Cześć, mam pytanie bo nie wiem do kogo się zwrócić. Od jakiegoś czasu zauważam, że jak robię coś z energią, np. próbuję przekazać ją komuś bliskiemu albo oczyszczam przestrzeń, to po jakimś czasie jakby moja własna moc... gaśnie. Nie od razu, ale stopniowo. Zaczyna się dobrze, czuję przepływ, a potem coraz słabiej i słabiej aż nie czuję prawie nic. Czy to normalne? Czy ktoś miał podobnie? Pytam bo ciężko mi ocenić czy to ja robię coś nie tak czy to po prostu tak działa.
aaa, ojej, ja miałam coś podobnego! Kiedy zaczęłam pracować z czakrą serca to pierwsze sesje były super intensywne, a potem jakby sygnał się urywał. Czytałam gdzieś że to może być kwestia tego, że ciało energetyczne się przyzwyczaja i przestaje tak mocno reagować. Albo że trzeba robic przerwy. Ale nie jestem ekspertem więc nie ręczę za to
To co opisujesz brzmi jak typowe wyczerpanie bioenergetyczne ale właściwie to chyba różni terapeuci mają różne zdanie na ten temat. Mnie bardziej ciekawi jedna rzecz - czy ta utrata mocy pojawia sie zawsze po tym jak dajesz komuś energię, czy też jak pracujesz tylko na sobie? Bo to mogłoby wskazywać na różne przyczyny.
Ee, slyszalam że to klasyczny objaw braku zabezpieczenia przed odpływem własnej energi. Jak dajesz, a nie masz założonej ochrony to po prostu oddajesz też swoje, nie tylko to co „przepływa przez ciebie”. Sama kiedyś mialam podobnie ale zaczełam nosić obsydian i jakoś potem lepiej. Choć nie mam pewnosci czy kamień to zrobił czy po prostu nauczyłam sie lepiej oddeychać w trakcie.
Uziemienie to jeden sposób, ale ja sama po każdej dłuższej pracy energetycznej robię coś co nazwałam „zamknięciem obwodu”. Nie wiem czy to prawidłowa nazwa, w sumie wymyśliłam ją sama haha. Chodzi o to żeby intencja powiedzieć sobie że praca jest skończona i wyobrazić sobie jak energia przestaje odpływać, jakby zamknąć kran. Działa na mnie bardzo dobrze, choć mam swiadomosc że to może być autosugestia.
ok, i tu jest chyba jeden z problemów. Wyobrażasz sobie że energia PRZECHODZI PRZEZ ciebie, co oznacza że twoje ciało energetyczne jest kanałem. A w tej wizualizacji jest pewien błąd - kanał też się zużywa, szczegolnie jeśli nie ma „zasilacza” z tyłu. Intuicja to dobra rzecz ale bez podstaw technicznych można sobie nieświadomie zaszkodzić. Nie straszę, mówię serio.
hmm, nie smutne, raczej inne spojrzenie na cały ten proces. Wyobraź sobie rzeke - woda którą wziąłeś i dałeś dalej nie wraca ta sama, ale rzeka wciąż płynie. Cialo energetyczne też tak funkcjonuje. Nie trzyma się konkretnych „porcji” energii, uzupełnia się tym co jest dostępne. Przynajmniej tak to rozumiem z tego co czytałem i czego sam doswiadczylem.
Sama prowadzę notatki od jakiegoś czasu i powiem tyle - to naprawdę pomaga zobaczyć powtarzające się wzorce. Nie muszą być skomplikowane, wystarczy data, krótki opis sesji i jak się czułaś bezpośrednio po oraz po kilku dniach. Sama się zdziwiłam kiedy zobaczyłam że moje „zanikania” pojawiają się regularnie po pracy z konkretnymi osobami, nie wszystkimi.
Ja to robię prosto - staję boso na ziemi albo na podłodze, biorę kilka głębokich oddechów i wyobrażam sobie że z pod stóp wyrastają korzenie wchodzące głęboko. Trzymam to kilka minut. Śmieszne ale faktycznie po tym czuję się bardziej „tu i teraz”. Nie umiem stwierdzić czy to energia, może po prostu skupienie na ciele.
Hej, wchodzę w połowie ale mam takie skojarzenie - czy ktoś analizował ten temat pod kątem dat i cykli? Bo zanikanie energii i jej powroty mogą mieć rytm powiązany z fazami księżyca albo z numerologią osobistą. Sama obserwuję siebie od jakiegoś czasu i moje dołki energetyczne są dosyć przewidywalne jeśli je naniose na kalendarz.
Jest coś w tej rozmowie co mnie uderza. Wszyscy szukamy granicy między „zwykłym” a „energetycznym” jakby to były osobne rzeczy. A co jeśli energia życiowa to po prostu pewien sposób opisu stanów psychofizycznych, który dla niektórych jest bardziej użyteczny niż kategorie medyczne? Wtedy pytanie „czy to zmęczenie czy wyczerpanie energetyczne” nie ma sensu, bo opisuje to samo z roznych perspektyw.
ten wzorzec drugi-trzeci dzień brzmi znajomo, słyszałem o tym od kilku terapeutów. Podobno sesja „otwiera” pewne procesy i przez pierwsze doby jest spokój, a potem zaczyna się wlasciwe przetwarzanie. jak taka fala. Nie wiem czy to prawda ale przynajmiej wewnętrznie spójna teoria. wybacz, nie zgadzam sie kompletnie...
