Czytałam ostatnio o badaniach nad endorfinami i jakoś samo mi to skoczyło na myśl w kontekście bioenergii - bo śmiech fizycznie zmienia coś w ciele, prawda? endorfiny, obniżenie kortyzolu, rozluźnienie mięśni. I zastanawiam się czy to nie jest właśnie ta chwila kiedy pole energetyczne człowieka najbardziej się otwiera. Jak śmiejemy się naprawdę, szczerze - nie taki wymuszony śmiech na pokaz - to czuć jakiś przepływ, nie wiem jak to inaczej nazwać. Ktoś z was pracuje z bioenergią i miał okazję zaobserwować jak to wygląda od strony energetycznej? czy aura rzeczywiście się rozszerza przy śmiechu?
O, ten temat to mnie złapał za serce. Pracuję z czakrami od kilku lat i naprawdę mam wrażenie, że śmiech to jeden z tych nieoczywistych kluczy. Drgania przy szczerym śmiechu są inne niż przy jakiejkolwiek medytacji - jakby bardziej chaotyczne na początku ale potem następuje takie… wyrównanie. Jakby ciało samo się zestroiło. Nie wiem czy to dobry opis ale tak to czuję.
Hmm, ale skąd wiadomo że to „pole energetyczne się otwiera” a nie po prostu ciało się rozluźnia bo endorfiny robią swoje? Pytam serio, bo sama pracuję z czakrami i zawsze staram się odróżniać co jest odczuciem energetycznym a co jest po prostu fizjologią. Nie mówię że jedno wyklucza drugie, ale warto to rozróżniać chyba?
Weszłam tu z czystej ciekawości bo temat jest ciekawy, ale mam pytanie trochę z boku - a co ze śmiechem wymuszonym? Bo wiem że jest coś takiego jak yoga śmiechu, gdzie śmiejesz się bez powodu i ponoć też działa. Czy z punktu widzenia energii ma znaczenie czy śmiech jest szczery czy nie?
Yoga śmiechu to bardzo stara metoda i nie powiedziałabym ze śmiech jest tam „wymuszony” - po prostu ciało nie odróznia intencji od efektu. Ważne ze wibracje są wywoływane. To trochę jak z afirmacjami - mówisz coś głosem zanim w to uwierzysz i stopniowo energia to przyjmuje. Przynajmiej tak to rozumiem po tych latach.
No właśnie, ta yoga śmiechu to jest zresztą potwierdzona badaniami - efekty fizjologiczne są podobne jak przy spontanicznym śmiechu. Kortyzol spada, endorfiny rosną. Ale czy to znaczy że „pole energetyczne” też reaguje tak samo? Tu juz nie ma badań. Nie mówię że nie, po prostu nie wiemy tego.
Tu bym poparła Julisią w tym sensie że warto nazywać rzeczy po imieniu - co wiemy a czego nie wiemy. To nie podważa doświadczenia, tylko je porządkuje. A co do yogI śmiechu - byłam raz na takiej sesji i rzeczywiście po kilku minutach tego sztucznego śmiechu zaczęło się coś naprawdę śmiesznego wydawać i to przeszło w normalny śmiech. Ciekawy mechanizm.
Wrócę jeszcze do pytania z początku - o aurę. Pracowałam z jedną osobą która miała bardzo ściśniętą, jakby skuloną energię wokół siebie. I podczas sesji zaczęłyśmy się śmiać z czegoś kompletnie przypadkowego i dosłownie poczułam jak ta przestrzeń się robi większa. To było uderzające. Potem kontynuowałyśmy w zupełnie innym klimacie i efekty były lepsze niż zwykle.
Śledzę ten wątek z uwagą. Mam pytanie do Cyprysik - jak to „poczułaś”? Rękami? Jakimś przeczuciem? Pytam bo sama dopiero zaczynam się uczyć pracy z energią i nie wiem jeszcze jak odróżniać swoje odczucia od tego co jest „naprawdę”.
Powiem wam tak z mojego doświadczenia - śmiech i humor to jest stary stary temat w tradycjach które pracują z energią. Szamani używali transu i śmiechu wymiennie. Jest coś co można by nazwać energią lekkości i jest ona tyle samo warta co skupienie i powaga, może nawet więcej w pewnych blokadach. Problem polega na tym że nasz krąg ezoteryczny jest trochę za poważny i za rzadko dopuszcza humor jako sposób. Widziałam na sesjach jak właśnie moment śmiechu przerywał blokadę której nie mogłam ruszyć żadną inną metodą.
no to ciekawe co piszesz Wieszczka bo sama byłam na jednej sesji z bioenergoterapeutą i tam było bardzo… no serio, bardzo uroczyście i poważnie. Żadnego luzu. I siedzę i myślę sobie że chyba nic nie czuję, bo za bardzo się staram skupić. Może za dużo powagi po prostu zablokuje energie?
Hej, trochę z innej beczki ale - czy ktoś wie czy są jakieś konkretne badania naukowe na ten temat? Nie że nie wierzę ale byłoby fajnie móc się na coś powołać jak rozmawiam ze znajomymi co są sceptyczni. Coś z psychoneuroimmunologii albo chociaz o śmiechu i układzie odpornościowym?
Nie wiedziałam że to tak działa ze śmiechem i odpornością, to faktycznie ciekawe. Ale wracając do tego co pisała Hazel na początku - powiedziała że „czuć przepływ” przy szczerym śmiechu. Czy to jest coś co wszyscy tu czują czy to jest zdolność którą się jakoś rozwija? Bo ja nie wiem czy w ogóle mam takie odczucia.
To co Hazel napisała o „poczuciu że coś puściło” to jest super opis bo ja dokładnie tak samo to czuję po dobrym śmiechu, tylko nigdy nie łączyłam tego z energią jako taką. Myślałam że to po prostu ulga. A tu okazuje się że może być głębiej. Pytanie tylko - czy to „puszczenie” po śmiechu jest trwałe??? Bo mi się wydaje że u mnie mija po jakimś czasie i wracam do tego samego stanu co przed.
To zależy od tego co zostało „puszczone”. Jeśli to była chwilowa blokada, napięcie z danej chwili, to śmiech może to rozładować trwale. Ale jeśli to jest głębszy wzorzec energetyczny, zakorzeniony w ciele od lat, to jedna chwila śmiechu go tylko muśnie. Potrzeba pracy, nie jednej sesji.
Wiecie co, wchodzę tu bo temat mnie wciągnął, ale mam jedno zastrzeżenie. Cały czas mówimy o tym że śmiech „otwiera pole” albo „puszcza blokady energetyczne” a jednocześnie nie mamy żadnego sposobu żeby to zweryfikować poza własnym odczuciem. I rozumiem że odczucie jest ważne, sama medytuję od kilku lat i coś tam czuję, ale czy nie jest tak że po prostu lubimy dawać energetyczne wyjaśnienia temu co jest fizjologią? Nie zarzucam niczego, pytam serio.
ale czy to rozróżnienie jest aż tak istotne w praktyce? Jeśli pracujesz z kimś i widzisz zmianę, pomaga ci się śmiać razem z klientem, praca idzie lepiej - to co ci daje wiedza czy to endorfiny czy „pole”? Praktyka jest praktyka. Teoria jest teoria. Przez wieki uzdrowiciele nie wiedzieli czym jest kortyzol i jakoś pracowali.
Mam wrazenie ze ta dyskusja kręci sie w kółko między „to jest fizjologia” a „to jest energia” i żadna strona nie przesuwa sie ani o milimetr 🙂 Może zamiast tego ktoś mógłby powiedzieć jak w PRAKTYCE używa śmiechu w pracy energetycznej? Bo to chyba najbardziej wartościowe co tu możemy wymienić.
Julisia ma rację, wyjdźmy z filozofii bo można tak kręcić w nieskończoność. Ja np. na sesjach z klientami zauważyłam że jak na początku podzielę sie czymś śmiesznym, jakimś absurdem, to potem ludzie są dużo bardziej otwarci na pracę. Nie muszę nawet nic robić, samo „ocieplenie” wystarczy żeby następna godzina była inna. Ktoś ma podobne obserwacje?
Cofnę się do yoga śmiechu bo ten wątek mnie ciekawi, chciałam zapytać czy ktoś tu regularnie to praktykuje? Bo czytałam że jest różnica miedzy jednorazową sesją a regularną praktyką i że efekty zaczynają być wyraźne dopiero po jakimś czasie. ale skąd te dane nie pamiętam niestety.
Przeczytałem cały wątek i mam pytanie trochę z boku - czy śmiech działa inaczej na różnych ludzi energetycznie? Bo widzę że jedni piszą że od razu czują zmianę, inni że nic nie czują. Czy to jest kwestia wrażliwości czy może na prawdę różnimy sie energetycznie?
Myślę że oba czynniki grają rolę. Są osoby które naturalnie maja większą świadomość ciała i energii, i one łatwiej wyłapują subtelne zmiany. Ale też śmiech nie działa tak samo na każdego bo każdy ma inne blokady, inną historię ciała. Ktoś kto latami ściskał żołądek ze stresu inaczej zareaguje na śmiech niż ktoś kto jest na co dzień rozluźniony.
Zastanawiam sie czy to co Cyprysik pisała o głębszych wzorcach to jest coś do samodzielnej pracy czy raczej potrzebny jest ktoś z zewnątrz. Bo sama nie wiem jak sięgnąć głębiej bez przewodnika.
Czytam tu od jakiegos czasu i chciałam zapytać - co jesli ktos w ogóle ma problem ze smiechem? Nie że mu smutno, po prostu jakos nie przychodzi naturalnie, śmieje się rzadko. Czy to znaczy jakąś blokadę energetyczną czy po prostu temperament?
Chcę tylko dorzucić trzeźwe spojrzenie: nie każde rzadkie śmianie się to blokada. Są introwertycy,są melancholicy, są ludzie którzy po prostu tak funkcjonują i są z tym w porządku. Diagnozowanie każdego odchylenia od normy jako „blokada energetyczna” to coś na co bym uważała. Energia to subtelne rzeczy, nie każdy objaw ma energetyczną przyczynę.
Czytam to co Hazel napisała o różnej wrażliwości i mam pytanie - czy można tę wrażliwość jakoś rozwinąć? Tzn. jeśli ktoś nie czuje nic przy śmiechu, to czy to jest stan stały czy można to przepracować?
To nie jest cecha wrodzona i stała. wrażliwość energetyczna to jak słuch muzyczny, można go wyćwiczyć. Problem w tym że większość ludzi ma tę warstwę całkowicie zablokowaną przez lata życia w głowie, w racjonalizowaniu wszystkiego. Śmiech jest akurat jednym z nielicznych stanów gdzie ta kontrola opada sama.
