Ostatnio coraz bardziej zastanawiam sie nad czymś co chyba nie jest szeroko omawiane - czy energia, ktora krazÿ w naszym ciele i wokol niego, moze przechowywac informacje o naszej przeszlosci? Troche jak taka pamiec biologiczna, tylko na poziomie subtelnym. Czytałem cos o tym ze ruchy Bowena albo bioenergoterapia potrafią „wydobywac” stare urazy emocjonalne ktore czlowiek dawno zapomnial. Jak to mozliwe jesli energia nie ma pamieci? Moze wlasnie ma? Ciekaw jestem co wy o tym myslicie, szczegolnie osoby ktore juz cos robiły z energia
To jest naprawde głeboki temat i cieszę się, że ktoś go tutaj poruszył. Pracuję z energią od wielu lat i mogę powiedzieć, że tak - pole energetyczne człowieka przechowuje ślady przeżyć, i to niekoniecznie tylko z tego życia, ale zostawmy teraz ten watek. W praktyce bioenergoterapii bardzo czesto spotykam sie z tym, ze pacjent reaguje fizycznie na dotyk w okolicach ciała, gdzie dawno temu był uraz albo operacja, o ktorej terapeucie nic nie mowiÅ 🙂 Ciało pamięta. Pole pamięta. To nie jest metafora, to jest cos co widać w pracy.
Reginka, ale chwile. Jak to „widać w pracy”? Reakcja fizyczna to jeszcze nie dowód, ze energia „pamięta”. Moga to byc po prostu blizny, napięcia mięśniowe, wzorce posturalne - cokolwiek fizjologicznego, nie energetycznego. Nie mieszajmy tych warstw. Pytam szczerze, bo interesuje mnie gdzie konkretnie przebiega granica miedzy tym co energetyczne a tym co po prostu ciało.
No właśnie to mnie najbardziej zastanawia - czy jest JAKAŚ różnica między pamiecia ciała a pamięcią pola. Bo może to jest jedno i to samo, tylko opisywane różnymi językami? Albo pole jest jakoś nadrzędne wobec ciała i to ono „zapisuje” najpierw, a potem fizyczność to tylko odczytuje?
Domowik, jest tu kilka różnych koncepcji i warto je rozróżnić. Rupert Sheldrake pisał o polach morfogenetycznych jako nośnikach informacji gatunkowej, ale to co innego niż indywidualna pamięć pola. W kontekście bioenergoterapii często przywołuje sie Wilhelma Reicha i pojecie „zbroji charakterologicznej” - czyli zakodowanych wzorców napięcia. Reich twierdził że traumy zapisuja sie w tkankach. To jest przynajmniej jakaś konkretna teoria, nie tylko metafora. Natomiast twierdzenia, ze „pole wie” o przyszłości albo poprzednich wcieleniach, to juz zupełnie inny kaliber i wymagałoby solidniejszego uzasadnienia
Jurek02, Reich to dobry trop, ale ja bym dodał do tego jeszcze teorię Ruperta Sheldrake'a o polach morficznych - bo ona tłumaczy nie tylko pamięć indywidualną ale też zbiorową. Podobno całe gatunki „uczą się” przez pole, bez przekazywania informacji genetycznej. Jak by to przełożyć na terapię energetyczną? No to wtedy pracując z polem jednej osoby możemy mieć dostep do szerszej warstwy - rodzinnej, pokoleniowej. Zresztą konstelacje Hellingera też na tym trochę jadą.
Wchodze do rozmowy bo temat bardzo bliski. Pracuję z czakrami i często slyszę od bioenergoterapeutow co swith ktoś wymieniał info o starych urazach. Ale chcę zapytać o cos konkretnego - czy ktoś z was miał doświadczenie że podczas sesji energetycznej „wychodziło” wspomnienie którego wcześniej nie bylo w swiadomosci? Bo o tym czytam w różnych miejscach i zastanawiam sie na ile to jest wiarygodne.
Begonia, właśnie takie doświadczenie miałam i to na własnej skórze. Byłam na sesji u bioenergoterapeutki - po prostu leżałam, ona pracowała rękoma nad moim ciałem, nawet nie dotykała. I nagle poczułam jak do gardła podchodzi mi jakiś płacz, zupełnie bez związku z tym co wtedy myslałam. A po sesji mialam obrazy z dzieciństwa, bardzo konkretne, których wcześniej nie „miałam dostępnych”. Nie wiem jak to nazwać ale cos sie ruszyło. Czy to „pamiec pola”? Moze. Moze tez to bylo gleboka relaksacja i cos psychologicznego. Ale wrazenie bylo ze cos zoistało dotknięte.
o matko, nie wiedziałam że takie dyskusje tutaj są, to jest naprawdę ciekawe 🙂 pytam glupie pytanie moze ale jak ta „pamiec pola” działa w praktyce - tzn. czy bioenergoterapeuta może to wyczytać bez mojej wiedzy? Trochę strasznie brzmi, ze ktoś może wiedzieć o moich przezyciach skoro ja sama ich nie pamiętam
Sluchajcie, jest tu cos, czego może nie bierzecie pod uwagę. Pole nie przechowuje wspomnień jak dysk twardy. Ono przechowuje stany - rezonanse, zaburzenia harmonii, echa zdarzeń. To inny rodzaj zapisu niz narracyjna pamięć umysłu. Nie ma tam „byłem na kolonii w 1994 roku”, jest raczej cos jak odcisk stanu - strach, opuszczenie, bol. I ten odcisk może być odczytany przez kogoś czułego ale zawsze bedzie to odczyt niedosłowny. To moze tłumaczyć dlaczego tak trudno to zweryfikować tradycyjnymi metodami
Franio.x, podoba mi sie rozróżnienie „stan vs narracja”, ale mam problem z jednym: skad wiemy że to „odcisk stanu” należy do historii tej konkretnej osoby, a nie jest po prostu bieżącym napięciem? Tzn. jak terapeuta albo sama osoba rozróżnia ze „to stary ślad” a nie „to moje dzisiejsze emocje”? Bo to kluczowe do całej tej koncepcji.
Czytam wątek od początku i jest jedno co mnie zatrzymuje - wszyscy mówią o pamięci pola jako czymś co można wydobyć i przepracować. Ale nikt jeszcze nie poruszył kwestii: czy ta pamięć może być przekazywana? Tzn. czy trauma przodka zostawia ślad w moim polu? Bo moje doświadczenia wskazują że tak, i to mocno. I to juz jest zupełnie inna rozmowa niż osobista historia.
Nie żeby byc nie na miejscu, ale czy nie jest tak ze to co nazywacie pamiecia pola to po prostu epigenetyka? Nauka juz pokazuje ze traumy rodziców zmieniają ekspresję genów dzieci. Ehh, może „pamięć pola” i „pamięć biologiczna” to w końcu to samo, tylko patrzymy z dwóch stron? Pytam bo wydaje mi sie ze ta rozmowa krąży wokół czegoś co nauka zaczyna potwierdzać, tylko innymi słowami.
no właśnie, to co napisałem z tą epigenetyką - bo mnie to naprawdę zastanawia. Tzn. może my tu rozmawiamy o dwóch rzeczach jednocześnie i nie wiemy o tym? Bo z jednej strony jest pole, aura, energia - a z drugiej strony nauka już mówi że trauma biologicznie zmienia potomków. I może to wcale nie jest sprzeczne tylko… dwie strony tego samego?
ale Jurek02, powiedz mi - czy „podobne efekty” nie są aby właśnie tym, na czym powinniśmy się skupić??? Jeśli trauma przodka zostawia ślad w ciele potomka, to mnie mniej obchodzi czy ten ślad jest „w polu” czy „w genach”. Obchodzi mnie że jest i że można z nim pracować. Czy bioenergoterapia może dotrzeć do czegoś czego epigenetyka jeszcze nawet nie umie zmierzyć?
Ej, wracam do tego co Begonia pytała kilka postow wczesniej - ona pytała czy „wychodzi” cos konkretnego podczas sesji. I mi sie teraz narzuca pytanie - czy to co wychodzi to jest zawsze prawdziwe wspomnienie? Bo co jeśli pole „wie” cos, ale terapeuta to błędnie odczytuje i sugeruje cos zupełnie innego niż było?
i to jest chyba największe ryzyko w tej pracy. Znam przypadki - nie z zasłyszenia - gdzie terapeuta był absolutnie przekonany co „czuje” w polu klienta i to przekonanie mu szkodziło bardziej niż pomagało. Dobre podejście wygląda tak: terapeuta dzieli się tym co odbiera, ale nie jako fakt, tylko jako impuls do sprawdzenia przez samego klienta. Różnica jest ogromna.
Ilonka_57 - hej , żeby Cię uspokoić trochę, bo akurat mam za sobą kilka różnych sesji. Z mojego doświadczenia dobry terapeuta tak nie działa. Ten co pracował ze mną mówił rzeczy w stylu „tu czuje jakies spięcie, czy to do czegoś ci sie kojarzy?” i to byłam ja, która decydowałam czy to coś znaczy czy nie. On nie wchodził z gotową historią
to co Antaresa opisuje to jest wgl kluczowe. Bo pola morficzne Sheldrake'a zakładają, ze informacja jest niejako dostępna dla każdego kto potrafi po nią sięgnąć - ale interpretacja jest już ludzka i omylna. Terapeuta jest jak… antena, nie jak tłumacz z certyfikatem 😀
wroce do pytania Domowika bo mnie ono nie opuszcza. czy pole klamie? Moim zdaniem nie, ale terapeuta tak. Nie ze zlej woli - po prostu przefiltrowanie przez ludzki umysl zawsze coś zniekształca. Pole jako takie jest neutralnym zapisem. Problem lezy w odczycie.
czytam ten watek od jakiegos czasu i zastanawia mnie jedna rzecz - wszyscy mówią o tym co WYCHODZI podczas sesji. ale czy pole może też… nie chcieć oddać jakiegoś wspomnienia? tzn. czy są rzeczy które są „zamknięte” i nie da się do nich dotrzeć energetycznie?
U mnie jest tak, że mam takie pytanie moze głupie, ale co z dobrymi wspomnieniami? bo cały czas rozmawiamy o traumach i blokadach i bólach - ale czy pole „pamięta” też miłość, radość, coś pięknego? i czy można do tego sięgnąć żeby sie wzmocnić, nie tylko żeby sie wyczyścić?
Kasjopea, to mi sie skojarzyło z czymś co słyszałam na szkoleniu - że czakra sercowa „przechowuje” nie tylko zranienia ale też momenty czystej miłości i że można z tego korzystać jak z zasobu. Nie wiem czy to jest naukowo cokolwiek warte, ale praktycznie - jak sie do tego dobrać podczas medytacji, to jest niesamowite uczucie.
no dobra ale ja wciaz nie rozumiem jednej rzeczy - jeśli pole pamięta i traumy i radości, to czemu samo sie nie uleczy? Dlaczego potrzebujemy terapeuty albo sesji? Czy ciało/pole nie powinno dążyć do równowagi samoczynnie?
to pytanie Astrei jest chyba najlepsze w całym wątku. serio - dlaczego ciało samo się nie uzdrawia, skoro „wie” co ma robić? Bo jakby pole było takim doskonałym archiwum, to powinno też wiedzieć jak przywrócić sobie stan z przed traumy, nie?
Astrea pyta o mechanizm i to jest uczciwe pytanie. Tyle ze ja nie sądzę zebysmy mieli na to odpowiedź w języku który ona akceptuje. Pole nie działa wedle mechanizmów ktore da się rozlozyc na czynniki pierwsze. To bardziej jak pytać dlaczego muzyka wzrusza - da się to zmierzyć w hercach i decybelach, ale wzruszenie z tego nie wynika.
No dobra, ale może problem jest w tym że szukamy naukowego potwierdzenia czegoś co z natury leży poza zakresem nauki? Nie mówię że nauka jest zła - mówię że próba zmierzenia pola morficznego termometrem jest jak próba oceny wiersza linijką. sposób nie pasuje do przedmiotu.
