Pracuję od jakiegoś czasu jako wolontariuszka w hospicjum i jest coś, o czym chciałam napisać, bo długo zbierałam myśli. Chodzi mi o tę energię, która zostaje po odejściu kogoś. Nie mówię teraz o duchach ani zjawieniach, bardziej o tym… śladzie. W salach, w rzeczach, w ludziach którzy zostają. Mam wrażenie że ciało odchodzi ale coś jakby wisło w powietrzu jeszcze przez jakiś czas. Spotkałaś się ktoś z czymś takim? bo czytałam że bioenergoterapeuci potrafią to wyczuć i nawet pracować z taką przestrzenią po odejściu.
to bardzo delikatny temat i cieszę się że go poruszasz. Tak, jest coś takiego jak residualna energia miejsca czy osoby. Można to porównać do odcisku energetycznego który pozostaje w przestrzeni. W miejscach gdzie ludzie długo chorują albo umierają, ta energia bywa bardzo gęsta, ciężka. Pracowałam z osobami które pracują w takich miejscach i dużo z nich mówi że czuje coś co trudno opisać słowami, właśnie takie zawieszenie. Pytanie tylko czy masz wrażenie że ta energia jest neutralna, czy raczej obciążająca dla ciebie?
Mnie zastanawia jedno: czy taka energia pozostaje na stałe, czy się rozprasza z czasem? Bo jeśli to tylko ślad, to chyba powinien blaknąć? Pracuję z czakrami od kilku lat i mam notatki z różnych sytuacji, ale nigdy nie byłam w hospicjum. Ciekawe jak to wygląda w praktyce z punktu widzenia pola energetycznego człowieka, który tam przebywa regularnie.
w miejscach zamkniętych, czyli hospicja, domy opieki, szpitale psychiatryczne, energie się kumulują bo nie ma naturalnej wymiany. Na zewnątrz wiatr, deszcz, ruch ludzi - to wszystko naturalnie oczyszcza pole. W środku? Zostaje. I jeśli przez lata przechodzą tam kolejni ludzie z bólem, strachem i żalem, to przestrzeń to absorbuje. Dla kogoś wrażliwego to może być naprawdę ciężkie. Kunisia, pytam wprost: czujesz się po takich wizytach zmęczona czy raczej coś innego?
Nie powiedziałabym że brzmi szalenie, ale muszę powiedzieć szczerze: mam mieszane uczucia. Zmęczenie po pracy w hospicjum jest bardzo realne i ludzkie, i nie trzeba od razu szukać wyjaśnień energetycznych. Zapach możesz mieć utrwalony gdzieś na ubraniu albo po prostu silna emocja zostawia nam takie ślady w pamięci. Nie mówię że nie masz racji w tym co czujesz, tylko pytam: czy próbowałaś najpierw wykluczyć prostsze przyczyny?
przepraszam ze sie wtracam bo wgl jestem tu nowy w temacie bioenergii, ale mnie to bardzo ciekawi. a ten smrod ktory Kunisia czula, to moglby byc dowod ze cos zostalo? nie wiem jak to dziala ale wydaje mi sie ze zapachy to chyba nie jest tylko w glowie, prawda?
No dobra, ale to co opisuje Amulecja to jest neuronauką, nie bioenergią. Układ limbiczny i zapachy - to jest fizjologia, nie pole energetyczne. Nie mieszajmy tych rzeczy, bo to nie wygląda dobrze dla całej dyskusji. Kunisia, zapach który czułaś mógł być wynikiem stresu pourazowego albo zwykłej hiperczułości po intensywnym przeżyciu. To nie znaczy że nic się nie stało, ale to nie jest automatycznie energia.
Antaresaa, a czy jedno wyklucza drugie? Fizjologia może być kanałem przez który energia działa. To nie jest sprzeczność. Ale co do tematu instytucji zamkniętych: mnie bardziej ciekawi ta kumulacja o której pisałam wcześniej. Hospicjum to jedno. Ale co z domami opieki gdzie ludzie żyją latami w jednym miejscu, często wbrew swojej woli albo poprostu z konieczności? Tam ta energia musi być zupełnie inna.
szczerze to podchodzę do tego sceptycznie, ale właśnie o takich miejscach myślę inaczej. Moja babcia była w domu opieki przez kilka lat i zawsze jak przychodziłam to czułam coś ciężkiego już w holu. Nie wiem czy to energia, może po prostu zapach instytucji, smutne twarze, ale wychodzac mialam uczucie jakby mnie ktos oplotal
To co opisuje Kunzyt69 to bardzo ciekawe, bo to uczucie „oplecenia” to klasyczny opis energii przylepionej. Czakra splotu słonecznego jest w takich miejscach bardzo eksponowana, bo zbiera cudze emocje bez naszej kontroli. Mam to w notatkach z kilku przypadków opisywanych na innych grupach. Czy ktoś próbował po takich wizytach jakiegoś świadomego oczyszczania? Sól, woda, wietrzenie energetyczne?
wietrzenie to podstawa i zgadzam sie z tym. po każdym kontakcie z miejscem gdzie sa trudne energie trzeba sie oczyscic. ja uzywam soli morskiej, biorę prysznic i wyobrazam że woda splukuje co przynieslam. proste ale dziala. nie wiem czy to bioenenergia czy psychologia ale mi pomaga i nie zastanawiam sie za bardzo dlaczego
Ojej, ta rozmowa mnie wciągneła. Trochę sie boję zapytać ale co sie dzieję z czakrami człowieka który powoli odchodzi? Czytałam że czakra korony sie otwiera przy smierci ale nie wiem czy to prawda czy legenda. I czy bliscy albo opiekunowie w pobliżu to czują?
Zatrzymajmy sie chwile. Czakra korony „otwiera sie” przy smierci? To brzmi poetycznie ale na jakiej podstawie ktos to mowi? Nikt tego nie zmierzyl, nikt tego nie obserwowal w sposob powtarzalny. Rozumiem ze ludzie maja doswiadczenia, ale przeksztalcanie tych doswiadczen w twierdzenia o tym co „dzieje sie z czakrami” to juz za duzy skok dla mnie. Co nie znaczy ze doswiadczenia Kunisi sa nieprawdziwe, po prostu interpretacja jest jedna z wielu mozliwych.
Geomantaa, metodologia naukowa jest ważna, ale bioenergoterapia nie twierdzi że jest nauką w tym sensie. To jest system pracy z wrażeniami i energiami subtelnych pól, który nie potrzebuje mierzalności żeby być użyteczny dla tych którzy go praktykują. Mam wrażenie że wchodzisz do dyskusji energetycznej z narzędziami które do niej nie pasują.
Ale właśnie dlatego warto żeby ktoś taki jak Geomantaa tu był. Bo inaczej to jest tylko wzajemne potwierdzanie. Ja sama ćwiczę od lat i wierzę w energetykę, ale rozróżniam między „czuję coś i to mi pomaga” a „wiem jak to działa na poziomie mechanizmu”. Kunisia, wróćmy do twojego pytania: co konkretnie chcesz z tą energią zrobić? Chronić siebie, czyścić przestrzeń, coś innego?
Głównie chcę zrozumieć co to jest i jak dbać o siebie. Bo widzę że inni wolontariusze po jakimś czasie albo wypalają się albo zaczynają dziwnie funkcjonować. Jakby coś z nich ubywało. I zastanawiam się czy gdyby wiedzieli o energetycznej ochronie to by im pomogło. Nie jestem pewna czy powinienam im o tym mówić bo to środowisko medyczne i nie wszyscy są otwarci.
To jest bardzo realna obserwacja. Pracownicy i wolontariusze w hospicjach mają ogromny wskaźnik wypalenia zawodowego i to jest udokumentowane. Niezależnie od tego czy wierzymy w energię czy nie, coś się tam dzieje z ludźmi. Ja myślę że świadoma praca z własnym stanem, czy to przez afirmacje, czy medytację, czy właśnie pracę energetyczną, po prostu pomaga. Nie musisz im mówić „oczyszczam czakry”, możesz powiedzieć „mam swój rytuał na oddzielenie pracy od życia prywatnego”. Nikt się nie obrazi 🙂
A czy jest jakaś konkretna technika ochrony pola energetycznego która się nadaje do takich sytuacji? Pytam bo słyszałam o „bańce ochronnej” z wizualizacji ale nie wiem czy to działa w tak obciążonym środowisku jak hospicjum. To chyba nie to samo co ogólna ochrona przed złą energią w codziennym życiu, nie?
szczerze to nie, dopiero szukam. robiłam sobie taką wizualizację że jestem w bańce ze światła ale nie wiedziałam czy robię to dobrze bo nie czułam żadnej różnicy. może robię coś nie tak? albo może to po prostu nie działa i tyle
To że „nie czujesz różnicy” po wizualizacji może oznaczać dwie rzeczy: albo że działa i dlatego nic złego nie przenika, albo że jest za słaba i nie ma co czuć w ogóle. Problem z bańką ochronną jest taki że ludzie ją robią mechanicznie, bez prawdziwego zaangażowania woli. To nie chodzi o to żeby sobie wyobrazić bąbelek 😉 Chodzi o coś głębszego, o rzeczywiste zadeklarowanie granic pola.
Mam w notatkach z jednego warsztatu coś ciekawego właśnie na ten temat. Prowadząca mówiła że ochrona w miejscach „nasyconych” wymaga zakorzenienia, nie tylko otoczenia się czymś z góry. czyli najpierw dół: stopy, ziemia, czakra podstawy, a potem dopiero to co budujesz wokół. Sama zaczęłam tak robić i faktycznie czuję że lepiej wychodzę z takich wizyt bez tego całego przyciężenia o którym tu piszą inni.
hej, a to zakorzenienie to jak sie robi w praktyce? bo czytam tu o czakrach, i polach i troche sie gubie, wiem ze pytam podstawowe rzeczy ale naprawde nie wiem od czego zaczac. czy to jest cos co mozna robic np. przed praca czy trzeba sie do tego specjalnie przygotowac
To co przytaczasz Kunisiu brzmi naprawdę poważnie i myślę że tu już wychodzimy poza energetykę. izolacja, płakanie bez bodźca, unikanie kontaktu, to są objawy których nie rozwiąże wizualizacja bańki. naprawdę martwię się że jeśli te osoby nie mają wsparcia psychologicznego to sama praca z energią może nie wystarczyć, a nawet może dawać złudne poczucie że „coś się robi”.
no właśnie, bo mam wrażenie że w tej rozmowie jest takie założenie że jak ktoś jest wypalony to energia jest winna. a może jest po prostu za mało superwizji, za mało rozmowy, za mało podstawowej opieki nad wolontariuszami? moja koleżanka pracowała w opiece i się posypała, ale nikt jej tam nie oferował żadnego wsparcia, nie żadnych bioenergetycznych technik, po prostu zero zainteresowania co czuje
Dianka i Kunzyt, nie twierdzę że jedno wyklucza drugie. Właśnie na tym polega to co mnie w tej pracy fascynuje, że świadoma praca energetyczna może iść równolegle z psychologiczną, nie zamiast niej. problem jest wtedy gdy ktoś myśli że „oczyści aurę” i nie musi już nic więcej. To nie jest odpowiedzialne podejście. Ale czy świadomość energetyczna może być dodatkową warstwą ochrony? Myślę że tak.
Antaresaa, i to jest właśnie pytanie które rozumiem i szanuję. Ale zadaj mi to samo pytanie o modlitwę, o medytację mindfulness, o afirmacje. Żadna z tych praktyk nie jest falsyfikowalna w sensie jaki opisujesz, a wiele badań pokazuje że mają realne efekty na samopoczucie i funkcjonowanie. Może pytanie nie jest „czy to prawda energetycznie” tylko „czy to pomaga”. I tu mam dużo obserwacji ze swojej praktyki.
ojej, ta dyskusja mnie trochę przytłacza bo jest taka techniczna naraz. chciałam zapytac cos prostszego: czy ktoś z was miał doswadczenie przy kimś bliskim który odchodził? nie w pracy, tylko właśnie przy rodzinie. bo ja byłam przy babci i nie wiedziałam co sie dzie, ale czułam coś bardzo konkretnego w pokoju, jakby powietrze było inne. czy to co opisujecie tutaj mogłoby tlumaczych co czułam 🙂
