Zastanawiam się nad czyms od jakiegoś czasu i chcialam zapytac,bo temat mnie naprawde wciaga. Czy praca z polem energetycznym może faktycznie transformowac negatywne emocje - tzn. nie tłumić, nie uciekac od nich, ale dosłownie przemieniać ich ładunek? Pytam bo ostatnio pracowalam z klientką, ktora miała bardo gleboko zakorzeniony lęk i po kilku sesjach coś wyraźnie się ruszyło, nie jestem przekonana czy to efekt pracy energetycznej per se, czy poprostu czas i uwaga którą jej poświęciłam. Macie jakies doświadczenia z tym? Jak to u was wyglada w praktyce?
To jest jedno z tych pytań, które dotyka sedna. Z mojej perspektywy emocja to nic innego jak skondensowana energia, która utknęła w pewnym wzorcu wibracyjnym. Nie da się jej „usunąć” - można tylko przekształcić częstotliwość. Lęk ma bardzo niską wibrację, a praca z polem polega właśnie na tym, żeby podnieść tę częstotliwość do poziomu, gdzie ten wzorzec przestaje być destrukcyjny. 😉 żeby było śmieszniej, to nie jest metafora, to dosłowny mechanizm energetyczny.
No dobra ale jak to „podnieść czestotliwosc” wygląda w praktyce? Bo to brzmi ladnie, tylko co konkretnie robisz żeby ta transformacja nastąpiła? pytam serio, nie złośliwie. Bo jak słyszę „skondensowana energia w wzorcu wibracyjnym” to troche mi sie zapalają lampki, bo to można powiedzieć o prawie wszystkim i wlasciwie nic z tego nie wynika
Właśnie to mnie interesuje - czy ta intencja jest kluczowa, czy sama energia „wie co robic”?? Bo spotkałam sie z oboma podejsciami i nie jestem pewna które jest blizsze prawdy. czy ktoś probowal pracowac bez konkretnej intencji, po prostu przekazując energię i patrząc co sie dzieje?
Oj,znam ten dylemat. Pamiętam jedną kobiete z mojego otoczenia, lata temu, ktura chodzila do bioenergoterapeuta i za każdym razem wychodzila z sesji z poczuciem że wszystko jest poukładane - ale po tygodniu te same emocje wracały. zaczęła sie zastanawiać czy w ogole cos sie dzieje czy to placebo. Terapeuta jej powiedział ze emocje muszą „kilkakrotnie przejsc przez transformację” zanim utrwalą zmiane. Brzmi sensownie, ale czy ktoś morze to jakoś potwierdzić z wlasnej praktyki?
ojejku, sama byłam sceptyczna wobec tego całego „przemieniania energią” i szczerze powiem że nadal nie do końca wiem co o tym myśleć. ale miałam pewne doświadczenie - pracowałam z jedną bioenergoterapeutką nad złością, taką głęboko skumulowaną od lat. Nie powiem żeby złość zniknęła po jednej sesji. Ale coś się zmieniło w tym jak ją odczuwam. Jakby stała się mniej ostra. Czy to energia, czy rozmowa, czy po prostu czas - nie wiem. I to mnie trochę frustruje, bo chciałabym WIEDZIEĆ.
A ile tych sesji potrzeba zeby efekt byl widoczny? Pytam bo rozwazam zeby sprobowac ale nie mam za duzo czasu ani pieniedzy, wiec chcialabym wiedziec czy to ma sens wogole przy 2-3 sesjach.
no i widzisz, i tu mam problem z całą ta dyskusja. Mowimy o „przemienianiu emocji energią” jakby to był jeden konkretny proces, a tymczasem każdy bioenergeterapeuta robi cos trochę innego, ma inną filozofie, inną metodę. Jeden pracuje z aurą, drugi z czakrami, trzeci poprostu kładzie ręce i „oddaje co dostanie”. Jak mamy w ogole porownywac efekty jeśli to nie jest jedna metoda?
Kamilcia ma racje i to wazne rozroznienie. W srodowisku bioenergoterapeutycznym niema jednego standardu, to trzeba powiedziec wprost. Są nurty, kture wywodza się z tradycji reiki, inne z Brennan Healing Science, inne z lokalnych tradycji. Mechanizmy ktore opisują są rozne. Efekty mogą być podobne ale droga inna. Dlatego pytanie z tytułu watku - „czy to mozliwe” - wymaga najpierw ustalenia o jakiej metodzie w ogóle mówimy.
właśnie to mnie wkrecilo w ten temat. Prowadzę notatki od jakiś 8 miesięcy z różnych sesji i metod i na prawdę ciężko porównać. Próbowałem reiki, próbowałem czegoś co terapeuta nazywał „pracą z cieniem energetycznym”, i za każdym razem opis był inny ale coś podobnego we mnie się działo - takie rozluźnienie wzorca, powiedzmy. nie umiem tego lepiej opisać. Czy ktoś zna jakies opracowanie albo podejście ktore probuje to usystematyzować?
Odnosnie systematyzacji - jets kilka modeli kture probuja to opisac. barbara Brennan w „Hands of Light” probuje opisac poziomy pola energetycznego i ich relacje z emocjami. to nie jest naukowe w klasycznym sensie ale jest przynajmiej spojne wewnetrznie. inna sprawa jest to, czy mechanizm jest taki jak opisuja, czy efekt pochodzi z czegos zupelnie innego. badania nad tym sa slabe metodologicznie, trzeba to przyznac. ale same efekty - zmiany w samopoczuciu, redukcja napiecia - sa obserwowalne
oj tam, trudno na to odpowiedzieć i nie ma na nie łatwej odpowiedzi. Ale dodam jedno - miałam klientów którzy przychodzili po terapii którą określali jako traumatyczną albo trudną, gdzie właśnie ta uwaga i cisza im nie pomagała a tylko aktywowała. Po pracy energetycznej coś się różniło. Oczywiście to anegdota, nie dowód. Ale w praktyce ta różnica jest odczuwalna - i przez terapeutę i przez klienta.
nie chcę psuć dyskusji aleona w tym temacie ale mam pytanie moze naiwne - czy te negatywne emocje kture się „przemieniają” idą gdzies? Tzn czy terapetua je absorbuwa czy co sie z nimi dzieje? Bo jak czyjas złość zamienia się w cos innego to to coś gdzieś trafia nie?
I wlasnie tu jest mnóstwo nieprawidłowych praktyk - terapeuci ktorzy nie dbaja o wlasna ochronę energetyczną i potem sami mają problemy albo co gorsza „ściągają” problemy klienta na siebie. Znam kilka takich historii z pierwszej ręki i nie sa śmieszne. Wiec ta kwestia o ktora pytała Jagusieńka jest bardo poważna praktycznie
Wracajac do sedna dyskusji - bo trochę odplynelysmy - to co mnie najbardziej zastanawia to czy emocja morze być na prawde przemieniona, czy tylko tłumiona głębiej albo chwilowo uciszona. znam tradycje kture mówią że emocja to informacja i jej celem nie jets zniknac ale być uslyszana. Jesli energia ją „wyciszy” bez zrozumienia przekazu, to ona wróci - może z innym obliczem, może jako symptom fizyczny. czy ktoś się z tym spotkał??
No wlasnie, i to co napisała Marchewka to mnie zastanawia. Żołądek po wyciszeniu złości - to brzmi jak klasyczna somatyzacja, nie jak coś specyficznego dla bioenergoterapii. Normalny mechanizm psychosomatyczny. Ale rozumiem ze dla tej osoby interpretacja energetyczna byla bardziej znacząca. pytanie jets chba głębsze - czy to istotne, którą interpretacją się posługujemy, jak efekt jest ten sam?
Właśnie o to chodzi i to jets clou całej tej dyskusji. emocja jako informacja - to nie jest moje wymysl, to mówi tesz psychosomatyka, tylko innym językiem. Złość mowi ze gdzies jest przekroczona granica. Lęk że jest zagrozenie. Smutek że jest strata. Jeśli te „przetworzymy energetycznie” bez wysluchania co nam mowia, to gdzieś to wychodzi. stąd morze ten żołądek.
ale poczekajcie, nie rozumiem jednej rzeczy - skoro emocja to informacja i nie powinna znikać, to po co w ogole ta transformacja energetyczna? Żeby zmienić forme tej informacji? czy żeby dotrzeć do niej latwiej? trochę się pogubiłam w tym co chcecie osiągnąć
ta metafora rzeki jets fajna i dosc intuicyjna. Sam w notatach uzywam podobnego obrazu - emocja zablokowana kontra emocja w ruchu. Ciekawe czy da sie to jakosc zmierzyc albo przynajmiej opisac regularnosc w tym co ludzie czuja po sesjach. Bo u mnie za kazdym razem inne.
Marlenka napisala „teoretycznie” i to słowo dużo mowi 🙂 Bo w praktyce znam terapeutów którzy mówią klientom „wyczyściłam pani zlosc” i klient wychodzi z przekonaniem że tej zlosci już nie ma i nie powinna wracać. I co potem? Wraca bo to jego zlosc na cos konkretnego, i klient myśli że cos jest z nim nie tak. To jest niebezpieczna narracja.
Kamilcia dotknęła czegos bardo ważnego. Odpowiedzialność terapeuty za to jaki obraz rzeczywistości daje klientowi jest ogromna. Jesli ktoś mówi „usunęłam blok” zamiast „ulatwilam dostęp do czegos w tobie” - to fundamentalnie inna filozofia pracy. I ta pierwsza moim zdaniem bardziej szkodzi niz pomaga w dłuższej perspektywie.
hej, weszłam tu bo szukam czegoś dla siebie, mam od dawna taką tępe smuteczek bez konkretnego powodu i zastanawiałam sie czy to w ogóle można przepracować energetycznie. po tym co czytam nie jestem już taka pewna. chyba najpierw powinnam wiedzieć co to jest, zanim pójdę do kogoś?
no dokładnie, i tu mam mieszane uczucia bo z jednej strony rozumiem że bioenergoterapeuta to nie psychiatra, ale z drugiej na tym forum dość często słyszę „idź najpierw to tam”. a jak ktoś idzie i do lekarza i do terapeuty energetycznego równolegle - to jets ok?? Czy coś się wyklucza?
Saturnella,a jak rozróżniasz co dało który efekt, jak pracujesz równolegle? swoja drogą, bo to chyba niemozliwe do rozplątania. Co wtedy mówisz klientowi - „nie wiem kture pomogło, ale cos pomoglo”?
czytam i czytam od jakiegos czasu i mam pytanie troche z boku. mowimy duzo o emocjach negatywnych jako o czyms co trzeba „robic”. a co z emocjami neutralnymi albo pozytywnymi - czy praca energetyczna moze je wzmocnic albo ustabilizowac,czy tylko dziala na to co jets „zepsute”? bo to by zmienilo cale podejscie do tematu
to ciekawy kąt Alchemik. w niektorych tradycjach praca energetyczna nie jets interwencją tylko pielęgnacją - jak podlewanie rośliny zanim zacznie więdnąć. Nie tylko naprawiasz ale utrzymujesz. Ale to wymaga zupełnie innego podejścia i innej motywacji żeby wogóle zacząć
o kurde nie pomyslalam ze mozna tak. ja zawsze myslalam ze do takiego terapeuty idzie sie jak juz cos jets zle. swoja drogą, a to znaczy ze mozna profilaktycznie? to ma wgl sens tak dzialac czy to juz przesada
