Hej, mam pytanie które mnie ostatnio chodzi po głowie i trochę niewiem co z nim zrobić. Mam córeczkę, 6 lat, i od jakiegoś czasu zauważam że jest... wrażliwa. Mówi że widzi kolory wokół ludzi że czuje się zmęczona po kontakcie z niektórymi osobami, babcia ją przytula i potem dziecko jest marudne przez pół dnia. Zaczęłam się zastanawiać czy jest sens pracować z nią energetycznie, czy może to za wcześnie? Słyszałam różne opinie, jedna znajoma mówi że dzieci same regulują energię, inna że im wcześniej tym lepiej. 🙁 Nie wiem co myśleć szczerze.
O,temat ktory mnie bardzo interesuje!! to co opisujesz z corka brzmi jakby byla poprostu bardzo wrazliwa energetycznie, dzieci czesto sa, maja ciensza oslone auralna niz dorosli. Ale zebym mogla cos sensownego powiedziec - co masz na mysli przez „prace energetyczna”? Bo to moze byc bardzo duzo roznych rzeczy, od delikatnego oczyszczania aury po pelne sesje bioenergoterapii, i to sa zupelnie inne kwestie jesli chodzi o dzieci
Też mam wrażliwe dziecko, syna 8 lat, i przez długi czas się zastanawiałam nad tym samym. w końcu doszłam do wniosku że najpierw warto obserwować i nie robić nic na siłę. Dzieci nie rozumieją intencji tak jak dorośli, sesja energetyczna może być dla nich po prostu dziwnym doświadczeniem które ich przestraszy albo zdezorientuje. Ale może się mylę, nie jestem żadnym ekspertem.
Ale chwila, bo mnie tu trochę zaintrygowało to co piszesz o babci. Dziecko marudne po kontakcie z konkretną osobą to może być po prostu... zmęczenie po wizycie u babci? Małe dzieci sie męczą na wizyty, nowe bodźce, wymagania emocjonalne. Nie zawsze musi to być energetyczne, czasem to po prostu dzieci i ich przestrzeń. Skąd masz pewność że to na pewno kwestia energii a nie zwykłe dziecięce humorki?
Zeby nie tworzyć mitologii wokół tego tematu: dzieci do ok. 7 roku życia sa faktycznie bardziej przepuszczalne energetycznie, to jets opisywane w różnych tradycjach i powtarza się u wielu autorow zajmujacych się bioenergia. Natomiast to NIE znaczy ze trzeba od razu robić z dzieckiem sesje. Różnica jest między ochrona (budowaniem bariery, wizualizacja ochronną) a aktywną praca z czakrami czy przepływem energii. To drugie u malych dzieci - ostrożnie.
a czemu ostroznie z czakrami u dzieci? 🙁 szczerze pytam bo nie znam tematu ale ciekawi mnie. czakry mamy od urodzenia nie? wiec co moze pojsc nie tak
no prosze, okej ale kto to mówi że tak jest? bo wydaje mi sie że to teoria na teorii. nie mówię że źle, ale gdzie granica między uzasadniona ostrożnością a zwykłym straszeniem bez podstaw? pytam serio, bo sam pracuje energetycznie i nikt mi nie powiedział zebym się bał czakr u dorosłych, czemu dziecięce miałyby byc tak inne
ojejku, no właśnie, ten aspekt zgody dziecka mnie też zastanawia! Bo jak mała ma 6 lat to nie powie „mamo, nie chcę żebyś pracowała z moją aurą”, ona po prostu nie wie co to jest. I co wtedy? Rodzic decyduje za dziecko? No tak w sumie decyduje o wszystkim, o szczepieniach, o diecie, więc może to nie jest aż tak inne? Ale z drugiej strony... hmm nie wiem, może jednak jest różnica. Co wy myślicie?
To co opisujesz z ta babcia - czy babcia ma jakies problemy zdrowotne albo jets osoba trudna emocjonalnie? Bo w bioenergoterapii mowi sie ze choroba albo silne emocje moga powodowac ze ktos nieswiadomie „ciagnie” energie od innych,szczegolnie od dzieci kture sa otwarte. To morze byc wazniejsze niz praca z samym dzieckiem - moze najpierw warto zrozumiec co sie dzieje po stronie babci?
Jeśli chodzi o ochronę dziecka bez ingerowania w jego energię, to słyszałam o technice wizualizacji bańki ochronnej, którą rodzic robi w intencji dziecka. nie dotykasz energii dziecka, tylko jakby stawiasz barierę wokół. Podobno jets bezpieczniejsze właśnie dlatego że nie ingerujesz bezpośrednio. ale przyznam szczerze że sama tego nie robiłam, tylko czytałam. 🙂
Wracajac do pytania z poczatku watku, bo troche odbieglismy - kiedy zaczac. Mysle ze dzieci mozna stopniowo wprowadzac w swiadome praktyki energetyczne jak same zaczynaja rozumiec co to jest. Mozna to robic jako zabawe, wizualizacja jako bajka, oddech jako gra, bez nazywania tego „praca energetyczna”. W ten sposob dziecko uczestniczy swiadomie na swoim poziomie. Znam kilka mam kture tak to robily od ok. 5-6 roku zycia i dzieci to lubily
ciekawa dyskusja. mam tylko jedno pytanie do tych co mowia ze dzieci sa bardziej przepuszczalne energetycznie - skad to wiadomo? bo rozumiem tradycje i autorytety,ale czy ktos to zmierzyl,przebadal, czy to tylko przekonanie przekazywane dalej
no tak ale to troche chodzi w kółko, zaufaj tradycji, a skad mam wiedziec że tradycja sie nie myli. dla mnie kluczowe jest co obserwujesz w praktyce. jak ktos robi to z dzieckiem i dziecko sie czuje lepiej - jest wynik. jak dziecko sie czuje gorzej albo jest przestraszone - stop. to chyba najprostsza miara.
okej więc żeby podsumować ten wątek z babcią - wychodzi na to że bardziej niż sesja dla córki, powinnam może zadbać o to jak wygląda sama wizyta. skrócić czas, zadbać żeby dziecko miało przestrzeń po powrocie. to ma dla mnie sens, dziękuję za ten kierunek myślenia. ale wracając do pierwotnego pytania, bo ono nadal stoi - czy ktoś z was w ogóle pracował energetycznie z dzieckiem w sensie dosłownym? i jak to wyglądało w praktyce?
pracowałam, córka miala wtedy 9 lat. nie robiłam zadnych czakr, nic głębokiego. tylko taki spokojny przepływ energii przez ręce, jak kładłam jej rękę na plecach kiedy nie mogla spac. nie nazywałam tego sesją, po prostu byłam obok i kierowalam spokój. i szczerze, nie wiem czy to byla bioenergoterapia czy po prostu ciepło mamy, ale dzialalo. dziecko zasypiało. czy to się liczy? Przy tych wszystkich obostrzeniach i tak wszystko przenioslo sie do sieci.
ale ta dyskusja o zgodzie dziecka to trochę przesada moim zdaniem. 😀 masaz dziecku robisz bez jego zgody,witaminy mu dajesz bez pytania, do dentysty je wozisz wbrew jego woli. no i co, to też jets etyczne naruszenie? nie widzę różnicy.
no dobra, masz punkt z tym ze brak informacji zwrotnej. ale nadal nie rozumiem czemu praca energetyczna mialaby być gorsza od np lekow homeopatycznych kture też dajemy dzieciom i też nie ma pewnosci że działają. przynajmniej energia nie ma skutków ubocznych w sensie chemicznym
to ze cos niema skutków ubocznych chemicznych nie znaczy że nie ma zadnych skutków ubocznych. to jeden z częstszych błędów w myśleniu o energii. „naturalne” albo „subtelne” nie rowna się „bezpieczne zawsze i dla każdego”. dzieci wrażliwe energetycznie mogą reagować silniej, nie słabiej. i właśnie dlatego ostrożność jest wskazana, a nie dlatego zeby straszyć.
właśnie, dziękuję że to powiedziałaś Rozana bo ja sama miałam tendencję do myślenia że skoro to energia a nie lek to na pewno nic złego się nie stanie. a to nie jets takie oczywiste. zresztą chyba najważniejsze co tu padło to żeby obserwować reakcje dziecka po sesji - czy jest spokojniejsze czy może bardziej drażliwe, czy śpi lepiej czy gorzej. to jest chyba jedyna realna weryfikacja
