Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś co chyba nie jest oczywiste nawet dla osób które zajmują się bioenergoterapią. Chodzi mi o to czy praca z energią może realnie wpływać na gojenie się ran fizycznych. Mówię o czymś konkretnym, nie tylko o samopoczuciu czy „ogólnym wzmocnieniu”. Na przykład zadrapanie, oparzenie, albo coś poważniejszego jak złamanie. Czy bioenergoterapeuta może naprawdę przyspieszyć ten proces? Spotkałam się z różnymi opiniami, jedni mówią że tak i mają podobno przypadki, inni że to działa tylko na poziomie emocjonalnym. Ciekawa jestem co wy o tym myślicie, szczególnie osoby które to praktykują lub korzystały z takiej pomocy.
O, fajny temat!! Ja akurat miałam kontakt z bioenergoterapeuta dwa lata temu jak wywinełam kostkę strasznie. Dosłownie spuchła jak balonik. No i ta pani pracowała ze mną chyba z 40 minut, głównie nad stopą ale tesz ogólnie nad aurą. i co? Opuchlizna faktycznie zeszła szybciej niż u mojej koleżanki która miała podobny uraz ale tylko lód i bandaż. Nie mówię że to stuprocentowy dowód, bo każdy się goi inaczej, ale dla mnie to było przekonujące. Pytanie tylko czy to przez energię bezpośrednio czy może przez jakiś efekt relaksacji który wspomaga ciało, bo to też jest możliwe chyba?
no nie wiem, porównywanie sie do jednej koleżanki to troche slaby argument. każdy organizm jest inny, wiek, odpornosc, dieta - to wszystko ma wplyw na gojenie. to że u ciemie zeszło szybciej nie znacy od razu że energia to zrobiła. mogłaś po prostu miec lepszy dzien albo mniej chodziłas na tej nodze. nie chce byc złosliwa ale mnie takie argumenty nie przekonują.
Właśnie to jets sedno tej rozmowy i dobrze że ktoś to powiedział wprost. Słuchajcie, znam tę dziedzinę od dawna i od razu chce powiedziec jedno: bioenergoterapia przy ranach fizycznych to nie jest magia ktura zastapi chirurga. ale jest coś takiego jak przyspieszanie procesów regeneracyjnych i to jest jak najbardziej realne jeśli pracujesz z energią życiową swiadomie. Widzialam to nie raz. Problem polega na tym że ludzie albo totalnie to odrzucaja, albo wierzą ze uleczy wszystko i to jest drugi błąd, równie duży. 😛 Złamanie wymaga nastawienia i unieruchomienia, to jest fakt. Ale sesja energetyczna równolegle? To może skrócić czas zrostu kostnego i zmniejszyc stan zapalny. Mam na to nie tylko własne doświadczenia ale i relacje od osób które pracowaly z lekarzami otwartymi na takie podejscie.
nie rozumiem jednej rzeczy, jak ta energia właściwie „wie” gdzie ma iść? chodzi mi o to że jak ktoś ma złamanie w ręce to terapeuta jakoś celuje w to miejsce czy energia sama się rozprowadza po ciele? przepraszam jeśli głupie pytanie ale naprawdę nie wiem jak to technicznie działa.
Ciekawi mnie właśnie ten wątek skanowania. Dewanna, a jak to wygląda od strony praktycznej? Bo rozumiem że ręce nad ciałem, ale czy terapeuta czuje ciepło, mrowienie, jakieś ciągnienie? Sama nie korzystałam z bioenergoterapii nigdy i zastanawiam sie jak to właściwie odróżnić od kogoś kto po prostu udaje.
Zapisuję se te informacje, bo akurat prowadzę notatki z różnych metod i bioenergoterapia przy urazach to temat który pojawia mi się w kilku źródłach. co mnie zastanawia to różnica między podejściami, bo czytałam i o Reiki i o klasycznej bioenergoterapii i o terapii Bowena. Każda z tych metod inaczej tłumaczy mechanizm. Czy te metody różnią się skutecznością przy ranach fizycznych? Bo mam wrażenie że ludzie często wrzucają wszystko do jednego worka „praca z energią” a to nie to samo.
Wróćmy do sedna pytania z początku wątku bo rozmowa trochę poszła w stronę technikaliów. samo pytanie „czy energia leczy rany” jets i proste i nie proste zarazem. Ciało ludzkie ma zdolność regeneracji wpisaną w swoją naturę, to jest jego własna mądrość. Praca energetyczna nie tyle „leczy” w sensie dosłownym, co toruje drogę tej mądrości, usuwa blokady kture spowalniają proces. Przy drobnych ranach, zadrapaniach, oparzeniach pierwszego stopnia - tak, z własnej praktyki powiem że efekty bywają wyraźne i szybkie. przy złamaniach to jest już historia bardziej złożona. Energia morze wspierać zrost, zmniejszać ból towarzyszący, przyspieszać odbudowę tkanek miękkich wokół urazu. ale kość musi mieć czas. i to jest prawda którą każdy uczciwy terapeuta powinien powiedzieć pacjentowi
śledzę to od pierwszego wpisu i jets super,dużo sie uczę! mam pytanie z innej strony, czy aspekty astrologiczne mogą mieć wpływ na to jak szybko się goijmy?? bo czytałem kiedyś że Księżyc ma wplyw na płyny w ciele i pewne fazy są lepsze do uzdrawiania. czy bioenergoterapeuta to bierze pod uwagę przy pracy?
czytam od poczatku i zastanawiam sie nad jedna rzecza. czy energia moze „za duzo” zrobic? mam na mysli czy jets jakis risk ze przyspieszone gojenie bedzie jakos nieprawidlowe,np. blizna sie zle zagoi albo kos sie zrosnie krzywo? albo to glupie pytanie i energia po prostu wspiera naturalne procesy bez mozliwosci ich „przekombinowania”?
Ciesz się że wątek żyje, dużo ciekawych głosów. Chciałam tylko doprecyzować jedno - mnie interesowało głównie to czy ktoś MA realne własne doświadczenie z gojeniem ran przez bioenergoterapię, nie tylko teorię. Tunia pisała o kostce, Rumianek o drobnychrzeczach. Czy ktoś miał coś poważniejszego? Złamanie, głębsza rana, coś po operacji? Jak to wyglądało w praktyce, ile sesji, jaki efekt?
ok ale właśnie tu mnie łapie sceptycyzm, bo skąd wiadomo że zadrapanie zagoiłoby się tak samo szybko BEZ sesji? Zadrapania generalnie goją się szybko. Jak mielibyśmy to porównać? Nie mamy grupy kontrolnej 🙂 i nie mówię że kłamiesz Tunia, mówię że takie doświadczenie jest subiektywne z natury i trudno z niego wyciągać wnioski 🙂
Rumianek zadała właśnie pytanie które zadają sobie badacze, a nie tylko forumowicze. Problem jets taki, że każdy uraz jest inny, kazde ciało jest inne, każdy moment w zyciu inny. Ja przez lata pracy obserwowalam różne przypadki i mogę powiedziec tyle - tam gdzie była regularna praca energetyczna, regeneracja często wyglądała lepiej. Ale „często” to nie „zawsze” i nie da się tego udowodnic poza własną obserwacją. Taką mam uczciwą odpowiedź. 😉
a przepraszam ze wchodzę w ten watek ale zaintrygowalo mnie co Dewanna pisze o układzie autonomicznym. chodzi o to ze jak sie rozluzniamy to szybciej sie gojimy? to by znaczylo ze efekt jest przez stres a nie przez energie jako taka? pytam bo to jest inna sprawa chba
a jak to jest przy złamaniach? bo tu raczej relaks nic nie zmieni w kości, kość albo się zrośnie albo nie, prawda? wienc jakby to miałoby działać przy złamaniu to chyba inaczej niż przez relaksację
Wiesia zadała dobre pytanie i odpowiem tak,bo to serce tego wątku. Kość rośnie się dzięki osteoblastom,to komórki kture budują nową tkankę kostną. 🙂 procesy te są regulowane m.in. przez sygnały elektryczne w ciele co jets faktem medycznym. Elektrostymulacja jest nawet stosowana w medycynie przy trudno gojących się złamaniach. Czy bioenergoterapia wpływa na te sygnały? Tego nikt rzetelnie nie zbadał. ale idea nie jest tak oderwana od fizjologii jak by się wydawało
mam to w notatkach,ta elektrostymulacja kości to rzeczywiście stosowana metoda i to mi zaawsze było ciekawym mostem między medycyną a bioenergetyką. jakby medycyna sama przyznaje ze pola elektryczne mają znaczenie. tylko pytanie czy ręce terapeuty wytwarzają cokolwiek mierzalnego w tym zakresie.
otóż to Gienia to jest kluczowe pytanie. bo jak nie wytwarzają nic mierzalnego to cała ta analogia z elektrostymulacją jest tylko ładna retoryka a nie argument 🙂 nie mówię złośliwie, po prostu tak to widzę.
haha Julisia masz rację ale to nie znaczy że nic się nie dzieje, może po prostu nie mamy dobrych narzędzi do pomiaru? 😉 to jest wygodna wymówka zdaję sobie sprawę, ale jednak
o rany, wracam do pytania Morganitki o realne doświadczenia, bo mi się teraz przypomniało. Znam osobę, nie będę podawać szczegółów, która miała złamanie piątej kości śródstopia i oprócz standardowego leczenia ortopedycznego chodziła na sesje bioenergetyczne. Lekarz podobno był zaskoczony jak szybko kość się zrosła. Ale to jest historia z drugiej ręki więc nie wiem ile to warte jako dowód.
o,to ciekawe. ale zaskoczony lekarz to tez jeszcze nic nie mowi bo lekarze tesz maja swoje normy statystyczne i czesc przypadkow jets poprostu w gornym zakresie normy. bylbym ostrozny z tym argumentem.
doczytalam do tego miejsca od dawna i rzadko pisze ale musze powiedziec jedno, mnie interesuje w tym temacie wlasnie ta granica, tzn. kiedy bioenergoterapia naprawde jest ok a kiedy moze byc niebezpieczna. bo rozumiem przy drobnych ranach ale przy powaznym zlamaniu czy ktos naprawde powinien rezygnowac z lekarza i isc do terapeuty? bo to by mnie przestraszylo.
wlasnie się zastanawiam czy sa sytuacje gdzie bioenergoterapia mogłaby być PIERWSZA w kolejności,przed lekarzem, przy czyms lzejszym? np. stłuczenie, drobne skręcenie, zadrapanie? czy i tu najpierw lekarz?
oj Wela to dobre pytanie bo przy zadrapaniu naprawdę nikt nie idzie do lekarza na co dzień. i chba nikt nie miałby pretensji że ktoś zamiast tego zrobił sesję bioenergetyczną. przy skręceniu juz bym jednak poszła do lekarza najpierw, bo można mieć naderwane wiezadlo i nie wiedzieć o tym, a to trzeba prawidlowo zaopatrzyc
no ale wracając do tego co Rumianek pytała wcześniej, bo chba nikt nie odpowiedział konkretnie, tzn. czy ktoś robił KILKA sesji przy podobnym urazie i porównywał. bo ja miałam stłuczone kolano, trzy sesje i kurde na prawdę nie wiem czy to sesje czy po prostu czas, bo kolano by i tak przeszło. nie da się tego oddzielić i to mnie strasznie frustruje kiedy chcę komuś powiedzieć że pomogło 🙂
ej Julisia ale troche przesadzasz z tym „wy tez nie wiecie”, bo osobiste doswiadczenie coś znaczy nawet jesli nie jest badaniem naukowym. jakbym czuła po sesji ze mi lepiej i kolano przestało mi pulsowac to co, mam to ignorować bo niema grupy kontrolnej? trochę tu za bardzo w stronę laboratorium idziemy a to forum ezoteryczne, nie konferencja medyczna 😛
szczerze to ta dyskusja o zadrapianiach vs złamaniach nadal mnie zastanawia, bo chyba logicznie są to zupełnie innego rodzaju urazy? tzn. przy zadrapaniu chodzi o skórę i morze biopole jakoś tam wpływa na skórę, ale przy złamaniu kość musi dosłownie odbudować swoją strukturę, to chyba inny mechanizm całkowicie? czy ktoś wie czy bioenergoterapeuci w ogóle rozróżniają te przypadki czy traktują wszystko tak samo
