Mam w swoim życiu kogoś, kto strasznie źle na mnie wpływa i niestety na razie nie moge tego zmienić, bo siłą rzeczy muszę przebywać z tą osobą... Co robić żeby się przed tym jakoś ochronić? Bo naprawdę czuję, że ta relacja mnie niszczy. Na dokładkę czuję wyraźnie, że ta osoba mnie nie lubi, a może nawet coś głębszego, coś w stylu nienawiści 🙁 jak wy sobie radzicie z takimi ludźmi?
Wiesz, są różne sposoby żeby sobie z tym poradzić, i rytualne i takie bardziej psychologiczne, wymagające trochę pracy nad sobą, ale skuteczne. Chodzi o to żeby zatrzymać to wysysanie energii albo wrecz odwrócić cały ten mechanizm.
I właśnie to odwrócenie jest najbardziej fascynujące w tym wszystkim, bo nagle ta osoba, która nas dotąd eksploatowała, sama zaczyna nas unikać... czasem dosłownie ucieka 🙂 Jakby coś w niej się przestawiło.
Ale najlepszy scenariusz, z mojego doswiadczenia, to taki kiedy w tym "wampirze" zaczynają wychodzić na wierzch jakieś dobre cechy, które wcześniej były głęboko pochowane. I wtedy cała relacja się odmienia, naprawdę, trwale i na dobre. To chyba najpiękniejszy obrót tej historii jaki może się nam przydarzyć.
Wiesz, ta osoba faktycznie może być wampirem energetycznym, ale warto się zastanowić nad czymś głębszym... dlaczego taki złodziej energii nie atakuje dobrze "zabezpieczonego sejfu", tylko wybiera miejsca gdzie jest łatwiej? Owszem, istnieje też wyższa liga, która potrafi okradać z energii całe narody, ale to osobny temat. Śmiem twierdzić, że twój wampir to ktoś, kto być może nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, czym jest.
Z tego wynika prosty wniosek: jeśli jesteśmy osłabieni, otwieramy się na wszelkie ataki, czy to choroba, wirus, infekcja, rak, czy właśnie żywy wampir energetyczny. Jedno z drugim jest ściśle powiązane.
Najlepiej byłoby udać sie do kogoś, kto potrafi sporządzić rysunek aury i zobaczyć, gdzie masz słabe punkty. Jeżeli aura jest rozerwana, trzeba ją załatać i wzmocnić, są na to konkretne procedury.
Można oczywiście oddziaływać bezpośrednio na wampira, jak pisała już jedna z uczestniczek wątku, ale to jest tylko działanie doraźne. Nie rozwiązuje to sedna sprawy, bo za chwilę coś innego cię dopadnie. To jak z antybiotykami... zabijasz jednego wirusa, a nie budujesz odporności.
Ja jestem zdecydowanie za tym, żeby szukać metod wzmocnienia siebie, swojej bariery energetycznej, immunologicznej osłony. To działa o wiele dłużej i człowiek zaczyna naprawde cieszyć się pełnią życia, zamiast co chwilę oglądać się za siebie czy znów nie jest atakowany
