@Julisia87 To jest klasyczny problem z samospełniającą się przepowiednią i naprawdę nikt tu nie ma na niego dobrej odpowiedzi. Mnie bardziej interesuje coś innego - czy zdarzyło ci się czytać opis jakiegoś znaku i poczuć 'to absolutnie nie jestem ja'? Bo jeśli tak, to oznacza, że nie akceptujesz wszystkiego bezkrytycznie. I to jest właśnie zdrowe podejście do astrologii.
Właśnie - i myślę, że to jest to, co odróżnia używanie astrologii jako narzędzia do myślenia od traktowania jej jak wyroku. Ale wracając jeszcze do Słońca w Rybach i tej siły - czy ktoś mógłby powiedzieć, jak ta siła wygląda w sytuacji konfliktu? Bo ja mam wrażenie, że Ryby w konflikcie znikają, a nie walczą. I zastanawiam się czy to jest słabość, czy jakaś inna forma siły, której po prostu nie rozpoznaję.
Pytam konkretnie, bo sama mam Słońce w Rybach i w sytuacji konfliktu zazwyczaj albo się roztapiam i zgadzam na coś, na co nie mam ochoty, albo znikam. Żadna z tych opcji nie wydaje mi się 'silna'. Czy ktoś z doświadczeniem widział Rybę, która potrafi stać twardo w konflikcie i jednocześnie nie tracić tej swojej miękkości?
To jest chyba jedno z najlepszych pytań w tym wątku. Siła Ryb w konflikcie nie wygląda jak Baran czy Skorpion - nie ma uderzenia, nie ma przejęcia kontroli. Ale znam Ryby, które w konflikcie są absolutnie niewzruszone. Nie krzyczą, nie atakują, po prostu nie ruszają się z miejsca. I to jest właśnie ta siła kanału, o której mówił Gnostyk - coś przepływa przez nie, ale one same są jak skała pod wodą. Czy to ma sens dla ciebie, Malgosia?
Dodam coś do tego obrazu - w astrologii tradycyjnej Słońce jest w Rybach w 'detrimentalnym' miejscu, bo to znak przeciwny do Lwa. I właśnie dlatego ta siła Ryb jest tak trudna do zauważenia. Ona jest realna, ale nie wygląda jak to, co zwykle nazywamy siłą. Pytanie brzmi: czy ta 'skała pod wodą', o której pisze Bogusia, to rzeczywiście siła, czy tylko pasywny opór? Bo dla mnie to jest kluczowa różnica.
Słucham tej rozmowy i mam trochę inne zdanie niż to, co się tu rysuje. Opisujecie siłę Ryb jako coś wewnętrznego i cichego, co rozumiem. Ale nie zapominajmy, że Słońce w Rybach jest też bardzo podatne na wpływ środowiska. Czy ta 'skała pod wodą' nie jest czasem po prostu dobrą sesją z terapeutą albo wspierającym otoczeniem, a nie samą energią Ryb?
Nie twierdzę, że centrum nie ma - twierdzę, że Ryby rzadziej niż inne znaki są świadome, gdzie to centrum jest. I właśnie dlatego otoczenie ma na nie taki wpływ. To jest różnica. Sam potencjał istnieje, ale dostęp do niego jest inny niż u Barana czy Koziorożca.
Wchodzę z konkretnym pytaniem, bo ta rozmowa kręci się już wokół jednego obrazu. Co to znaczy 'centrum' w tym kontekście? Mówicie o czymś psychologicznym, czy jest tu jakaś konkretna planeta albo konfiguracja w mapie, która pokazuje, czy ktoś ma do niego dostęp czy nie? Bez tego to zostaje tylko metafora.
Słucham tej rozmowy o Księżycu jako 'kotwicy' i chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Zakładacie, że pewne kombinacje znaków prowadzą do pewnych zachowań - ale czy to nie jest po prostu dopasowywanie opisu do osoby, którą już znamy? Jak to można w ogóle odróżnić od zwykłego potwierdzenia tego, co i tak już wiemy?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam pytanie, które mnie gryzie od jakiegoś czasu w tym wątku. Mówicie dużo o Słońcu w Rybach i sile, ale na początku był też wątek o Wenus retro. Czy to Wenus retro w Rybach, czy w dowolnym znaku? Bo wydaje mi się, że te dwie rzeczy - Słońce w Rybach i Wenus retro - mogą się jakoś nakładać, ale nie wiem czy w każdym przypadku, czy tylko gdy te planety są w jakimś szczególnym układzie.
Dobra, to wracam do tego, co zaczęłam. Chodzi mi konkretnie o to: czy Wenus retro w Rybach to w ogóle sytuacja, gdzie ta 'roztapiająca' energia jest podwójnie silna? Bo Ryby już same w sobie mają problem z granicami, a jeszcze Wenus cofa się, jakby szukała czegoś, co straciła. Czy ktoś ma jakieś doświadczenie z takim układem w natalu?
Wracam do pytania o Wenus retro w natalu, bo to jest temat, który rzeczywiście otwiera się równolegle do tego, o czym rozmawiamy. Powiem tak: Wenus retro w Rybach to specyficzna konfiguracja, gdzie do naturalnej przepuszczalności Ryb dochodzi jeszcze ten wewnętrzny ruch wstecz, szukanie, sprawdzanie jeszcze raz. Ale nie powiedziałabym, że to automatycznie oznacza powtarzanie błędów. To może być też głęboka potrzeba zrozumienia, co dana relacja miała nam dać. Problem pojawia się wtedy, kiedy zamiast rozumieć - po prostu wracamy.
Chcę tu wejść z jedną techniczną obserwacją. Wenus retro w natalu dotyczy dosłownie około 7-8% populacji, bo Wenus jest w ruchu wstecznym przez kilka tygodni co półtora roku. To nie jest rzadkość. I właśnie dlatego warto zachować ostrożność z interpretacją 'powtarzasz błędy w miłości', bo to generalizacja, która pasuje do bardzo wielu ludzi z bardzo różnych powodów. Co nie zmienia faktu, że kombinacja z Rybami jest szczególna. Ale zanim powiemy, że to Wenus retro - jakie są inne planety w mapie tej koleżanki?
Zaraz, zaraz. Mówimy, że Wenus w Rybach jest w egzaltacji, czyli teoretycznie działa najlepiej. A jednocześnie ta 'najlepsza' Wenus powoduje, że ludzie wracają do toksycznych relacji? To mi nie do końca trzyma się logiki. Czy egzaltacja w tym kontekście to siła, czy raczej nadmiar?
Wchodzę tu z perspektywy, która może trochę namieszać. W tradycji neoplatońskiej miłość bez granic jest stanem do osiągnięcia, nie problemem. Eros dążący do zjednoczenia z Psyche to archetyp tej Wenus w Rybach. Pytanie, które zadaję: czy ta 'tendencja do wracania' jest błędem, czy może naturalnym ruchem w stronę czegoś nieukoń...
Przepraszam, że wchodzę, ale właśnie przypomniałam sobie, że mój były ma Wenus w Rybach i dosłownie wracał do mnie trzy razy. Za każdym razem twierdził, że 'coś zostało niezamknięte'. Czy to właśnie to szukanie zamknięcia, o którym piszesz?
Tu wchodzi właśnie Słońce w Rybach, bo to jest serce tego wątku. Jeśli ktoś ma i Słońce, i Wenus w Rybach, to ta tendencja do rozpuszczania się w relacjach jest podwójna. Słońce daje ton całej osobowości, a Wenus kieruje tym, jak kochamy. Oba w Rybach oznaczają, że tożsamość tej osoby jest mocno spleciona z tym, kogo kocha. I tu wraca pytanie z tytułu: czy można być silnym z takim układem?
Wracając do pytania Bogi - myślę, że siła jest możliwa, ale wymaga jednego konkretnego kroku, którego wiele Ryb nigdy nie robi. Chodzi o to, żeby odróżniać: 'wracam, bo wybrałam' od 'wracam, bo nie potrafię nie wracać'. To nie jest kwestia woli w sensie 'zmuś się i tyle'. To jest kwestia świadomości. I ta świadomość musi skądś przyjść - z terapii, z życiowych uderzeń, czasem właśnie z astrologii.
Ta rozmowa robi sie coraz głębsza i dobrze. Chce dodac cos od siebie - mam Slonce w Rybach i Wenus w Koziorozcu, wiec jakby odwrotnie do tego o czym piszecie. I wlasnie ta Wenus w Koziorozcu przez lata blokowala mi ten rybsi zywiol w uczuciach. Czulam duzo, ale dzialalam ostroznie. Czy to jest ta kotwica o ktorej pisalyscie wczesniej?
Słucham tej rozmowy i chcę wrócić do Wiesi i tego jej byłego. To, że wracał trzy razy mówiąc o 'niezamkniętym' - to brzmi dokładnie jak opis Wenus retro w natalu według każdej interpretacji, jaką czytałam. Nie nawyk, a obsesyjne poszukiwanie czegoś, czego nie umie nazwać. Tylko pytanie jest takie: czy to w ogóle można 'naprawić' w sensie astrologicznym, czy to raczej coś, z czym pracuje się przez całe życie?
Przepraszam, że znowu o sobie, ale to czego szukał mój były - nigdy tego wprost nie powiedział. Mówił o niezamknięciu, ale jak go pytałam co konkretnie, to milkł albo zmieniał temat. Czy to też jest rybsia cecha? Takie wiedzenie-czegoś-ale-nieumiejętność-nazwania?
Dobra, ale jak praktycznie rozróżnić tę 'głębokościową siłę' od zwykłej ucieczki od odpowiedzialności za własne decyzje? Bo z zewnątrz może wyglądać tak samo.
Słuchajcie, wrócę do tematu wątku, bo gdzieś nam umknął. Pytanie Bogi na początku było o to, czy Słońce w Rybach może być silne - i tu mamy dwa nurty w tej dyskusji. Jeden mówi, że tak, ale siła wygląda inaczej. Drugi, że trudno, bo żywioł wody i znak Ryb z natury rozmywają słoneczną indywidualność. Czy ktoś ma konkretny przykład z mapy, gdzie Słońce w Rybach było wyraźnie mocne?
Ten wątek o zewnętrznym oporze jako czynnik skupiającym Ryby to dla mnie klucz do całej rozmowy. Może siła Słońca w Rybach nie bierze się z samego siebie - ze struktury ego jak u Barana czy Lwa - ale właśnie z relacji z tym, co stoi naprzeciwko. Napięcie, opór, trudność - Ryby mogą się przez to krystalizować, a nie rozpadać. Czy ktoś to rozpoznaje u siebie?
Ja rozpoznaje. Jak mam latwy czas, to sie rozplywam, nie wiem co chce, zmieniam zdanie. Jak mam pod gorke - staje sie jakos bardziej soba. To dziwne uczucie, jakby trudnosc mnie zbierala w calosci.
O. To jest coś, czego wcześniej nie połączyłam. Szukanie napięcia żeby poczuć siebie. Mam Wenus w Rybach i rzeczywiście zauważyłam, że w spokojnych, stabilnych związkach szybko się nudzę albo zaczynam wątpić, czy to miłość w ogóle. A w tych trudnych - jestem pewna. Czy to jest właśnie ta pułapka egzaltacji Wenus w Rybach, o której mówiła wcześniej Klaudia?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie, że egzaltacja Wenus w Rybach jest jednocześnie siłą i pułapką. Skoro jest egzaltacją, to czy astrolodzy nie powinni raczej doradzać, żeby tę energię rozwijać, nie leczyć?
