo wymaga uwagi, ma ciezkie sprawy? bo w obu przypadkach wychodzisz zmeczony, a mechanizm moze byc zupelnie inny
