Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co obserwuje u siebie i znajomych - chodzi o ta energetyczna więź miedzy rodzicami a dziecmi. Wiadomo, że pepowina to nie tylko fizyczna rzecz, prawda? Wiele tradycji mówi o tym, ze po urodzeniu zostaje jakiś energetyczny „sznur” między matką a dzieckiem, ktury nigdy nie zanika do końca. Pytanie jest takie - jak to wygląda z perspektywy bioenergii, czy ta wiez działa w obie strony, tzn. czy dziecko też może wpływać na energie rodzica, czy to raczej jednostronne przepływanie? I drugie pytanie - czy w ogóle można to jakoś swiadomie regulować, bo mam wrażenie że czasem ta więź jest tak silna ze aż przytłaczająca.
No właśnie to samo mnie nurtuje. Miałem ostatnio taką sytuację że moja mama zachorowała i ja dosłownie czułem to w ciele, zanim jeszcze zadzwoniła. Jakiś ucisk w klatce, niepokój - i bam, telefon. Przypadek? Nie wiem. Ale to nie pierwszy raz. Tylko nie rozumiem dlaczego czasem to czuję a czasem nie, skąd ta nierówność?
ta więź energetyczna istnieje i to nie jest żadna metafora. W bioenergoterapii mówi się o tzw. sznurach energetycznych (czasem też kord albo kord astralny), które łączą bliskie osoby. Między rodzicem a dzieckiem są one szczególnie mocne, bo ta więź zaczyna się jeszcze w łonie matki - dosłownie żyją w jednym polu energetycznym przez 9 miesięcy. Przepływ jest dwukierunkowy, ale niesymetryczny - rodzic zazwyczaj „daje” więcej energii w kierunku dziecka (zwłaszcza matka), ale dziecko też potrafi ciągnąć z rodzica naprawdę sporą ilość, szczególnie małe dzieci które jeszcze nie mają własnego stabilnego pola. Co do regulowania - tak, można, ale to wymaga pracy i świadomości. Nie polecam żadnych pochopnych „cięć” tych sznurów, bo to nie takie proste jak się wydaje.
Wierzbinka porusza ważną kwestię ale moim zdaniem myli dwa poziomy. Energetyczna więź i emocjonalna więź to nie alternatywy, jedno wyraża się przez drugie. Każda silna relacja pozostawia ślad w polu - u dzieci to jest wyjątkowo wyraźne właśnie dlatego, że przez tyle miesięcy pole matki i dziecka to dosłownie jedno pole. Po urodzeniu to pole zaczyna się rozdzielać ale nigdy do końca. To trochę jak dwie świece zapalane od jednego ognia - dają osobne płomienie, ale coś je łączy.
ojej, to jest niesamowite. Mam 16 lat i mam z mamą bardzo specyficzną relację - czasem dosłownie zaczynam płakać bez powodu i potem się okazuje że mama akurat przeżywa coś trudnego w pracy albo z babcią. Myślałam że to jestem „za bardzo wrażliwa” albo coś. Czy to może być właśnie ta więź o której mówicie? Jak to w ogóle działa u młodych, bo nie wiem czy wiek ma znaczenie.
Hmm przepraszam że przerwe, ale chcę zapytać rzeczowo - czy ktoś z was próbował np. zrobić test, sprawdzić to jakoś metodycznie?? Bo rozumiem że każdy ma jakiś swój przykład i doświadczenie ale to trochę problem bo nasz mózg jest bardzo dobry w znajdowaniu wzorców i pamiętaniu trafień a zapominaniu pudłami. Może byc tak ze czujecie przytłoczenie/ucisk 10 razy dziennie ale zapamiętujecie tylko ten jeden raz kiedy mama zadzwoniła?
Śledzę ten wątek i czuję, że gdzieś umyka nam ważny wymiar tej więzi. Mówimy o przepływaniu energii jakby to był prąd w kablach - tam i z powrotem, mierzalny. A to jest żywa relacja, nie instalacja elektryczna. Przez lata pracy z energią nauczyłam się, że ta więź rodzic-dziecko ma swój własny rytm, który zmienia się z wiekiem dziecka, z etapami życia, z tym co przeżywa każda ze stron. Nie jest statyczna. I właśnie dlatego nie lubię pojęcia „sznur”, bo sznur sugeruje coś stałego i biernego.
a w ogóle pytam bo mnie to konkretnie dotyczy - mam małe dziecko, 2 lata,, i ostatnio czuję się totalnie wykończona energetycznie. Wszyscy mówią „no bo małe dziecko to wyczerpanie”, OK ale to jest coś innego, jakieś opróżnienie od srodka a nie tylko zmeczenie fizyczne. Czy to możliwe ze dziecko dosłownie ciągnie energię?? I co wtedy robic?
nie mam żadnego rytuału, nie wiedzialam że powinnam. Jak taki rytual wygląda? Bo nie mam dużo czasu, na prawdę potrzebuję czegos szybkiego.
przepraszam że się wtrące ale mam głupie pytanie - czy ta energia przepływa tylko jak jesteśmy blisko dziecka fizycznie, czy też na odległość? Bo moja córka jest u teściowej kilka dni i ja czuję jakiś niepokój ale nie wiem czy to „energetyczne” czy po prostu tęsknię i się martwię jak każda matka.
Zaglądam tu i widzę że miesza się tu kilka zupełnie różnych rzeczy. Więź emocjonalna, telepatia, bioenergoterapia właściwa, i jakaś ogólna wrażliwość na innych. To nie to samo. Bioenergoterapia z dziećmi to coś konkretnego i wymaga kompetencji, bo pole energetyczne dziecka jest naprawdę inne niż dorosłego - bardziej dynamiczne, mniej ustrukturyzowane, i interwencja energetyczna zrobiona nieumiejętnie może narobić więcej zamieszania niż pomóc. Trochę mnie niepokoi jak lekko tutaj sugerujemy różne działania rodzicom małych dzieci.
ok wiec spróbowałam tej wizualizacji ze swiatlem rano i… nie wiem, moze to placebo ale rzeczywiście poczułam coś jakby ciepło w klatce. Problem że dziecko zaraz się obudziło i musialam przerwac po 2 minutach 🙁 Czy to ma wogole sens robić tak urywkowo?
Muszę tu wrócić do czegoś co Hiacynt95 opisuje, bo to ważne. Zanim ktoś zacznie robić jakiekolwiek ćwiczenia na „uzupełnianie pola” przy małym dziecku, dobrze byłoby najpierw wiedzieć od kogoś z doświadczeniem czy to bezpieczne. Nie mówię że nie jest, mówię że nie wiadomo. Wizualizacje dla dorosłych nie zawsze przekładają się 1:1 na sytuację z niemowlęciem w zasięgu.
dobra, wracam do tego co zaczęła Wierzbinka wcześniej, bo ta kwestia mi nie daje spokoju. Fasolka napisała że „emocje to też energia” i dlatego nie ma granicy. Ale to jest właśnie argument który można obrócić w każdą stronę - skoro wszystko to energia, to nic nie można zbadać osobno i każde doświadczenie pasuje do teorii. Czy to nie jest trochę zbyt wygodne?
no właśnie ja się tu gubię trochę. Rozmawiamy o tym czy istnieje czy nie a mi chodzi o coś praktycznego - co mam ROBIĆ jak czuję że z moją mamą jest coś nie tak, i to nie jest dedukcja tylko po prostu coś mnie ściska. Czy jest jakiś konkretny krok żeby to sprawdzić albo przetworzyć? Bo ta dyskusja filozoficzna jest fajna ale trochę za mnie
hej, ja właśnie to robię od jakiegoś czasu - zapisuję kiedy mam takie dziwne stany, i potem sprawdzam czy mama coś przeżywała. I wiesz co, z moich notatek wynika że trafiłam chyba z 7 razy na 10 ostatnio. Nie wiem czy to „energia” ale jakoś to działa, serio. Czy to nie jest właśnie to co Oleandra mówiła o dzienniku?
no to zależy jak liczysz „trafienie”. Jak mama jest w złym humorze 3 dni na tydzień a ty masz niepokój raz dziennie,to ta statystyka robi się dużo mniej imponująca. Nie mówię złośliwie, Salomejka, po prostu to trzeba naprawdę solidnie mierzyć żeby wyciągać wnioski.
Słucham tej całej dyskusji o statystykach i mam mieszane uczucia. Rozumiem Oleandra i Wierzbinkę - metodologia jest ważna. Ale jest coś co umyka w tym podejściu. Jeśli przez ścisłe mierzenie i wątpienie blokujesz własną wrażliwość, to możesz po prostu przestać czuć cokolwiek. Znałam osoby które „zbadały” swoje zdolności na śmierć.
Może nie w porę ale ale czytam to wszystko i mam dosyć podstawowe pytanie - czy ta więź energetyczna między rodzicem a dzieckiem działa tak samo z ojcem co z matką? Bo wszyscy tu głównie mówią o matkach. Mój tata jest bardzo wyczulony na mój nastrój, bardziej niż mama, i zawsze się zastanawiałam dlaczego.
To co Fasolka opisuje o więzi prenatalnej jest ważne, ale dodam - to nie jest stała hierarchia. Więź energetyczna to nie tylko biologia, to też czas, uwaga, intencja. Dziecko wychowane głównie przez ojca może mieć z nim silniejsze połączenie niż z matką biologiczną. Pole nie czyta metryki.
ja mam głupie pytanie ale serio nie wiem - czy jak ktoś jest adoptowany to ta więź z rodzicami biologicznymi jakos zostaje? Bo moja koleżanka jest adoptowana i bardzo mocno przeżywa kontakt z biologiczna mamą mimo ze jej nie znała, i zastanawiamy się czy to może byc właśnie to.
hej, ja wróce do swojego pytania bo nie dostałam do końca odpowiedzi - córka już wróciła od teściowej i faktycznie okazało się ze płakała przez większa część pobytu, i ja to CZUŁAM nie wiedząc. @Dziedzilia napisała że trudno odróżnić. Ale jak ja to odróżnię następnym razem? Nie chcę dzwonić do teściowej co godzinę sprawdzać 🙂
Oj, ok wiec zrobilem to co Wiciokrzew pisala, to z reka na mostku i zapytaniem „czyje to jest”. i wiesz co, cos sie dzilo. nie wiem jak to opisac ale jakby ta scisnietosć sie… rozluzniła? i jakby odpowiedź sama przyszla ze to nie moje. ale teraz mam inne pytanie - co z tym robic dalej? tzn. co jak juz wiem ze to jej?
przepraszam ze przerwe, ale „intencja oddania” to jest to co mnie zawsze troche zatrzymuje w tych praktykach. tzn. rozumiem to jako technikę redystrybucji uwagi, ok, ale czym sie rozni od powiedzenia sobie po prostu „nie moj problem, niech ona sobie radzi”? serio pytam, nie ironicznie
ale Fasolka, to znowu jest opis który brzmi sensownie dopóki nie zapytasz skąd wiesz ze „swidomie uwalniasz” a nie po prostu uspokajas sie przez kilka minut skupienia na oddechu 🙂 efekt jest ten sam, mechanizm nieznany. jak rozroznisz?
ja tu wejde z innej strony bo ta dyskusja o adopcji od Dorotki mi nie daje spokoju. jesli więź energetyczna jest czyms wrodzonym i biologicznym jak sugeruje tradycja, to dziecko adoptowane powinno czuc wieź z biologiczna mama a nie adoptywna. ale z tego co znam z obserwacji jest bardzo róznie i nie zawsze tak jest. to co to mówi o naturze tej wezi?
to co Dorotka opisuje jest dla mnie bardzo wymowne. w wielu tradycjach mówi się ze krew to tylko jeden kanał połączenia, nie jedyny. więź która rośnie przez lata wspólnego zycia, przez troskę i obecność - to też tworzy realne połaczenie energetyczne. moze nawet trwalsze bo jest swiadomie budowane, nie tylko dane.
