ostatnio siedze nad starymi tekstami runicznymi i uderzylo mnie coś co pewnie nie dla wszystkich jest oczywiste - słowa mają własną energię, nie tylko metaforycznie. nie chodzi mi o afirmacje w stylu „mowie sobie że jest dobrze i jest dobrze”, to za proste. chodzi o to ze sama wibracja dźwięku, intonacja, intencja za wypowiedzią - to wszystko wchodzi w pole energetyczne człowieka. stare kultury wiedzialy o tym doskonale, stąd zaklęcia, mantry, runy (które pierwotnie były spiewane, nie tylko pisane). zastanawia mnie jak wy to widzicie od strony bioenergii - bo w pracy z polem to chyba nie jest temat pomijany?
no wlasnie, sam od jakiegoś czasu próbuję łączyć pracę z sigilami z głosem i coś w tym jest. jak wymawiasz intencje na głos przy rysowaniu sigila to jakby ładunek jest inny niż w ciszy. ale mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy to faktycznie zmienia pole energetyczne otoczenia czy tylko mój stan wewnętrzny? bo może to tylko efekt skupienia?
w czakrach to akurat dobrze opisane jest. gardlowa czakra , wiszuddha, to doslownie centrum dźwięku i wyrazu i jak jest zablokowana to czlowiek nie może skutecznie przekazywać energii słowem. śpiewanie mis tybetańskich przy niej działa swietnie. wiec tak, słowa jak najbardziej maja wplyw na pole
no okej ale zaraz, bo chce żeby ta rozmowa nie poszla od razu w kierunku „mowie pozytywne rzeczy to mi dobrze”. wiszuddha wiszuddha, ale gdzie są jakieś konkretne obserwacje? bo teoria teorią. @Runolog58 napisałeś o wibracjach i intencji - ale jak ty to odczuwasz w praktyce podczas pracy z polem? coś konkretnego czy raczej intuicja?
ojej, nigdy nie słyszałam o tym galdr! to znaczy że starożytni nordyczycy to tez wiedzili o energii słów? 🙂 to niesamowite. a jak to sie śpiewa, jest jakiś wzorzec czy każdy sam czuje jak?
Honoratka, galdr to ciekawy temat ale trochę inny dzial 🙂 wracajac do tego co napisał Runolog - mnie bardziej interesuje ta codzienna warstwa. bo wiemy że mantry, zaklecia, galdr działają bo to celowa praktyka z intencją. ale co ze zwykłą mowa? plotkowanie, narzekanie, zle slowa rzucane w zlosci - to też wchodzi w pole? bo mam takie doswiadczenie ze po kłótni z kimś bliskim to fizycznie czuje jakby coś mi ciąży na klatce
Zielarkaa, o tak, to jest coś o czym moja babcia zawsze mówiła - że słowem można zranić głębiej niż ręką. ona nie znała żadnej bioenergii ale intuicyjnie wiedziała. ja po pewnej bardzo ciężkiej rozmowie z koleżanką poczułam jakby brud na aurze, dosłownie fizycznie, i dopiero kąpiel z solą i chwila ciszy przy świecy to rozładowała. nie wiem czy to placebo ale efekt był 🙂
Rusalka, no ale zaraz, kąpiel z solą rozładowała twoją aurę po słowach koleżanki? serio? bo rozumiem że złe emocje po kłótni mogą ciążyć, to psychologia, ale przypisywanie temu energetycznego zabrudzenia które sól usuwa - tu mam duży znak zapytania. jak to rozróżniacie od zwykłego efektu relaksacyjnego soli i ciepłej wody?
no właśnie, mnie też to troche irytuje jak ktoś od razu wymaga „dowodów”. ale Polaryska.x ma troche racji w tym sensie że warto sie samemu przyglądać - bo jak nie rozróżniamy kiedy to jest realna zmiana pola a kiedy tylko nasze samopoczucie to mozemy sobie wmówic byle co. sama miałam raz sesje kiedy byłam pewna ze zrobiłam świetną robotę z energią a potem osoba mi powiedziała ze nic nie czuła. i to był dla mnie zimny prysznic 😛
to co piszesz o sugerowaniu to ważna uwaga i chętnie bym ją rozwinęła. problem z tym tematem (energie słów, wpływ mowy na pole) jest taki, że bardzo łatwo wpaść w pułapkę potwierdzenia - słyszysz że słowa mają moc, zaczynasz to dostrzegać wszędzie, i potem każda normalna zmiana nastroju staje się „efektem energetycznym”. nie mówię że nic tam nie ma, ale warto mieć to z tyłu głowy
ale Franciszka,to troche tak jakbyś mówiła że nie możemy w ogóle ufać własnym doznaniom? bo jesli coś czuje, naprawde czuje, to mam to ignorować bo „może to tylko efekt potwierdzenia”? nie wiem, mnie to troche smuci takie podejście 🙁
hej, wchodzę w temat bo właśnie się tym interesuję 🙂 mam pytanie - czy afirmacje to jest to samo co te „słowa jako nośniki energii”? bo zawsze myślałam że afirmacje działają przez umysł, zmianę przekonań i tak dalej, ale moze jest jakiś dodatkowy poziom gdzie sam dźwięk słów coś robi niezaleznie od znaczenia?
w runach przynajmniej jest tak, ze sama fonetyka jest czescia systemu. dźwięk tuz jest inny od dźwięku fehu i ta różnica jest zamierzona, nie tylko symboliczna. czy to działa bez znajomości znaczenia??? nie testowalem systematycznie ale są tradycje (mantry w sanskrycie to dobry przykład) gdzie sam dźwięk jest nośnikiem, nie tłumaczenie. natomiast żeby było jasno - to nie znaczy że mozesz bełkotać cokolwiek i to zadziała. intencja i koncentracja chyba jednak muszą być
a co z negatywnym wpływem słów na własne pole? bo rozumiem że mantry i afirmacje to wycelowana praca, ale ktoś wcześniej napisał o plotkowaniu i narzekaniu. mam znajomą która jest chronicznym narzekaczem i fizycznie nie mogę przy niej długo wytrzymać, jakby coś odciągała. to jest kwestia energii słów czy po prostu trudna osobowość i zmęczenie psychiczne tym towarzystwem?
to co Rena.2 napisała o emocjonalnym zarażaniu jest wg mnie kluczem do całej dyskusji. bo może nie musimy w ogóle wybierać miedzy psychologią a bioenergią? jak ktoś narzeka to wciąga cię w swój wzorzec i na poziomie psychicznym i może na energetycznym jednocześnie. te dwa opisy tego samego zjawiska nie muszą się wykluczac. ale mam pytanie do Poziomka_00 - ta twoja znajoma, kiedy mowi neutralnie czy milczy czy tez wtedy czujesz ten drenaz czy tylko przy narzekaniu?
kurcze, to z tą znajomą Poziomki brzmi jak typowy przypadek kiedy sama mowa staje sie sposóbm czerpania energii, nawet bez złych intencji. znam pare takich osob i one najczesciej nie maja pojecia że tak działają. ale wracając do tematu głównego - zastanawiam sie czy cisza też jest częścią tego języka energetycznego? bo Runolog pisał o galdr i tam jest dźwięk, ale pauzy miedzy dźwiękami też sa chyba ważne w mantrach?
cisza w galdr jest tak samo intencjonalna jak dźwięk. to nie jest przerwa na oddech, to część struktury. w niektórych tradycjach nordyckich jest coś co można by nazwać „wewnętrznym śpiewem” gdzie galdr wykonujesz mentalnie bez wydobycia dźwięku i podobno efekt jest porównywalny albo inny jakościowo, nie słabszy. sam tego systemtycznie nie testowalem ale jest to temat warty uwagi dla kazdego kto pracuje wokalnie.
cisza jako część języka energetycznego, to jest piekne 🙂 nigdy tak o tym nie mysłam! a co z pisaniem? jak piszę affirmacje w notatniku ręcznie to jest inne niż jak wpisuję na kompterze? bo zawsze słyszałam że tak ale nie wiem dlaczego miałoby byc inaczej
przy okazji pytania Honoratki - jest sporo badań o tym że pisanie ręczne angażuje więcej obszarów mózgu niż klawiatura i lepiej wspiera zapamiętywanie i przetwarzanie emocjonalne. Aha, więc jeśli afirmacja to też praca z przekonaniem a nie tylko zaklęcie, to pisanie ręczne ma przewagę z zupełnie przyziemnych powodów. nie mówię że nie ma innych powodów, tylko że ten akurat jest dobrze udokumentowany.
myślę że tu wchodzi sprawa czakry gardla, bo wiszuddha odpowiada wlasnie za mowę i wyraz siebie i jak ta czakra jest zablokowana to słowa nie niosa energii, są puste 😀 dlatego ta sama afirmacja powiedziana przez osobe z otwarta wiszuddhą działa zupełnie inaczej niż przez kogoś zablokowanego. trzeba najpierw zadbać o te czakre zeby w ogóle miec sens mówić mantry czy afirmacje
Wieslawka, ale bóle gardła i chrypka to może być tysiąc innych powodów, od refluksu po nadwyrężenie głosu. diagnozowanie czakry na podstawie chrypki to trochę jak wróżenie z objawów. nie mówię że czakry nie istnieją, tylko że takie przypisywanie przyczyn jest bardzo ryzykowne bo można sobie wmówić cokolwiek
Przeglądam tę dyskusję od początku i wejdę tylko z jedną obserwacją - w mojej praktyce afirmacyjnej zauważyłam że liczy się nie tyle „otwartość czakry” ani nawet wiara w słowa, co obecność podczas ich wypowiadania. mogę powiedzieć afirmację sto razy z autopilotem i nic. jeden raz naprawdę tu i teraz i jest różnica. nie wiem jak to nazwać energetycznie ale jest.
to co Spellbound pisze o obecności - to jest punkt który mi sie bardzo podoba i jest chyba niedoceniany w tej dyskusji. moze zamiast pytać „czy slowa mają energię” warto pytać „kiedy słowa mają energie” i odpowiedź brzmi: wtedy kiedy jest za nimi pełna uwaga. to by tłumaczyło i mantry i galdr i afirmacje - nie sam dźwięk czy slowo ale stan w którym są wypowiadane.
Może nie w porę, ale bo pewnie jestem zielony przy was wszystkich, ale mi sie nasuwa pytanie - a co z przeklinaniem? bo jak ktoś przeklina naprawde z emocją, to to brzmi jakby miało energię, jest w tym coś. czy to działa tak samo jak mantra tylko ze znakiem minus? chyba głupie pytanie ale nie wiem
Wajdelotaa, to nie jest głupie pytanie, jest wręcz centralne dla tego tematu. w magii runicznej istnieje coś odwrotnego do galdr, formuly niszczace, i są tam zbliżone mechanizmy fonetyczne, podobna intensywnosc. emocja bez kierunku to jednak inna sprawa niż emocja z precyzyjną intencją. przekleństwo wybucha, mantra pracuje. różnica nie w sile ale w strukturze.
okej ale to co Runolog napisal o tych „formulach niszczacych” - to jest jakos udokumentowane? bo to brzmi ciekawie ale tez troche strasznie. przeklinanie jako cos co realnie moze zaszkodzic to jedno, ale celowe formuly to juz zupelnie inna kategoria chyba
to ze emocja bez kierunku to „inna sprawa” jest okej ale mam pytanie do Runologa - a co definiuje ten kierunek? intencja? wizualizacja celu? bo jak ktos przeklina w gniewie i mysli o konkretnej osobie, to czy to juz jest „kierunek” w tym sensie?
