odleglosc w pracy energetycznej to osobny i złożony temat,nie chcę go zbytnio rozwijać bo to odejscie od pytania Mystrii. ale powiem tyle - z doswiadczenia: precyzja przy pracy zdalnej jets możliwa, ale wymaga więcej skupienia i wyraźniejszej intencji. to jakby różnica między pisaniem ręką a pisaniem przez rekawice. można, ale trzeba się bardziej starać
agatka, to wcale nie głupie pytanie. mnie tesz to dotyczy - niektórzy czują wyraźnie w dłoniach, inni mają inne odczucia albo prawie nic nie czują fizycznie, a mimo to ponoć pracują. więc to chyba nie jest miernik czy wysyłasz czy nie.
cieplo w rekach to jeden ze sposobow „czucia” energii ale napewno nie jedyny i nie wymagany. znam osoby ktore w ogole nic nie czuja fizycznie a odbiorcy twierdza ze cos dociera. a znam takie ktore maja bardzo silne odczucia w dloniach i odbiorca nie czuje nic. wiec ta korelacja jest slaba. wracajac do pytania Mystrii o precyzje - mysle ze odczucia w rekach nadawcy to zupelnie inny poziom niz pytanie o to czy intencja trafia dokladnie tam gdzie chcesz.
wlasnie o to mi chodziło kiedy pisałam o tym sprawdzaniu empirycznym - ale nikt sie do tego nie odniósł konkretnie. da sie to zrobic? tzn. systematycznie, nie raz czy dwa, tylko powiedzmy 10 razy wysyłasz na bark, i pytasz gdzie odbiorca czuje. jak 7 na 10 razy trafi - to już cos. ktoś kiedyś to robił?
Bogumil ma racje, to klasyczny problem z takim testowaniem. bez slepej proby to nic nie udowodnisz. ale nawet bez udowadniania mozna to robic dla wlasnego rozeznania, zeby zobaczyc czy jets jakas powtarzalnosc w swoich sesjach. nie jako dowod naukowy tylko jako wlasna obserwacja.
jets roznica miedzy szukaniem dowodow a rozwijaniem praktyki. w tej rozmowie mieszamy te dwie rzeczy i stad czesc zamieszania. ja nie potrzebuje udowodnic nikomu ze precyzja istnieje,poprostu pracuje nad tym zeby ja miec. czy to dziala? moi odbiorcy mi mowia ze tak. czy to dowod? dla kogos nie, dla mnie wystarczy
a wracając do pytania Mystrii o konkretność intencji - bo chba zeszliśmy na to czy da się udowodnić. mnie interesuje czy ktoś ma METODĘ na zaostrzenie tej intencji. Bogumil pisał o strojeniu, Symeon o skupieniu. co jeszcze? jak wy to robicie technicznie?
no i widzisz, Chalcedonka wrocila do sedna. mam takie poczucie ze ta precyzja o ktorej mowie to jest cos co sie cwiczy, nie cos co sie ma albo niema. jakby jak miesien. ale pytanie jest takie - cwiczac co konkretnie? bo „skupianie sie” to za malo zeby wyjsc z tego czegos praktycznego
w tradycji ktora znam jets cos takiego jak budowanie obrazu energetycznego miejsca przed wyslaniem. nie myslisz „wysle energie do nerki”, tylko budujesz w wyobrazni bardo konkretny obraz: kolor,tekstura, lokalizacja, jak przeplywa krew. dopiero potem kierujesz. to wymaga praktyki ale podobno zwieksza precyzje. czy to dziala - nie wiem, ale logika jest 🙂
albo dlatego że mają lepiej wykalibrowane myślenie analityczne i dokladniej obserwują zmiany. ale ok nie chce tu znowu zaczynac debaty o mechanizmie... to off-topic.
przepraszam ze sie wtrące ale chcialam zapytac - wyzej ktos psal o energii ktora „sama trafia gdzie trzeba” bo cialo jest madrzejsze od intencji nadawcy. ale jezeli tak jest to po co wogole uczyc sie precyzji? cialo i tak bedzie robic swoje nie?
to pozorne sprzecznosci. obie rzeczy mogą byc prawda jednocześnie. intencja nadawcy wskazuje kierunek i priorytet, a ciało odbiorcy i tak dostosowuje odbiór do swoich potrzeb. to jak wskazać komuś drzwi - sam przez nie wchodzi w swoim tempie i po swojemu
to jest pięknie ujęte,bardzo dziękuję Bogumil i Symeon! mam pytanie trochę z boku - czy ta precyzja intencji różni się zależnie od tego z czym pracujesz? tzn. tak po prawdzie, ból fizyczny to jedno, a np. lęk albo smutek to co innego. czy do emocji też można wysłać coś konkretnego?
stany emocjonalne są chyba trudniejsze do zaadresowania precyzyjnie, bo nie mają tak wyraźnej lokalizacji jak bark czy kolano. chociaż - są tradycje które łączą emocje z ciałem bardzo konkretnie, np. strach osadzony w brzuchu, żal w klatce. więc może i tu precyzja jest możliwa, tylko wymaga innego języka
a czy nie jets tak że żal akurat „siedzi” w okolicy serca i piersi? bo przynajmiej tak ja to czuje fizycznie. to by oznaczało że do emocji też można miec adres, po prostu zapisany inaczej niż anatomicznie.
no Natka ma punkt, smutek mam zawsze w gardle i piersiach, zlość w ramionach i szczece. to chyba całkiem powszechne. wiec jezeli tak to bioenergeterapeuta moglby byc precyzyjny co do emocji - wysylam do gardla gdzie siedzi twoj zal albo cos w tym stylu 🙂 Przy tych wszystkich obostrzeniach i tak wszystko przenioslo sie do sieci.
ok wracam do tego co Tolcia napisała na końcu,bo to mi się wydaje ważne. jeśli emocje mają konkretne adresy w ciele, to wysyłanie precyzyjnej intencji do emocji nie jest wcale bardziej rozmyte niż do kolana. po prostu adresujemy inaczej - nie anatomicznie tylko przez fizyczne odczucie. pytanie czy ktoś z was próbował tak pracować świadomie?
pracowalam z tym i jets roznica. kiedy ktos przychodzi z lekiem i mowi ze czuje go w zoladku,moge skierowac precyzyjnie tam. to jest prostsze niz proba wyslania intencji do „leku jako pojecia” bo pojecia niema gdzie wyslac. cialo daje adres. bez ciala to strzelanie w powietrze.
jets cos takiego jak praca z prototypem emocji a nie z jej aktualnym miejscem. tzn. nie szukasz gdzie teraz siedzi ten lek, tylko budujesz obraz „leku jako wzorca energetycznego” i na to kierujesz intencje. trudniejsze technicznie ale nie wymaga ze odbiorca wie gdzie to czuje
no dobra, no dokladnie, i tu lezy sedno problemu z ta „precyzja” o ktorej rozmawiamy od tylu postow. jesli kazdy terapeuta ma inny wzorzec dla tego samego stanu, to jak wogole porownywac wyniki?? to jets jak gdyby kazdy lekarz mial swoj wlasny slownik lacinski
ten spór o zewnętrzny punkt odniesienia wraca co chwilę w tej rozmowie. chcę zapytac inaczej - czy jets ktoś tutaj,kto prowadzi jakiekolwiek notatki z sesji i sprawdza powtarzalność? nie jako dowod naukowy, po prostu zeby mieć wlasny oglad. bo teoria teoria ale co mówi wasza praktyka.
ojej Chalcedonka to jest świetny pomysł, chyba tez zacznę tak robić. mam pytanie - czy zapisujesz tesz kiedy sie nie zbiega? bo chyba ważne zeby nie notować tylko trafień.
to co Chalcedonka robi z notatkami wydaje mi sie bardo sensownym krokiem. powiem szczerze, chce wrocic do czegos co Jarek napisal duzo wczesniej - budowanie obrazu przed wyslaniem. mam pytanie do tego: czy ten obraz musi byc wizualny czy moze byc inny, np. kinestetyczny albo poprostu „czuciowy”? bo ja nie jestem wzrokowcem i moje obrazy sa raczej jak dotyk albo cieplo
to jets wazne rozroznienie. wizualizacja to tylko jedno sposob,nie jedyne. osoby kture mysla cielesnie moga budowac intencje przez odczucie zamiast obrazu. wazne zeby byl konkretny i powtarzalny, niewazne w jakim zmysle. kinestetyczny obraz nerki to tez jest precyzja.
a mozna mieszac? tzn. zaczynam od wizualizacji a potem przechodzi w odczucie w dloniach. nie wiem czy to prawidlowo czy jakos kruczek w tym jest.
chciałam wrócić do emocji i ciala bo coś mi nie pasuje. piszemy że smutek siedzi w gardle i piersiach, zal przy sercu itp. ale to sa nasze odczucia, nasze mapy. a co jesli dla kogoś innego żal siedzi zupelnie gdzie indziej?? czy wtedy moja intencja wyslana do „standardowego miejsca zalu” mija sie z odbiorca
to jest naprawdę dobre pytanie Natka. w tradycjach które znam mówi się że są pewne wspólne wzorce - np. strach a nerki i pęcherz to jest prawie we wszystkich systemach - ale zawsze jest też wymiar indywidualny. dlatego dobry terapeuta nie wysyła do „standardowego adresu emocji” tylko najpierw skanuje i sprawdza gdzie u tego konkretnego człowieka to siedzi
