Bywa tak: ktoś mówi jedno zdanie i przez resztę dnia wraca złość zupełnie nieproporcjonalna do sytuacji. Albo pojawia się nagła niechęć do osoby, która nic złego nie zrobiła. Takie reakcje rzadko dotyczą świata na zewnątrz - zwykle dotyczą tego, co zostało w sobie odrzucone i schowane głęboko. Praca z cieniem to spokojne odzyskiwanie tych fragmentów siebie, które kiedyś trzeba było ukryć, żeby zasłużyć na akceptację.
Cały wpis dostępny tutaj: Praca z cieniem - jak oswoić ukrytą część siebie
Przeczytałam rano i siedzę nad tym od godziny. Zawsze myślałam że mam po prostu trudny charakter, a tu wychodzi że to może być coś schowanego.
Tylko czy to nie jest to samo co praca z wewnętrznym dzieckiem? Bo tamto już kiedyś próbowałam i się rozsypałam na dwa dni. Boję się grzebać w sobie sama, bez nikogo obok.
No dobra ale przecież cień to wymysł Freuda, on to napewno opisał pierwszy a Jung to tylko przepisał po swojemu. Czytałem o tym conieco jakiś czas temu.
I druga sprawa, cień da się poprostu spalić na rytuale w ubywającym księzycu i wtedy znika. Znajomy tak robił i mówił ze mu przeszło.
U mnie ta cała zabawa zaczęła się od listy irytacji. Wypisałam pięć osób, które mnie w tamtym tygodniu najbardziej wkurzyły i przy każdej jedno słowo.
Przy siostrze napisałam „ciągle się wywyższa”. Siedziałam potem nad tym zeszytem i mi się zrobiło gorąco, bo dokładnie to samo robię w pracy tylko subtelniej. Nikt mi tego nie musiał tłumaczyć, sama kartka wystarczyła.
Miarą jest siła reakcji, nie sam fakt że ktoś zalazł za skórę. Chamstwo można zauważyć i pójść dalej. Jeżeli natomiast wraca się do tego myślami wieczorem, układa riposty pod prysznicem i budzi się z tym rano, to już nie jest o tamtej osobie.
Mam podobnie z kolegą z pracy który ciągle się chwali wynikami. Wkurza mnie to strasznie choć obiektywnie nic mi nie robi.
Czytam wasze wpisy i mi trochę głupio bo chyba wiem o co chodzi. Sam bym chciał tak umieć a nie umiem i pewnie stąd to całe napięcie
Polecam technikę 3-2-1, bo jest prosta i nie wymaga wracania do dzieciństwa.
Najpierw opisujesz tę cechę w trzeciej osobie, tak jak byś opowiadała o kimś: „ona ciągle ocenia”. Potem zwracasz się do niej wprost, jakby siedziała naprzeciwko: „ciągle oceniasz, męczysz mnie tym”. A na koniec mówisz to w pierwszej osobie: „ja oceniam”.
Ten trzeci krok jest paskudny i tylko on coś zmienia. Reszta to rozgrzewka.
Z mojego doświadczenia dwie rzeczy są ważniejsze niż sama technika.
Pierwsza: pora dnia. Nie siadać do tego wieczorem, bo potem pół nocy w głowie karuzela. Druga: uziemienie po sesji. Zeszyt zamknięty, kubek herbaty, spacer nawet dziesięć minut, coś ciepłego do jedzenia. Bez tego chodzi się potem cały dzień jak w mgle i człowiek myśli że praca z cieniem szkodzi, a szkodzi brak domknięcia.
Nie chce nikogo urazić ale to jest zwykła psychologia i to nawet nie najnowsza. Po co to na forum ezoterycznym, przeciez to nie ma nic wspólnego z magią ani z niczym duchowym.
Moim zdaniem conajmniej połowa tych rzeczy to zwykłe gadanie o emocjach ubrane w ładne słowa
A poleci ktoś jakieś książki? Chciałabym poczytać coś sensownego, a nie kolejny poradnik w stylu pokochaj siebie w siedem dni.
Odkąd zaczęłam prowadzić ten zeszyt, śni mi się w kółko to samo. Ktoś idzie za mną korytarzem, nie widzę twarzy, ale wiem że jest wściekły.
Budzę się z walącym sercem. Trochę mnie to niepokoi bo wcześniej takich snów nie miałam
Czytam to wszystko i sie zastanawiam czy u mnie cień to przypadkiem nie jest niechęć do wstawania rano 😀
Ale tak serio to lista tych irytacji mnie zaciekawiła, spróbuje w weekend jak bede miał spokój.
W artykule jest wzmianka o złotym cieniu i to mnie zatrzymało. Czyli w tej piwnicy leży nie tylko brzydkie ale i dobre rzeczy?
Jakoś mi to nie wchodzi do głowy. Po co człowiek miałby chować przed sobą coś fajnego.
Dorzucę od strony kamieni, bo ten wątek na razie idzie w stronę samego zeszytu.
Czarny obsydian faktycznie działa jak lustro i pokazuje wszystko naraz, bez znieczulenia. Ja go trzymam na sesje kiedy wiem, że mam wolny następny dzień. Do codziennej pracy wolę hematyt, jest spokojniejszy. Do tego bylica na domknięcie i okno otwarte, żeby dym poszedł.
Zrobiłam tę listę pięciu osób. Myślałam że będzie zabawnie, a skończyło się tym że ryczałam przy kuchennym stole.
Trzy z pięciu cech to dokładnie to, co robię i za co siebie nie znoszę. Nie wiem czy to jest oczyszczające, bo na razie czuję się okropnie
Chodzę na terapię od jesieni. Czy mogę robić takie rzeczy równolegle czy lepiej odpuścić żeby sobie nie namieszać?
U mnie afirmacje przez rok nie dawały nic i teraz chyba rozumiem czemu. Powtarzałem sobie ze jestem spokojny i wdzięczny, a w środku siedziała wściekłość na ojca o której nie chciałem myśleć.
Wychodzi na to ze zagadywałem to co trzeba było zobaczyć. Trochę mi szkoda tego roku
Najwięcej materiału i tak wypływa w bliskiej relacji, nie przy świecy. Partner albo partnerka pokazują to, czego nie widać w pojedynkę, i dlatego te same kłótnie wracają latami w niemal identycznych słowach.
Warto zapisać sobie ostatnie trzy awantury. Nie treść, tylko zdanie, po którym za każdym razem robi się gorąco. Zwykle jest jedno i zwykle nie dotyczy zmywarki.
O matko, właśnie tak u nas jest. Kłócimy się o pierdoły, ale za każdym razem kończy się na tym, że on mówi „ty zawsze wiesz lepiej” i wtedy mnie zalewa.
Wcześniej myślałam że po prostu jest wredny. Teraz nie jestem taka pewna, bo mama mówiła mi dokładnie to samo zdanie przez całe liceum.
A da się to jakoś sprawdzić wahadełkiem? Myślałam żeby wypisać cechy na kartkach i przejść po nich wahadłem, żeby wiedzieć od której zacząć.
Podrzucę pytania, które sobie wypisałam na pierwszej stronie zeszytu, może komuś się przydadzą:
- czego nigdy bym o sobie nie powiedziała głośno
- za co najczęściej oceniam innych
- jaka cecha u ludzi doprowadza mnie do szału w pół sekundy
- co robię, kiedy jestem pewna że nikt nie patrzy
- czyje życie oglądam z zazdrością i czego dokładnie zazdroszczę
Ostatnie okazało się u mnie najciekawsze.
Czytam ten wątek od początku i myślę o mojej matce. Całe życie powtarzała, że złość jest brzydka i że porządna kobieta się nie awanturuje.
Ja przez czterdzieści lat nie podniosłam głosu ani razu, za to migreny miałam co tydzień. Moja córka na szczęście krzyczy kiedy trzeba i długo mi to przeszkadzało, aż zrozumiałam że to nie ona jest problemem.
U mnie w ostatnich tygodniach trzy razy z rzędu wypadła Wieża, w różnych rozkładach i przy różnych pytaniach. Najpierw myślałem że coś złego się szykuje.
Po tym wątku mam wrażenie ze to bardziej pasuje do tego o czym tu piszecie. Wali się jakaś fasada tylko jeszcze nie wiem która
Wracam po tygodniu z małym raportem. Robiłem to 3-2-1 na tym koledze z pracy, trzy razy w sumie.
Najdziwniejsze jest to ze on się nie zmienił ani trochę, dalej opowiada o swoich wynikach. Tylko mnie to jakoś przestało ruszać. W piątek nawet mu pogratulowałem i nie było w tym żadnego wysiłku, sam się zdziwiłem
No dobra, przyznaje ze zrobiłem tę listę pięciu osób, głównie żeby udowodnić że to nie działa.
Przy trzeciej osobie zrobiło mi się nieprzyjemnie i przestałem pisać. Nadal uważam ze to nie jest żadna ezoteryka tylko psychologia, ale samo ćwiczenie faktycznie coś robi. Tyle mogę napisać uczciwie
Jeszcze jedna rzecz, o której rzadko się pisze. To nie jest praca, którą się kończy.
Wraca cyklicznie, u mnie najmocniej późną jesienią i w lutym, kiedy i tak jest ciemno. Pierwszy raz było najtrudniej, kolejne razy to raczej rozpoznawanie starego znajomego niż odkrywanie czegoś nowego.
I jeszcze przypomnienie, bo w tym wątku wszystko dzieje się od szyi w górę. Po każdej sesji trzeba wrócić do ciała: stopy na podłodze, coś do zjedzenia, ruch.
Głowa sama tego nie przetrawi, a niedomknięta sesja potrafi ciągnąć się kilka dni.
