Hej, zastanawiam się ostatnio nad czymś, co troce mnie gryzie. mam koleżankę która od roku robi afirmacje codziennie, powtarza że jest zdrowa, bogata, szczęśliwa, i tak dalej. Tymczasem nie zmieniła absolutnie niczego w swoim życiu, nie szuka nowej pracy, nie leczy się, nie wychodzi z domu częściej. I jest coraz bardziej sfrustrowana że "to nie działa". No i pomyślałam sobie, że może właśnie tu leży jakiś problem, że ludzie używają afirmacji zamiast działać, a nie obok działania. Czy wy też to obserwujecie? Bo ja zaczynam mieć wątpliwości co do tego, jak większość ludzi podchodzi do tematu.
No to jest właśnie klasyczna pułapka. afirmacje same w sobie nie zmieniają sytuacji zewnętrznej, one mają zmieniać wewnętrzne nastawienie tak żebyś zaczęła działać inaczej. Jeśli ktoś mówi "jestem bogaty" i siaad z powrotem na kanapie, to nie afirmacja jest zepsuta, tylko jej stosowanie. Problem w tym że wiele osób traktuje to jak zaklęcie, wypowiem słowa i coś się zmaterializuje. A to tak nie działa, żadna praktyka nie działa bez tej drugiej nogi, czyli realnego ruchu
A skąd wiadomo że to samo nastawienie, a nie zewnętrzne działanie, jest tym co trzeba zmienić? 🙂 Pytam bo sama robię afirmacje od kilku miesięcy i nie za bardzo wiem czy powinnam też coś "robić" czy po prostu dalej pracować nad myślami.
Ale jak w ogóle rozpoznać ten moment kiedy "przygotowanie gruntu" się skończyło i trzeba zacząć działać? 😛 Bo mnie to jest naprawdę trudno wyczuć, mam wrażenie że zawsze mogę powiedzieć że jeszcze nie jestem gotowa.
Ojej no, ojej, to "jeszcze nie jestem gotowa" to jest chyba najczęstsze. Znam to doskonale z własnego podwórka 🙂 Człowiek robi afirmacje, czeka aż poczuje się pewnie, a ta pewność jakoś nie przychodzi tylko przez myślenie. Przyszła u mnie dopiero jak zaczęłam działać pomimo lęku, nie po tym jak lęk minął.
Uff, mam trochę inne zdanie niż wszyscy tutaj. Według mnie problem nie leży w tym kiedy zacząć działać, tylko że część ludzi używa afirmacji żeby w ogóle unikać konfrontacji z tym co ich boli. Robią afirmacje o miłości zamiast przepracować dlaczego nie potrafią utrzymać relacji. To jest ucieczkowe zastosowanie i to jest naprawdę duży problem, bo człowiek czuje że "pracuje nad sobą" a tak naprawdę stoi w miejscu.
Dorzucę coś od siebie, ale mam pytanie... Czy to znaczy że afirmacje są w ogóle złe? Bo czytałam w kilku miejscach że to polecana technika i teraz trochę się gubię 🙂
Nie, nikt tu nie mówi że złe. Chodzi o to że same w sobie nie wystarczą kiedy problem jest konkretny i wymaga konkretnego działania. Jeśli masz lęk społeczny to afirmacja morze być jednym z elementów pracy nad sobą, ale bez stopniowego wystawiania się na sytuacje społeczne, bez ewentualnej terapii, sama afirmacja to trochę za mało. To jest różnica między wsparciem a substytutem.
A jak długo trzeba robić afirmacje żeby wogóle zobaczyć efekt? Bo robię tydzień i nic a nic nie czuję żadnej zmiany.
Hmm, a czy ktoś wie czy są jakies badania na ten temat? bo ja wgl nie jestem przekonany ze to ma jakis sens bez solidnego podkladu, troche brzmi jak zen myslenie zyczeniowe
Są badania nad autoafirmacją, to osobna dziedzina psychologiczna. Ale uwaga, bo to co psycholodzy nazywają "self-affirmation" to nie to samo co powtarzanie "jestem bogaty" dwadzieścia razy dziennie. Psychologiczne rozumienie autoafirmacji to raczej przypominanie sobie swoich wartości i mocnych stron po to żeby nie uciekać od trudnych informacji o sobie... To sposób do otwierania sie na rzeczywistość, nie do jej zastępowania. duża różnica.
Ech, ojej, no nie, no i tu jest moim zdaniem sedno. Popularne afirmacje w wersji "przyciągania obfitości" mają mało wspólnego z tym co nauka rzeczywiście sprawdziła. Wiele osób miesza te dwa porządki i myśli że skoro "nauka potwierdziła afirmacje", to ich praktyka codziennego zaklęcia tesz jest potwierdzona. A to nieprawda i warto to rozgraniczać.
Czytam i czytam, i mam jeden komentarz. Jest jeszcze jeden wymiar, o którym tu nie powiedziano. Afirmacja wypowiadana bez przekonania, bez żadnego wewnętrznego rezonansu z tym co się mówi, działa na umysł jak szum. Nie tylko nie pomaga, ale może wzmacniać poczucie niezgodności między słowami a odczuwaną prawdą. Widziałam osoby które po kilku miesiącach mechanicznego powtarzania czuły się bardziej bezsilne niż wcześniej, właśnie dlatego że podświadomie słyszały fałsz we własnych słowach. To jest osobny problem, wcześniejszy niż pytanie o działanie.
To co opisuje Gabrysienka to sie nazywa mosta afirmacja albo przejsciowa, gdzies to czytalem. Zamiast skakac od "jestem do niczego" do "jestem niesamowity" to mozna isc przez "pracuje nad tym", "moge sie tego nauczyc". Mniejszy skok, mniej oporu. Ale i tak bez dzialania to tylko latwiej to powiedziec, a wynik ten sam
