a mozna zapytac troche z innej strony bo jestem tu nowy w temacie bioenergii - czy ta sezonowosc dotyczy kazdego tak samo czy zalezy od czegos? Bo zastanawiam sie czy ktos kto urodzil sie zima ma inaczej niz ktos urodzony latem, skoro te pierwsze wrazenia energetyczne sa rozne.
otoz to to ciekawe pytanie ktore sam zadalem, czy pora roku urodzenia ma wplyw na to jak ktos odbiera energie sezonowa. bo jak mysle o tym to logika podpowiada ze ktos urodzony w srodku zimy „nastraja sie” jakos na ta energie jako na punkt wyjscia, a pozniej kazda inna pora to odchylenie od normy. ale moze to kompletna bzdura i niema to zadnego znaczenia? ktos to badal, chocby obserwacyjnie?
To jets właściwie stare pytanie i różne tradycje odpowiadają na nie inaczej. W astrologii klasycznej pora roku urodzenia ma ogromne znaczenie, ale nie dlatego ze „nastraja energie” tylko dlatego ze określa pozycję Słońca i dominujące planety w momencie wejścia na świat. Natomiast w pracy bienergetycznej z ciałem to zupelnie inny mechanizm. Nie spotkalem dobrego opracowania które by te dwa podejścia sensownie połączyło.
Szczerze to podejrzewam ze to kolejna petla w ktorej mozemy wytlumaczyc kazdy wynik. Urodzony zima czuje sie lepiej zima? jego „naturalna energia”. Urodzony zima czuje sie gorzej zima? „Kontrast i napiecie z energia wejsciowa”. Gorzej albo lepiej latem? Tez sie jakos wytlumaczy. Kiedy ta hipoteza moglaby sie okazac falszywa?
Wracam do jesieni bo wyciagnelam wlasne stare zapiski i faktycznie mam duzo notatek z przelomu wrzesnia i pazdziernika. ten moment ktory opisywala Cyla64 jako „niestabilny” u mnie wyglada tak: najpierw jets takie dziwne uczucie ze pole jest jakby rozciagniete,za duze w stosunku do ciala,a pozniej w ciagu kilku dni nastepuje kompresja i robi sie znacznie gesciej. ze sie tak wyraze, zastanawiam sie czy ktos to opisywal w podobnych slowach bo jeszcze nie slyszalam takiego opisu od kogos innego
To „rozlewanie się” ktore opisujecie jest bardzo bliskie temu co w pracy z czakrami nazywa się osłabieniem powloki eterycznej. Granica między polem osobistym a przestrzenią zewnętrzną robi się przepuszczalna. Ciekawi mnie czy to zjawisko dotyczy wszystkich w tym samym czasie czy zalezy od indywidualnego rytmu? Bo jeśli wszyscy mamy to jednocześnie to sugeruje wpływ zewnetrzny,a jesli kazdy w innym momencie to raczej indywidualny cykl.
szczerze mówiąc to brzmi jak ciekawy pomysł na obserwację, ten z równoczesnym albo nie. bo jakby to można było faktycznie sprawdzić, zebrać dane od kilku osób kiedy dokładnie czuły ten moment przejścia i zobaczyć czy się pokrywają? nie wiem czy to w ogóle wykonalne na forum ale jakby ktoś taki projekt zorganizował to bym się zapisał do obserwowania.
to co piszą Uwarowit i Cyla o tym „rozlewaniu się” jest niesamowite bo ja cos takiego czulam na początku tego roku i kompletnie nie wiedziałam jak to nazwac! myślałam że to po prostu stres albo coś ze mną nie tak. a tu się okazuje że to jest jakaś naturalna faza energetyczna? :/ czy można jakoś się na to przygotować, uziemić, zabezpieczyć?
Nie chcę tu grać roli permanentnego sceptyka, ale jednak wracam do tego co mówiłam wcześniej. Mamy już w tym wątku: rozlewanie aury, kompresję pola, powłokę eteryczną, bramę do zmiany, lancuchy korespondencji. Każdy z tych terminów brzmi konkretnie, ale żaden nie ma zdefiniowanego znaczenia operacyjnego. Jak odróżnisz „rozlane pole” od „nierozerwanego pola”? Co byś musiała zaobserwować żeby powiedzieć że kompresja NIE nastąpiła?
Ech,ta rozmowa o weryfikacji pojawia się w co trzecim wątku ezoterycznym i zawsze wygląda tak samo. jedna strona mówi „nie da się zmierzyć”, druga mówi „to znaczy że to mit”. A póżniej wątek schodzi na filozofię nauki i traci kontakt z oryginalnym tematem. Ktoś miał jakieś konkretne praktyki na wzmocnienie się w tym „niestabilnym” momencie jesiennym? Bo to byłoby bardziej użyteczne.
Myślę ze Maurycy ma racje ze praktyki są tu ważniejsze od epistemologii. 🙂 Ja w tym okresie przejsciowym używam przede wszystkim pracy z korzeniowa czakrą, konkretnie wizualizacja korzeni schodzących głęboko, i kamieni z grupy uziemiających. obsydian, czarny turmalin, hematyt. to nie jets przypadkowe, to jest odpowiedź na to „rozlanie” żeby przywrócić ciału jego własne granice. Nie twierdzę że wiem dokladnie co to robi „energetycznie”, ale efekt w praktyce jest powtarzalny.
okej to mam pytanie do bardziej doswiadczonych bo jak juz mowa o praktykach, to jak dlugo trwa taki okres przejsciowy miedzy porami? bo z tego watku wynika ze mamy wiosne i jesien jako te bardziej burzliwe momenty ale czy to jets kwestia dni, tygodnia, dluzej? i czy to sie zaczyna dokladnie przy przesileniu/zrownaniu czy wczesniej albo pozniej?
Z astrologicznego punktu widzenia to zależy od tego jak patrzysz na granicę sezonów. Jeśli liczyć astronomicznie, od przesilenia lub zrównania, to przejście trwa zwykle 2-3 tygodnie. Ale jeśli używasz dat stałych jak w tradycji celtyckiej, Samhain, Imbolc itd. to te momenty energetyczne wypadają mniej więcej w połowie między przesileniami. I tu jest ciekawe rozbieżność, bo wiele osób na forum instynktownie czuje zmianę właśnie w tych środkowych punktach, nie przy astronomicznym początku sezonu
Selena to ciekawe co piszesz bo ja wlasnie zaawsze czulem ze np srodek listopada to bardziej „zima” niz 21 grudnia. i myslalem ze to tylko moje dziwactwo,a tu okazuje sie ze sa tradycje ktore tak samo to datuja. mam pytanie bo nie znam sie na astrologii celtyckie, te daty srodkowe to sa te same co np halloween, gromniczna itp?
dobra bo sie zgubilem troche. te daty celtyckie kontra astronomiczne to jets tylko kwestia kalendarza czy chodzi o to ze energia na prawde zmienia sie w innym momencie? bo jesli to drugie to jak to w ogole zrozumiec, czym Samhain rozni sie energetycznie od przesilenia zimowego? pytam bo jestem nowy w tematach i chcialbym zrozumiec logike a nie tylko zapamietac daty.
Zeby odpowiedzieć na pytanie Ezotyrka77 wprost: różnica między Samhain a astronomicznym przesileniem to nie tylko kwestia kalendarza. W połowie drogi między zrównaniem a przesileniem Slonce osiąga konkretny stopien ekliptyki i wtedy faktycznie zmienia się jakość światła, długość dnia przyspiesza lub zwalnia w różnym tempie. Celtowie obserwowali przyrodę, nie liczyli katow w stopniach, ale trafili w ten sam moment. Czy to znaczy ze energia zmienia się inaczej?? Powiedziałbym ze astronomia i tradycja trafiają w ten sam fenomen z dwóch stron.
No ale zaraz, Boleslaw04 napisal ze „trafili w ten sam moment” jakby to bylo oczywiste. A moze celtyckie daty przylgnely do tych astronomicznych przez stulecia tradycji i teraz ludziom wydaje sie ze czuja energie wlasnie wtedy bo tak im kazano czuc?? Pytam serio, nie ironicznie
okej to rozumiem juz o co chodzi z datami,ale wracam do pytania praktycznego bo siedze tu juz troche i nigdzie nie widze odpowiedzi. jesli Samhain czy jakikolwiek inny moment przejscia ma inne „jakosci energetyczne” to jak to czuc? znaczy co konkretnie odczuwa sie inaczej niz w zwykly dzien? bo na razie mam opis ze pole jest „rozciagniete” albo „rozlewajace sie” ale to wciaz dla mnie abstrakcja.
a właśnie! bo ja miałam to co Anusia opisuje! ta senność w środku dnia, u mnie to było jakieś dwa tygodnie przed halloweenem i myslalam ze jestem chora albo ze mi coś brakuje, witaminy czy coś. i teraz jak to czytam to jest niesamowite ze to może mieć związek z tym całym przejściem sezonów a nie z jakimś niedoborem :D.
Cyla, ale to jets trochę tak jak gdybym powiedziała że „mój zegar energetyczny idzie inaczej” i jednocześnie „mój zegarek kwarcowy idzie inaczej” i stwierdziła że jedno i drugie mówi o tym samym. Owszem, mówią o upływie czasu, ale mechanizm jest zupełnie różny. To że ciało jest polem energetycznym nie oznacza automatycznie że bioenergoterapia i fizjologia operują na tym samym poziomie opisu. Zgadzam się że nie muszą konkurować, ale nie mogą też być beztrosko utożsamiane.
i znów wróciło do epistemologii, nie narzekam, to ciekawe samo w sobie ale morze zanim wyjdziemy na meta-poziom to dokonczymy wątek praktyczny ktury Ezoteryk zaczął?? bo padło pytanie jak to czuć w praktyce i mamy jedną konkretną odpowiedź od Anusi a reszta poszła w filozofię.
zgadzam sie z Maurycym,wracam do Ezotyrka. z mojego doswiadczenia,i mam tu na mysli doslownie swoje wlasne zapiski, pierwsze co sie pojawia przy przejsciu sezonowym to pewna niecierpliwosc albo wewnetrzne poddenerwowanie bez powodu. takie poczucie ze cos sie ma wydarzyc a niewiem co. pozniej po kilku dniach to odpuszcza i przychodzi spokoj ale jakby inaczej osadzony niz wczesniej. nie wiem czy to pomaga ale to jets to co faktycznie obserwuje u siebie
tak jets to niecierpliwosc to tesz czulem i wcale nie kojarzylem tego z sezonem,myslalem ze to poprostu ze za duzo rzeczy mam na glowie. czyli morze faktycznie warto zeby sledzic te daty i sprawdzac czy to sie powtarza? jak Anusia mowi zapisywac?
ale jak by takie zapisywanie miało wyglądac praktycznie? bo no, codziennie siadam i piszę „nastrój 7/10, energia 6/10”? brzmi jak nudna robota haha. i po ilu sezonach to wogóle ma sens sprawdzać, po jednym roku czy trzeba czekać dłużej żeby mieć jakiś wzorzec?
hej, troche się tu zgubilem bo dużo naraz ale mam takie proste pytanie. mówicie o zimie lecie wiosnie jesieni ale to sie chba różni u różnych ludzi nie??? bo ja np nigdy nie czuję nic specjalnego na jesien, u mnie najbardziej wyraźna zmiana jets wiosna, takie nagle budzenie się. czy to morze mieć znaczenie ze mam 30 lat i urodziłem sie w maju czy to bez znaczenia?
Florek to bardo dobre spostrzeżenie i nie mam na to jednej odpowiedzi ale w pracy z czakrami i energia taki wzorzec ktury opisujesz, wiosenne „budzenie sie”, jest dosc powszechny. Część podejść mowi że kazdy ma swoja dominujaca porę roku, związaną z momentem urodzenia albo poprostu z osobistym rytmem. To nie jest cos złego ani dobrego, to po prostu twój naturalny cykl. Warto obserwować czy to się powtarza co roku, bo jeśli tak, to można to swiadomie wzmacniac zamiast ignorowac
a powiem że ja właśnie tego szukam w tym watku i chba mam podobnie do Florka... moja „moja pora” to zdecydowanie wiosna, ale nie wiedziałam jak to nazwac ani co z tym robić. amethysta czy moglabys napisac więcej o tym wzmacnianiu? co to znaczy w praktyce?
