Ostatnio sporo myślę o tym, jak czakra płuc (ta zielona, sercowa okolica, ale jednak troochę wyżej, w klatce piersiowej) wpływa na to co przekazujemy innym bez słów. Właściwie chodzi mi o coś konkretnego, bo zaobserwowalam u siebie i kilku znajomych że kiedy jedna osoba jest bardzo spięta, duszna jakby, to osoby w pobliżu zaczynaja plytciej oddychać. Dosłownie. I zastanawiam się czy to jest właśnie to przenoszenie stanu przez pole energetyczne, czy może to jednak coś bardziej przyziemnego. Macie podobne obserwacje? Bo mi się to zdarza regularnie i nie potrafię tego wyjaśnić inaczej.
To ciekawy punkt wyjścia, ale od razu powiem, że sprawa jest trochę bardziej złożona. Czakraa, o której mówisz, to anahata, i ona odpowiada za oddech i rozszerzanie się, ale też za granice między własną energią a energią otoczenia. To co opisujesz, to klasyczny przykład indukcji energetycznej, czyli faktycznie pola energetyczne osób blisko siebie mogą się przenikać i wzajemnie na siebie wplywac. Pytanie brzmi, czy ta osoba spięta miała zablokowaną czakrę sercową/płucną bo wtedy jej pole może dosłownie ściskać przestrzen wokół.
Mnie to nie dziwi, bo sama to czuję od dawna. jak siedzę obok kogoś kto jest zalękniony albo przygnębiony, to po chwili zaczynam łapać powietrze jakby mi coś uciskało. Zresztą dlatego nauczyłam się tej techniki z intencjonalnym wdechem, żeby nie wchłaniać cudzcyh stanów. Ale właśnie ciekawe, jak to działa od strony energetycznej - czy to jest tak że cudze pole nadpisuje nasze, czy raczej my sami zaczynamy się stroić do obcego rytmu?
@Celestyna_B Czakra płuc to tak naprawdę rozszerzenie anahaty, mają wspólne pole. I właśnie dlatego kiedy ktoś jest emocjonalnie zamknięty, jego energia oddechowa robi się gęsta i ciężka, to jak gdyby wokół niego tworzyła się warstwa, przez którą inne pola muszą przebijać się z wysiłkiem. Myślę że to co Celestyna opisuje to właśnie ten efekt, nasze pole energetyczne instynktownie zaczyna naśladować rytm dominującego pola w pomieszczeniu. Podobnie jak zegar wahadłowy synchronizuje się z innym.
Zatrzymajmy się chwilę, bo tu się mieszają dwie różne rzeczy. To z synchronizacją zegarów to jest realny, fizyczny efekt Huyghensa i mówi o mechanicznym sprzężeniu przez podłoże, nie o polach energetycznych. Przenoszenie stanów oddechowych między ludźmi to z kolei coś co neurologia opisuje jako mimikrę autonomiczną i entrainment. Oba te zjawiska są realne i interesujące, ale czy to jest to samo co przenoszenie przez pole energetyczne w sensie bioenergoterapii? Nie wiem. Skąd pewność, że to nie jest po prostu podświadome naśladowanie?
Ja mam zupełnie odwrotny problem. Wchodząc do pokoju gdzie ktoś jest spokojny i oddycha wolno, sama się wyciszam, ale nie zawsze jest to przyjemne. Czasem jest takie wrażenie jakby ktos spowalniał mój własny rytm i trochę mnie dusi ta cudzą spokojna energia. Czy to może oznaczac że moje pole jest po prostu na innej częstotliwości i nie lubi synchronizacji?
eh... przeczytałam wszystko od góry i muszę powiedzieć, że ta rozmowa bardzo mi coś przypomina. W astrologii kiedy masz silnie zaakcentowanego Merkurego w znakach powietrznych to często jesteś taką anteną na cudze stany, dosłownie wchłaniasz je oddechem. Wydaje mi się że energia oddechowa i energia komunikacyjna to jest jedno pole. Ale rozumiem że to nie ten kąt, wracam do tematu, po prostu ciekawe jak to się łączy.
A propos przenoszenia przez pole, słyszałem kiedyś od jednego bioenergoterapeuty że on podczas sesji intencjonalnie moduluje własny oddech żeby nie tyle leczyć co pokazywać ciału pacjenta jak ma oddychać. Jakby wzorzec. I że to działa lepiej niż dotyk w pewnych przypadkach. Nie wiem na ile to weryfikowalne, ale koncepcja samego „oddechowego wzorca” rzucanego w przestrzeń jakoś do mnie przemówiła. Ktoś z was to praktykuje?
Co do celowego modulowania oddechu jako przekazu, to jest to technika stosowana m.in. w pranajamie i w niektórych podejściach do pracy z czakrami. Chodzi o to że rytm oddechu generuje konkretne pole wibracyjne i jeśli masz wystarczająco stabilne centrum, twoje pole może rzeczywiście dominować nad chaotycznym polem drugiej osoby, to się czasem nazywa koherencją serca. Ale żeby to robić swiadomie trzeba najpierw bardzo dobrze znać własny rytm, bo inaczej sam zaczniesz wchłaniać zamisat dawac. Znacie pojęcie koherencji w tym kontekście? 😉
Czytam tą dyskusję i mam jedno pytanie, które mnie nęka: czy ktoś tu rozróżnia energię oddechową od energii płuc jako takiej? Bo mam takie poczucie że trochę się to zlewa w jedno, a to nie to samo. Płuca jako organ mają swoje pole, ale akt oddychania to już coś dynamicznego, ruchomego. I może właśnie ta dynamika jest tym co się przenosi, a nie samo pole statyczne organu?
Wybaczcie że wskakuję, jestem tu nowa jeśli chodzi o temat bioenergii. Czytam i próbuję zrozumieć, ale mam głupie pytanie: czy to przenoszenie stanów przez oddech dziala tylko jak ktoś jest blisko, fizycznie, czy tesz na odległość? Bo ostatnio rozmawialam przez telefon z mamą która miała zły dzień i tesz mi się zrobiło ciezko na klatce piersiowej. Ale czy to może być to samo zjawisko czy raczej empatia zwykła? 😀
Czytam od początku i jakoś boje się wejsc z głupim komentarzem, ale powiem jedno: jak ćwiczę medytację i próbuję kontrolować oddech, to mam poczucie że przez chwilę moje pole jest „moje”, a potem jak ktoś wejdzie do pokoju ten rytm się rozsypuje mimo że nic nie mówię i nie patrzę. to chyba właśnie to o czym piszecie, prawda? Że pole drugiej osoby po prostu wchodzi. 😉
A ja wroce do tego co mówiłam wcześniej bo nikt nie odpowiedział, to rozroznienie miedzy energia płuc a energią oddechu wydaje mi sie ważne dla tego tematu. Jak ktos np. ma chore płuca, to jego pole organowe jest inne niż u zdrowej osoby, ale akt oddychania może być spokojny. Co wtedy, czyje pole jest silniejsze w kontakcie?
Słuchajcie, mam pytanie do całego tego wątku o „zakotwiczanie rytmu” i „stabilne centrum”. Czy ktoś z was może opisać konkretnie jak to odczuwa? Bo z zewnątrz brzmi to pięknie, ale chciałabym wiedzieć czy macie jakiś fizyczny marker, że „to zadziałało”, czy to jest czysto subiektywne wrażenie. Nie pytam złośliwie, po prostu staram się zrozumieć na czym to polega w praktyce.
Ja mam inne pytanie, trochę z boku. Dużo tu mówimy o tym jak nie dać się wciągnąć w cudzy rytm, ale czy ktoś zastanawiał się nad tym z drugiej strony? Czyli jak intencjonalnie przekazywać stan przez oddech, jak to robił ten bioenergoterapeuta o którym mówiłem, to co on musi zrobić żeby to działało, bo samo spokojne oddychanie to chyba za malo
Wlasnie to mnie też ciekawi bo próbowałam coś takiego raz z koleżanką, w sensie swiadomie oddychałam wolniej i głębiej żeby zobaczyć czy ona też zacznie, i po jakimś czasie zaczęła, ale ona mi potem powiedziała że nic nie poczuła że po prostu jej samej chciało się głębiej oddychać. I nie wiem jak to interpretować, czy to był transfer, czy ona sama się wyciszyła z innych powodów.
Tak! Właśnie dlatego pytałam o odległość, bo jeśli musimy być blisko żeby to działało, to może to po prostu są mikrośladzia komunikacji niewerbalnej, jak rytm oddechu jest słyszalny, widoczny w ruchu klatki piersiowej i tak dalej. A przez telefon nie mam tego dostępu i mimo to coś czułam, dlatego się zastanawiałam czy to nie jest coś innego. 😛
Hm, ale brzytwa Ockhama to jest zasada naukowa i jeśli tu mamy forum o bioenergii to może nie powinniśmy zakladac z góry że skoro nauka coś wyjaśnia, to wyjaśnia wszystko? Nie mówię że mam rację, tylko że to jest inne podejście i chyba tutaj jest miejsce żeby je mieć.
Wiem wiem, tylko że bioenergoterapia bazuje na założeniu że są pola których nauka jeszcze nie opisała, więc argumentowanie „nauką” w tym kontekście jest trochę bez sensu. To jakby oceniac muzykę miernikiem temperatury. Poza tym numerologicznie rzecz biorąc oddech ma swoje wibracyjne cykle powiązane z liczbą dni w cyklu życiowym, więc to przenoszenie ma sens na głębszym poziomie.
Może intencja jest zawrze, tylko że nie zawsze ją widzimy. Jak czuję że ktoś jest spięty i zaczynam głębiej oddychać, to gdzies w tym jest intencja żeby mu pomóc, nawet jeśli nie siedzę i nie myślę „teraz przekazuje energię”. to jest raczej coś w samym pragnieniu kontaktu.
no proszę... trudno powiedziec czy mogę tu cos dodać bo to trochę z boku, ale jak mam bardzo intensywny sen to rano oddycham inaczej niż po spokojnym śnie, i ta roznica jest wyraźna, jakby moje pole płucne było inne. zastanawiam sie czy to co dzieje sie w snach może też wpływać na to jak nasze ciało energetycznie oddycha i czy to sie przekazuje na inne osoby które spia obok.
No właśnie to mnie zastanawia, że sen to może być takie nieświadome „ćwiczenie” oddychania w sensie energetycznym. bo jak śnię coś intensywnego to rano mam dosłownie inne odczucia w klatce piersiowej niż po spokojnej nocy. I to nie jest tylko kwestia że cialo się napięło przez sen, to jest jakby przestrzeń płucna jest bardziej „zamknięta”. Może pole energetyczne pluc przetwarza te sny w nocy?
Ten watek ze snami i polem plucnym to ciekawy trop bo w niektórych ujęciach tradycyjnych, chińska medycyna np. płuca są organem ktory przetwarza „po żalu” i stany emocjonalne z poprzedniego dnia. sen byłby wtedy czasem tej obrobki. Ale to jest zupełnie inna gałąź niż transfer rytmu przez oddech o którym gadaliśmy wcześniej. Nie mieszajmy tych dwóch rzeczy bo zrobimy sobie bałagan koncepcyjny.
Hej, właśnie to jest ciekawe powiązanie bo nigdy o tym nie myslałem od strony snu. Ale ok, czyli zakładamy że pole płucne zmienia sie w ciągu doby i rano może być inne niż wieczorem? To by tłumaczyło czemu ten terapeuta prawdopodobnie pracował z klientami o konkretnych porach, nie wiem czy to prawda ale wydaje mi sie że słyszałem coś o porach dnia u niego.
Pory dnia i płuca to jest akurat coś z czym spotkałam sie w praktyce. Między 3 a 5 rano to klasycznie czas płuc według medycyny chińskiej, i jak ktoś regularnie budzi sie o tej porze z lękiem albo płaczem bez powodu, to wlaśnie ta czakra daje sygnał. Trudno powiedzieć czy to przeklada sie na transfer energii przez oddech ale napewno przekłada sie na kondycję pola w ciągu dnia. moze sie myle, tylko mnie to nie przekonuje.
O, to jest coś o czym nie pomyslałam a jest naprawdę ważne. Czyli żeby świadomie przekazywać np. spokój przez oddech, sama muszę być spokojna naprawdę, nie tylko udawać spokój i oddychać powoli? Bo intuicyjnie czułam że „wchodzenie w rolę” tu nie wystarczy ale nie umialam tego nazwać.
A ja mam trochę inne podejście do tego „sprawdzania siebie” bo wydaje mi się, że to jest proces a nie zerojedynkowy test i albo masz albo nie masz. U mnie bywa tak że zaczynam oddech z zamiarem i w połowie czuję że coś we mnie drgnęło i to nie jest spokój tylko jakaś troska o efekt. I wtedy zatrzymuję. Nie wiem czy to jest błąd czy dobra praktyka że zatrzymuję? 😮
