Zastanawiam sie nad czyms od jakiegos czasu i nie umiem stwierdzić czy dobrze to nazywam, ale chodzi mi o takie sytuacje kiedy pole energetyczne człowieka jakby traci ciaglosc. Nie mowie o zwyklym uszczupleniu energii ani o zablokowaniu czakry, ale o czyms jakby glebszym, jakby w tej tkance energetycznej pojawila sie szczelina albo przerwa. Spotkalam sie z tym u klientki, ktora opisywala ze czuje sie "nie w calosci", jakby cos odpadlo. Bioenergoterapeutka z ktora rozmawialam mowila o fragmentacji pola, ale nie bardzo wiem czy to jest uzywany termin czy ona sama tak to okresla. Czy ktos tu mial do czynienia z czyms takim? Jak to wyglada od strony praktycznej, da sie to wyczuc rekami podczas skanowania aury?
O, to ciekawy temat bo ja wlasnie ostatnio mialam sesje z bioenergoterapeutka i ona mowila cos podobnego, ze moje pole ma "nierownosci" i kilka miejsc gdzie energia sie jakby urywa. opisywala to jako fluktuacje, ale czy fluktuacja to to samo co pekniecie? Bo dla mnie fluktuacja brzmi jak cos przejsciowego a pekniecie jak powazniejszy problem. Czy te dwa pojecia roznia sie w praktyce?
moze to jedno i to samo tylko inaczej nazwane, zalezy kto jakie szkolenie przeszedl i jakiej terminologii uzywa. w sumie sam nie wiem jak to odroznic, bo skoro pola sa niewidoczne dla wiekszosci ludzi to jak zweryfikowac czy to pekniecie czy tylko fluktuacja
o rany zanim pojedziemy dalej z tym tematem to chcialabym zapytac o konkret: co dokladnie rozumiecie przez "pekniecie" pola? Bo to bardzo obrazowe slowo i moze oznaczac kilka roznych rzeczy. Jedni mowia o nierownosci gestosci energii, inni o miejscach gdzie aura jest jakby cienka, jeszcze inni o rzeczywistych "dziurach" po traumach. to nie sa te same zjawiska i mieszanie ich razem nie pomaga w dyskusji.
hmm a czy to moze byc zwiazane z jakims konkretnym wydarzeniem, takim silnym emocjonalnie? czytałem gdzies ze trauma moze powodowac cos w rodzaju rozerwania w polu ale nie wiem czy to prawda czy tylko teoria
Czekajcie, ale jak weryfikujecie ze to co "wyczuwa" terapeuta odpowiada temu co czuje klient? Moze to zbieznosc, moze sugestia, moze klient po prostu dopasowuje swoje odczucia do tego co terapeuta powiedzial wczesniej. Nie mowie ze to nieprawda, ale skad wiecie ze to nie jest efekt placebo albo zwykla projekcja? xD
Oj ale ten watek zmienil sie w dyskusje o wiarygodnosci terapeutow a ja chcialam zapytac o sam temat, czyli o to pekanie energii. Bo u mnie w domu dzieją sie dziwne rzeczy i zastanawiam sie czy to moze byc zwiazane. Swiatła migaja, koty reaguja na puste miejsca, raz obudziłam sie ze strasznie zimno po jednej stronie ciała mimo ze bylo ciepło. czy to moze byc objaw ze cos sie dzieje z polem energetycznym pomieszczenia?
a ja mam pytanie do tych co rozumieja temat bardziej - czy "pekniecie" pola to cos co sie samo naprawia czy zawsze trzeba terapeuty? Bo jesli to sie zdarza pod wplywem stresu albo traumy to czy silna medytacja i praca z czakrami moze to zasklepic? Pytam bo nie zawsze mam dostep do dobrego specjalisty i chciałabym wiedziec co moge robic sama 🙂
matko zalezy od glebi problemu i od przyczyny. Drobne nierownosci w polu moga sie regenerowac same, szczegolnie jesli czlowiek prowadzi higieniczny tryb zycia energetycznie, czyli unika naladowanych miejsc i osob, regularnie medytuje, pilnuje snu. Ale jesli mowimy o czyms glebszym, zwiazanym z dlugoletnią trauma albo z silnym wplywem zewnetrznym, to praca wlasna moze nie wystarczyc. Rece terapeuty w sensowanym skandowaniu pola moga dotrzec do miejsc gdzie sama nie dosieziesz swiadomoscia.
matko... a czy nie jest tak, ze sama swiadomosc tego miejsca juz zaczyna je leczyc? bo gdzies czytalam ze to gdzie kirujesz uwage tam plynie energia i chyba ma to sens... albo myle cos? 🙂
hm, ale wg tego co wiem to przy pracy z czakrami zawsze wchodzi sie od razu w problem, nie ma sensu krazenia dookola. jesli czakra jest zablokowana to ja udrażniasz bezposrednio, nie omijasz. Nie rozumiem dlaczego z polem miałoby byc inaczej.
no ale to brzmi troche jak eksperyment gdzie nie ma kontroli. jak terapeuta jest uprzedzony nawet czesciowo to juz moze nieswiadomie dopasowac opis. ciekawe czy ktos probowal kiedys celowo podac falszywe informacje zeby sprawdzic czy terapeuta to wychwyci 🙁
mam inne pytanie, bardziej praktyczne. skoro pekniecie lub zaburzenie pola moze sie rozwijac przez stres i traumy, to czy jest jakis moment w którym jeszcze mozna to zatrzymac bez terapii? jakis sygnał ostrzegawczy ze coś sie zaczyna rozchodzic zanim bedzie gorzej
u mnie takim sygnałem bylo to ze przestałam odczuwac właściwie co sie dzieje w moim wlasnym ciele, jakby odretwienie ale nie fizyczne. i to trwalo chwile zanim sie zorientowałam ze coś jest nie tak. dopiero kiedy zaczęłam medytować regularnie to poczulam ze jest jakaś nieciągłość gdzieś w okolicach klatki piersiowej, trudno opisac
a to uczucie „nie bycia w sobie” to nie jest po prostu dysocjacja? bo to brzmi bardziej psychologicznie niz energetycznie, i zastanawiam sie czy to nie jest to samo tylko opisane innym jezzykiem. albo myle pojecia? 🙂
słuchajcie, kiedyś miałam klientkę, to bylo pare lat temu, która opisywała to właśnie jako uczucie że cześć jej jest „za szybą”. i bioenergoterapeutka z którą wtedy współpracowałam mówiła że to jeden z częstszych opisów przy tym co nazywamy rozwarstwieniem pola, nie pęknięciem dosłownym ale jakby przesunięciem warstw wzgledem siebie. ciekawe czy to pasuje do tego o czym piszecie 🙂
wchodzę wam w słowo ale chce zapytac wprost - czy ktos tu mówi z wlasnego doswiadczenia sensownej zmiany po terapii bioenergotycznej przy takim „peknieciu” pola, czy glownie teoryzujemy? bo zauwazam ze duzo jest opisow i interpretacji a mało konkretnych „zrobilam to i mi pomoglo” 😀
ja mowię z własnego. pisałam wczesniej skrótowo bo tamten post był za dlugi, ale zeby dopowiedzieć: po serii sześciu sesji, po naprawde trudnym okresie, to poczucie rozszczepienia o którym pisałam stopniowo ustępowało. nie z dnia na dzień, pierwsze trzy sesje czulam sie gorzej zanim poczułam sie lepiej. nie wiem co dokładnie zadziałało, moze terapia moze czas moze jedno i drugie, ale zmiana była realna
no właśnie i tu jest ten problem. nie ma jak oddzielić efektu sesji od efektu czasu, dobrej pory roku, nowej pracy, cokolwiek. dlatego pytam zawsze: jak to weryfikujecie? bo subiektywne poczucie poprawy to za mało żeby twierdzić że to POLE się naprawiło, a nie po prostu człowiek odpoczął 🙁
a wracajac do pytania ktore zadawalem wczesniej bo nie dostalem pelnej odpowiedzi - czy ktos mial doswiadczenie z terapeutą który NIE pytal o nic przed sesja i mimo to trafnie opisal co sie dzieje? bo to mnie najbardziej interesuje z perspektywy tego czy to jest cos rzeczywistego czy sugestia
no ale jak byloby tylko ogólne to by nie bylo tych przypadkow kiedy ktos trafial w konkretna date albo imie albo miejsce. mnie sie to zdarzalo i tu nie ma jak mowic o ogolnosci. nie mowie ze to zawsze tak jest, ale sie zdarza i tego nie wytlumaczysz efektem Barnuma
słuchajcie, wracam do tematu bo trochę odpłynęliśmy. mnie interesuje to pęknięcie pola od strony nie tyle weryfikacji czy to dziala, bo to oddzielna dyskusja, ile od strony tego jak samo zaburzenie POSTĘPUJE. bo z tego co obserwuję to nie jest tak że jest pełnia i nagle jest dziura. to jest raczej proces. i siedzi mi to w głowie czy ktoś próbował opisac etapy tego procesu
