Zastanawiam sie nad czyms od jakiegos czasu tylko nie wiem czy to w ogole ma sens,ale zapytam. Jak robimy sesje bioenergoterapii albo po prostu pracujemy z energia, to ta energia gdzies idzie, prawda? Ale co sie dzieje jak jej nie „zuzyjemy” do konca? Bo mi sie zdarzylo, ze zaczelam cos robic, skupiac sie na przeplywnie energii i potem mnie cos rozproszlylo i... no i co? Czy ta energia po prostu sobie wyparowuje w powietrze? Czy zostaje gdzies w ciele albo w przestrzeni? Pytam bo nie spotkalam nigdzie dobrego wytlumaczenia tego.
pytanie jak pytanie ale ważne, bo faktycznie mało kto o tym mowi wprost. Krótko: energia nie „wyparowuje” w sensie że gdzieś znika. Ona sie przekształca albo rozprasza do otoczenia. Jak przerwiesz sesje w połowie, ta energia nie znika, tylko przestaje byc ukierunkowana i rozchodzi sie po polu energetycznym - twoim albo przestrzeni. Czy to problem? Zależy. Jeśli była skierowana na konkretny cel i nie dotarla, to cel po prostu nie zostal „zasilony”. Ale sama energia gdzies zostaje.
i tu lezy sedno, tylko ze to nie jest takie proste jak Karolcia pisze. Bo energia niezuzytkowana nie zawsze sie grzecznie rozprasza. Znam przypadki ze zostaje jakis energetyczny „osad” w miejscu gdzie pracowalismy i potem ludzie czuja dziwne rzeczy w tym pokoju. Trzeba oczyszczac przestrzen po sesji, to jest podstawa. a jak tego nie robisz, to mozesz zbierac problemy.
Chce sie tu wtracic, bo temat jets naprawde ciekawy. W tradycji pracy z biopolem rozrozniamy kilka scenariuszy. Primo: energia zostaje „wchlonieta” przez organizm terapeuty lub klienta zanim sie rozproszy, szczegolnie jezeli jest to energia wygenerowana z wlasnych zasobow, nie przepuszczona kanalami. Secundo: jesli energia pochodzi ze zrodla zewnetrznego (np. pracujemy jako kanal), to przy przerwaniu sesji po prostu sie „zamyka przeplyw”, jak zakrecenie kranu. tertio: przestrzen faktycznie moze przechowywac pewne „wzorce”, ale to bardziej informacja niz sama energia jako taka. Oczyszczanie po sesji to dobra praktyka nie dlatego ze sie boimy osadow, ale dlatego ze zamykamy prace energetycznie. To roznica.
Mniej wiecej tak. Wyobraz sobie ze zaczelam pisac wiadomosc i wyslalam ja w polowie. Adresat dostal polowe,ale nie wie co to znaczy. Cos dotarlo, ale bez kontekstu. Energia przekazana bez zamkniecia moze dzialac w polu klienta bez wlasciwej intencji, i to jest wlasnie argument za zamykaniem kazdej sesji swiadomie - nawet jak cos przerwalo nam prace.
Hm, a ja mam pytanie moze naiwne, ale co to znaczy „zamknac sesje swiadomie”? Bo ja nie robie bioenergoterapii ale czasem medytuje i sie stara skupiac na energii i zastanawiam sie czy to samo dotyczy medytacji.
Szczerze to brzmi to wszystko dość poetycko. „Energia jako informacja”, „zamykanie przeplywu”. Nie mowie ze to zla metafora, ale chcialabym wiedziec - czy ktos konkretnie ODCZUL ze zostawil niezamknieta energię i miał potem jakies problemy? Nie teoria, tylko realne doswiadczenie.
Mialam. Nie raz. Zaczęłam kiedys sesje dla siebie, skupioną na czakrze splotku i coś mnie oderwało - telefon bodajze. Potem przez kilka godzin mialam dziwne uczucie jakby cos niedokonczonego, jakby wewnetrzne drganie bez powodu. I troche nerwowosci ktora nie miala uzasadnienia. Dopiero wieczorem swiadomie zamknelam prace i poczulam wyrownanie. Moze to sugestia, moze nie, ale to sie wydarzylo.
ja tez mialam cos takiego raz! nie robilam bioenergoterapii tylko probowalam taki rytual z oczyszczaniem aury i w polowie mi swiecka zgasla i nie wiedzialam czy konczyc czy nie. Zostalam tak przez chwile i póżniej czulam sie jakos nieswojo, troche zimno. to to jets ta niezamknieta energia?
Wracajac do pytania Eterydy, bo troche odpłynelismy. Chodzi o to co dzieje sie z energia w praktyce. Moja obserwacja z pracy: jezeli energia pochodzi z zewnatrz (np. jestem kanałem), po przerwaniu sesji nie ma „resztek” bo przepływ po prostu ustaje. Natomiast jeśli sam terapeuta generuje z wlasnych zasobow, to tak, moze czuc sie potem rozladowany albo dziwnie naładowany, zalezenie od tego co sie stalo. Czyli pytanie o „wyparowanie” dotyczy raczej energii własnej, nie przepływajacej.
hej,mam takie pytanie do Karolci albo Nyji - skad wiadomo ze sie jets „kanalem” a nie ze sie uzywa wlasnej energii? bo jakos nie bardo rozumiem jak sie to rozroznia w praktyce,a to chba klucowe dla calej tej rozmowy co?
a czy mozna przypadkiem wyslac te energię na kogos niechaciowo? bo jak czytam ten watek to mysle, ze jak sie nie zamknie sesji to energia zostaje w przestrzeni i moze dotknac kogos kto akurat jest obok? czy to mozliwe?
Ciekawy watek. Ja sie zastanawiam czy to nie jets tak, ze ta „niezuzyta moc” poprostu wraca do terapeuty, jakby efekt sprężyny. Bo jak cos wysylasz i to nie dociera do celu, to gdzies musi sie podziać, nie?? A najbliżej jest właśnie osoba ktora to wygenerowała.
ojej ojej, ok ale jak rozpoznac ze wlasnie dostajesz ta „wrocona” energie? jakies konkretne objawy? pytam bo niewiem jak to wygladaloby w praktyce, nigdy swiadomie nie robilem bioenergoterapii.
to pytanie Dezyderego jets akurat sensowne. Bo bez praktyki ciezko sobie wyobrazic co to fizycznie znaczy ze energia wraca. Ktos moze podac konkretny przyklad co sie wtedy czuje?
z mojego doswiadczenia to bywa rozne. raz czulam taki nagly ucisk w okolicy mostka, jakby cos chcialo wejsc z powrotem i nie za bardzo wiedzialo gdzie. innym razem tylko lekkie zmeczenie bez powodu, jakby organizm mial przywrocic jakis balans. trudno to opisac inaczej niz przez takie obrazy, bo to naprawde subtelne.
o kurcze, wracajac do pytania Dezyderego o efekt sprezyny - to metafora o tyle przydatna, ze oddaje zasade zachowania. Ale sprezyna to mechanika, a pole energetyczne dziala inaczej. Uwaga na jedna rzecz: energia wyslana z intencja, ktora nie osiagnela celu, nie wraca identyczna. Intencja sie „rozmywa” w drodze powrotnej. to troche jak echo, ktore slyszysz, ale juz nie rozumiesz slow.
a skoro juz mowimy o roznycgh rodzajach energii, to mam takie pytanie - czy energie niezamknietej sesji mozna pozniej dokonczyc? nawet jak minely godziny albo wiecej? bo jak cos zostalo „zawieszone” to moze da sie wrocic i poprawic?
moim zdaniem da sie dokonczyc,ale trzeba wrocic do tego samego miejsca i stanu co do polowy. nie mozna „dosztykowac” energii do starego procesu jak sie jets w innym nastroju i miejscu. wtedy tworzy sie nowa sesja, a stara... no wlasnie, to ciekawe co sie z nia dzieje.
no i tu nie zgodze sie z Wieslawka. mozna zrobic swiadome zamkniecie nawet z opoznieniem, bez wracania do identycznego stanu. liczy sie intencja zamkniecia, nie powtorzenie warunkow. robiłam tak nie raz, działa.
hm niewiem czy to na temat ale jak czytam ten watek to zastanawiam sie czy niezamknieta energia z sesji moze pojawiac sie pozniej w snach? bo mialam ostatnio dziwny sen po medytacji ktora szybko urwalam i nie widziam zadnej interpretacji. moze tu jets polaczenie?
no dobra, ale to juz naprawde wchodzi w terytorium gdzie kazdy sen po przerwanej medytacji mozna wytlumaczyc ta sama teoria. jak wszystko pasuje do tezy to wlasciwie nie jest to dowod na nic. nie mowie ze tak nie jest, mowie ze nie da sie tego sprawdzic.
a moze i nie da sie sprawdzic naukowo, ale kilka osob tu opisuje podobne odczucia po przerwaniu - zmeczenie, drzenie, uczucie niedokonczonosci. to troche za duzo zbiegu okolicznosci zeby wrzucac wszystko do kosza z napisem „sugestia”, nie??
tak wlasnie. ja rozumiem sceptycyzm, ale to forum ezoteryczne a nie laboratorium, wiec chyba nie chodzi nam tu o dowody w sensie naukowym tylko o wymiane doswiadczen. i tych doswiadczen jets tu kilka podobnych, to juz cos mowi.
no dobra wiec mamy tu juz kilka osob ktore mowia o snach po przerwanych sesjach, kilka o zmeczeniu, kilka o uczuciu niedokonczonosci. to naprawde wygladda na cos wiecej niz sugestia. ale wracajac do tytulu watku - czy ta niezuzyta energia poprostu „wisi” czy ona jednak gdzies odpywa? bo jedno to co czujemy, a drugie to co sie z ta energia naprawde dzieje
to jets dobre pytanie i troche inaczej bym je ujela. energia nie wisi i nie odpywa w pustke. ona wraca do pola z ktorego zostala pobrana, czyli do terapeuty albo do otoczenia. problem polega na tym ze jesli nie domknelam sesji swiadomie, to to wrocenie moze byc nieczyste - przynosi ze soba to co „zebrala” po drodze. i tu jest roznica miedzy energia ktra wrocila czysto a taka ktora przeciagnela cos za soba.
tylko że chwila, chwila. czy my nie mieszamy tu dwoch rzeczy znowu? bo jedna sprawa to energia terapeuty ktora wraca, a zupelnie inna to energia klienta ktora zostala uwolniona ale nie odprowadzona. to sa dwa rozne problemy z moim zdaniem roznym ryzykiem. Nyja, mowisz o ktorym przypadku?
