profilaktycznie jak najbardziej ma sens, i to nie jets zadna przesada. Stare tradycje uzdrowicielskie nie rozroznialy leczenia i utrzymania rownowagi, to byl jeden ciagly proces. dopiero medycyna zachodnia nauczyla nas ze idziemy do kogos dopiero jak cos boli. Energetycznie to troche tak jakbys czekala z piciem az bedziesz odwodniona
Jachna ma rację i to naprawde inna filozofia patrzenia na ciało i zdrowie. Znam kobiete ktura chodzi regularnie raz w miesiącu od lat, nie z powodu żadnego konkretnego problemu. mówi że to jak reset. Nie dramatyzuje, nie szuka w tym cudow, poprostu traktuje to jak część rutyny. I wydaje się naprawde stabilna psychicznie, co z kolei nic nie dowodzi, ale jest obserwowalne.
okej ale wracajac do mojego pytania sprzed kilku postow bo nie dostalam konkretnej odpowiedzi - jesli ide z konkretna sprawa,nie z ogolna rownowaga, tylko z jedna emocja ktora mam od niedawna, to na prawde nie da sie powiedziec ile sesji? nawet orientacyjnie? rozumiem ze to indywidualne ale chba ktos ma jakies doswiadczenia
no okej ale to troche frustrujace wiesz. ide kupic cos nie mam pojecia czy kupuje dwie sesje czy dwadziescia. jak mam wogole zaplanowac budzet albo czas. to brzmi jak pojscie do fryzjera i powiedzenie „niewiem ile bedzie kosztowac,zobaczymy”
wracajac do sedna bo trochę odeszłyśmy od głównego pytania w tym watku, czyli czy wogóle da się transformować negatywne emocje energią. mam wrażenie że przez cala te dyskusję nieświadomie zakładamy że tak, i rozmawiamy już o detalach pracy. 🙁 ale czy ktoś mial moment kiedy naprawdę zwątpiła albo miala konkretny przypadek ktory to podważył?
ojej, no właśnie, to dobre pytanie. miałam klientkę która po trzech sesjach czuła się świetnie, a po miesiącu napisała ze wszystko wrocilo i że „przez chwilę myslala że to działa”. i nie wiem do dzis co to znaczy - że nie zadziałało naprawdę, czy że coś zadziałało ale nie dotknęła sedna, czy że to był efekt placebo ktory po prostu wygasł. szczerze mowiac te trzy opcje prowadzą do bardzo różnych wnioskow.
