Salomea, byłam przy mamie kiedy odchodziła i wiem dokładnie o czym mówisz. to „inne powietrze” to nie jest wyobraźnia. Pielęgniarki które tam były zachowywały się inaczej, jakby same to czuły, chociaż pewnie by tego nie nazwały energetycznie. Był moment kiedy wszyscy w pokoju zaczęliśmy oddychać spokojniej, jakby ktoś zmienił coś w ustawieniach. Nie wiem co to było, ale pamiętam to bardzo wyraźnie do dzisiaj.
czytam tą rozmowe od początku i trochę sie boję zapytać ale mam pytanie. czy te energie które zostają po odejściu człowieka to mogą byc w jakichś przedmiotach? bo mój dziadek zostawił zegarek i nie wiem czemu ale nie mogę go nosić, chociaż bardzo chciałem. coś mi nie daje. czy to ma sens czy to tylko moje głowa
Wróćmy na moment do pytania o techniki bo widzę że Bolo88 pytał i nie dostał odpowiedzi: zakorzenienie to naprawdę prosta rzecz do nauczenia się. Stoisz boso albo w cienkich skarpetkach, skupiasz uwagę na stopach, wyobrażasz sobie że wychodzą z nich coś w rodzaju korzeni które idą w głąb podłogi, ściany, ziemi. Robisz to minutę, dwie. I tyle. Dopiero potem budujesz cokolwiek innego wokół siebie. Efekt jest zupełnie inny niż sama bańka „z góry”.
o zakorzenienie to ja znam trochę inne podejście! moja koleżanka która uczy się reiki mówiła że można to robić przez oddech, nie przez wyobrażenie korzeni. wdech zbiera energie z otoczenia, wydech wyrzuca na dół przez stopy. podobno to robi sie szybciej i dla niektórych jest łatwiejsze bo nie każdy potrafi dobrze wizualizować. ktoś próbował tej wersji?
ok to bardzo konkretne, dzięki Lubomila. ale mam dalej pytanie bo wciąż nie rozumiem jednego: jak mam wiedziec że „zadziałało”? bo Jarzyna mówiła o zaangażowaniu woli a Antaresaa zauważyła że to trudno ocenić. i mam wrażenie że uczę się czegoś metodą prób i błędów bez żadnej informacji zwrotnej czy idę w dobrą stronę
To jest właśnie dobre pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Zmęczenie po trudnym dniu siedzi w mięśniach, w głowie, chce się spać i po śnie przechodzi. To co przychodzi z miejsc takich jak hospicjum czy odział zamknięty bywa inne jakościowo - nie znika po śnie, jest jakby przyklejone do środka, i co ważne, nie jest twoje. Masz uczucie że coś czujesz ale to nie jest twoje uczucie. Czy znasz ten stan?
To co Jarzyna opisuje „to nie jest twoje uczucie” to jest dokładnie to co słyszałam od tych wolontariuszy. Jeden z nich mówił że czuje smutek ale nie wie czego jest smutny. Żadnego własnego powodu. I to go dezorientowało bardziej niż sam smutek.
ale to „co zmieniło się w środowisku” może mieć tysiąc racjonalnych wyjaśnień,nie? nowe obowiązki, trudniejsze przypadki, mniej snu, brak wsparcia ze strony organizacji. nie muszę od razu zakładać że energia miejsca jest przyczyną. przepraszam ale naprawdę mam z tym problem
Kunzyt, ja rozumiem ten sceptycyzm i sama nieraz miałam go wobec siebie. Ale chyba nie chodzi o to żeby zakładać energię jako pierwszą przyczynę, tylko żeby jej nie wykluczać z automatu jako „niemożliwej”. Ja też uważam że superwizja i opieka psychologiczna to podstawa w takich miejscach. Energia to może być dodatkowy element, nie jedyny.
dobra, wroce do tego zakorzenienia bo Lubomila opisala jak to robic z korzeniami, a Faustynka ze przez oddech. i mam pytanie: robilem probe z oddechem ostatnio wieczorem i po kilku minutach zrobilo mi sie dziwnie lekko w glowie. to dobrze czy zle? bo nie wiedzialem czy to efekt techniki czy poprostu hiperwentylacja haha
Bolo88, tak dokładnie! moja koleżanka od reiki zawsze powtarza że techniki oddechowe mają działać z ciałem a nie wbrew niemu. jeśli czujesz zawroty to znak że ciało mówi „hej za dużo”. wróć do normalnego rytmu i tylko mentalnie „puszczaj” wydech w dół przez stopy. to i tak działa! 🙂
Wróćmy na moment do zegarka bo nikt więcej nie odpowiedział, Bogusia napisała że to nie jest „tylko głowa” ale też głowa jest częścią odbioru. i teraz nie wiem co z tym robić. czy powinienem się go pozbyć? dać komuś innemu? schować? chodzi o coś po dziadku więc nie chcę tego wyrzucić ale też nie chcę go nosić jeśli to nie jest dobre
z tym czyszczeniem na soli to dobra rada, ale dodałabym ze zegarek to troche specyficzny przypadek bo mechanizm, metal, sprężyny. jesli to stary zegarek to bym nie zostawiała go bezposrednio na soli bo moze uszkodzic. lepiej obok miseczki z sola a nie w niej.
noc do rana zwykle wystarczy, ale jesli czujesz ze trzeba dluzej to zostaw. nie ma sztywnej reguly. chodzi o twoje poczucie, to ty masz poczuc kiedy to sie „ulozylo”.
ja mam pytanie trochę z boku ale pasuje do tematu, bo o tych miejscach gdzie ktoś odchodził. czy to jest róznica energetyczna miedzy szpitalem a hospicjum? bo byłam w obu i hospicjum miało zupełnie inne powietrze, spokojniejsze jakby. szpital jest chyba bardziej naladowany strachem? nie wiem czy to ma sens co mówię
Salomea, ma bardzo duży sens. Hospicjum jest miejscem gdzie śmierć jest przyjęta, oswojona, a nie walczona do końca. To zmienia jakość tego co tam zostaje. W szpitalu masz wszystkie warstwy naraz: strach, walkę, nadzieję, zaprzeczenie. Energia jest bardziej chaotyczna, mniej ułożona. To nie znaczy że jedno jest „złe” a drugie „dobre”, to tylko inne częstotliwości.
o to jest ciekawe co Jarzyna mówi o tej jakości. ja też to odczułam, w hospicjum kiedy byłam przy mamie był taki dziwny spokój którego nie umiałam wytłumaczyć bo sytuacja była przecież straszna obiektywnie. ale ten spokój był prawdziwy, nie udawany. czy to ma związek z tymi energiami które zostają po osobach które odeszły spokojnie?
to co Petronelka opisuje to jest coś co mam w notatkach z kilku rozmów z osobami które pracują w hospicjach zawodowo, pielęgniarkami, opiekunkami. prawie każda z nich mówiła o tym spokoju i prawie każda zaznaczała że nie potrafią go logicznie uzasadnić. jakby samo miejsce, przez lata oswajania śmierci, zebrało w sobie coś co uspokaja. to jest bardzo spójne
