Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co nie daje mi spokoju przy analizowaniu synastrii. Mam w głowie konkretną parę - ona ma Merkurego w Rybach, on w Strzelcu. W rozmowach ciągle się rozmijają - ona mówi metaforami, on leci na konkrety i fakty. Ona czuje że jest niezrozumiana, on czuje, że rozmawia z mgłą. A mimo to oboje twierdzą, że się kochają i nie wyobrażają sobie rozstania. Więc moje pytanie jest takie - czy niezharmonijny horoskop, szczególnie jeśli chodzi o Merkurego, to wyrok? Czy można się nauczyć komunikować ponad tym napięciem, czy zawsze bedzie to źródło tarć? Ciekawa jestem waszych przemyśleń, bo sama nie jestem pewna, co o tym sądzić.
To zależy od tego, co rozumiesz przez "niezharmonijny". Kwadrat Merkurych to nie to samo co dysocjacja czy brak aspektów. Piszesz o Rybach i Strzelcu - to są znaki kwadratowe, ale oba zarządzane przez Jowisza, więc jest tam wspólny mianownik. Zanim powiesz "wyrok", sprawdź tez domy, w ktorych stoi Merkury u każdego z nich, bo to zmienia całą interpretację. Merkury w 3. domu nawet w trudnym aspekcie działa inaczej niż Merkury w 12
Zgadzam się z Opaliną co do domów, ale chcę dodać jedno. Synastria to nie tylko twarde aspekty między planetami. Kompozyt tej pary powie ci więcej o tym, jak oni funkcjonują jako całość niż sam kwadrat Merkurych. Czy patrzyłaś na kompozyt? I drugie pytanie - jakie aspekty mają Merkury do Wenus u każdego z osobna w ich radixach? To bywa ważniejsze przy komunikacji w związku niż sam Merkury.
Właśnie tu jest sedno całej dyskusji o synastrycznym Merkurym. Przez lata obserwacji doszedłem do wniosku że Merkury w synastrii odpowiada za styl komunikacji,ale nie za jej jakość ani głębokość. Merkury w Rybach i Merkury w Strzelcu to dwa różne języki - jeden poetycki i nielinearny, drugi bezpośredni i filozoficzny. Trudność polega na tym, że ludzie często mylą styl z treścią. Ona może mówić metaforami i on może to zrozumieć, pod warunkiem że oboje są świadomi tej różnicy. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś nie zdaje sobie sprawy, że mówi innym językiem - i zaczyna interpretować to jako złą wolę albo obojętność drugiej strony. Czy wiesz, czy ta para w ogóle rozmawiała o tym, jak się różnie komunikują?
Trafiłem tu, bo sam jestem w podobnej sytuacji i szukałem czegoś takiego. Mam Merkurego w Koziorożcu i moja partnerka w Raku. To tez jest opozycja chyba? Bardzo chciałbym wiedzieć czy to jest tak samo trudne jak ten kwadrat co opisujesz.
Ja mam pytanie trochę z boku ale w temacie - skąd w ogóle wiadomo, że to Merkury jest winien problemów w komunikacji, a nie np. jakaś pozycja Saturna czy coś? Pytam bo ostatnio czytałam że Saturn w synastrii też mocno blokuje rozmowy między ludźmi i teraz nie wiem jak to odróznic
Czytam i myślę o jednej rzeczy, którą często pomijamy w analizie synastrii - o trygonach Merkurego do innych planet w partnerskim radixie. Para może mieć kwadrat swoich Merkurych, ale jeśli jej Merkury tworzy trygon z jego Księżycem albo Wenus, to napięcie komunikacyjne jest jakoś łagodzone przez emocjonalne zrozumienie. Goryczka, czy sprawdzałaś aspekty krzyżowe, nie tylko planet o tej samej nazwie?
Troche nie rozumiem jednej rzeczy - piszecie o Merkurym i komunikacji, ale czy to naprawdę tylko Merkury za to odpowiada? Wydawało mi sie że za relacje to bardziej Wenus czy Księżyc odpowiadają. Może ta para po prostu ma dobry aspekt Ksiezyców i dlatego działa mimo tych trudności z Merkurym?
Dawidek, to nie jest kwestia "tylko Merkury" albo "tylko Księżyc". W synastrii każda planeta działa w swojej domenie. Księżyc mówi o tym, czy czujecie się emocjonalnie bezpiecznie obok siebie. Wenus - czy się wzajemnie pociągacie i cenicie. Merkury - czy możecie w ogóle porozmawiać i czy myślicie w sposób który jest dla siebie nawzajem czytelny. Para może mieć piękny trygon Księżyców i kiepski aspekt Merkurych - i będą się kochać, ale ciągle będą się kłócić o nieporozumienia w komunikacji. To nie wyklucza się, po prostu działa w różnych obszarach.
Ja mam takie pytanie - czy jeśli ktoś zna astrologie i wie, że ma trudny aspekt Merkurego z partnerem, to czy ta świadomość coś zmienia? Chodzi mi o to, że jak wiesz dlaczego się kłócisz, to może łatwiej to przepracować?
To jest może najważniejsze pytanie w całym wątku. I tak, i nie. Świadomość danego aspektu może pomóc nazwać wzorzec - "rozmawiamy inaczej, to nie jest atak, to jest różny styl". Ale sama wiedza astrologiczna nie zmienia głęboko zakorzenionych sposobów myślenia i wyrażania się. Merkury w Rybach wciąż będzie komunikował się intuicyjnie i obrazowo, nawet jeśli wie, że partner ma Merkurego w Strzelcu i woli konkrety. Różnica jest taka, że zamiast się frustrować "dlaczego on/ona tak mówi", zaczyna się myśleć "jak mogę przetłumaczyć to, co chcę powiedzieć, na jego/jej język". To wymaga wysiłku, ale jest możliwe.
Czytam tę dyskusję i mam jedno zastrzeżenie. Czy nie ryzykujemy tutaj sytuacji, w której astrologia staje sie wytłumaczeniem dla problemów które powinny być przepracowane na poziomie relacyjnym, nie astrologicznym? Znam pary z trudnymi synastricznie Merkurymi, które nauczyły się świetnie komunikować, i pary z harmonijnymi Merkurymi, które kompletnie się nie rozumiały. Merkury to jeden z wielu wskaźników. Goryczka, a czy ta para wogóle próbowała rozmawiać o swoich różnicach komunikacyjnych, bez uciekania się do astrologii jako wytłumaczenia?
To co opisujesz - jednoczesne niezrozumienie i głęboka akceptacja - to w ogóle ciekawy fenomen w relacjach. zastanawiam się, czy to nie jest przypadek, gdzie Księżyc i Wenus robią tyle ciężkiej roboty, że Merkury po prostu nie ma szans zepsuć całości. A co z Marsem w tej synastrii? Marsy też wpływają na to, jak para sobie radzi z napięciem - czy je rozładowuje konstruktywnie czy eskaluje.
Dobra, ale ja chcę się zapytać o coś praktycznego bo te analizy to fajne, ale: czy jest jakiś aspekt Merkurego, który jest absolutnie nie do przeżycia w związku? Bo czytam i wszystko jest "zależy", "ale", "z jednej strony". Czy jest coś konkretnego, co mówi stop, to nie zadziała?
Wow, czytając Was o tej opozycji zaczynam się zastanawiać czy w przypadku tej pary, o której pisałam na początku, nie ma podobnego mechanizmu. Ona z Merkurym w Rybach czuje, on z Merkurym w Strzelcu analizuje i nazywa. To nie jest opozycja, ale to podobna dynamika - jedno myśli obrazami, drugie kategoriami. I może właśnie dlatego ona czuje się niezrozumiana, chociaż on wcale nie ma złych intencji.
Trafiłaś w coś istotnego,ale chcę doprecyzować. merkury w Rybach nie tyle "myśli obrazami" co operuje na poziomie przeczucia i niuansu - to jest Merkury, który wie, ale nie zawsze potrafi powiedzieć jak wie. Merkury w Strzelcu natomiast chce uogólnić, znaleźć zasadę, nazwać mechanizm. Te dwa tryby mogą się pięknie uzupełniać, ale też mogą tworzyć poczucie, że ona mówi o czymś ważnym, a on słyszy coś zupełnie innego. Pytanie do ciebie - jak ona opisuje te momenty niezrozumienia? Czy raczej ucieka, czy próbuje tłumaczyć dalej?
To co Czarnobog opisuje z Merkurym w Rybach bardzo mi się zgadza z czymś, co widziałam u kilku znajomych. Ten Merkury naprawdę ma problem z nazywaniem rzeczy wprost, bo on działa bardziej na zasadzie odczuwania prawdy niż jej formułowania. Ciekawi mnie natomiast coś innego w tym wątku - czy ktoś ma doświadczenie z parą, gdzie jedno z nich ma Merkurego bardzo mocno aspektowanego natywnie, np. koniunkcję z Neptunem czy Saturnem? Bo wtedy sprawa synastrii robi się jeszcze bardziej złożona.
Ja właśnie chciałam zapytać o to co Dezydery napisał - ta "nieuchwytna komunikacja" z Merkurym i Neptunem brzmi jak opis mojego ex. Zawsze mówiłam że nie wiem o co mu chodzi, że niby coś mówi ale jakby nie mówi. Czy to zawsze tak jest z tym aspektem, czy to zależy od czegoś więcej?
Dobra wracając do tematu tej pary co Goryczka opisuje - bo troche odpłynelismy. Mam pytanie: mówilyscie że jego Merkury jest blisko jej Wenus. To jest dobry aspekt tak? Tzn on mówi do niej i ona to lubi słuchać? Bo jak tak to może to neutralizuje ten kwadrat między ich Merkurymi?
To bardzo ciekawy mechanizm który opisujesz. Trygon Merkury-Wenus sprawia że sposób mówienia jest estetycznie i emocjonalnie przyjemny dla drugiej osoby - niezależnie od treści. Czyli on może mówić rzeczy które ją uszczęśliwiają samym sposobem,nie zawsze sensem. A to potrafi zamortyzować dużo napięcia z kwadratu Merkurych. Ale mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy to długoterminowo wystarczy? Czy po kilku latach ta "miła forma" nie zaczyna irytować, kiedy treść nadal nie trafia?
Przepraszam za pytanie z zupełnie innej strony ale czytam ten wątek od dawna i mam takie pytanie - czy te aspekty Merkurego o których mówicie to widać tylko w synastrii czy też w kompozycie? Bo ciągle slyszę o kompozycie a nie bardzo wiem czym się różni od zwykłej synastrii i dlaczego raz patrzys na jedno a raz na drugie.
Dziękuję za to wyjaśnienie Dezydery, bardzo mi pomogło!! A teraz mam pytanie do Goryczki albo do kogoś bardziej doświadczonego - ta para o której piszesz, oni w ogóle wiedzą że mają ten kwadrat Merkurych? Bo zastanawiam się czy u nas z partnerką gdybyśmy wiedzieli o tej opozycji to rozmawialibyśmy o tym inaczej kiedy mamy te kłótnie o dom i pracę.
Ta asymetria którą opisujesz,Goryczko, to chyba jeden z trudniejszych aspektów używania astrologii w relacjach. Bo jeśli jedna osoba rozumie wzorzec przez pryzmat horoskopu a druga kompletnie nie, to ta "wyjaśniona" strona może zacząć traktować trudności jako "muszę być cierpliwa bo astrologicznie tak wyszło", zamiast naprawdę porozmawiać o problemie. Czy nie sądzisz że to może być pułapka?
Eh, szczerze mówiąc trochę mnie to wszystko przytłacza bo jestem sceptyczna wobec astrologii ogólnie, ale ta rozmowa jest ciekawa. Mam pytanie może głupie - czy kiedykolwiek zdarzyło się wam że para miała "idealną" synastię Merkurych, czyli te same znaki albo same harmonijne aspekty, i mimo to kompletnie się nie rozumieli? Bo jeśli tak, to co to mówi o wartości tych analiz?
To co mówicie o echo chamber i tej parze z Bliźniętami jest dla mnie bardzo pomocne, bo zaczynam rozumieć, że może szukam złego pytania. Czy kwadrat który opisuję jest problemem czy nie - to może nie jest właściwe pytanie. Bardziej chodzi o to, czy oni wiedzą co z tym kwadratemRobić, prawda? I tu wracam do tej asymetrii - ona wie, on nie wie.
Właśnie chciałam powiedzieć to samo co Goryczka. Ta asymetria wiedzy o horoskopie to nie jest błahy szczegół. Bo ona ma teraz schemat wyjaśniający jego zachowanie, a on nie ma żadnego. Ona patrzy na kłótnię i myśli "kwadrat Merkurych", a on patrzy na tę samą kłótnię i myśli... co myśli? Czy ktoś rozmawiał kiedyś z partnerem o jego Merkurym bez wchodzenia w cały wykład o astrologii?
Zatrzymajmy się na chwilę, bo rozmowa idzie w stronę technik komunikacyjnych, co jest ciekawe, ale zapominamy o czymś. Goryczka pytała o kompatybilność i szczęście. Czy to, że można obejść kwadrat Merkurych przez "mądrzejsze mówienie", oznacza że są kompatybilni? Czy raczej oznacza, że nauczyli się koegzystować? To jest chyba inna odpowiedź na pytanie z tytułu wątku.
