Weszłam do tego wątku trochę z boku i mam pytanie, bo sama jestem sceptyczna w stosunku do astrologii, ale ta rozmowa mnie zatrzymała. Skąd wiadomo, że to Wenus-Saturn zmienia ten 'filtr', a nie po prostu wiek i doświadczenie? Bo dojrzewamy uczuciowo z każdym rokiem, bez żadnej progresji.
Cieszy mnie ta dyskusja między Guslarzem a Glozką, bo właśnie o to mi chodziło kiedy wcześniej pytałam, czy progresja może być nieodczuwalna. Ale mam pytanie do Glozki: jak opisałabyś taki rok, kiedy progresja Saturn-Wenus była aktywna, a nic konkretnego się nie działo? Co czułaś?
Dorzucę coś do tej rozmowy między Guslarzem a Glozką, bo myślę, że ona jest kluczowa dla całego wątku. Ja przez rok prowadziłam taki dziennik astrologiczny, wpisywałam co miesiąc, jakie progresje aktywne, i dopiero na końcu patrzyłam na wzorce. I rzeczywiście, przy Saturn-Wenus był miesiąc, gdzie zrobiłam porządki w kilku relacjach. Ale uczciwie przyznaję, że były też miesiące, kiedy progresja była aktywna i nic spektakularnego nie odczułam.
No to teraz mam pytanie, bo mój Saturn jest w szóstym domu, a Wenus w siódmym. Czy to oznacza, że ta progresja u mnie będzie się rozgrywać bardziej przez codzienność i relacje jednocześnie? Bo właśnie ostatnio mam takie poczucie, że moje relacje bliskie zaczynają być powiązane z moją rutyną, z tym jak pracuję, jak żyję dzień po dniu.
To znaczy, że najsilniejszy moment jest jeszcze przed nią? To jest w sumie ważna informacja, bo rozumiem, że jak planeta się zbliża, to napięcie rośnie, a jak oddala, to już coś się rozstrzygnęło? Dobrze to rozumiem, czy mówię bzdury?
Przeczytałam całą tę wymianę i mam jedno pytanie, może naiwne, ale zaczekajcie. Piszecie o dojrzewaniu uczuć, o tym, że relacje stają się poważniejsze podczas tej progresji. Ale czy ktoś ma doświadczenie, że ta progresja coś zamknęła? Że zakończyła związek, a nie go pogłębiła?
To jest według mnie sedno tej dyskusji i chyba jej nie rozstrzygniemy, bo nie da się przeprowadzić kontrolowanego eksperymentu na sobie. Ale chcę wrócić do Renii, bo napisała że jest po rozstaniu i chciała sprawdzić swoją progresję. Renia, dałaś radę wejść na Astro.com?
Renia, ale to co opisałaś, te dwie emocje naraz, ulga i smutek, to niekoniecznie musi wymagać aktywnej progresji żeby być prawdziwe. Saturn-Wenus to jeden z możliwych powodów, ale rozstanie samo w sobie przynosi właśnie tę mieszankę. Nie szukałabym na siłe potwierdzenia w horoskopie, jeśli aspekt nie wychodzi.
To ciekawe co mówisz, bo trochę to odwraca logikę tej rozmowy. Zazwyczaj mówimy, progresja powoduje coś w życiu. A ty mówisz, że coś się wydarza i nie musi mieć kosmicznego uzasadnienia. Czy to nie jest właśnie argument Guslarza, tylko wypowiedziany łagodniej?
Zastanawiam się, czy ta progresja może działać inaczej, gdy ktoś jest w długim związku, a inaczej gdy jest singlem. Bo u mnie tak by wychodziło z tej rozmowy, że jak jesteś w relacji, to coś w niej dojrzewa lub się kończy. A jak jesteś sama? Czy wtedy dojrzewasz do bycia w relacji, czy może właśnie do bycia sama?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i pierwszy raz piszę, bo to pytanie Marlenki mnie dotyczy bezpośrednio. Byłam singlem przez całą aktywność tej progresji, około dwóch lat temu. I rzeczywiście coś się we mnie zmieniło w podejściu do relacji. Przestałam gonić za uczuciem, a zaczęłam myśleć, czy ktoś jest dla mnie dobry na serio. Nie wiem, czy to progresja, ale w czasie pasuje.
