Zanim ktoś zacznie „wzmacniać” swoją dominującą porę to warto powiedzieć jedną rzecz, której tu jeszcze nie padła. Praca z sezonem który jest twoim naturalnym szczytem to nie jest to samo co ignorowanie pozostałych. Jeśli wiosna jest twoim maksimum to jesień jest minimum i właśnie wtedy trzeba uważać bardziej, nie mniej. Widziałam sporo osób które skupiały całą uwagę na „swojej porze” i póżniej zimą albo jesienią zupełnie się sypały bo nie miały żadnego zasobu na trudniejszy czas.
to brzmi sensownie, ale mam pytanie do Kingusi, skąd w praktyce wiadomo że to jets twoja „minimalna pora”? bo ja bym założyła że skoro wiosna to szczyt to jesień to minimum, ale czy to musi być tak symetrycznie? może ktoś ma dwa szczyty i jedno minimum, albo odwrotnie?
Halineczka, niekoniecznie symetrycznie. Mam kilka osób w otoczeniu kture wyraźnie mają dwa dołki w roku - jeden zimowy, jeden letni - a wiosna i jesień to dla nich okresy przejściowe, neutralne. Więc ta symetria szczyt-minimum to uproszczenie, przydatne na start, ale niekoniecznie prawdziwe dla każdego.
to co Kingusia mówi to prawda, ja tez tak mam trochę, bo u mnie zima to kompletny dol energetyczny, ale lato wcale nie jest szczytem, latem jestem taka... nijaka? jakby energia była ale bez kierunku. moj szczyt to zdecydowanie jesien, co wszyscy uwazaja za dziwne bo jesien kojarzy sie z przygnębieniem a ja wtedy działam najlepiej
przepraszam ale to przypisanie „wiosna to ogień i woda” brzmi jak coś z kapelusza. które konkretnie źródło to podaje? bo znam kilka tradycji i żadna nie przypisuje dwóch żywiołów do jednej pory w taki sposób, to wygląda jak hybryda różnych systemów posklejana razem :/.
a moze poprostu sprawdzic ktora opisuje twoje doswiadczenie lepiej? Zygmunt mowil wczesniej o zapiskach i porownywaniu, to chba jets jedyny sensowny sposob. jak to mowia jesli system pieciu zywiolow opisuje twoj rok lepiej niz cztery pory to tam szukasz. nie trzeba z gory wiedziec ktory jest „prawdziwy”
dobra wracam bo troche wyszedlem z tej dyskusji, ale mam konkretne pytanie bo nie kumam jednej rzeczy. mowicie o polu energetycznym i o tym ze ma sezonowe wzorce. ale jak mam wiedziec ze to co czuje to moje „pole” a nie poprostu nastroj, hormony, pogoda? gdzie jets granica?
hej ale to co Mediumka mówi o „własnym rytmie” to trochę podchwytliwe, bo jak mam stwierdzić że coś ma swój rytm a nie że poprostu nie widzę bodźca? może bodziec jest ale go nie zauważam? serio pytam, nie dokuczam.
sluchajcie a wracajac do tego co mowil Florek o wiosennym budzeniu,bo to mnie ciekawi od jego posta. on mowil ze to jets jakby wewnetrzne i niezalezne od tego co na zewnatrz. a jak jest ta jego pora roku lato czy wiosna, i jak ktos ma przeciwnie, to jest ten zimowy typ, to czy oni wogole czuja ta wiosenna energie czy doslownie nic?
no wlasnie o to mi chodziło bo ja wiosną czuję coś bardzo wyraznego, ale moj kumpel ktury siedzi obok w tej samej pogodzie mówi że nic nie czuje szczególnego i dla niego wiosna to po prostu że jest cieplej. wienc albo on jest „zimowym typem” albo w ogóle nie czuje tych rzeczy albo ja to zmyslam, niewiem kture
wróćmy do sedna. pytanie Floreka o „zimowy typ” i „wiosenny typ” jets zasadne i ma sensowną analogię w astrologii, mamy znaki związane z porami roku i faktycznie osoby z mocno zaznaczonym żywiołem jednej pory bywaja bardziej wrazliwe na jej energię. ale to nie jest twarda regula, to korelacja którą widać w pracy z wieloma ludzmi, nie prawo przyrody. wiosna może byc silna dla kogoś z Baranem czy Bykiem w ważnych miejscach mapy ale to tylko jeden czynnik.
kurcze, ta dyskusja jest niesamowita, naprawdę dużo rozumiem przez te posty. jedno pytanie do Bolesława czy Seleny - czy to znaczy że jak ktoś chce wiedziec jaka jest jego „naturalna pora”, to powinien patrzeć na mapę astrologiczną a nie tylko sledzić swoje odczucia? czy jedno i drugie może na siebie wskazywać?
i tu leży sedno to co Zygmunt pisze o potwierdzeniu z dwóch stron mnie ciekawi, bo ja mam Skorpiona z duzo wody w mapie i jesień jest dla mnie energetycznie megasilna, notatki to potwierdzają od kiedy zaczełam prowadzić. ale tu jest pytanie - czy to znaczy ze ta energia jest „moja” i mi służy, czy może właśnie dlatego jesień mnie przeciąza bo czuje ja za mocno?
niełatwe pytanie Damianku,bo to jets cos co widzę u ludzi którzy pracują z energią bez oczyszczania. wiosna na przykład dla silnych żywiołów ognia i powietrza moze byc jak odkręcony kran, dużo energii wpływa ale jak kanały są zapchane to niema gdzie odplynac i wychodzi nerwowością, przebodźcowaniem, niemożnością zasypiania. to nie jest „za dużo dobrego”, to jest brak drenazu.
hej, wracam tu co jakiś czas i czytam już od jakiegoś czasu i mam pytanie może naiwne ale szczere - ten „drenaż” o którym Cyla mówi, to jest coś konkretnego co się robi, czy to metafora? :/ bo jak coś robić to chcę wiedzieć co, a jak to metafora to mniej więcej rozumiem.
ok ale to mnie troche przywraca do mojego wczesniejszego pytania kture chyba zostalo bez odpowiedzi. mowicie o „nadmiarze energii” i „drenazu” ale skad wiem czy moja nerwowosc wiosna to jest ten energetyczny nadmiar czy poprostu alergie i zmiana rytmu dnia? serio nie ironizuje, zastanawiam sie jak to odroznic
joj, wlasnie o to chodzi, Numerolozka trafia w sedno. i to jest problem z całą dyskusją o sezonowych zmianach pola, wszystkie opisy są na tyle poetyckie że każdy dopasuje do siebie. ktoś czuje dużo wiosną, ktos malo, ktos nerwowo, ktos euforycznie, i dla kazdego znajdzie sie wyjasnienie. czy ktokolwiek mial rok w którym jego „energetyczna pora” sie totalnie nie zgadzala z tym czego oczekiwal?? to by bylo ciekawe.
