a właściwie to chba nie chodzi tylko o czas tylko o intensywnosc? jak jedno miejsce ma 10 osób które się modlą każdego dnia mocno i z zaangażowaniem to może byc silniejsze niż stary kościół gdzie ludzie przychodzą raz w tygodniu zeby odsiedziec swoje. tzn. jakosc ponad ilość?
Antosik, to jets trochę jak pytanie czy odroznisz dom gdzie byly awantury od domu gdzie bylo ciepło rodzinne, wchodzac pierwszy raz. wielu ludzi poczuje różnicę zanim się czegokolwiek dowie o historii. to nie jest dowód laboratoryjny, ale tesz nie jest bez sensu.
Seba,ale to co opisujesz to morze być mnostwo rzeczy - układ mebli, oświetlenie, zapachy, temperatura, mikroekspresje mieszkancow jeśli są obecni. nie trzeba od razu mowic o energii. mam wrażenie ze w tym watku kazde niewyjasnione odczucie od razu dostaje etykietkę „energetyczne” i to troche za proste.
Zofijka ok ale rozmawiamy tu o pustych kosciolach gdzie niema mieszkancow ani mebli ani mikroeksperji, a ludzie i tak czuja rozne rzeczy w roznych miejscach tej samej budowli. to chba eliminuje czesc twoich argumentow nie??
hej a ja mam pytanie do Rocha i Orakliny i wogole do tych ktorzy mowili o kierunku energii - pionowej w kosciolach chrzescijanskich. bylam ostatnio w jednym malym kosciolku drewnianym,no wiesz, takim wiejskim, bardo niskim, i tam ta energia byla zupelnie pozioma, spokojna. czy niskie sklepienie zmienia kierunek?? albo morze to ma cos wspolnego z tym ze to byl stary kosciol drewniany, nie kamienny?
Oraklina to ciekawe co mówisz o drewnie, ja sie z tym zgadzam. 🙂 ale chcę sie upewnic - mówisz że sam materiał ścian wpływa na energię miejsca? to jets niezaleznie od tego co tam robiły pokolenia ludzi? bo to by znaczyło że drewniana stodoła bez żadnej historii sakralnej też by miała inną energie niż murowany budynek.
Hazel, moim zdaniem to dziala razem, jedno wzmacnia drugie. drewno ma swój potencjal energetyczny, ale bez ludzkiej intencji i modlitwy to jets inaczej uśpiony. jak przez stulecia modliło sie tam tysiące osób to ten potencjał drewna się aktywował i zintegrowal z ich modlitwa. stodoła drewniana bez historii sakralnej to poprostu surowiec, nie świątynia
dokładnie to co Cyla mówi, intencja i materiał tworzą razem coś czego żadne z osobna nie tworzy. i te drewniane kościoły wiejskie mają jeszcze jedną specyfikę - często stały na miejscach wcześniejszych kultów, słowiańskich świętych gajów albo obiektów pogańskich. ta warstwa energetyczna jest pod spodem i wpływa na całość
Niezapominajka,to jets juz nakladanie hipotez na hipotezy. mamy: energie materialu budowlanego, energie modlitw, energie intencji, energie poprzednich kultow. 🙂 kazda z tych warstw jest niesprawdzona, a ty budujesz system gdzie wzajemnie sie potwierdzaja. to nie jest metodologia, to jest budowanie zamknietej narracji
czytam to wszystko i mam wrazenie ze wszyscy wiedza co czuc w kosciolach ale nikt nie powiedzial jak sie do tego wlasciwie podejsc - jak wogole wejsc do takiego miejsca zeby naprawde cos poczuc a nie tylko swoje wlasne emocje? bo moze to wlasnie moj problem ze wchodze i mysle o stu innych rzeczach
to sensowne pytanie praktyczne. zanim wejdziesz - kilka głębokich oddechow, żeby wyciągnąć z siebie to co niesiesz z ulicy. w środku - nie szukaj aktywnie, raczej daj sobie chwilę nieruchomosci i pozwol żeby cokolwiek samo dotarlo. większość ludzi jest za bardzo w głowie i za mało w ciele kiedy wchodzi do takich miejsc
sluchajcie, ja czytam ten watek od poczatku i mam pytanie ktore mi chodzi po glowie - czy ktokolwiek tu probowal wejsc do kościoła innej tradycji niz ta, w ktorej sie wychował? bo moze właśnie tam gdzie nie ma tych wszystkich „automatycznych” skojarzeń z dzieciństwem byłoby łatwiej odczuć samą energię bez naleciałości emocjonalnych?
Ewunia,no ja wlasnie to robiłem i powiem ci ze to na prawdę działa inaczej. byłem w prawosławnej cerkwi parę lat temu, pierwszy raz w zyciu, i to było zupełnie odmienne odczucie niż w katolickich kościołach w ktorych wyrosłem. inne zapachy, inne dźwięki, inny układ przestrzeni, i ta energia była jakby bardziej „zwarta”, cięższa, to brzmi dziwnie ale nie mam lepszego słowa
hej, trochę z boku ale mnie zastanawia coś innego w tym co Ewunia napisała. byłem raz w synagodze (wycieczka szkolna jak małym byłem) i to chyba jedyne miejsce sacrum gdzie naprawdę nie miałem żadnych wcześniejszych skojarzeń, byłem jak tabula rasa. i szczerze? nie poczułem nic specjalnego. zastanawiam sie czy to coś mówi o energii tych miejsc czy może po prostu o mnie
Nikodem, ale wycieczka szkolna to raczej nie są idealne warunki do odczuwania czegokolwiek subtelnego, nie? co ciekawe, gromada dzieciaków, nauczyciel który tłumaczy na głos, presja żeby zachowywać się grzecznie i słuchać, to raczej trudno w takim momencie być otwarty na energię miejsca
