To jest poważne ograniczenie, ale nie dyskwalifikuje całkowicie. Ascendent compositu będzie niepewny więc pominęłabym domy jako mało wiarygodne. Natomiast planety osobiste, czyli Słońce, Księżyc, Merkury, Wenus, Mars, w composicie zmieniają się wolniej przy korekcie czasu urodzenia, więc jeśli godzina jest przybliżona do południa, możesz roboczo sprawdzić dwie skrajne wersje i zobaczyć, co pozostaje wspólne. Ale wracając do pytania Lidzi o samą synastrię i lunacje, to jest ważna kwestia ogólna, nie tylko jej prywatna sytuacja.
Właśnie, bo ta kwestia niepewnych danych to jeden problem, ale ja wróciłabym do czegoś innego. Wcześniej Hubert mówił, że sama świadomość to za mało. chcę zapytać konkretnie: jeśli para ma aktywowany Pluton compositu przy każdej pełni, a żadne z nich nie interesuje się astrologią i po prostu żyje, to czy ta lekcja przepada? Czy może przechodzi przez nich tak samo, tylko bez świadomego udziału?
I tu jest chyba odpowiedź na to, co mnie zawsze zastanawiało w tym temacie. Jeśli wzór istnieje niezależnie od wiedzy o nim, to lunacja nie jest informacją, tylko wydarzeniem. Ona coś uruchamia, czy chcemy czy nie. Wiedza o niej zmienia tylko naszą relację do tego uruchomienia. Rozumiem to tak, że composite Pluton i pełnia na nim to jak zmiana ciśnienia, czujesz ją w stawach bez względu na to, czy wiesz co to front atmosferyczny.
Composite nie wygładza, raczej nakłada się na indywidualne wykresy. Mam parę, gdzie composite ma bardzo łagodną Wenus, ale oboje indywidualnie mają ciężkie Saturny. Każda lunacja na Wenus compositu jest dla nich polem do przepracowania, ale każde z nich podchodzi do tego przez swój Saturnowy filtr, wiec jedno zamraża się, drugie działa. Lekcja wspólna ale mechanizm reagowania wciąż indywidualny. 🙁
To dobre porównanie, ale niekompletne. Composite to nie tylko sceneria, bo on też ma swój ładunek, swoje potrzeby. Raczej powiedziałabym, ze composite to trzecia postać w tej relacji, niewidzialna, ale obecna. A kto decyduje o wyjściu ze sceny? No właśnie to jest pytanie, ktore wraca do tytułu wątku, do posiadania. Bo jeśli Pluton compositu jest mocno aktywowany, to ta trzecia postać może dominować nad indywidualnymi.
Zatrzymajmy się chwilę na tym "posiadaniu" z tytułu, bo chyba różnie je rozumiemy. Czy chodzi o to, że lunacja czyni nas posiadaczami tematu, czyli "to jest nasz temat do przepracowania"? Czy o dosłowniejsze posiadanie w relacji, czyli kto kogo posiada, kto kontroluje? Bo to są dwa bardzo różne pytania i w tym wątku mieszamy je trochę. 🙁
Celna uwaga i masz rację, że nie doprecyzowałam tego na początku. Pisząc tytuł, myślałam o obu naraz, bo one się wiążą. Cykliczne aktywacje Plutona compositu tworzą wzorzec, w którym para "posiada" ten temat, wraca do niego, jest przez niego definiowana. Ale mechanizm plutonowy niemal automatycznie przesuwa się w stronę pytania, kto w tej parze posiada kogo. To nie jest przypadkowe połączenie słów w tytule. 😛
Czytam to i zastanawiam się nad własną sytuacją. Nie znam kompozytu, ale w synastrii Pluton partnera jest dokładnie na moim Księżycu. I za każdym razem gdy jest pełnia gdzieś blisko tego miejsca, mam bardzo silne poczucie, że coś mi się wymyka spod kontroli w tej relacji. Czy to co opisuję może być właśnie tym mechanizmem, ktory tu omawiacie? 🙂
I to jest właśnie ta pułapka narracji o posiadaniu, bo pozycja osoby, która inicjuje, wydaje się aktywna, a więc wolna, a osoba czekająca pasywna, a więc pozbawiona wpływu. Tymczasem w dynamice plutonowej to często odwrotnie. Osoba reaktywna posiada poprzez nieobecność, przez to że zmusza drugą do nieustannego szukania kontaktu. Czy Pluton to astrologia posiadania właśnie dlatego, że operuje tą asymetrią?
Dokładnie tak to czytam i to wyjaśnia tez, dlaczego wyjście z takiej dynamiki jest tak trudne bez pracy nad sobą. Lunacja nie tworzy tej asymetrii, ona ją tylko wyostrza. Jeśli między lunarnym cyklem ta dynamika nie jest przepracowywana, to każda kolejna lunacja zastanie ją w tym samym miejscu, tylko troche głębiej wciśniętą.
A czy to znaczy, że jeśli ktoś jest w takiej relacji i naprawdę chce coś zmienić, to powinien działać między lunacjami, a nie w ich szczytowym momencie? Bo intuicyjnie wydaje mi się, że pełnia to moment, kiedy wszystko już kipie i trudno wtedy cokolwiek racjonalnie przepracować.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i muszę zapytać - bo może to podstawowe pytanie, ale: jak w ogóle rozpoznać, ze lunacja aktywuje coś w composicie, a nie po prostu mamy gorszy tydzień? Znaczy, jak odróżnić, że to "to", a nie zwykłe napięcie w związku bez żadnego astrologicznego powodu?
właśnie dlatego prowadzę notatki z dat i tematów kłótni od jakiegoś czasu, żeby sprawdzić czy da się to ułożyć w cykl. I rzeczywiście coś tam wychodzi, choć nie sprawdzałem jeszcze dokładnie pod composit. Ale wracając do "posiadania" z tytułu - jeśli wzorzec jest powtarzalny i rozpoznawalny, to czy sama jego rozpoznawalność zaczyna działać jak pułapka? Tzn. może się zacząć spełniać dlatego, ze go oczekujemy?
