Zaczęłam ostatnio interesować się godzinami planetarnymi i przyszło mi do głowy, że skoro podobno rządzą różnymi aktywnościami, to może ma sens planowanie według nich nawet takich przyziemnych rzeczy jak sprzątanie czy naprawy w domu. Czytałam gdzieś, że godzina Saturna sprzyja porządkowaniu i pozbywaniu się tego, co zbędne, a godzina Marsa ma dawać energię do fizycznych działań. Czy ktoś z was faktycznie to stosuje i widzi jakąś różnicę? Albo to bez sensu w kontekście odkurzania i naprawiania kranu?
Pytanie jest całkiem poważne, bo godziny planetarne to nie jest żaden nowoage'owy wymysł, tylko stary system wywodzący się jeszcze z astrologii hellenistycznej. Tylko że zanim ktoś zacznie według nich planować sprzątanie, to warto wiedzieć, jak się je w ogóle liczy. Czy orientujesz się w tym, czy dopiero zaczynasz?
Ja testowałam, i to nie raz. Sprzątam generalnie w godzinę Słońca albo Jowisza, bo czuję, że dom wtedy jakby lepiej się przewietrza energetycznie, nie tylko fizycznie. Godzina Saturna owszem, dobra do wyrzucania starych rzeczy, ale mnie po niej zostaje takie dziwne poczucie ciężkości. Jak ktoś ma problemy z motywacją do sprzątania, to Mars faktycznie daje kopa.
No to ja się zapytam wprost, bo jestem ciekaw. Skąd wiadomo, że to godzina planetarna zrobiła różnicę, a nie po prostu to, że akurat miałaś więcej energii albo dobry humor? Jak to w ogóle odróżnić?
Notatki to dobry pomysł, serio. W magii rytualnej obserwacja własnych rezultatów to podstawa, bez tego człowiek chodzi po omacku. Mam pytanie do Ewunia70, czy przy sprzątaniu to tylko godzina ma dla ciebie znaczenie, czy też dzień tygodnia jako taki?
To co mówi Ewunia ma sens w kontekście magii domowej w ogóle. Dom to przestrzeń, którą się utrzymuje nie tylko fizycznie, i dobór czasu ma znaczenie symboliczne i energetyczne jednocześnie. Przy naprawach to bym jednak postawiła na Marsa bardziej niż na cokolwiek innego, bo chodzi o działanie, siłę, skuteczność. Ktoś próbował naprawiać coś konkretnego w godzinę Marsa?
Mars ma dwie strony, to fakt. Jeśli chodzi o precyzyjne prace, śrubki, elektronika, to wolę godzinę Merkurego. Mars bardziej do rzeczy siłowych, coś zaciętego odkręcić, coś ciężkiego przestawić. Do subtelnych napraw Merkury daje lepszą koncentrację.
Chcę dodać jedną rzecz, bo widzę, że wchodzimy w system bez zaznaczenia pewnej podstawy. Godziny planetarne to nie jest system, który działa sam z siebie jak przełącznik. To raczej świadome ustawianie się z energią danego momentu. Jeśli ktoś planuje naprawę w godzinę Marsa, ale robi to z niechęcią i zmęczeniem, to żadna godzina tego nie przykryje. Czy ktoś tu bierze pod uwagę swój własny stan jako drugą zmienną?
Dobre pytanie. Ja bym dodała, że przy pracach domowych znaczenie ma też faza księżyca nałożona na godziny planetarne. Przy sprzątaniu i pozbywaniu się rzeczy księżyc malejący plus Saturn to całkiem solidna kombinacja. Ktoś to kombinował?
A czy jest jakas godzina planetrna dobra specjalnie do mycia okien? Pytam bo zawsze zaczmynam i nie kończe, coś mi przeszkadza albo po prostu nie mam siły. Moze to kwestia złej goriny?
Słuchajcie, ja się nie śmieję z tego, bo widzę, że to ma dla was sens praktyczny, ale mam takie pytanie. Co się dzieje, kiedy wypadnie awaria i trzeba naprawiać od razu, bez czekania na właściwą godzinę? Leci woda z rury i co, czekasz na Marsa?
Właśnie to mnie zastanawiało, czy da się w ogóle realnie planować zwykłe życie według tych godzin, czy to nie jest za trudne logistycznie. Ale chyba chodzi o to, żeby kiedy masz wybór, skorzystać z tej wiedzy, a nie obsesyjnie wszystko pod to podkładać?
Tola, to bardzo trzeźwe podsumowanie. I właśnie o to chodzi, żeby to była wiedza, a nie kolejna pętla lęku przed działaniem. Mam pytanie do całego wątku, bo nikt jeszcze tego nie ruszył, czy ktoś z was bierze pod uwagę pozycję władcy godziny w swoim natalu? Bo Saturn jako godzina planetarna będzie działać inaczej u kogoś, kto ma Saturna dobrze ulokowanego, a inaczej u kogoś, kto ma z nim napięcia.
Dobra, to teraz ja zapytam, bo to mnie naprawdę ciekawi. Skąd wiadomo, że dany Merkury jest osłabiony? To nie jest coś, co każdy może sprawdzić w pięć minut, prawda? Czy do tego potrzeba kogoś, kto interpretuje cały horoskop?
Ja na przykład nigdy sama nie umiałabym powiedzieć, czy mój Merkury jest silny czy słaby. Czytam przepowiednie ogólne dla Panny i tyle. Może to jest luka w tym, jak stosuję godziny planetarne, bo nie wiem, jak mój urodzeniowy układ filtruje te energie.
To ważne, co mówi Tola. Większość osób zaczyna od godzin planetarnych jako systemu samego w sobie, bez połączenia z natalem. I to też działa, bo godziny planetarne mają swoją logikę niezależną. Ale głębsze stosowanie naprawdę wymaga znajomości własnego wykresu. Czy ktoś tu łączy te dwa systemy na co dzień?
Hej a ja mam pytanko, bo trochę zgubiłam wątek. Czy jeśli nie znam swojego natalu dobrze, to czy w ogóle warto używać godzin planatarnych, czy to bez sensu?
Wchodzę do rozmowy, bo ciekawy wątek. Mam pytanie praktyczne. Czy te systemy, godziny planetarne, fazy księżyca, natal, nie wchodzą sobie w paradoks? Co jeśli księżyc jest malejący, ale godzina to Wenus i chcę sprzątać z myślą o harmonii? Który czynnik ma pierwszeństwo?
To jest dla mnie bardzo praktyczna wskazówka. Czyli czas księżycowy dobieramy do etapu pracy, nie do całego projektu. Remont może trwać kilka tygodni i rozłożyć różne etapy na różne fazy, tak?
Dokładnie tak to rozumiem. I to jest chyba najrozsądniejsze podejście do prac domowych w ogóle. Nie czekasz na idealny moment do całego remontu, bo taki nie istnieje, ale planujesz, co kiedy robić. Wyburzanie i wynoszenie gruzu przy malejącym, nowe tynki i malowanie przy rosnącym.
Dobra, ale to brzmi jakbyś planowała harmonogram budowlany na podstawie księżyca. Serio tak robiłaś przy przeprowadzce, o której wcześniej mówiłaś? Że wyrzucanie starych rzeczy zaplanowałaś na malejący, a nie po prostu, kiedy miałaś czas?
Przy naprawach wracając do tematu wątku, mam jedno pytanie do tych, którzy mają praktykę. Czy zauważyliście różnicę przy naprawach elektrycznych kontra hydraulicznych? Bo intuicyjnie mi się wydaje, że elektryka to Merkury lub Uran, a woda to Księżyc lub Neptun, ale nie jestem pewien, czy ktoś to testował konkretnie.
Wracając do mojego pytania o elektrykę kontra hydraulikę, bo chyba nikt nie odpowiedział. Przy naprawach elektrycznych rzeczywiście mam wrażenie, że godzina Merkurego robi różnicę, tzn. działam sprawniej, szybciej diagnozuję problem. Ale przy wyciekach i wszystkim co związane z wodą intuicyjnie sięgam po Księżyc. Ciekaw jestem, czy ktoś świadomie to rozgranicza, czy to tylko moja własna obserwacja.
Słucham tej rozmowy o elektryce i hydraulice i muszę przyznać, że nigdy tak szczegółowo nie myślałam o domowych naprawach w kontekście godzin. Zawsze skupiałam się na sprzątaniu. Ale teraz mam pytanie do Cohena i Jacka, bo to mnie zastanawia, czy wy to planujecie z wyprzedzeniem, czy jak coś się psuje nagle, to po prostu czekasz na odpowiednią godzinę? Bo awaria nie pyta o pozwolenie.
Darek, to jest uczciwe pytanie i sama się z tym mierzyłam. Przy nagłych awariach nikt rozsądny nie czeka. Ale jest różnica między 'zatrzymaj wodę teraz' a 'zaplanuj właściwą naprawę'. To pierwsze robisz natychmiast, to drugie możesz zaplanować na odpowiednią godzinę. Zakręcasz, podkładasz szmaty, a potem masz czas, żeby spokojnie sprawdzić, kiedy Księżyc i godzina będą sprzyjać.
To rozróżnienie, które zrobiła Jarzebina, między akcją awaryjną a właściwą naprawą, jest dla mnie nowe i bardzo pomocne. Właściwie to zmienia całe myślenie. Nie chodzi o to, żeby siedzieć i czekać, ale żeby zaplanować docelowe rozwiązanie w lepszym momencie. Czy ktoś tak rzeczywiście robi na co dzień, nie przy przeprowadzkach i remontach, ale przy zwykłych domowych naprawach?
A mogę sie wtrącić z głupim pytaniem? Skad wiadomo jaka godzina jest aktualnie planetarna? Bo ja słyszałam że to sie zmienia i jest inne w różnych miejscach na ziemi i nie wiem od czego zacząć żeby w ogóle to sprawdzić przed sprzątaniem czy naprawą.
