Mam w natalu Saturna w koniunkcji z Wenus i od lat słyszę, że 'moje najlepsze relacje przyjdą w dojrzałym wieku'. Mam 43 lata i zaczęłam się zastanawiać, czy to rzeczywiście prawda czy tylko takie pocieszenie dla tych, którym w młodości nie wychodzi. Ktoś ma doświadczenie z tym aspektem? Pytam serio, bo ostatnio znowu skończyło się coś, co wydawało się obiecujące, i zastanawiam się czy to kwestia Saturna właśnie.
Saturn-Wenus to jeden z tych aspektów, które naprawdę wymagają czasu, żeby się rozwinąć. Nie chodzi tylko o to, że miłość 'przychodzi późno' - to bardziej skomplikowane. Saturn uczy przez ograniczenie i przez lekcje. W relacjach oznacza, że człowiek musi najpierw przepracować pewne schematy, zanim będzie zdolny do trwałego związku. Ale masz rację, że to często bywa mylone z prostym 'poczekaj'. Co dokładnie masz w natalu - koniunkcja, kwadratura, opozycja?
To jest ciekawy temat, bo pracując z ludźmi przy energiach czakry serca, bardzo często widzę, że te Saturnowe blokady w Wenus wchodzą dosłownie w ciało. Taka osoba często ma napięcie w klatce piersiowej, niechęć do bycia widzianą w relacji, jakby czakra serca była przykryta pancerzem. I to nie jest kwestia wyłącznie astrologiczna - to wzorzec, który można przepracować. Ale pytanie do Lilka - czy czułaś kiedyś, że sabotowałaś relacje zanim się na dobre zaczęły?
No właśnie, i tu się nie zgodę z takim podejściem, że Saturn-Wenus to zawsze 'miłość w dojrzałości'. To zależy strasznie od całej reszty mapy. Mam kolegę, Wenus kwadrat Saturn, i był trzy razy żonaty, każda żona młodsza, żadnej 'dojrzałości' tam nie widać. Astrolodzy lubią dawać takie ogólniki, które brzmią mądrze, ale w praktyce się nie sprawdzają.
Przepraszam, że się wtrącę, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czy ten aspekt Saturn-Wenus wychodzi tylko jeśli mam je razem w jednym znaku? Bo ja mam Wenus w Rybach a Saturn w Strzelcu i nie wiem czy to liczy jako aspekt.
Tomir ma częściowo rację w tym sensie, że wiele interpretacji tego aspektu jest zbyt prostych. Ale samo pytanie w temacie wątku jest moim zdaniem źle postawione. Saturn-Wenus nie oznacza 'miłość późno' - oznacza 'miłość przez wyrzeczenie i dyscyplinę'. Różnica jest zasadnicza. Możesz mieć głęboki związek w wieku 30 lat, ale zbudowany na ciężkiej pracy nad sobą, nie na euforii. Albo możesz mieć serię płytkich relacji do siedemdziesiątki. Wiek to nie jest zmienna, którą Saturn mierzy.
bo opóźnienie jest jednym z możliwych przejawów, tylko jednym. Tradycyjna astrologia, szczególnie ta przednowoczesna, bardzo lubiła konkretne przepowiednie - 'późne małżeństwo', 'trudności z posagiem'. To są dosłowne interpretacje, które nie uwzględniają psychologicznej warstwy. Nowsza szkoła patrzy na to inaczej. Ale rozumiem, że jak czytasz starsze teksty, to te dosłowne przepowiednie wchodzą głęboko.
A ja mam pytanie może trochę z innej beczki - jak sprawdzić czy w ogóle mam ten aspekt w swoim horoskopie? Bo nie wiem jak liczyć te aspekty, nigdy tego nie robiłam. I gdzie najlepiej to sprawdzić żeby było dokładnie?
Wracając do tego co Jarylo pisał - myślę, że kluczowe jest rozróżnienie między 'czekaniem' a 'dojrzewaniem'. Saturn-Wenus nie mówi 'usiądź i czekaj aż przyjdzie właściwa osoba'. Mówi raczej 'musisz stać się kimś, kto jest gotowy na głęboki związek'. I to jest praca wewnętrzna, nie kwestia kalendarza. Lilka, czy miałaś momenty kiedy celowo pracowałaś nad tym wzorcem, czy raczej to przychodziło samo przez życiowe doświadczenia?
Relacja z ojcem przy tym aspekcie to klasyk. W tarocie kiedy wyciąga mi się ta kombinacja energii - Cesarz blokujący Cesarzową - to prawie zawsze jest historia o tym, że miłość była warunkiem w dzieciństwie. Dostawałaś ją kiedy byłaś grzeczna, poprawna, nie sprawiałaś kłopotów. I potem jako dorosła szukasz tego samego schematu, albo uciekasz od każdego, kto zaczyna stawiać oczekiwania. Brzmi znajomo?
Dobra, sprawdziłam na astro.com i mam Wenus w Rybach i Saturn w Strzelcu, Krysztal już mi mówił że to kwadratura. Ale co znaczy ten orb o którym mówił? Mam 14 stopni Ryb i 8 stopni Strzelca, czy to jest blisko czy daleko?
Ten wątek robi się naprawdę ciekawy, bo zaczął się od pytania czy miłość przychodzi w dojrzałości, a dotknęliśmy już relacji z ojcem, Saturna w siódmym domu, czakry serca, a teraz liczymy orby. Co mnie zastanawia - czy Lilka_67 szukała w tym wszystkim odpowiedzi praktycznej, czy bardziej rozumienia siebie?
Szczerze? Chyba obu. Bo jak człowiek rozumie schemat, to trochę łatwiej mu z tym żyć. Ale przyznam, że miałam też nadzieję usłyszeć 'tak, to się zmieni po pięćdziesiątce' i spokojnie czekać. 🙂
Ta odpowiedź bardzo dużo mówi. I to jest właśnie sedno - szukamy przepowiedni, bo przepowiednia zdejmuje z nas odpowiedzialność. Jeśli Saturn 'sprawi', że miłość przyjdzie sama w dojrzałości, to po co się wysilać. Ale Saturn nie działa tak. On nagradza pracę, nie cierpliwość.
A jak ta praca nad sobą ma wyglądać konkretnie? Bo słyszę 'pracuj z Saturnem', 'przepracuj schemat', ale co to znaczy w praktyce? Co ma robić ktoś kto ma ten aspekt?
No to znowu wychodzi, że aspekt jest tak ogólny, że pasuje wszędzie. Ja mam Wenus trynem Jowisz i też mógłbym powiedzieć, że 'każdy ma inaczej i trzeba pracować'. Gdzie jest konkret w astrologii?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i chcę zapytać o coś, co mnie zastanawia. Czy ktoś tutaj ma ten aspekt i faktycznie doświadczył tej zmiany po pewnym progu wieku? Nie teoria, nie 'kolega zna kogoś' - ale własne doświadczenie. Bo Lilka_67 opisała bardzo żywy wzorzec, ale jeszcze nie koniec historii.
Coś we mnie. Przestałem się bać, że jak ktoś mnie zobaczy naprawdę, to odejdzie. Albo przestałem tego unikać, co na jedno wychodzi. Trudno to oddzielić od dojrzewania jako takiego.
Czyli to może nie być wcale Saturn tylko po prostu człowiek dorośleję i uczy się? Nie chcę być złośliwa, naprawdę pytam, bo nie wiem jak odróżnić 'to aspekt' od 'to normalne dojrzewanie'.
Ja bym to ujęła inaczej - mapa pokazuje z czym przychodzimy na świat, jakie mamy wbudowane wzorce. Saturn-Wenus to nie przekleństwo, to informacja. I tak jak Szalwia mówi, dojrzewanie to część tego - ale osoby bez tego aspektu dojrzewają inaczej, mają inne tematy. To nie znaczy, że aspekt nic nie wnosi.
Słucham tego i myślę - może właśnie o to chodzi, że ja dojrzewam wolniej w tej jednej dziedzinie niż w innych. Zawodowo, intelektualnie, rodzinnie - jestem w porządku. Ale w bliskich relacjach nadal mam te same odruchowe reakcje co dwadzieścia lat temu. Może to jest ta 'lekcja Saturna'.
Przepraszam że się wtrącam, bo dopiero przeczytałam cały wątek i chcę zapytać - czy ten aspekt dotyczy tylko relacji romantycznych czy też rodzinnych i przyjacielskich? Bo mam wrażenie, że u mnie ten wzorzec z byciem widzianą dotyczy wszystkich relacji, nie tylko miłości.
Może zanim będziemy tłumaczyć domy Karolci, wróćmy do tego co powiedziała Lilka_67 - że w bliskich relacjach ma te same odruchowe reakcje co dwadzieścia lat temu. To jest konkret. I właśnie chcę zapytać: czy ktokolwiek z doświadczeniem Saturn-Wenus zauważył konkretny moment przełomu, nie tylko ogólne 'coś się zmieniło'?
Słucham tej rozmowy o momentach przełomu i myślę, że te momenty graniczne, o których mówi Ballen, to jest właśnie Saturn w działaniu. On nie czeka aż będziemy gotowi, on stawia ścianę i mówi: decyduj. I w tej decyzji jest nauka. Pytanie brzmi czy Lilka_67 miała takie momenty i co z nimi zrobiła?
Miałam. Kilka razy. I za każdym razem wybierałam milczenie albo wycofanie. Teraz jak to czytam, to widzę wzorzec, którego wcześniej nie nazywałam. Ballen powiedział: wybrałem powiedzieć. A ja zawsze wybierałam inaczej. Może właśnie na tym polega ta praca z Saturnem?
To co Lilka_67 napisała jest bardzo ważne, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Czy Saturn-Wenus to znaczy, że ta osoba z natury wybiera milczenie? Czy to jest wbudowane, czy nabyte przez życie?
a mozna zapytac jedno - te wasze aspekty to mozna miec kilka naraz? bo slyszalem ze jest tez chiron i ten aspekt do wenery, to jest inne niz saturn czy to samo dzaila?
