Temat moze nieoczywisty jak na dział afirmacji, ale uważam że warto to powiedzieć wprost. Afirmacje mają swoją ciemną stronę i nikt o tym nie mówi, bo to niepopularne. ojej no, konkretnie chodzi mi o sytuacje, gdzie regularne powtarzanie "jestem wyjątkowy", "mam rację", "moje potrzeby są najważniejsze" zamiast budować zdrową pewność siebie, zaczyna umacniać przekonanie o własnej wyższości. Widziałem to nie raz - szczególnie u ludzi, kturzy mają już jakieś narcystyczne rysy i w ogóle nie wiedzą, że je mają. Afirmacja wtedy nie przeprogramowuje niczego zdrowego, tylko nakłada kolejną warstwę na problem, który już istnieje... Ciekawe czy ktos tu spotkał się z tym zjawiskiem - nie teorytecznie, ale w praktyce, u siebie albo kogoś bliskiego.
No to zależy jak sformułujesz tę afirmację. Jak powiesz sobie "jestem wartościowy",to to jest ok i zdrowe. Problem jest jak ktoś robi z tego "jestem lepszy od innych" - ale to juz błąd w konstrukcji afirmacji, nie wada samej metody. Każda technika może być źle użyta, siekierą też można kogoś zabić.
Hej, hmm, czytam to i myślę o czymś trochę innym. Czy ktoś tu ma doświadczenie z instytucjami - szpital, jakiś ośrodek? Bo wydaje mi się, że w takich zamkniętych środowiskach afirmacje mogą działać zupełnie inaczej. Jeśli ktoś jest odcięty od zewnętrznej weryfikacji, to jego "przeprogramowany umysł" niema skąd dostać korekty. Otoczenie albo potwierdza wszystko, albo jest traktowane jako wrogi element 🙂
Nie do końca rozumiem - czyli afirmacje są złe? bo czytałem że to sprawdzona metoda i dużo znanych ludzi to stosuje 😉
Zastanawiam sie czy to nie zalezey tez od tego jakie mamy otoczenie kiedy robimy te afirmacje. U mnie w rodzinie jest jedna osoba ktora przez lata powtarzala sobie ze jest nierozumiana, ze jest inna niz wszyscy, ze ma dar - i po kilku latach to stalo sie jej calym swiatem 🙂 Teraz kazde zdanie zaczyna od siebie. Ale nie wiem czy to przez afirmacje czy przez to ze miala taki charakter od zawsze.
To co opisuje Serafinka to dobry przykład, ale nie wiemy czy ta osoba w ogóle robiła coś świadomie czy to był po prostu naturalny rozwój pewnych cech. Mnie bardziej interesuje kwestia: jak człowiek morze sam u siebie to zauważyć? Bo narcyz z definicji nie widzi siebie jako narcyza. Jeśli afirmacje go w tym utwierdzają, to sygnały ostrzegawcze też są przez niego przepracowane - "to inni mają problem z moim rozwojem".
Ja mam pytanie z innej strony - bo znam kogoś kto był na takim intensywnym kursie samorozwoju, kilkanaście dni, zamknięci w centrum poza miastem, afirmacje rano i wieczór, praca w grupie. No i ten człowiek wrócił zupełnie zmieniony ale nie w dobrym sensie. Stał się przekonany że teraz widzi rzeczy których inni nie widza, że przeszedł przez coś wyjątkowego. Po kilku miesiącach wszystko wyparowało ale przez ten czas był nie do zniesienia. Czy to jest ten efekt o którym piszecie? 😀
Ech, ale czy nie jest tak, że afirmacje tylko wyciągają na powierzchnię to co już jest? Tzn. jeśli ktoś ma tendencje do wywyższania się, to afirmacje to pokażą, ale to nie afirmacje są przyczyną.. 😛 Mam wrażenie, że w tym temacie trochę za dużo zrzucamy na metodę, a za mało na to jaka dana osoba jest.
No, wiesz co, mnie bardziej niepokoi co innego. Afirmacje są teraz wszędzie - na socialach, w każdym kursie, w aplikacjach. nikt nie sprawdza czy osoba która zaczyna je stosować jest w dobrej kondycji psychicznej. A jak ktos jest w kryzysie albo ma głębszy problem, to pakuje się w intensywną praktykę afirmacyjną i leci na autopilocie. Nie wiem czy to dobrze.
Mam pytanie - czy da się jakoś od razu sformułować afirmację tak, żeby nie wpadła w tę pułapkę? Tzn. czy jest jakaś bezpieczna forma? 😉 Bo chce zacząć pracę z afirmacjami, ale teraz po przeczytaniu tego wątku trochę się waham.
A co z afirmacjami ze szkoleń motywacyjnych, gdzie każą mówić "jestem zwycięzcą", "zawsze osiągam co chcę" itp.? uff, chodzę na takie coś od kilku miesięcy i to jest właśnie ten styl. teraz zaczynam się zastanawiać czy to ok.
