Mam Lwa w dwunastym domu i od jakiegoś czasu zastanawiam się, co to właściwie oznacza w praktyce. Czytałem, że dwunasty dom to dom ukrytych spraw, podświadomości, rzeczy które skrywamy nawet przed sobą. No i Lew to znak, który przecież chce być w centrum uwagi, chce błyszczeć i być doceniany. Jak to się ze sobą godzi? Czy to znaczy, że mam w sobie jakieś głęboko zakopane pragnienie bycia gwiazdą, o którym nawet nie wiem? Bo na co dzień raczej unikam rozgłosu, naprawdę. Ale coś mnie niepokoi w tej interpretacji, bo czasem jednak łapię się na tym, że... nie wiem, chcę żeby moje zdanie było ważne. Ktoś ma doświadczenie z tym układem?
U mnie znajoma ma Lwa w dwunastce i to jest naprawdę ciekawy przypadek. Na zewnątrz skromna, wycofana, nigdy nie pcha się do przodu. Ale jak porozmawiasz z nią dłużej, to wychodzi, że w środku jest niesamowita opowieść o tym, jak powinna być dostrzegana, jak jej talent jest niedoceniany, jak inni są mniej warci. To brzmi może ostro, ale to jest właśnie to ukryte lwowskie ego, które nie ma ujścia. Więc tak, myślę że to pytanie jest trafione. Tylko zastanawiam się, czy to zawsze tak działa, czy to zależy od innych elementów mapy?
Dwunasty dom to dom Neptuna i Ryb, więc Lew tam jest trochę jak aktor bez sceny. Chce grać, chce publiczności, ale scena jest ukryta, za kurtyną. Moim zdaniem to jeden z trudniejszych układów, bo ta lwowska potrzeba uznania nie znika, tylko schodzi głęboko i człowiek często sam nie wie, że ją ma. Mietek, a masz może Słońce w jakimś mocnym aspekcie? Bo to by dużo tłumaczyło.
Słońce w piątce w koniunkcji z Jowiszem to naprawdę interesujący kontekst do tej rozmowy. Piąty dom to dom twórczości i wyrażania siebie, Jowisz tam podbija potrzebę ekspansji i bycia widzianym. I teraz zestawcie to z Lwem w dwunastce. Mamy tu człowieka, który gdzieś głęboko chce wielkości i uznania, ale ta potrzeba jest przykryta. Mogę postawić hipotezę, że Słońce w piątce z Jowiszem jest właśnie tym, co próbuje tę energię z dwunastki wyciągnąć na powierzchnię, tylko że jakoś niekoniecznie skutecznie, bo władca znaku w dwunastce ciągnie z powrotem w cień. Mietek, a jak to wygląda u ciebie w praktyce? Tworzysz coś? Piszesz, rysujesz, cokolwiek?
To co opisujesz z tą szufladą to klasyczny Lew w dwunastce. Twórczość, która nie ma publiczności, bo podświadomie się jej unikamy albo się jej boimy. Zastanawiam się tylko, czy to jest lęk przed oceną, czy może coś głębszego, jakieś poczucie, że na tę uwagę się nie zasługuje? Bo Lew bez publiczności to jedno, ale Lew, który sam siebie blokuje przed publicznością, to chyba osobna sprawa.
A co to w ogóle zmienia w życiu? Serio pytam. Wiem że mam w mapie kilka tych ukrytych rzeczy i jakoś nie widzę żebym z tego powodu inaczej się zachowywał. To znaczy, interpretacja jest ładna, ale co z tym zrobić dalej?
Dobra, ale chwilę. Mam pytanie do tych wszystkich interpretacji. Skąd wiadomo, że to jest właśnie dwunasty dom, który sprawia, że ktoś pisze do szuflady, a nie po prostu wstydliwość, introwersja, albo zły okres w życiu? Mam na myśli, że bardzo łatwo dopasować każde zachowanie do jakiejś pozycji w mapie. Jakby piszesz do szuflady, to dwunasty dom Lwa. Jakbyś publikował, to Słońce w piątce. Zawsze pasuje.
Właśnie dlatego praca z mapą jest procesem, a nie jednorazowym odczytem. Mnie to przypomina trochę pracę z czakrami, gdzie blokada w jednym centrum odbija się na innych poziomach, i sam sobie jej nie widzisz, dopóki ktoś albo jakieś ćwiczenie nie pokaże ci wzorca. Z Lwem w dwunastce jest podobnie, ten żar tam siedzi, ale skierowany do wewnątrz zamiast na zewnątrz. Mietek, a czy jak piszesz te teksty do szuflady, to czujesz satysfakcję? Czy raczej niedosyt?
Wow, to jest naprawdę głęboka rozmowa. Bardzo dziękuję wszystkim, bo siedzę i czytam, i mam podobny układ, tylko nie Lew w dwunastce, ale Słońce w dwunastce w Raku. Zastanawiam się, czy to jest podobny mechanizm, że ta potrzeba ciepła i bycia ważnym dla innych też jest jakby schowana pod powierzchnią. Bo ja też mam takie dziwne uczucie, że chcę dużo dawać, ale jakbym się bał że to zostanie odrzucone.
To świetne pytanie. Myślę, że tak, i to zdarza się często po przełomach życiowych, utrata pracy, koniec związku, choroba, cokolwiek co rozbija stary schemat. Wtedy dwunasty dom przestaje być więzieniem, a zaczyna być skarbcem. Ale to nie jest automatyczne i nie każdy przez to przechodzi. Dużo zależy od aspektów władcy dwunastki i od tego, jak człowiek w ogóle pracuje ze swoją mapą. Czy tutaj ktoś ma praktyczne doświadczenie z tym przełomem, nie tylko teorię?
Mam koleżankę z Lwem w dwunastce, nie wiem jak cała jej mapa, ale wiem że przez wiele lat żyła bardzo cicho, w cieniu dosłownie, pracowała w bibliotece, nigdy nic o sobie nie mówiła. I po jakimś przełomie osobistym zaczęła nagrywać podcasty i ma teraz naprawdę sporą słuchalność. Mówi, że sama nie wie skąd to w niej było, że jakby coś nagle otworzyło się w środku. Może to ta energia z dwunastki?
@Zlata Ta historia z podcastem trochę mnie ruszyła. Bo może właśnie o to chodzi, że ta energia nie musi wychodzić w wielkim stylu, może wychodzić stopniowo i w jakiejś niszy, gdzie się czujesz bezpiecznie. I to jest może właśnie odpowiedź na to pytanie z tytułu wątku, że sekretne pragnienia Lwa w dwunastce niekoniecznie są o czerwonym dywanie, ale o byciu widzianym i słyszanym przez kogokolwiek, kto naprawdę chce słuchać.
@Mietek Ta historia z podcastem i ta myśl Mietka o niszy to mnie trafia. Bo ja się zastanawiam, czy to nie jest właśnie sedno Lwa w dwunastce, że on nie potrzebuje wielkiej sceny, tylko bezpiecznej sceny. I ta nisza, mała publiczność, kilka osób które naprawdę słuchają, może być dla tej energii wystarczająca. Tylko czy to jest wypełnienie tej energii, czy wciąż ucieczka przed nią?
@Mietek To pytanie Kini jest naprawdę kluczowe. Bo tu jest różnica między sublimacją a kompromisem. Sublimacja to prawdziwe ujście, kompromis to wciąż tłumienie, tylko trochę mniej boli. I myślę, że każdy z Lwem w dwunastce musi sam w sobie rozróżnić, czy ta mała publiczność go naprawdę syci, czy tylko trochę zmniejsza głód. Mietek, jak ty to czujesz, gdy ktoś przeczyta jeden z twoich tekstów?
@Nocnica Szczerze? Jak raz jedna osoba powiedziała mi, że coś ją ruszyło, co napisałem, to chodziłem z tym przez kilka tygodni. Dosłownie kilka tygodni. I nie wiem, czy to jest normalne, czy właśnie to jest ta lwowska głodna część, której nie daję wyjścia.
@Mietek Kilka tygodni z jedną pozytywną opinią to dla mnie brzmi jak ktoś, kto jest naprawdę spragniony tego uznania, ale go nie szuka aktywnie. To jest trochę jak człowiek na diecie, który zjada jeden kęs czekolady i smakuje go przez tydzień. Czy kiedykolwiek próbowałeś komuś pokazać więcej? Nie jedną osobie, ale kilku?
Rok przerwy po jednej pustej reakcji. To brzmi jak typowy strach przed odrzuceniem, ale mocno skomplikowany przez to, że ta ekspresja jest dla ciebie bardzo osobista. To nie był neutralny tekst, prawda? Coś osobistego pokazałeś i nikt nie odpowiedział.
No i właśnie, to jest chyba po prostu życie, a nie astrologia. Każdy się boi pokazać coś osobistego i dostać ciszę. To nie wymaga dwunastego domu w Lwie, żeby tak czuć.
Wracając do tej rozmowy o ekspresji, bo mi tu przychodzi do głowy aspekt numerologiczny, choć wiem że to inny temat. Ale liczba życia Mietka mogłaby coś dorzucić do obrazu. Czy wiesz jaka jest twoja liczba życia? Bo jeśli masz tam coś związanego z dwójką albo siódemką, to ten wzorzec cofania się w cień ma jeszcze inne korzenie.
Przepraszam, że wchodzę znowu z boku, ale ta rozmowa naprawdę mnie zatrzymała. Bo mam pytanie, które mnie gryzie od jakiegoś czasu. Czy Lew w dwunastym domu zawsze oznacza twórczość? Bo co jeśli ktoś kompletnie nie ma żyłki artystycznej, a ma taki układ? Gdzie wtedy ta energia idzie?
Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie do Nocnicy, bo mnie ciekawi twoje zdanie. Czy uważasz, że Lew w dwunastce ma trudniej z integracją tej energii niż na przykład Byk w dwunastce albo Panna? Lew wydaje mi się szczególnie niekompatybilny z naturą tego domu.
Dokładnie to. Ukryte pragnienie bycia. To mi się wydaje najlepszym określeniem z całej tej rozmowy. Bo to nie jest tylko chęć oklasków, to jest chęć istnienia w pełni, której się wstydzi albo którą się tłumi. I pytanie jest, skąd to tłumienie pochodzi, bo to chyba nie jest sama natura dwunastki, coś musiało to uruchomić.
@Westalka To pytanie o karmiczny bagaż w dwunastym domu to jest coś, co mnie też od dawna zastanawia. Sama mam Wenus w dwunastce i czytałam różne interpretacje, jedni mówią o niespełnionych pragnieniach z poprzednich wcieleń, inni że to po prostu to co zostało zepchnięte w tym życiu przez środowisko albo wychowanie. Nie wiem, czy trzeba od razu iść w reinkarnację, żeby to sensownie wytłumaczyć. Ale w przypadku Lwa tam... no, Lew to jest taki znak, który naprawdę potrzebuje widzów. Jeśli go się tam zamknie, to skąd to pochodzi? Czy to dziecko, któremu mówiono żeby nie wystawało?
@Kinia05 Właśnie to mnie najbardziej ciekawi w tym temacie. Bo dom dwunasty u różnych tradycji jest interpretowany różnie, ale ta zbieżność między karmicznym podejściem a zwykłym psychologicznym jest uderzająca. W obu przypadkach wychodzi to samo: coś, co zostało zduszone zanim zdążyło się wyrazić. A Lew zduszony to jest coś bardzo specyficznego, bo to nie jest jak Byk w dwunastce, który może po cichu korzystać ze swoich przyjemności. Lew potrzebuje odbicia w lustrze, potrzebuje kogoś, kto patrzy. I bez tego lustra nie wie nawet, że istnieje. Więc pytam wprost: czy ktoś z tym układem czuje, że ma problem z poczuciem własnej wartości wtedy, kiedy nikt nie patrzy?
@Nocnica To pytanie mnie trafia. Bo tak, dokładnie. Jak jestem sam, to jestem... nijaki dla siebie. Nie mam poczucia, że robię coś wartościowego, jeśli nikt tego nie widzi. Ale nie powiem o tym głośno normalnie, to znaczy, że nie piszę tego nigdzie publicznie. Tu piszę, bo to jest jakoś anonimowe. Czy to jest właśnie to, o czym mówisz?
@Mietek Mietek, to co piszesz jest dla mnie bardzo czytelne jako wzorzec. Nijaki dla siebie bez widzów, ale też niemożność powiedzenia tego głośno. To jest właśnie ten paradoks dwunastki z Lwem. Chcesz sceny, ale samo pragnienie sceny musi pozostać za kurtyną. Czy to jest w ogóle coś, co rozpoznałeś wcześniej, zanim zacząłeś interesować się astrologią? Albo dopiero mapa ci to pokazała?
No dobra, Mietek, nie zamierzam cię atakować, ale to pytanie jest uczciwe. Czy nie ma ryzyka, że tłumaczenie swojej zależności od opinii układem astrologicznym sprawia, że mniej się z tym pracuje? Że zamiast to przepracować, mamy wygodną etykietkę? Pytam serio, nie złośliwie. Bo może to jest wartościowe jako wgląd, ale co dalej z tym wglądem?
