Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad tym, co dzieje się z myśleniem przy progresji Merkurego do Plutona. Mam w natalu Merkury w 3 domu i kiedy liczyłam progresje, zobaczyłam, że ten aspekt aktywuje mi się mniej więcej teraz. I faktycznie coś się dzieje z tym, jak myślę, jak analizuję, jak zadaję pytania. Zamiast prześlizgiwać się po powierzchni, zaczynam drążyć. Czasem aż za głęboko, bo nie mogę przestać. Czy ktoś miał podobnie? Chodzi mi konkretnie o tę progresję, nie o aspekty natalne.
To ciekawe co piszesz, bo Merkury progresywny do Plutona jest jednym z tych aspektów, które robią coś nieoczywistego. Nie chodzi tylko o to, że myślisz głębiej. Raczej o to, że zaczynasz rozpoznawać struktury ukryte pod tym, co widzisz. Ale mam pytanie do Ciebie, bo to ważne dla interpretacji: czy to koniunkcja, sekstyl, a może kwadrat? Bo te aspekty działają zupełnie inaczej nawet jeśli oba angażują te planety.
Progresja Merkury-Pluton w koniunkcji to jeden z tych momentów, kiedy umysł naprawdę przechodzi metamorfozę. I nie mówię tego metaforycznie. Pluton niszczy to, co było, żeby mogło powstać coś nowego. W przypadku Merkurego chodzi o stare schematy myślenia, przekonania, które trzymały się latami. Mam pytanie: czy przy tym aspekcie pojawiają się też sny o znaczącym charakterze, albo jakieś obsesyjne myśli, które wracają w kółko? Bo to byłoby charakterystyczne.
Warto tu może dodać, że ta penetracyjność myślenia, o której mówicie, ma dwa oblicza. Jedno to naprawdę głębsze rozumienie siebie i rzeczywistości. Drugie to pułapka, bo Pluton może zamienić Merkurego w sposób do destrukcji własnych myśli. Zamiast transformacji można wpaść w spiralę. Czy masz poczucie, że to drążenie daje ci jakieś odpowiedzi, czy tylko mnożysz pytania?
Merkury w progresji to ogólnie jeden z tych punktów, gdzie zmienia się nie tylko myślenie, ale cały sposób komunikacji. Przy Plutonie ta zmiana jest głęboka, ale chcę zapytać, czy masz też wrażenie, że inni zaczęli cię inaczej traktować? Bo często przy takich progresach ludzie wokół wyczuwają zmianę zanim sami ją nazwiemy.
Słuchajcie, nie jestem zbyt zaznajomiony z progresami, ale rozumiem że to nie to samo co tranzyt Plutona przez Merkurego? Bo to też może działać podobnie chyba? Pytam bo nie chcę mylić pojęć.
Mam takie pytanie, bo czytam ten wątek od początku. Czy ta transformacja myślenia przy Merkury-Pluton to jest zawsze jakoś bolesna? Bo z tego co piszecie, mam wrażenie, że to nie jest przyjemny aspekt.
Dobra ale ile trwa taka progresja? Bo jeśli to ma trwać latami to chyba można spokojnie obserwować bez paniki?
Wrócę do pytania o sny, bo to mnie nie opuszcza. Jeśli przy progresji Merkury-Pluton pojawiają się sny, w których szukasz czegoś niedostępnego, to jest to klasyczny symbol plutoniczny. Coś jest schowane, zakopane, i umysł w nocy próbuje to dosięgnąć. To nie jest przypadkowe. Czy te sny mają jakiś powtarzający się element, jakiś obraz albo miejsce?
Właśnie, bo ja zanim zaczęłam pamiętać te sny szukające, miałam taki etap, że po prostu nie mogłam skończyć pewnych myśli. Zaczynałam zdanie w głowie i gdzieś się urywało, jakby coś blokowało dojście do końca. Teraz myślę, że to był ten sam Pluton, tylko działający w dzień.
Przepraszam, że się wtrącam, bo to nie moja działka, ale czytam ten wątek i mam pytanie. Jak rozumieć to szukanie w snach czegoś niedostępnego jako znak plutoniczny? Bo takie sny miałam całe życie, to teraz mam się martwić, że Pluton gdzieś mi wchodzi?
To co opisujesz z tą książką to jest coś, co widziałam u siebie przy aspektach Plutona do czwartego domu, ale myślę, że mechanizm jest podobny. Nagle to, co karmiło, przestaje karmić. Stare źródła informacji nie mają smaku. Ale mam pytanie do bardziej obeznanych, czy to jest przejściowe, czy po tej progresji zostaje się już z innym gustem intelektualnym na stałe?
Dobra, ale to brzmi jak coś, co jest nie do odwrócenia, a to trochę niepokojące. Jakby ktoś zmieniał ci oprogramowanie bez pytania. Nie macie poczucia, że te progresje działają na ciebie niezależnie od tego, czy chcesz czy nie?
Czytam ten wątek i muszę powiedzieć, że trochę mnie niepokoi to, jak romantyzujemy tę progresję. Merkury-Pluton to nie jest łatwy aspekt i nie każda zmiana, która przy nim zachodzi, jest wzrostem. Część ludzi przy tym aspekcie wchodzi w naprawdę destrukcyjne schematy, paranoje, obsesyjne szukanie spisków, niemożność zaufania nikomu. Mówię to nie żeby straszyć, ale żeby nie tworzyć tu laurki dla Plutona.
Dla mnie kryterium jest to, czy po intensywnej myśli coś się zmienia w zachowaniu, w decyzji, w relacji. Jeśli myślę dużo i głęboko, ale nic z tego nie wynika, to faktycznie może być pętla. Natomiast jak te trudne pytania prowadzą do jakiejś małej zmiany w działaniu, to czuję, że to idzie w dobrą stronę.
Przepraszam że znowu wchodzę z podstawowym pytaniem, ale czy to znaczy, że taką progresję można po prostu sprawdzić w jakimś kalkulatorze? Bo trochę zazdrościę, że wiecie o swoich aspektach tyle szczegółów. Czy to wymaga płatnego oprogramowania czy jest coś darmowego?
Dzięki, sprawdziłem. Merkury mi progresuje w koniunkcji z Plutoneum, orb jakieś dwa stopnie. Ale szczerze? Nie czuję żadnej szczególnej zmiany w myśleniu. Może to po prostu nie działa na wszystkich?
To jest naprawdę dobre pytanie i ja sobie też je zadawałam. Dla mnie różnica była taka, że ta zmiana miała konkretny smak, czyli była skupiona właśnie na myśleniu, na pytaniach, na tym, żeby dojść do sedna. Nie była ogólna. Jak coś jest po prostu dorastaniem, to jest szerzej rozlane.
A mi to dokładnie to samo się stało z książką, o której wcześniej pisałam. Więc może nie zwykła zmiana gustów. Może właśnie to.
Słuchajcie, ale to trochę tak, jakby każda zmiana preferencji była przypisywana Plutonowi. Jasnowidz96 rzucił podcast, ja przestałam oglądać jeden serial, Henia64 odłożyła książkę. Czy nie nadinterpretujemy? Jak oddzielić zwykłe przesycenie od plutonowej przemiany?
Jung i Pluton to w ogóle naturalne połączenie. Cień, nieświadomość, to są plutonowe tereny. Jeśli ktoś nagle trafia na Junga bez planowania, to bywa że to właśnie ta plutonowa energia go tam prowadzi. Czy coś konkretnego z Junga cię uderzyło?
No to właśnie brzmi jak Merkury-Pluton. Ten aspekt lubi wracanie do tych samych fragmentów, myśli, snów. Nie daje spokoju, dopóki coś z tym nie zrobisz. Sceptycznie podchodziłeś wcześniej do tego aspektu, ale to co opisujesz pasuje do wzorca.
Progresje działają powoli, mniej więcej rok na jeden stopień, więc cały aspekt może być aktywny nawet dwa, trzy lata, jeśli liczyć orb wchodzący i wychodzący. To nie jest sprint. Miesiące zawieszenia mogą być absolutnie normalną częścią tego procesu.
A ja mam takie naiwne pytanie, przepraszam. Czy te lata aktywności to znaczy, że przez cały ten czas trzeba żyć z tą intensywnością myśli? Bo to brzmi wyczerpująco.
Zgadzam się z Henia64, choć z jednym zastrzeżeniem. Jeśli ten Merkury-Pluton uderza na czyjś natal, gdzie Merkury jest już i tak napięty, na przykład kwadrat z Saturnem albo opozycja z Neptunem, to ta intensywność może rzeczywiście ciążyć. Wtedy to nie jest miłe skupienie, tylko coś, co nie daje odpocząć. Czeslawa, a jak masz natalnego Merkurego ustawionego?
Wracając do tego, o czym mówiłam wcześniej, to teraz się zastanawiam, czy moje zawieszenie nie ma właśnie tej warstwy natalnej. Mam Merkurego w Bliźniętach i on z natury skacze po powierzchniach, a tu nagle Pluton każe mu kopać. Może to zawieszenie to właśnie tarcie między tym, jak Merkury chce działać, a tym, co progresja od niego wymaga?
