Chcialam poruszyc temat... ktory od dawna chodzi mi po glowie, a mam wrazenie ze malo kto o tym mowi. pracowalam jako wolontariuszka przy jednym z projektow w zakladzie karnym i powiem wam - energia w takim miejscu to zupelnie inna kategoria. Nie chodzi tylko o to, ze jets ciezka. Ona jest warstwowa. Jakby latami nakladaly sie kolejne ladunki - strach, zlosc, beznadziejnosc, czasem agresja ale tez tesknota. Mialam wrazenie ze ide przez gesta mgle juz przy bramie. Jak wy podchodzicie do pracy bioenergetycznej w takich miejscach? Czy w ogole jest to mozliwe i sensowne bez na prawde solidnego wlasnego zakorzenienia?
Temat wazny i trudny jednoczesnie. Ja nie pracowalam w wiezieniu,ale mialam kilka sesji w szpitalu psychiatrycznym - prywatnie, z zaproszenia jednego z lekarzy ktury byl otwarty na takie rzeczy. i moge powiedziec ze szpital psychiatryczny to pod wzgledem energetycznym cos jeszcze trudniejszego niz zwykly szpital somatyczny. Tam granice miedzy tym co twoje a co cudze rozmywaja sie bardo latwo. Mialam po jednej sesji taki stan, ze przez dwa dni nie moglam zebrac mysli. Nie bolalo mnie nic, ale bylam jak pusta. Czy pracowalas z jakims wlasnym protokolem ochronnym przed wejsciem?
Zanim pojdziemy dalej w zachwyty nad głębią tej energii, to chcialabym zapytać - w jakim dokładnie charakterze tam pracowałyście? Bo „prywatnie z zaproszenia lekarza” brzmi troche mgliście. Mam wrażenie, że w takich rozmowach szybko zacieramy granice między faktyczną pomoca a wlasnym przekonaniem o misji. tak swoja drogą, nie mowie, że to co robicie jest bez sensu, ale instytucje zamknięte maja swoją specyfike prawna i etyczną. Samo dobre intencje i wrażliwość energetyczna to za malo zeby tam działać odpowiedzialnie.
Ale jak to wogole wygladalo praktycznie? Bo ja se nie wyobrazam - siadalas z grupa osadzonych i co,prowadzilas jakies cwiczenia oddechowe, wizualizacje? Jak reagowali? przepraszam ze pytam tak wprost, ale nie mam pojecia jak to morze dzialac w takiej rzeczywistosci.
a czy ktos probowala przed wejsciem do takiego miejsca uzywac jakis kamieni albo czegoś? niewiem czy to ma sens ale kiedys czytalam ze obsydian chroni przed cudzą energią i ciekawa jestem czy w praktyce ktos to testował w takich ekstremalnych warunkach.
Ale właśnie to „posiadanie protokołu mentalnego” - to jest ladnie powiedziane, ale co to konkretnie znaczy w praktyce? Intencja przed wejściem? Jakiś rodzaj tarczy wizualizowanej? Bo to jest wlasnie to miejsce gdzie teoria odlatuje a ludzie nie wiedzą co robić
sluchajcie,interesuje mnie ta rozmowa ale przyznam szczerze ze mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem że praca w takich miejscach może być pomocna na jakimś poziomie dla osób tam przebywających. Ale z drugiej strony zastanawiam się czy to nie jest trochę takie... nie wiem jak to powiedziec, zeby nie urazić. Czy ci ludzie w więzieniu maja wogóle poczucie że maja wybor czy uczestniczyć, skoro są osadzeni? to mnie trochę niepokoi etycznie
mnie zastanawia cos innego - czy personel w takich miejscach wie co sie dzieje? bo wyobraźam se ze straznik czy pielęgniarka patrzy na kogos kto „pracuje z energią” i to musi wygladac conajmniej dziwnie. czy mieliscie jakies konflikty z personelem albo niechęć z ich strony?
Chcialabym wrócić do tej warstwy energetycznej o której pisałaś na poczatku. Masz rację że to nie jest po prostu „ciężka energia” - to jest cos skumulowanego przez lata. W takich miejscach pracują tesz przez lata stali pracownicy, i to jest moim zdaniem temat zupełnie pomijany. 🙂 Strażnik ktory przepracowal tam 20 lat - co dzieje się z jego polem energetycznym? Czy ktoś z was mial kiedys kontakt z osobami pracującymi dlugoterminowo w takich instytucjach i obserwowala jak oni funkcjonują?
o rany,to jets coś o czym myślę od kiedy moja kuzynka zaczela pracowac na oddziale psychiatrycznym jako pielegniarka. ona po paru miesiącach zmienila się wyraznie, stała sie bardziej wycofana, trudniej jej rozmawiać o rzeczach zwyklych, jakby miała cały czas głowę gdzie indziej. i nie wiem ile z tego to stres i obciazenie psychologiczne, a ile to kwestia energetyczna. pewnie to sie nie da rozdzielić.
no proszę,dokładnie, i tu jest pies pogrzebany. „kwestia energetyczna” i „obciążenie psychologiczne” są traktowane jak dwie oddzielne rzeczy, a póżniej nie wiadomo co z tym zrobić. Wypalenie zawodowe u personelu szpitalnego i więziennego jest bardo dobrze udokumentowane w literaturze psychologicznej. Czy my możemy powiedzieć coś więcej o mechanizmie niż to co już wiadomo z psychiatrii? Szczerze wątpię, ale słucham.
nawiązując do tego co pisała Olimpia - te mechanizmy radzenia sobie u personelu to jest na prawdę ciekawy wątek bo tam chodzi o lata ekspozycji, nie jednorazowe wejście. Ale mam pytanie do tych które pracowały w więzieniach konkretnie - czy jest jakaś różnica między tym jak ten ładunek działa na ciebie jeśli wchodzisz raz a jeśli chodzisz tam regularnie przez miesiące? 😉 Bo intuicyjnie bym powiedziała że ciało się jakoś „kalibruje”, ale nie wiem czy to dobra kalibracja czy zła.
w sumie to bardzo wazne rozróżnienie kture zrobiłaś - oswojenie a odporność. U pracownikow na stale widzę czesto właśnie to tłumienie, nawet jeśli nazywaja to „grubą skórą”. Gruba skóra to nie to samo co zdrowa granica energetyczna. I właśnie z tego biorą się te zmiany ktore opisywala Roksanka przy swojej kuzynce. 🙂
no wlasnie, moja kuzynka jak pytam to mowi ze „juz jej to nie rusza” i mowi to jakby to był sukces, jakby się do czegoś przystosowała. A mnie to zaawsze trochę mrozi bo jak coś cię nie rusza po roku pracy z cierpieniem, to znaczy że coś wylaczylas, nie że jesteś silna. chociaż może się mylę, nie wiem.
o kurcze, ale czy wy mowicie teraz o energii czy o psychologi?? bo coraz trudniej mi rozróżnic te dwie warstwy w tej rozmowie. Roksanka, to co opisujesz z kuzynka brzmi jak klasyczne wypalenie, to jets termin z psychologii. ale kto to wie czy „energetyczne wyjaśnienie” tu cos dodaje do obrazu czy go zaciemnia
ale to jest wazne pytanie ktore zadała Janeczka bo jesli to jest to samo tylko inne słowniki to można by wziac dowolne badanie o wypaleniu u pielegniarek i powiedzieć „widzicie, energia” i to nie jest uczciwe. a z drugiej strony może naprawde cos tam jest czego psychologia nie obejmuje? nie wiem jak to rozstrzygnąć. :D.
mnie ta rozmowa troche przytłoczyła ale wracam do podstaw - czy ktoś ma jakis konkretny sposób na pracę z własną aurą przed wejściem do szpitala albo wiezienia,nie tylko po? bo duzo mowmy o oczyszczaniu po... ale co z zabezpieczeniem przed? kastor pytała o kamienie wcześniej i troche to ucielasmy.
tak jest, dzieki Sugilitka ze wróciłas do tego bo czulam ze to pytanie trochę zginelo. i nie chodzi mi tylko o kamienie, ciekawi mnie ogolnie czy jest jakis sposob żeby wejsc do takiego miejsca i jakos sie „uszczelnić” zanim w ogóle zaczniesz czuć ten ciężar.
a ja miałam zupełnie inne doświadczenie z obsydianem ale kto to wie czy to placebo czy nie ale dla mnie ważne jest że działa. Byłam z mamą dwa razy w szpitalu na oddziale gdzie bardzo dużo się działo i za pierwszym razem nie miałam nic, wyszłam i płakałam przez godzinę nie wiedząc czemu. Za drugim razem miałam obsydian i turmalin czarny i wyszłam zmęczona ale nie rozbita. Czy to kamienie? Czy byłam lepiej przygotowana psychicznie? Nie wiem, ale efekt był inny.
czytam tą rozmowę od początku i mam takie pytanie może naiwne - czy praca energetyczna w więzieniu różni się jakoś od pracy w szpitalu psychiatrycznym?? Bo wydaje mi się że to są dość różne miejsca jeśli chodzi o to co tam się kumuluje przez lata... nie?
to nie jets naiwne pytanie, to jest jedno z lepszych pytan w tym watku. Tak, roznia sie. W wiezieniu jest wiecej warstwy agresji i zamkniecia, cos gestego i zywotnego mimo wszystko. Na oddziale psychiatrycznym jest wiecej - niewiem jak to inaczej powiedziec - rozchwiania, rozmytych granic miedzy stanami. Przynajmniej tak to czuje. Pracowalam chwile na oddziale i to byl zupelnie inny rodzaj wysilku niz w zakladzie.
to rozróżnienie jets wazne praktycznie, bo inaczej się do tego przygotowujesz. Psychiatryk to miejsce gdzie ty mozesz się „rozmywać” razem z przestrzenia jesli nie masz bardo dobrych granic - i tu ugruntowanie jest absolutnie kluczowe. Wiezienie to bardziej kwestia nieprzenoszenia czegoś ze sobą na zewnątrz.
hej,a co z hospicjami? bo w tej rozmowie jets duzo o wiezieniach i troche o szpitalach ale hospicjum to chba osobna kategoria. tam jest bliskosc smierci jako stala, nie jako zdarzenie. czy ktos miala doswiadczenie pracy tam w jakimkolwiek charakterze?
ojej,hospicjum to temat rzeka i trochę mnie to boli bo mój tata spędził tam ostatnie tygodnie. Nie pracowałam tam energetycznie, byłam tam jako rodzina, ale powiem wam że ta energia była zupełnie inna niż w zwykłym szpitalu. Nie była ciężka w sensie „przygniatajaca”. Była jakas bardzo cicha i - nie wiem - skupiona? Jakby czas tam płynął inaczej.
Roksanka, to co opisujesz mnie zastanawia bo zawsze myślałam że hospicjum musi być po prostu przygnębiające, a ty mówisz o czymś innym. Może tam jest jakiś specyficzny spokój właśnie dlatego że wszyscy wiedzą co się dzieje i niema udawania? nie wiem czy to ma sens z perspektywy energetycznej ale jakoś to rozumiem intuicyjnie.
to co Czarodkaa napisała o tym braku udawania w hospicjum - myślę że w to cos jets. Jak bylam przy tacie, to personel tam był jakoś inaczej obecny niz w zwyklym szpitalu. Nie mowie ze spokojniejszy bo to ciężka praca, ale jakby bardziej... ze tak brzydko powiem, osadzony? Nie wiem czy to kwestia selekcji ludzi ktorzy tam trafiają i zostaja, czy miejsca robi coś z czlowiekiem z czasem. bo w hospicjum raczej nie zostaniesz jeśli jesteś osoba uciekającą od tego tematu, nie?
to „inaczej trudno” mnie bardo zastanawia. Mozesz rozwinac?? bo intuicyjnie mysle ze hospicjum to by mnie rozbilo bardziej niz wiezienie wlasnie ze wzgledu na te bliskosc smierci, a ty jakby sugerujesz ze to nie jets tak oczywiste. Czy chodzi o to ze wiesz czego sie spodziewac i mozesz sie jakos przygotowac, inaczej niz w miejscu gdzie energia jest chaotyczna i nieprzewidywalna?
