Pusty dom to nie martwy dom. Rządzi nim jakiś znak, a tym samym planeta zarządzająca tym znakiem - i to właśnie ona jest kluczem. Jak pełnia wypada w twoim Piątym Domu, a władca tego domu jest dobrze ulokowany i aspektowany, możesz odczuć to bardzo mocno nawet bez planet w samym domu.
Ja właśnie sprawdziłam i mam Pannę na Piątym Domu. Czy to oznacza że moja twórczość przy pełni jest jakoś inaczej zabarwiona niż u kogoś z Lwem tam? Bo Panna i Lew to chyba bardzo różne energie jeśli chodzi o ekspresję.
Wróćmy do kwestii planowania, bo to mnie najbardziej ciekawi. Czy w takim razie ktoś kto ma Pannę na Piątym powinien inaczej podejść do pracy twórczej przy pełni niż ktoś z Lwem? Tzn. czy ta wiedza o znaku na cuspie daje jakieś konkretne wskazówki co robić?
Dla mnie ta wiedza dała mi jedno konkretne: przestałam walczyć z tym co czuję przy pełni. Mam Byka na Piątym i kiedyś przy pełni bardzo chciałam malować szybko, impulsywnie, bo myślałam że tak powinno wyglądać 'twórcze natchnienie'. A potem zobaczyłam, że mój naturalny rytm to wolniej, z materiałem, dotyk jest ważny. I to jest ta bycza energia Piątego. Więc zamiast się z tym bić, dałam sobie czas.
Mam pytanie do Rozmarynki - jak wpadłaś na to, że to właśnie Byk na Piątym, a nie po prostu twój temperament? Czy najpierw zobaczyłaś to w charcie i zaczęłaś obserwować, czy najpierw obserwowałaś siebie a potem potwierdziłaś w charcie?
Czytam tę rozmowę i mam jedno pytanie, trochę sceptyczne, ale serio pytam bez złośliwości - czy ktoś z was porównał kiedyś te obserwacje z czymś neutralnym? Tzn. czy sprawdzał czy te 'twórcze pełnie' nie wypadają po prostu wtedy kiedy akurat miał mniej pracy albo lepiej spał? Bo może to nie pełnia, tylko okoliczności.
Czytam tę rozmowę i mam jedno pytanie, trochę sceptyczne, ale serio pytam bez złośliwości - czy ktoś z was porównał kiedyś te obserwacje z czymś neutralnym? Tzn. czy sprawdzał czy te 'twórcze pełnie' nie wypadają po prostu wtedy kiedy akurat miał mniej pracy albo lepszy nastrój z innych powodów?
Ale to ciekawe - czyli najpierw była obserwacja, potem astrologia. Mam wrażenie, że większość z nas robi odwrotnie: najpierw czyta że pełnia wpływa na twórczość, a potem 'widzi' ten wpływ. Czy to nie zmienia całkowicie wagi tych obserwacji?
Mogę napisać. Ostatnia pełnia, którą pamiętam jako astrologicznie 'aktywną' przy moim Piątym Domu, była dla mnie totalnie jałowa. Siedziałam przed kartką i nic. Nie byłam nawet samokrytyczna, po prostu pusta. Nie wiązałam tego wtedy z astrologią, ale teraz jak patrzę wstecz - było.
Dobra, ale jak w takim razie odróżnić zwykły zły dzień od tej 'zamrożonej energii' z Panny? Bo jak każdy zły twórczy dzień mogę wytłumaczyć astrologią, to ta cała metoda nie ma sensu.
Nie musisz czekać biernie. Zacznij teraz zapisywać i przy okazji sprawdź co będziesz czuł przy kolejnej pełni w Piątym. Jeden cykl to mało, ale to już coś. Ja tak zaczynałem z obserwacją Marsa - po trzech cyklach miałem pierwsze wnioski.
Wracając do samego tematu - bo trochę odeszliśmy od tej kwestii emocji i kreatywności. Mnie ciekawi czy ktoś próbował świadomie wykorzystać pełnię w Piątym do konkretnego projektu? Tzn. nie obserwować co się dzieje, ale celowo zaplanować pracę twórczą na ten moment i sprawdzić co z tego wyszło.
Wracając do samego tematu - bo trochę odeszliśmy od tej kwestii emocji i kreatywności. Mnie ciekawi czy ktoś próbował świadomie wykorzystać pełnię w Piątym do konkretnego projektu? Tzn. nie obserwować co się dzieje, ale celowo zaplanować pracę twórczą na ten moment i zobaczyć co wyjdzie?
Właśnie to robiłam przez ostatnie trzy cykle. Konkretnie: brałam dzień przed pełnią, dzień pełni i dzień po - i planowałam na te trzy dni najbardziej wymagające zadania twórcze. Malarstwo, ale też pisanie, które przy okazji prowadzę. I wyniki były... niejednoznaczne. Dzień przed pełnią był za każdym razem najlepszy. Sam dzień pełni bywał albo bardzo dobry, albo kompletnie rozchwiany. Dzień po - wyrównany, spokojny, ale bez iskry.
to ciekawe, że dzień przed był najlepszy. Mam podobne obserwacje z rytuałami - energia narasta i szczyt nie zawsze jest w samym momencie pełni, ale chwilę wcześniej. Jakby Księżyc 'nabierał powietrza'. Ale czy to samo działo się z emocjami? Tzn. byłaś spokojniejsza przed pełnią niż w jej trakcie?
i tu jest sedno sprawy moim zdaniem. Bo jeśli emocje w pełnię są intensywne, to nie znaczy że automatycznie napędzają twórczość - mogą ją równie dobrze blokować przez przeładowanie. Mam pytanie: czy to co tworzyłaś dzień przed pełnią, a co w samą pełnię - różniło się jakościowo? Nie ilościowo, bo to oczywiste, ale sam charakter tych prac?
To co opisujesz to klasyczne napięcie między intuicją a rzemiosłem. Pełnia w Piątym może rzeczywiście podnosić impuls twórczy, ale Księżyc nie jest planetą precyzji - on jest planetą przepływu. Więc prace 'z pełni' mogą być bardziej surowe, ale niekoniecznie słabsze. Pytanie co jest celem: produkt skończony czy doświadczenie twórcze?
Ja mam pytanie trochę z boku - czy ktoś z was próbował pracować twórczo w nowiu, zamiast w pełni, i porównać wyniki? Bo czytałam gdzieś że nów to czas sadzenia czyli zamiaru, a pełnia to czas zbierania. Może dla twórczości ważniejsze jest co sie zaczyna w nowiu, a pełnia tylko to domika?
Wracając do pytania Nadzia57 o świadome planowanie - próbowałem coś podobnego, ale nie z twórczością artystyczną, tylko z pisaniem intencji i planowaniem rytuałów. I mam podobną obserwację jak Rozmarynka: dzień przed pełnią byłem bardziej zebrany. Sama pełnia czasem przynosiła coś niespodziewanego, co potem okazywało się kluczowe, ale w momencie czułem się jakby rozgrzebany.
Mam pytanie do was wszystkich, bo trochę się gubię. Mówimy o emocjach jako o sile napędowej twórczości - ale czy emocje podczas pełni to na pewno coś innego niż po prostu intensywniejsze emocje zwykłe? Tzn. czy jakość tych emocji jest inna, czy tylko natężenie?
Dom to raczej obszar życia który zostaje oświetlony, nie filtr który zmienia naturę energii. Przynajmniej tak to rozumiem z tego co czytałem i obserwowałem przy runach - Hagalaz rzucona w kontekście twórczości nie staje się mniej destrukcyjna, tylko ta destrukcja wyraża się w twórczości. Podobnie tu: emocja baraniowa w Piątym to twórcza eksplozja, niekoniecznie subtelna.
U mnie w Piątym jest Słońce natywnie, nie Księżyc, więc pełnia tranzytująca ten dom to trochę napięcie Słońce-Księżyc rozgrywające się właśnie tam, w obszarze twórczości. Zastanawiam się teraz czy to nie jest powód tego wewnętrznego szumu, który opisywałam - dwie duże energie w opozycji i obie 'siedzą' w moim domu twórczości w tym momencie. Czy to ma sens astrlogicznie?
Ma sens, ale też wyjaśnia dokładnie mechanizm pełni jako takiej - pełnia to zawsze opozycja Słońce-Księżyc. Jeśli Księżyc jest w Twoim Piątym i pełnia tam wypada, Słońce jest jednocześnie w Twoim Jedenastym, czyli domu wspólnoty i celów grupowych. To może powodować napięcie między twórczością własną a tym, co chcesz z nią zrobić - pokazać światu, podzielić się. To ciekawe w kontekście tego co opisałaś.
Przepraszam ale mam wrażenie że robimy z czegoś bardzo prostego coś bardzo skomplikowanego. Pełnia = intensywne emocje = chcemy się dzielić z innymi. To jest normalna psychologia, nie trzeba Jedenastego Domu żeby to wyjaśnić. Czemu nie można powiedzieć że po prostu było wtedy poczucie spełnienia i chciało się to gdzieś wyrzucić?
