Wenus w Skorpionie plus Wodnik na ascendencie to jest kombinacja która mnie nie dziwi w kontekście tej rozmowy. Skorpion chce fuzji, Wodnik chce przestrzeni. Te dwa impulsy idą w przeciwne strony i człowiek może czuć się rozerwany między pragnieniem bardzo głębokiej bliskości a równoczesnym lękiem przed tym co ta bliskość zrobi z jego autonomią. Czy tak to odczuwasz?
To co Tamarka opisuje, ten alarm przy bliskości, to chciałam zapytać czy to jest stałe czy zmienne. Bo ciekawi mnie czy jest zależne od osoby, okoliczności, fazy Księżyca, czegokolwiek. Czy zdarzyło ci się że ten alarm nie zadziałał i bliskość po prostu była?
to jest bardzo ważne co mówisz i bardzo ci dziękuję że to powiedziałaś. Ja miałam podobną jedną osobę i też długo nie rozumiałam czemu z nią było inaczej. Teraz myślę że ona po prostu nie czekała aż ja otworzę drzwi, tylko siedziała obok nich i nie pukała. Nie wiem czy to ma sens jako obraz.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z innej strony. Czy wy w ogóle mówicie partnerom o tej swojej mapie? Bo zastanawiam się czy powiedzenie 'mam Wodnika na ascendencie i to znaczy że potrzebuję czasu' faktycznie pomaga, czy robi z astrologii wytłumaczenie dla czegoś co można by po prostu przepracować.
Silniejszy z czasem zdecydowanie. Na początku jest coś w rodzaju ekscytacji i to tłumi ten alarm. A potem jak zaczyna być naprawdę blisko, naprawdę, to alarm jest głośniejszy. To jest paradoks bo im bardziej ktoś jest ważny tym trudniej go wpuścić dalej.
To co Tamarka opisuje jest klasycznym wzorcem przy Wodniku na ascendencie nasilonym przez Wenus w Skorpionie. Ekscytacja na początku to Uran, bo Wodnik lubi nowość, lubi że coś jest jeszcze nieznane. A jak zaczyna być znane i stałe to przełącza się tryb lękowy. Czy ktoś z was ma podobną konfigurację i rozpoznaje ten schemat? Bo chciałabym sprawdzić czy to jest naprawdę powtarzalne.
Słucham tego i myślę że to jest w ogóle problem komunikacji, nie tylko astrologii. Bo jak powiedzieć komuś bliskiemu: potrzebuję się odsunąć ale to nie jest o tobie, żeby to nie brzmiało jak puste zapewnienie? Czy wy macie jakiś sposób na to żeby to przekazać?
Czarek ma rację co do czasu rozmowy. Ale chcę wrócić do czegoś co Tamarka powiedziała wcześniej, że im ktoś ważniejszy tym alarm głośniejszy. Czy to nie jest tak naprawdę opis lęku przed porzuceniem? Bo znam osoby bez żadnego Wodnika które dokładnie tak samo działają. Zastanawiam się czy nie wchodzimy tu w jakiś ogólniejszy schemat psychologiczny, który astrologia tylko opisuje innym językiem.
W przyjaźniach zdecydowanie słabiej. Chyba dlatego że przyjaźń nie ma tej samej stawki? Albo bo nie ma wymiaru fizycznego który dodaje kolejną warstwę. Choć miałam jedną przyjaźń gdzie ten alarm zagrał podobnie, i akurat ta osoba chciała ode mnie bardzo dużo emocjonalnie, prawie jak partner.
To co Tamarka pisze o przyjaźni z wysoką stawką emocjonalną jest ważne. W pracy z czakrami widzę że czakra serca może być bardziej otwarta w relacjach gdzie nie czujemy że jesteśmy oceniani. Przyjaźń często ma mniejszy ładunek oceny niż romantyczna relacja. Czy u was jest podobnie, że łatwiej być bliskim jeśli nie czujecie że ta osoba was obserwuje i ocenia jako partnera?
Filomena przepraszam że pytam bo pewnie to podstawy, ale ta Siódemka Pucharów to jest dobra karta czy zła? Bo kojarzy mi się z tym że ktoś ma w głowie dużo możliwości ale żadnej nie realizuje. Czy o to chodziło?
A mam pytanie bo czytam i czytam i nie rozumiem jedno: czy da się w ogóle coś z tym zrobić praktycznie? Czy to jest tylko opis tego jacy jesteście, czy jakaś praca astrologiczna, rytuał, cokolwiek może to zmienić? Bo mam Wodnika na ascendencie i ten opis jest trafny ale co z nim zrobić?
To co Aldona mówi jest bardzo ludzkie i bardzo rozumiem tę potrzebę. Ale słowo 'wysiłkowe' mnie zatrzymuje. Bo może pytanie nie powinno być 'jak to wyłączyć' tylko 'skąd wiem że ten wysiłek nie chroni mnie przed czymś ważnym'. Nie mówię żeby nie pracować nad otwarciem, mówię żeby być ciekawym tego mechanizmu przed próbą jego naprawienia.
To co Pranava mówi o tym wysiłku mnie zatrzymuje bo mam wrażenie że mówisz żebym nie pracowała nad tym. Ale ja nie chcę wyłączyć alarmu, chcę żeby nie krzyczał tak głośno przy każdej osobie bez wyjątku. Bo teraz jest jakby zero-jedynkowy, albo nikogo albo panika.
nie, nie mówię żeby nie pracować. Mówię żeby wiedzieć co się zmienia. Jeśli chcesz żeby alarm był ciszej przy osobach które zasługują na zaufanie, to jest coś innego niż wyłączenie go w ogóle. Czy rozróżniasz te dwie rzeczy w sobie kiedy to czujesz?
Słucham tej rozmowy o ciele i ścisku i myślę że wchodzimy w coraz bardziej psychologiczny obszar, co nie jest złe, ale chcę zapytać: czy ktoś z was pracował z tym przez mapę, dosłownie przez tranzyt albo progresję? Bo opis to jedno a co można z tym astrologicznie zrobić to drugie.
Wracając do pytania Aldony o to co praktycznego można zrobić: jest stara technika z runami, Laguz w połączeniu z Ehwaz, która w kontekście otwierania się na relację przy jednoczesnym zachowaniu wewnętrznego rytmu daje ciekawe efekty. Ale to nie jest magia miłosna tylko praca z własnym przepływem.
Czarek pyta o intencję i to jest kluczowe też w tarocie. Przed każdą pracą z kartami dotyczącą relacji pytam: co chcesz zmienić, a co chcesz zachować. Bo Wodnik na ascendencie to jest też tożsamość i jeśli ktoś chce zmienić wszystko to będzie opór, nie ze strony kart ale ze strony własnej głębokiej struktury.
Mam pytanie do całej rozmowy, trochę z boku ale mnie to nurtuje: czy wy mówicie tym osobom z którymi jesteście o Wodniku na ascendencie? Czy tłumaczycie to przez astrologię? Bo zastanawiam się czy to w ogóle działa jako wyjaśnienie dla kogoś kto w to nie wierzy.
Próbowałam raz i to nie zadziałało dobrze. Osoba odebrała to jako usprawiedliwianie się. Jakbym mówiła: mam powód żeby cię trzymać na dystans i tym powodem są gwiazdy. Chyba że ktoś sam jest zainteresowany astrologią to ten język działa, ale jeśli nie to lepiej mówić bez tego.
Tamarka, to co opisujesz z tym usprawiedliwianiem się, to mnie bardzo uderzyło. Czyli zamiast mówić przez astrologię lepiej mówić po prostu 'potrzebuję czasu' bez tłumaczenia skąd to się bierze?
To jest ciekawe napięcie, bo z jednej strony mamy mapę która daje nam język do opisania siebie, a z drugiej ten język jest hermetyczny i działa tylko w środku tego kręgu. Poza nim brzmi jak wymówka albo jak coś niezrozumiałego. Czy to nie jest kolejny przejaw tej wodnikowej izolacji, że nawet sposób samopoznania jest nieprzekładalne?
Wracam do tego co Aldona pytała o runy, bo zostawiłem to w połowie. Intencja przy tej pracy to nie jest życzenie, to jest pytanie. Nie 'chcę żeby mi było łatwiej z bliskością' ale 'co we mnie blokuje przepływ i czy jestem gotowy to zobaczyć'. To fundamentalna różnica i bez tej zmiany żadna praca symboliczna nie ruszy z miejsca.
Słucham tej rozmowy o bólu jako punkcie wejścia i zastanawiam się: czy to nie jest specyficzne dla Wodnika na ascendencie, że właśnie przez ból a nie przez radość czy ciekawość? Mam to samo w sobie, że jak coś sprawia przyjemność to od razu pojawia się podejrzenie.
Sewer to opisał bardzo precyzyjnie i zastanawiam się czy to nie jest sedno całego wątku. Wodnik na ascendencie boi się nie tyle intymności samej w sobie, ile rozpuszczenia tożsamości. Dystans to nie jest odrzucanie drugiej osoby, to jest ochrona swojego 'jestem sobą'. Czy wszyscy którzy mają ten ascendent rozpoznają to w sobie?
Jak to czytam to tak, rozpoznaję. I to jest też odpowiedź na tytułowe pytanie wątku, o tych dziwaków. Bo z zewnątrz wygląda to jak chłód albo nieobecność, a w środku jest pełnia. Tylko że ta pełnia jest pilnowana tak bardzo, że nikt jej nie widzi i stąd ta etykietka dziwaka.
Przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem po tej całej rozmowie, ale skąd wiadomo czy ktoś ma Wodnika na ascendencie? To jest w zwykłym horoskopie urodzeniowym? Jak mogę to sprawdzić u siebie?
