A czy ten strach dotyczy tylko obcych ludzi, czy też tych bliskich? Bo zauważam że często przy Saturnie w piątym ocena bliskich boli bardziej niż ocena anonimów.
To jest identyczne z tym co ja miałem z rysowaniem. Im bardziej mi na kimś zależało, tym mniej mogłem im pokazać. W efekcie najbliżsi widzieli moje prace najmniej ze wszystkich. Paradoks.
Przepraszam że wchodzę bo może to głupie pytanie, ale czy w takiej sytuacji rytuały coś pomagają? Pytam bo widziałam na forum różne rzeczy o Saturnie i pracach z nim ale nie wiem czy to jest odpowiedni kontekst.
a myślisz że gdyby był taki skrót, to by cokolwiek zmieniło? Serio pytam, bo widzę że rozumiesz już skąd to pochodzi. Skrót to jest wejście bocznym wyjściem, a Saturn w piątym jest właśnie o tym, żebyś weszła frontowymi drzwiami.
Wracając do pytania Rikszy o rytuały - powiem od siebie jak to u mnie wyglądało, bo mam Saturna w szóstym i mechanizm był podobny, choć inaczej ulokowany. Regularność o której mówiłem to nie jest recytowanie czegoś w sobotnie wieczory i odhaczanie w kalendarzu. Chodzi raczej o to żeby tworzyć przestrzeń gdzie świadomie przyglądasz się temu czego Saturn dotyka. Może to być pisanie, może być medytacja, może być siedzenie w ciszy z pytaniem.
Zastanawiam się czy ten strach przed oceną bliskich który opisuje Lunarna jest związany tylko z Saturnem w piątym, czy może to jest kwestia aspektów do tego Saturna. Bo czytałam że Saturn sam w sobie w piątym to jedno, ale jeśli jeszcze jest kwadrat do Wenus albo Księżyca, to to zupełnie inaczej działa.
Słucham tej rozmowy i ciągle wracam do tego co powiedziałem wcześniej o rysowaniu. Ale mam pytanie do siebie właściwie, bo nie wiem czy to saturniańskie - czy ten moment kiedy zaczynasz pokazywać bliskim to jest stopniowy, czy u kogoś był jakiś konkretny przełom?
Ale to co mówi Lunarna - czy to nie jest trochę paradoks? Bo Saturn jest planetą struktury i kontroli, a tutaj wynika że żeby z nim pracować trzeba tej kontroli puścić. Hellan, czy to się jakoś spina w jakiś sensowny obraz?
Wchodzę w ten wątek z zupełnie innej strony bo jestem facetem i mam Saturna w piątym, i dla mnie ten wzorzec wyglądał zupełnie inaczej - nie jako lęk przed pokazaniem czegoś, ale jako niemożność zabawy. Serio. Przez lata nie umiałem się po prostu bawić, wszystko musiało mieć cel i sens, inaczej czułem się winny że tracę czas.
To rozróżnienie Kappiego jest ważne i myślę że odpowiedź zależy od tego jak głęboko siedzi ten wzorzec. Saturn w piątym to nie jest planeta która odpuszcza - ona przebudowuje. Więc raczej nie oczekiwałbym że uzasadnienie zniknie, ale że przestanie być warunkiem wstępnym.
Słyszę co mówi Arat i z jednej strony to ma sens, a z drugiej trochę mnie przeraża. Jeśli Saturn nigdy nie odpuszcza, to czy to znaczy że zawsze będę przepisywać te teksty? Czy to jest praca bez końca?
nie bez końca, ale bez gwarancji że w którymś momencie będzie łatwo. To znaczy - znam ludzi z Saturnem w piątym którzy tworzą dużo i pokazują chętnie, ale jak ich pytam czy to przyszło samo, mówią że nie, że to jest decyzja którą powtarzają. Tylko że z czasem ta decyzja staje się lżejsza.
To pytanie Whispera jest dla mnie kluczowe w całym tym wątku. Bo jeśli astrologia tu tylko opisuje coś co by się i tak wydarzyło, to czemu w ogóle patrzymy na te pozycje? A jeśli faktycznie nazywanie zmienia coś w procesie, to jak to działa od strony praktycznej?
Chyba rozumiem co mówi Larkis. Jak nie mam nazwy na to co robię, to to po prostu jestem ja, mój charakter, tak jest i już. Jak mam nazwę - Saturn w piątym, strach przed oceną - to to jest coś co robię, nie czym jestem. I może wtedy można to zrobić inaczej. Nie wiem jeszcze czy mi to wychodzi, ale przynajmniej widzę to przepisywanie z zewnątrz, a nie tylko od środka.
