Wracając do pytania Lilki_67 z początku wątku, bo zaczynamy odpływać - czy naprawdę te osoby czekają na miłość aż do dojrzałości, czy to jest raczej że wcześniej nie potrafią jej utrzymać? Bo to jest różnica. Ballen powiedział że relacje były, ale płytsze. Lilka_67 mówiła o wycofaniu. To nie brzmi jak brak miłości, brzmi jak brak umiejętności pozostania w niej.
To zdanie Ballena zostanie ze mną długo. 'Kiedy będę gotowy nie uciec.' Myślę, że właśnie o to chodzi i że to jest odpowiedź na moje pytanie. Chociaż nie jest to odpowiedź na którą liczyłam.
To zdanie Ballena to jest właściwie klucz do całego wątku. I teraz mam pytanie do Lilki_67 - bo napisała, że to nie jest odpowiedź, na którą liczyła. A na jaką liczyłaś? Że ktoś powie: masz ten aspekt, więc po pięćdziesiątce przyjdzie ten jeden właściwy? Bo jeśli tak, to rozumiem rozczarowanie.
Chyba właśnie na to liczyłam. Że to kwestia czasu, nie pracy. Że wystarczy doczekać. Ballen pokazał, że to nie działa w ten sposób.
Ale zaraz, bo nie zgadzam się z Ballenem w stu procentach. On mówi o sobie i o konkretnej sytuacji. Saturn-Wenus w różnych aspektach działa różnie. Koniunkcja to nie to samo co kwadrat czy opozycja. Ballen, jaki masz aspekt dokładnie?
Mam trygon i mogę powiedzieć tyle: nie czułam nigdy tego dramatycznego zablokowania, o którym pisze Lilka_67. Ale moje relacje zawsze miały bardzo poważny, zobowiązujący ton od początku. Żadnych lekkich flirtów, żadnego 'zobaczymy co będzie'. Czy to też jest Saturn? Pewnie tak.
To co mówi Filomena.1 o nadmiernej powadze jest bardzo trafne. I wraca do pytania Lilki_67 z początku, bo może 'czekanie na dojrzałość' nie jest dosłowne. Może chodzi o to, że dopiero z wiekiem tę powagę przestajemy traktować jak problem, a zaczynamy traktować jak dar. I wtedy relacje zaczynają działać.
Wróćcie do tego co powiedziała Lilka_67 o wyborze milczenia. Bo ja mam dokładnie to samo i nie wiem czy to Saturn-Wenus czy po prostu lęk. Jak to odróżnić? Czy astrologia w ogóle to rozróżnia?
I to jest chyba najważniejsza rzecz w tym wątku, którą warto przypiąć na górze. Astrologia opisuje pole możliwości, nie determinizm. Lilka_67 otworzyła temat pytaniem o czekanie na miłość w dojrzałości - i myślę, że po tej rozmowie widać, że pytanie 'kiedy' jest mniej ważne niż pytanie 'jak'.
I jeszcze jedno, bo Tomir zapytał o aspekt. Kwadrat jest napięciowy i myślę, że właśnie to napięcie sprawia, że moment decyzji jest tak wyrazisty. Trygon Filomeny.1 daje łagodniejszy przebieg, ale cel jest ten sam - nauka bliskości przez Saturna. Czy to brzmi sensownie czy upraszczam?
Czytam to wszystko i mam wrażenie, że Saturn-Wenus uczy miłości jak dobry ale surowy nauczyciel. Nie odpuści, dopóki nie nauczysz się lekcji. I może właśnie dlatego w dojrzałości idzie łatwiej - nie dlatego że coś magicznie się zmienia, tylko dlatego że kumuluje się materiał z poprzednich prób.
Lilka_67 napisała coś co mnie zatrzymało - 'kumuluje się materiał z poprzednich prób'. Czy to oznacza, że każda nieudana relacja przy tym aspekcie to jednak coś wnosi, nawet jeśli tego nie widać od razu?
To jest smutne i pokrzepiające jednocześnie. Że te wszystkie relacje, które się nie udały, mogły być do czegoś potrzebne. Chociaż wolałabym żeby były po prostu udane. Czy Saturn kiedyś odpuszcza, czy zawsze będzie te lekcje dawał?
Ale czy Saturn kiedyś odpuszcza? Serio pytam, bo nie chcę myśleć, że do końca życia będę 'uczyć się lekcji'. Kiedy to się kończy?
Saturn nie odpuszcza, ale zmienia charakter lekcji. Młodszy Saturn uczy przez ból i blokadę. Dojrzały Saturn zaczyna uczyć przez wybór i świadomość. To różnica między 'nie mogę' a 'wybieram inaczej'. Czy to brzmi jak odpuszczanie? Nie do końca. Ale brzmi lepiej niż wieczna blokada.
I tu właśnie jest sedno. Ludzie czasem przyklejają sobie Saturn-Wenus jak etykietkę i tłumaczą nim absolutnie wszystko. Poczucie winy za odmowę to nie jest automatycznie ten aspekt. Sprawdź mapę zanim cokolwiek wnioskujesz.
Wróćmy do pytania Karolci88, bo myślę że zostało trochę zbyte. Czy Saturn odpuszcza - ja bym powiedział tak, ale na własnych warunkach. Zobaczyłem to u siebie przy progresji Saturna. Gdy przeszedł przez kolejne domy, zmienił gdzie uderza, nie że przestał. Czy ktoś obserwował u siebie coś podobnego przy progresji?
Ja nie śledzę progresji, bo jeszcze nie umiem tego czytać. Ale zastanawia mnie coś innego - czy ta rozmowa nie pokazuje, że Saturn-Wenus wymaga zupełnie innej definicji 'udanej miłości'? Może dla kogoś z tym aspektem miłość nigdy nie będzie lekka i to nie jest wada, tylko cecha?
Lilka_67 to napisała coś ważnego. Bo ja od początku tego wątku zakładałam, że 'udana miłość' to ta lekka, spontaniczna. A może przy Saturn-Wenus to po prostu błędna miara?
Ale jak to przełożyć na codzienność? Bo rozumiem teorię, że inna miara sukcesu. Tylko co to znaczy praktycznie kiedy siedzę sama i patrzę na kolejny rok bez partnera?
A czy to nie jest po prostu racjonalizacja? Serio pytam, nie złośliwie. Jak odróżnić że 'budujemy siebie pod przyszłą relację' od tego że po prostu nam nie wychodzi i szukamy sensu w tym że nie wychodzi?
Właśnie. I dlatego nie lubię kiedy astrologia jest używana do tłumaczenia każdej trudnej sytuacji życiowej jako 'lekcja'. Czasem relacja nie wychodzi bo trafiliśmy na złą osobę albo zły moment, nie dlatego że Saturn nas uczy. Czy ktoś tu uważa, że Saturn-Wenus faktycznie blokuje konkretne relacje czy to jednak my sami podejmujemy decyzje?
I to jest różnica między deterministycznym a psychologicznym czytaniem mapy. Tomir zadał dobre pytanie, bo wiele osób naprawdę wierzy że to planety coś robią za nich. Przy Saturn-Wenus szczególnie ważne jest żeby rozumieć aspekt jako opis wzorca, nie wyrok. Inaczej można siedzieć i czekać na 'dojrzałość' zamiast cokolwiek przepracować.
Energetyczka dotknęła czegoś co mnie od początku nurtuje w tym temacie. Bo samo pytanie w tytule - 'czy trzeba czekać aż do dojrzałości' - może być pułapką. Jeśli czekam zamiast rozumieć, to żaden Saturn mi nie pomoże, prawda?
to co napisałaś o czekaniu jako pułapce - siedzę z tym od kilku minut. Bo ja chyba właśnie czekam. Mówię sobie 'Saturn-Wenus, więc muszę poczekać na dojrzałość' i... to jest właśnie to, prawda? Czekam zamiast cokolwiek robić ze sobą.
Mam wrażenie, że w tej rozmowie cały czas kręcimy się wokół tego samego pytania - czy Saturn-Wenus to coś co się przydarza czy coś co się robi. I nie wiem czy ktoś już odpowiedział na to wprost.
Ale to co Ballen mówi - żeby zapytać 'dlaczego znowu to robię' - to też wymaga że w ogóle zauważasz moment kiedy to robisz. A jak mam Saturn-Wenus i cały czas działam z tego samego wzorca, to może nie widzę że to wzorzec, tylko myślę że tak po prostu jest? Jak wy w ogóle zaczęliście to zauważać?
