Zastanawiam sie od jakiegos czasu nad czymś,co mnie trochę drażni w całej tej dyskusji o afirmacjach. Wszędzie czytam, że wystarczy powtarzać, wierzyć i czekać. Ale z mojego doświadczenia wynika, że to nie jest takie proste. Miałem okres, kiedy robiłem afirmacje regularnie, rano i wieczorem, z pełnym przekonaniem. I nic. Zero zmiany. Dopiero jak zacząłem równolegle zmieniać konkretne rzeczy w życiu - sposób odżywiania, rytm dnia, środowisko - zaczęło coś drgnąć. Pytanie, czy to afirmacje zadziałały, czy po prostu zmiany w stylu życia. Bo morze afirmacje były tylko takim mentalnym tłem które motywowało do działania? Czy ktoś to jakoś rozgranicza, czy to w ogóle da się rozdzielić?
To jest właśnie ten wątek, który rzadko ktoś porusza wprost. Afirmacja bez zmiany kontekstu to trochę jak sadzenie rośliny w betonowej doniczce i dziwienie się, że nie rośnie. Pole energetyczne człowieka jest spójne z jego codziennymi wyborami - jeśli mówisz sobie "jestem zdrowy" i idziesz spać o trzeciej w nocy co noc, to wysyłasz sprzeczny sygnał. no dobra, nie do "wszechświata", ale dosłownie do własnego układu nerwowego. RAS, czyli siatkowaty układ aktywujący, filtruje informacje pod kątem tego, w co naprawdę wierzysz. A w co wierzysz, widać po tym, jak żyjesz, nie po tym, co powtarzasz.
A co to jest ten RAS? Nie spotkałam się z tym skrótem w kontekście afirmacji. Myślałam że to bardziej kwestia duchowa niż neurologiczna.
Zgadzam sie co do zasady, ale mam wrażenie, że trochę mieszacie dwie rzeczy. Pytanie z tematu dotyczy tego, kiedy afirmacje WYMAGAJĄ zmian w stylu życia, a kiedy działają bez nich. Bo myślę, że to nie jest zero-jedynkowe. Są obszary, gdzie afirmajce rzeczywiście mają moc zmieniania nastawienia bez rewolucji w życiu, na przykład przy pewności siebie albo relacjach. I są takie, gdzie bez zmiany warunków zewnętrznych nie ma szans - np. zdrowie, finanse. oj, coś w tym podziale jest?
Ja sobie notuję co mi działa, co nie, i z tych notatek wynika mniej więcej to samo co Kosma mówi. Przy emocjach i nastawieniu efekty bez zmian zewnętrznych są szybsze. Przy czymś konkretnym - praca, pieniądze, zdrowie - bez działania równoległego nic z tego niema. Zastanawiam sie, czy to nie jest wlasnie kwestia tego, że afirmacje mentalne potrzebują "dowodów" ze świata zewnętrznego żeby się zakorzenic
Mam pytanie troche z innej strony. Czytałem gdzies ze jest coś takiego jak "pole energetyczne" i że afirmacje wpływają na nie niezaleznie od tego co robimy fizycznie. ktos tu w to wierzy? Bo to by troche zmieniało ten obraz co tu macie.
Pole energetyczne to pojęcie, które można rozumieć różnie i to jest właśnie problem. Jeśli mówisz o bioenergii albo aurze - to jeden kontekst. Jeśli o polach bioelektrycznych mierzalnych fizycznie - to nauka to potwierdza, ale w bardzo ograniczonym zakresie. Natomiast idea, że samo "emitowanie" odpowiedniej energii przez afirmacje zmienia rzeczywistość bez żadnego działania - tu bym powiedziała ostrożnie. Losowość zdarzeń jest realna i pole energetyczne człowieka nie zmienia praw prawdopodobieństwa 😀 morze je lekko przesuwać przez zmianę zachowania, uwagi, decyzji - ale to znowu wraca do stylu życia.
Ale czy w takim razie w ogóle jest sens mówić o "polu energetycznym" jeśli i tak sprowadzamy to do neurologii i zachowania? Brzmi jakbyście zredukowali całe ezo do psychologii.
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym mało kto tu wspomniał. Afirmacje mogą tworzyć coś w rodzaju wewnętrznej spójności albo jej braku. Jak mówię sobie coś, w co życiem zaprzeczam, to wewnętrznie się rozdrabiam, tworzy się napięcie. I to napięcie - nie wiem jak to dokładnie nazwać - wybija mnie z toru zamiast pomagać... więc zmiana stylu życia może być konieczna nie dlatego, że "wszechświat patrzy", ale dlatego że bez niej afirmacja brzmi dla nas samych fałszywie.
Ok ale ile czasu to ma trwać zanim zadziała? Bo ja probowalam przez miesiac i nic. Zmienilam troche rutyne rano, dodałam afirmacje do tego, wytrwalam. I co? Nic konkretnego. morze źle coś robię?
Mam wrażenie, że afirmacje są u wielu osób wymówką żeby NIE działać. Skoro "przyciągam obfitość", to po co wysyłać CV? hej, nie mówię, że tak jest zawsze, ale znam kilka osób, które utknęły właśnie w tej pętli. Czy ktoś to u siebie zauważył?
No i teraz mam wiekszy mętlik niz przed tym tematem haha. Czyli afirmacje dzialają tylko jak sie robi cos konkretnego? To po co w ogole afirmacje, skoro samo dzialanie by wystarczylo?
Bo działanie bez zmiany nastawienia często jest nieefektywne albo się nie utrzymuje. Można wysyłać CV mechanicznie i sabotować rozmowy kwalifikacyjne, bo w środku wierzysz, że i tak się nie uda. afirmacje mają zmieniać ten wewnętrzny filtr, żeby działanie miało grunt pod sobą. oj, jedno bez drugiego kuleje. Razem mają szansę.
Hm, ale ja mam wrażenie, ze ta cala dyskusja o RAS i neurologii to jest troche ucieczka od pytania z tytułu. Bo tytuł pyta kiedy afirmacje WYMAGAJĄ zmian, a tu wszyscy ustalają jak to działa technicznie. czy ktoś miał konkretny przypadek, że zmiana stylu życia odblokowała afirmacje? Nie teoria, tylko własne doswiadczenie?
U mnie tak było z medytacją. oj tam, przez jakiś czas robiłem afirmacje na czakrę solarną, ale bez żadnej regularnej praktyki ciała. Efekt bliski zeru. Jak zacząłem regularnie wychodzić na spacery rano - nie jogę, nie siłownię, zwykłe spacery - po jakimś czasie coś się przesunęło. Nie wiem czy to spacery, czy czas, czy suma tych rzeczy. Ale zmiana fizyczna i zmiana w afirmacjach zaczęły jakoś iść razem.
Mam w notatkach taki przypadek z jakieś dwa lata temu - afirmacje dotyczące spokoju i cierpliwości, które nic nie dawały. Zmieniłam wtedy dietę trochę, mniej kawy, wcześniej zasypiałam. I nagle afirmacje zaczęły coś robić. Nie wiem co konkretnie zadziałało, ale zbieżność była wyraźna. Moze poprostu byłam mniej skołowana i komunikat docierał lepiej. To co Wisia88 mówi o tym, że ciało rejestruje wcześniej niż umysł - moje notatki to potwierdzają, choć nie wiedziałam jak to wtedy nazwać
