Chciałam zapytać czy ktoś zna afirmacje które pomogą mi w pracy z tożsamością. Mam taki problem, że jak próbuję sobie powiedzieć kim jestem albo co lubię, to coś we mnie się zamraża. Nawet pisanie o sobie w pierwszej osobie jest dziwne. Szukałam trochę w necie ale większość afirmacji które znalazłam to takie ogólne w stylu "jestem wartościową osobą" i jakoś mi nie trafiają.
No dobra, O, to ciekawy temat bo rzadko ktoś o tym pisze wprost. Ten rodzaj blokady, że czujesz opór przy mówieniu o sobie, często siedzi głębiej niż się wydaje. Ja zanim zaczęłam pracować z afirmacjami właściwie, to przez długi czas robiłam je mechanicznie i nic się nie zmieniało. Dopiero kiedy zaczęłam zaczynać od bardzo małych, konkretnych stwierdzeń - nie "jestem pewna siebie" ale coś jak "mam prawo mieć zdanie" - poczułam że coś drgnęło. Ale chciałam zapytać, czy ten lęk jest przy każdej próbie określenia siebie, czy tylko w jakichś konkretnych sytuacjach? 🙂
Ojejciu, to co opisujesz ma swoją nazwę w psychologii transpersonalnej - lęk przed samookreśleniem często wynika z tego że na poziomie ego mamy zakodowane że zdefiniowanie siebie zamknie nas w pudełku. Dlatego te ogólne afirmacje nie działają, bo trafiają w próżnię. Polecałbym podejście trzystopniowe: najpierw afirmacje otwierające, potem doprecyzowujące, potem zakotwiczające. Przykładowo pierwszy stopień to "Jestem w procesie odkrywania siebie i to jest bezpieczne". Nic tu nie zamykasz, nie deklarujesz, tylko przyznasz sobie prawo do szukania
A czy te afirmacje trzeba powtarzać na głos czy można w myślach? bo ja na przykład czuje sie głupio mówiac do siebie w lustrze i nie wiem czy to po prostu wstyd czy to właśnie jest ten lęk o którym tu piszecie
Hmm ale mam pytanie do całej tej dyskusji. Czy nie jest tak, że jeśli ktoś ma realny, głęboki lęk przed samookreśleniem, to samo powtarzanie zdań mu nie wystarczy? Pytam szczerze, nie złośliwie. Znam osobę która przez rok robiła afirmacje i powiedziała że to było jak malowanie ściany bez gruntowania - ładnie wyglądało chwilę, potem wszystko z powrotem.
Wczytuję się w to od kilku dni i jestem podzielona. Z jednej strony rozumiem logikę stopniowania. Z drugiej widzę że mnóstwo osób wchodzi w świat afirmacji z przekonaniem, że to szybka droga i potem jest rozczarowanie. Nie twierdzę że afirmacje nie działają, ale chciałabym żebyśmy nie sprzedawali tego jako prostego rozwiązania. Ten lęk przed tożsamością który opisuje Rodonitka może mieć różne źródła i nie każdy jest gotowy na afirmacje zakotwiczające w ciągu tygodnia.
Leokadia93 ma punkt... Dodam jeszcze jedną rzecz która rzadko jest poruszana w dyskusjach o afirmacjach i tożsamości. Samo słowo "jestem" w afirmacji jest w wielu tradycjach duchowych traktowane inaczej niż w codziennej mowie. "Jestem" to deklaracja stanu, nie procesu. Jeśli ktoś boi się definiowania siebie, to użycie "jestem" od razu może wywoływać opór. Starsze tradycje używały formy "staję się" albo "uczę się być". To subtelne ale na poziomie nieświadomym robi różnicę. Nie mówię że jedno jest lepsze od drugiego, mówię że warto świadomie wybrać.
To rozróżnienie na "jestem" i "staję się" jest dla mnie nowe i trochę otwiera głowę. Ale mam pytanie praktyczne bo nie bardzo wiem jak to połączyć. Powiedzmy że chcę pracować z tym że nie wiem kim jestem zawodowo, stale się zmieniam i to mnie stresuje... Czy byłoby lepiej "Staję się osobą która wie czego chce" czy coś innego? trochę głupio mi pytać o tak konkretny przykład ale wydaje mi się że teoria mi nie wystarczy.
Właśnie zapisałem sobie to zdanie "Mogę nie wiedzieć wszystkiego o sobie i nadal funkcjonować" bo mam wrażenie że to jest właśnie to czego mi brakowało w moich afirmacjach. Zawsze szukałem jakichś kompletnych sformułowań, które obejmą całość i to chyba było moim błędem. Mam notatki z kilku miesięcy ćwiczeń i jak teraz patrzę, to te które najdłużej ze mną zostały były właśnie takie otwarte, niedokończone. Czy ktoś pracuje z afirmacjami pisanymi odręcznie? Słyszałem że pisanie ręczne robi różnicę w porównaniu do wklejania tekstu.
A no, ale to co pisze Filomena odnosi sie tez do mowienia na głos. Można gadać przez 20 minut do lustra i być myslami przy ostatnioszym obiedzie. Chyba kluczowe jest te kilka sekund kiedy naprawdę wchodzisz w te slowa, a nie mechaniczne powtarzanie? Tylko jak to osiągnąć kiedy masz wlasnie ten lęk i ciało się broni przed wchodzeniem w te słowa?
To jest chyba najtrudniejszy punkt całej tej rozmowy i cieszę się że Augurkaa to wyciągnęła. Kiedy ciało się broni, nie ma sensu forsować wejścia w afirmację na siłę. Jeden sposób który widziałam że działa to poprzedzenie afirmacji krótkimi oddechami albo kilkoma minutami ciszy, żeby zredukować napięcie zanim zaczniesz mówić. Nie jako rytuał, ale jako sygnał dla układu nerwowego że to jest bezpieczna przestrzeń. I jeszcze jedno, afirmacje przy lęku przed tożsamością najlepiej robić kiedy nie jesteś w środku ataku lęku, tylko w spokojnym momencie. W lęku mózg i tak nie przepuści nowego przekonania.
