Chciałem poruszyć coś, o czym rzadko się mówi wprost w bioenergoterapii - mianowicie kwestię drażliwości. Nie chodzi mi o drażliwość klienta, tylko o stan pola samego terapeuty. Bo pracuję z ludźmi od kilku lat i zauważam wyraźnie: kiedy jestem wewnetrznie spięty, coś mi nie gra w głowie albo mam nierozwiązany konflikt - to praca z energią wychodzi inaczej. Jakby pole było naelektryzowane, napięte. I tu pojawia się pytanie etyczne, które mnie samego trochę gryzie - czy w takim stanie w ogóle wolno brać klienta? Czy napięcie terapeuty może wejść w pole klienta? I z drugiej strony - gdzie jest granica między „zadbaj o siebie przed sesją” a zwykłym wymówką żeby nie pracować? Bo widziałem już ludzi, którzy z tego robią tarczę przed każdą trudniejszą sesją.
No właśnie to jest temat rzeka. Ja zawsze przed sesją robię uziemienie, to oczywistość. Ale żebyś powiedział czy to wystarczy? Bo odnoszę wrażenie, że można zrobić uziemienie mechanicznie, jak automat, i to nic nie zmienia. Napięcie zostaje. Naprawdę dobra higiena pracy z energią to nie jest „zrób pięć oddechów przed wejściem do gabinetu”, to jest codzienna praca nad sobą. Ale czy to oznacza, że terapeuta musi być zawsze w idealnym stanie? No to nigdy nie będzie pracował.
To mnie ciekawi - jak rozpoznać tę granicę? Bo drażliwość drażliwości nierówna. Raz to jest zwykłe zmęczenie, raz coś głębszego. Prowadzę notatki po sesjach od dawna i widzę, że moje „napięte” dni nie zawsze przekładają się na gorszy kontakt z klientem. Czasem wręcz odwrotnie, jakby mobilizacja. Ale są dni, kiedy czuję, że naprawdę nie powinienam brać sesji i wtedy nie biorę. Tylko skąd ta intuicja? Jak wy ją rozwijaliście?
Powiem szczerze, trochę sceptycznie podchodzę do całego wątku z „przenoszeniem napięcia przez pole”. Nie dlatego, żebym odrzucał samą bioenergoterapię ale to brzmi jak cos, co bardzo łatwo wytłumaczyć konwencjonalnie - niewerbalny przekaz, mowa ciała, ton głosu. Zdenerwowany terapeuta robi coś inaczej gestem, spojrzeniem, oddechem i klient to rejestruje. To nie wymaga żadnego „pola”. Czy ktos z was rozróżnia te dwie rzeczy? Tzn. mówicie o energii czy o zwykłej psychologii?
Ale chwileczkę, nie mieszajmy wszystkiego. To że zdarza się jakiś manipulant to nie znaczy że każdy terapeuta, który mówi o energii klienta, kłamie. Ja akurat uważam, że klient naprawdę może blokować - to jest udokumentowane w wielu tradycjach. Problem jest kiedy terapeuta ZAWSZE zrzuca odpowiedzialność na klienta, bo wtedy faktycznie coś śmierdzi. moze sie myle, tylko mnie to nie przekonuje.
no nie słuchajcie, ja bym jeszcze wróciła do tego napięcia, bo mam swoje doświadczenie. Miałam kiedyś serię sesji u jednej pani, bardzo chwalonej, i przez pierwsze trzy czułam się coraz gorzej po każdej. Nie wyraźnie gorzej, bardziej tak, jakby ktoś mi rozgrzebał coś i zostawił. Otworzone, ale nie zamknięte. I jak w końcu o tym powiedziałam, to ona właśnie powiedziała, że to moje blokady wychodzą. Może tak było. Ale może też nie miała czasu albo energii żeby zakończyć sesję porządnie. Do tej pory nie wiem. 🙂
Okej, to jest dla mnie ciekawe bo to brzmi już bardziej jak coś sprawdzalnego. Zmęczenie po sesji, niepokoj - to są konkretne stany. Pytanie tylko, czy to jest sygnał z „pola energetycznego” czy zwykłe wypalenie i przeciążenie psychiczne? Bo terapeuta, który bierze zbyt wiele trudnych sesji bez przerwy, też będzie zmęczony - i niekoniecznie dlatego, że przekroczył jakąś energetyczną granicę.
czytam, czytam ten wątek i muszę powiedzieć, że ta sprawa ze zgodą to jest coś, przy czym można by siedzieć godzinami. Bo widzę tu pewien paradoks - z jednej strony mówimy, że klient powinien świadomie chcieć przyjąć energię, z drugiej strony większość ludzi idzie do terapeuty właśnie dlatego, że jest zagubiona i tak naprawdę nie wie czego chce ani co czuje. No to jaka to jest zgoda? Formalna, tak jak przy podpisie pod umową? Bo to trochę za mało jak na pracę, która ma dotykać czegoś głębszego. 🙁
Zgoda to nie jest jednorazowy akt, to proces. I dobry terapeuta sprawdza ją co jakiś czas, nie tylko na wejściu. Ale rozumiem ten problem, bo w praktyce to bardzo rzadko tak wygląda. Najczęściej jest jedno „tak” na początku i potem już wszystko idzie automatem.
kurcze, sorry że się wtrącam z boku, ale mam pytanie do terapeutów tutaj, bo sama zaczynam się uczyć pracy z energią i to mnie bardzo nurtuje. czy kiedykolwiek zdarzyło się wam odmowic sesji komuś, kto o nią prosił? Na przykład wlaśnie dlatego, że czuliście że wasz stan nie jest dobry? I jak to w ogole wyglądało, bo się zastanawiam jak to powiedzieć klientowi żeby nie poczuł się odrzucony.
no ale kurde, to tez jest pytanie kto jest odpowiedzialny za ten kontakt. bo jeśli klient jest bierny bo tak go nauczono („połóż się i odbieraj”), a terapeuta działa na autopilocie, to kto ma powiedzieć stop? system sam siebie nie sprawdzi.
hej, śledze ten watek od jakiegos czasu i mam moze glupie pytanie ale: czy to napięcie o którym mówicie to jest zawsze takie złe? bo czytałem gdzies ze pewne napiecie w polu moze byc tez sygnałem ze cos ważnego sie dzieje, ze energia „pracuje”. moze ktos mi wyjaśni jak odróżnic to złe napiecie od tego, no, roboczego?
ojej to oboje mogą czuć, ale w różny sposób i z różną świadomością. I wlasnie dlatego feedback po sesji jest dla mnie tak ważny, bo klient często ma informacje, których ja nie mam. Proszę żeby opisał co czuł, nie co myśli że powinien czuć ale co realnie do niego dotarlo. To daje mi więcej niż jakakolwiek teoria.
Zatrzymuję się przy tym wątku z feedbackiem, bo to jest ciekawe, ale i trochę problematyczne. Bo klient, który jest w procesie, może interpretować swoje odczucia przez pryzmat tego co terapeuta mu wcześniej powiedział. Jeśli terapeuta mówi „możesz poczuć ciepło albo mrowienie”, to klient zazwyczaj to znajdzie. To nie jest zarzut pod adresem terapeutów, to jest po prostu jak działa sugestia i oczekiwanie. Jak to weryfikować?
dobra, to wracam z kolejnym pytaniem bo ta dyskusja mi daje dużo do myslenia. mówicie o braku regulacji, o tym że terapeuta sam ocenia swój stan - ale kto wogóle powinien tę regulację wprowadzić? jakies stowarzyszenia bioenergoterapeutów istnieją, czy to wszystko jest takie.. no, nieformalne? 😉
marchewka trafnie, i to jest wlasnie ten problem ze to wszystko jest „dobrowolne”. mozna byc czlonkiem stowarzyszenia i robic cos co inni czlonkowie by potepili, i nikt ci nic nie zrobi bo nie ma procedury. a klient tego nie wie i patrzy na dyplom na scianie
hej, moze troche nie na temat, ale jakoś mnie ten watek z „polem napietym” caly czas krecik. mowiliscie wczesniej o tym ze napięcie moze byc twórcze albo blokujące. ale czy to napiecie mozna w ogole poczuć PRZED sesją? tzn zanim się w ogóle połozy? bo mam znajomą co mówi ze zawsze wie wchodzac do gabinetu czy to bedzie dobra sesja, czy nie. sorry ale tak to widze.
tak, to jest realne spostrzeżenie. pole jest aktywne przez cały czas, nie tylko podczas sesji. terapeuta uważny może wyczuć coś już w momencie przywitania, w geście, w sposobie wejścia do pomieszczenia. to nie magia, to obserwacja. pytanie tylko czy twoja znajoma to faktycznie czuje, czy dopasowuje interpretację do tego jak poszła sesja po fakcie. to dwie bardzo rozne rzeczy.
oj, to celne pytanie. nie wiem jak to sprawdzic zeby nie bylo tego „po fakcie”. ona jest przekonana ze czuje. ale jak sie nad tym zastanawiam to wlasciwie nigdy jej nie slyszalem zeby powiedziala ze czula ze bedzie dobrze, a bylo zle. chyba zawsze trafi... moze ona po prostu jest dobra w czytaniu ludzi?
a ja mam inne pytanie, trochę od strony klienta - czy klient w ogóle może wejść na sesję i „zepsuć” pracę terapeuty swoim napięciem? tzn. czy to działa w dwie strony? bo z tej rozmowy trochę wychodzi jakby to terapeuta był tym który „nadaje”, a klient tylko odbiera. a co jesli klient przynosi coś bardzo ciężkiego i to wpływa na pole terapeuty?
absolutnie działa w dwie strony i każdy terapeuta który to bagatelizuje albo nie wie co robi, albo kłamie. klient przynosi swoje pole i to pole wchodzi w interakcję z polem terapeuty. właśnie dlatego tak ważne jest żeby terapeuta był uziemiony przed sesją i umiał po niej zakończyć kontakt energetyczny, nie nosić klienta ze sobą. to jest jedna z rzeczy których uczę jako pierwszej.
no ale sluchajcie, to jest troche tak ze bez sformalizowanego sposobu nauczania tych technik, kazdy uczy sie sam albo od jednej osoby i moze miec zupelnie inne „techniki zamkniecia”. i nikt nie wie czy to dziala bo nie ma jak sprawdzic. to jest chyba ta sama petla co z cala reszta w tej dyskusji.
czytam tę dyskusję o technikach zamknięcia i mam jedno praktyczne pytanie do tych którzy pracują - czy to jest coś co robicie po każdej sesji z automatu, czy to zależy od klienta? bo zakładam że jest różnica miedzy kimś kto przyszedł po raz trzeci z lekkim napięciem a kimś kto przyszedł w kryzysie. albo czy ktos w ogóle to różnicuje
to dobrze postawione pytanie i tak, różnicuję. po sesji z osobą w ostrym kryzysie robię zdecydowanie więcej niż po pracy z kimś kto przychodzi regularnie i jest względnie stabilny. nie chodzi tylko o ochronę własną - chodzi też o to żeby nie wnosić resztek cudzego stanu na następną sesję jeśli mam kogoś tego samego dnia. to jest kwestia higieny pracy, tak samo jak lekarz myje ręce po każdym pacjencie ale przy niektórych procedurach zakłada też kombinezon
to porównanie z lekarzem jest o tyle trafne że lekarz ma protokół i ktoś go tego nauczył. a tutaj to różnicowanie to już twoja własna obserwacja po latach pracy? bo mnie interesuje skąd w ogóle wiesz że potrzebujesz więcej po jednej sesji a mniej po drugiej - co czujesz, co widzisz
czytam te ostatnie posty i coś mi mówi że coraz bardziej zbliżamy się do pytania które mnie od początku nurtuje - czy w ogóle da się pracować z energią tak żeby ta dynamika nie powstawała? tzn. czy struktura tej pracy nie tworzy automatycznie warunków do tych problemow? bo terapeuta czyta klienta, klient jest w stanie otwarcia, nie ma zewnętrznej kontroli... to chyba zawsze będzie ryzykowne 😀
kurcze, hej, moze głupie pytanie ale słuchajcie - te granice o których mówicie, to chodzi o granice psychiczne terapuety wobec klienta czy o jakieś granice w sensie energetycznym? bo mam wrażenie ze te dwa znaczenia się tu mieszaja i trochę nie wiem o czym mówimy w danym momencie 🙁
