no dobra, zastanawiam sie nad czymś od jakiegos czasu i chcialam zapytać wprost - czy wierzycie, ze energia bliskich, ktorzy odeszli, morze jakos na nas działać? Nie mówię o duchach w sensie straszenia ani nic takiego, bardziej o tym czy ta energia pozostaje i czy moze nas wspierac. moja mama odeszła dwa lata temu i czasem mam takie dziwne momenty, jakby ktoś mi coś „podsylal” - jakies myśli, spokój w trudnych chwilach. Może to tylko wyobraznia, może nie. Chcę posłuchać co inni o tym myślą.
no prosze,wlasnie o tym myslalam ostatnio! u mnie to byl dziadek,odszedl ze dwa lata temu i czasem czuje takie cieplo przy lewym ramieniu, doslownie fizycznie. niewiem czy to energia czy co ale jets realne. slyszalam ze bliscy po odejsciu moga zostawac w jakiejs bliskiej sferze i stamtad przekazywac cos w rodzaju wsparcia energetycznego. ktos wie wiecej jak to dziala?
temat jest powazny i warto go potraktowac powaznie, wiec powiem co wiem. w bioenergoterapii mowi sie o tym, ze kazda istota zywa generuje pole energetyczne i to pole nie znika nagle z chwila smierci biologicznej. czesc tradycji uwaza, ze stopniowo sie rozprasza, inne ze przechodzi w inna forme. to nie sa teorie wziete z powietrza, sa zakorzenione m.in. w koncepcjach eteru, pola morfogenetycznego Sheldrakea czy po prostu w praktykach wielu kultur. 😉 natomiast to czy energia konkretnej osoby AKTYWNIE nas wspiera, to juz inna kwestia i tu bym byla ostrozna z jednoznacznymi twierdzeniami.
To pytanie Nikodema jets dobre ale odpowiedz nie jest taka prosta. Pracuję z energią od wielu lat i widzę pewna roznice między tym co pochodzi „z zewnatrz” a tym co wytwarzamy sami. Kiedy ktos bliski nas wspiera energetycznie, to sygnal zwykle przychodzi nieoczekiwanie - nie wtedy kiedy aktywnie o kimś myslimy i tesknimy, ale wlasnie w momencie gdy jesteśmy skupieni na czyms innym. Lidzia, czy to ciepło albo spokój przychodził akurat gdy myślałaś o mamie, czy raczej nagle, przy zupełnie innych sytuacjach?
hmm niewiem czy dobrze rozumiem ten temat bo jestem nowy w tych kwestiach. ale czy „zapraszanie” energii osoby ktora odeszla to jets bezpieczne? slyszalem ze mozna przyciagnac cos innego niz chcemy, jak sie nie wie co sie robi. troche sie zastanawiam zanim sprobuje czegokolwiek.
Czarnobog83 dobrze, że pytasz zanim zaczniesz cokolwiek robić. strach przed „przyciągnięciem czegoś złego” jest częsty i rozumiem go, ale warto tu odróżnić dwie rzeczy. Energia bliskich osób - tych z którymi mieliśmy silną więź miłości, troski - ma zupełnie inną „jakość” niż przypadkowe energie czy to co potocznie nazywamy duchami. sama intencja i emocja stanowią rodzaj filtra. ryzyko pojawia się gdy ktoś próbuje wywoływać kontakt z ciekawości, bez żadnego powodu, albo korzysta z technik które otwierają go na wszystko bez rozróżnienia. To co opisuje Lidzia, czyli spontaniczne odczucia bez żadnego wywoływania, jest zupełnie inną sytuacją.
Czytam wątek i mam taką refleksję - czy nie mieszamy tu kilku różnych rzeczy?? Bo jets pytanie o to czy energia w ogóle „zostaje” po śmierci, i to jest kwestia światopoglądowa, na którą różne tradycje mają różne odpowiedzi. Ale jest też pytanie praktyczne - co robić z tymi odczuciami które sie pojawiają. i jeszcze trzecia rzecz: czy aktywne „szukanie” tego kontaktu ma sens i czy jest w ogóle możliwe. To trzy osobne pytania i warto je chba rozdzielić, bo inaczej będziemy rozmawiać o wszystkim i o niczym.
Maurycy ma rację ze tym rozróżnieniem. mnie konkretnie interesuje ta pierwsza kwestia bo jestem sceptyczny z natury. skąd ktokolwiek wie że energia „zostaje”? to znaczy jakie są na to dowody poza subiektywnym odczuciem? nie mówię że kłamią, mówię że to może być interpretacja a nie fakt.
Temat ciekawy i wazny dla wielu ludzi, wienc dorzuce kilka przemyslen. w roznych tradycjach mamy rozne modele „co dzieje sie z energia po smierci”. w tantrze tybetanskiej jets koncepcja bardo - stanu przejsciowego, w ktorym swiadomosc jeszcze nie przybrala nowej formy i morze pozostawac w kontakcie z bliskimi. 😉 w tradycjach slowianskich byly to dziady, kontakt z przodkami traktowany zupelnie naturalnie jako czesc cyklu. Szamanizm syberyjski opisuje duchy przodkow jako aktywnych pomocnikow. w kazdej z tych tradycji zaklada sie ze kontakt jest mozliwy i ze bliscy moga pomagac - to nie jest pomysl New Age, to cos starego. Natomiast Nikodem ma racje ze subiektywne odczucie to nie jest dowod. Ale to akurat dotyczy calej ezoteryki, nie tylko tego tematu
Wtrącę się tu z innej strony. Mam respekt dla tradycji opisanych przez Aurelka, to są poważne źródła. Ale chcę zwrócić uwage na jedno: większość z tych tradycji ma bardzo konkretne protokoły do kontaktu z przodkami bo właśnie wiedziano że to nie jest cos co sie robi przypadkowo. Dziady slowianskie to był rytuał z precyzyjnymi zasadami, czas, miejsce, ofiary, granice. Tybetańskie praktyki bardo są prowadzone przez wyswieconych lamów. Kiedy ktoś czyta w internecie że „zaprosze energie mamy przez medytację” bez żadnego przygotowania, to stoi po omacku w ciemnym pokoju i macha rekoma. Moze nic się nie stanie. Ale może też odebrać cokolwiek
morze nie w temacie ale się dopiszęzo na tym ale mam pytanie moze głupie. czy to znaczy że wszyscy mamy takie „odwiedziny” od bliskich ale wiekszosc poprostu tego nie zauwaza? bo jak czytam to wszystkoLodzi i Lunati to myślę o swojej babci i teraz się zastanawiam czy moze coś takiego mi się tesz zdarzylo a ja to zignorowalam bo uznalam że to przypadek albo wyobraźnia
a mnie nurtuje to co napisała Lila o tej kulturze ktura nie daje narzędzi. bo to prawda, my w ogóle nie mamy jak o tym rozmawiać bez tego że ktoś zaraz powie że jesteś dziwna albo za dużo oglądałaś filmów. moja mama jak jej powiedzialam że po smierci taty czułam czasem jego obecność to powiedziała że to po prostu zaloba. i może ma rację ale moze nie? skąd wiadomo
no ale Fiolkowa, to jest klasyczny problem z weryfikacją. jak żałoba zwiększa wrażliwość, to jednocześnie zwiększa prawdopodobieństwo że sami coś tworzymy w głowie, nie? tzn. nie wiem jak miałbym to rozróżnić. i szczerze mówię - nie mówię że to niemożliwe, po prostu nie rozumiem jak odróżnić stan A od stanu B jeśli oba wyglądają tak samo od środka.
o matko,czytam to wszystkowymiany i mam wrażenie że kręcimy się wokół czegoś ważnego. nikodem pyta o weryfikację, Fiolkowa mówi że pytanie jets może źle postawione - i obie pozycje mają rację w pewnym sensie. z perspektywy pragmatycznej: jeśli ktoś odczuwa spokój, wsparcie, poczucie że nie jest sam - i to mu pomaga przeżyć żałobę - to czy naprawdę ważne jest czy źródłem tego jest „zewnętrzna energia” czy własna psychika? może to jest rozróżnienie które ma sens tylko akademicko, a nie życiowo?
no i proszę, maurycy, rozumiem co mówisz, ale to podejście ma pewną pułapkę. Jak zaczynamy mówić „nieważne skąd pochodzi, ważne że pomaga”, to otwieramy drzwi na całe mnóstwo rzeczy które mogą NIE pomagać albo aktywnie szkodzić, a ludzie będą je kontynuować bo „czują coś”. To nie jest argument przeciwko temu co tu mówią Lidzia czy Saturnella, ale jednak to rozróżnienie trochę ma znaczenie.
o tym co Dankaa pisze to chciałem powiedzieć że mam coś takiego. mój ojciec odszedł dwa lata temu i relacja nie była prosta. i czasem sie zastanawiam czy to co czuje to jets jego energia czy moje wyrzuty sumienia bo nie rozmawialiśmy ostatnio. serio niewiem jak to odróżnić i trochę sie boję że nie jestem w stanie być obiektywny w tej sprawie.
Idzi,ja w sumie cos podobnego mialam z babcia, tzn. nie konflikt ale niepowiedziane rzeczy - i przez dlugi czas nie bylam w stanie powiedziec czy to zal czy jej obecnosc. nie mam gotowej odpowiedzi tylko mowie ze nie jestes sam z tym pytaniem
wracam do tego wątku od kilku dni i jestem troche przytłoczona ilością informacji haha, ale mam takie glupie pytanie - czy żeby to w ogóle dzialalo to trzeba wierzyc? bo moja kolezanka mowi że jak ktos nie wierzy to zadna energia do niego nie dotrze. a z drugiej strony Lidzia pisala że poczula cos w środku stresujacej rozmowy kiedy w ogole o tym nie myslala. wiec jak to jest?
no ale tu jest też odwrotna pulapka - jak ktoś bardo nie wierzy i cos poczuje,to przypisze to czemuś innemu i po sprawie. więc z zewnatrz wyglada jakby „wiara warunkowala” bo wierzący zauwazaja a niewierzacy nie. to trochę błąd potwierdzenia z obu stron, prawda?
Franciszka ma punkt ale zastanawiam się czy to w ogóle jest problem który da się rozwiązać w tej rozmowie haha. mam wrażenie że każda strona może se to wytłumaczyć w swój sposób i nie da się falsyfikować. ale właśnie dlatego może to jest kwestia osobistego doświadczenia a nie teorii?
wracam do tego co napisała Awenturynka - ta kwestia falsyfikacji to mnie zastanawia już od jakiegoś czasu. bo z jednej strony masz racje, kazda strona sobie tlumaczy. ale z drugiej - czy to znaczy że temat jets w ogóle bez sensu? 😉 bo takim argumentem można zamknąć kazda rozmowe o czymkolwiek co subiektywne
wlasnie,i tu jest problem. bo to co mówiła Awenturynka jest logicznie poprawne, ale jakby stosować ten standard wszedzie to musielibysmy też zrezygnować z rozmow o intuicji, snach, przeczuciach. a jakos nikt nie mowi że to bez sensu, prawda?
haha ok Nikodem ma tu rację że to trochę unik, ale Fiolkowa też ma rację że to nie muszą się wykluczać. i właśnie tu utknęliśmy i niewiem jak z tego wyjść. może po prostu tak jest że tego nie da się rozstrzygnąć
chcę na chwilę odciągnąć rozmowę od tej weryfikacyjnej pętli bo mam wrażenie że kręcimy się w kółko. wróćmy do sedna: Idzi pisał o relacji z ojcem która była trudna. i to jest chyba najważniejszy wątek w tej chwili, bo dotyka czegoś bardzo konkretnego - jak rozróżnić własny stan emocjonalny od zewnętrznego kontaktu energetycznego kiedy relacja była skomplikowana.
tak, dzieki Lila ze wracasz do tego. bo tamte odpowiedzi od Pucharki i Lunatii bardo mi pomogly tylko... dalej niewiem co robic z tymi odczuciami. tzn. ok, to moze byc wyrzuty sumienia i moze byc jego energia. ale co dalej? czy ignorowac? czy probowac jakos... reagowac?
zgadzam się z Pucharką co do listu, to na prawdę działa na poziomie czysto psychologicznym. Ale Idzi - mam pytanie do ciebie: te odczucia są nieprzyjemne, jak wyrzuty sumienia, czy maja też w sobie jakiś spokojniejszy element? bo to morze dużo powiedziec o tym co masz do czynienia.
to co Idzi opisuje jako „miękkość obok” to coś co w pracy z energią nazywamy obecnością. i chcę tu powiedziec ostrożnie: nie znaczy to od razu ze to jego ojciec ale znaczy że Idzi jets wystarczajaco otwarty zeby coś odczuwać. co zrobisz z tym odczuciem... w ktora strone pójdziesz z interpretacją, to już twoja praca.
