Chciałam poruszyć temat, który od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie i nie daję mu rady. Chodzi o to, kiedy afirmacje zaczynają działać jako substytut prawdziwej pomocy, a nie jako wsparcie... Bo widzę to coraz częściej, i u siebie tesz to kiedyś widziałam, że człowiek zamiast pójść do terapeuty, lekarza albo chociaż porozmawiać z kimś bliskim, to siada i powtarza sobie "jestem zdrowa, jestem spokojna, wszystko jest dobrze". I czuje się przez chwilę lepiej. I na tym koniec. Żadnego działania. Czy to tylko moje obserwacje, czy ktoś jeszcze to zauważył? Jakie są według was czerwone flagi, że ktoś używa afirmacji żeby uciec od problemu, a nie żeby sobie realnie pomóc?
No cóż, O, temat bardzo na czasie. Sama się nad tym ostatnio zastanawiałam bo mam koleżankę, która ma wyraźne problemy z lękiem, i zamiast iść do kogoś, to po prostu powtarza sobie afirmacje i mówi że "pracuje nad sobą". Nie chcę jej oceniać, ale widzę że nic się u niej nie zmienia od miesięcy. To jest chyba jedna z pierwszych czerwonych flag, nie? Że nic się nie zmienia, a człowiek jest przekonany że "pracuje".
Hmm, ale czy to nie jest trochę trudne do ocenienia z zewnątrz? Tzn. my nie wiemy co dzieje się w środku tej osoby. Może ta koleżanka robi postępy, które nie są widoczne dla otoczenia. Wewnętrzna praca jest często niewidzialna ^^ Mnie bardziej zastanawia inna kwestia, mianowicie skąd sama zainteresowana wie że powinna poszukać pomocy gdzie indziej? Jak ten moment rozpoznać od środka?
To jest naprawdę ważne pytanie i cieszę się że ktos je wreszcie postawił wprost. powiem tak,afirmacje to praca z przekonaniami i z warstwą mentalną. Ale są sytuacje, w których sama warstwa mentalna nie wystarczy, bo problem jest głębiej, albo wymaga interwencji z zewnątrz. Czerwona flaga numer jeden, którą ja bym wymienił: kiedy afirmacja jest używana żeby stłumić emocję, a nie żeby ją przepracować. Roznica jest zasadnicza. Mówisz sobie "jestem spokojna" i ta spokojność przykrywa coś, co dalej kipi pod spodem. To nie jest praca, to jest tłumik. Druga: kiedy tematyka afirmacji dotyczy konkretnego, realnego problemu medycznego albo psychicznego, i człowiek używa afirmacji zamiast diagnozy. to jest naprawdę niebezpieczne.
A jak odróżnić to tłumienie od prawdziwego spokoju który przychodzi przez afirmacje? Bo sama tego nie wiem. czasem po afirmacjach czuję się lepiej i nie wiem, czy to dobry znak czy właśnie ta czerwona flaga, o której piszesz 🙂
Ok,ale zaraz, zaraz. Mam wrazenie że trochę demonizujemy afirmacje. to są poprostu słowa, które powtarzamy. Mechanizm jest prosty, chodzi o nawyk myślowy i o to, co aktywuje uwagę xD niema tu zadnej magii, to jest psychologia poznawcza. I teraz pytanie: czy nie jest tak, że problem nie leży w afirmacjach, tylko w tym, że ludzie mają błędne oczekiwania co do tego, co one mogą dać? Afirmacje nie leczą depresji, nie leczą traumy, nie naprawiają relacji. To po prostu nie jest ich funkcja. Jak ktoś tego nie rozumie, to jest probelm edukacyjny, nie problem afirmacji jako takich.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą chcę dodać. Widziałam sytuacje, gdzie afirmacje były używane do podtrzymywania zaprzeczenia. Czyli człowiek ma realny problem w związku, w pracy, ze zdrowiem, i zamiast zmierzyć się z nim, powtarza sobie że "wszystko idzie w dobrym kierunku" albo "wszechświat ma dla mnie plan". I to daje poczucie sprawczości, przy jednoczesnym braku jakiegokolwiek działania. To jest chyba najsubtelniejsza czerwona flaga, bo od zewnątrz wygląda jak duchowa dojrzałość.
Hm, ale czy to nie jest trochę tak, że każdy system czy to afirmacje, czy religia, czy jakikolwiek inny, może być używany w ten sposób? 🙂 Tzn. a no, jako ucieczka? Nie widzę dlaczego akurat afirmacje miałyby być tu wyjątkiem.
Mam konkretne pytanie, bo trochę się tu gubię. Skoro afirmacje mają przeprogramować myślenie, to jak długo powinno to trwać? Bo ja robie je od jakichś dwóch miesięcy na temat pewnej sytuacji i nie widzę żadnej zmiany. Zastanawiam się, czy robię coś źle, czy moze właśnie jestem w tej sytuacji, o której tu piszecie, że powinnam coś innego zrobić zamiast tego.
Dwaa miesiące to nie jest mało ani dużo, to zalezy od tego na czym konkretnie pracujesz. Jesli to jest cos jak "chce byc bardziej pewna siebie w pracy" to dwa miesiace moze byc ok. ale jesli to jest cos jak "wszystko bedzie dobrze" kiedy masz np. powazny problem zdrowotny albo finansowy to tu zadne dwa miesiace nie pomoga bo to nie jest kwestia myslenia.
Dziękuje za ten temat bo naprawde mi otworzył oczy! ja miałem przez jakis czas kolegę który mowil że przez afirmacje wyleczy sie z czegos powaznego, lekarzy nazywal "negatywnymi ludzmi" bo mówili mu trudne rzeczy. skończyło sie to bardzo zle. Wiec ta flaga o ktorej mowiliscie że afirmacje zastepują diagnozę medyczną to dla mnie jest absolutnie pierwsza i najważniejsza.
Hej, O, to co pisze Wladek61 to jest naprawdę poważny temat. Słyszałam o podobnych historiach. I to nie jest kwestia słabości czy głupoty tych ludzi, to jest kwestia tego, że pewne systemy, w tym część środowisk samorozwojowych, aktywnie promuje ten sposób myślenia. Mówi wprost, że lekarz to "stary paradygmat", że ty możesz wszystko "sworzyć intencją". To jest niebezpieczna ideologia, nie afirmacja jako technika.
Wracając do pytania o czerwone flagi, bo trochę się rozeszliśmy na różne wątki. Chciałam podsumować to co padło i dorzucić jeszcze jedną rzecz. Flagg które już wymieniliśmy: tłumienie emocji zamiast ich pracy, brak zmiany przez długi czas, zaprzeczenie przez "pozytywne myślenie", używanie afirmacji na sytuacje zewnętrzne na które nie mamy wpływu, i zastępowanie diagnozy medycznej afirmacją. Ja dodałabym jeszcze: unikanie rozmów z bliskimi pod pretekstem że "promieniują negatywną energią" 🙂 To jest izolacja, a nie duchowość. Kiedy afirmacje i "praca nad sobą" zaczynają odcinać od relacji, to jest poważna flaga.
Ale co ty, hej, trohcę się zgubiłam... Przeczytałam Wasze wpisy i już się boję robić afirmacje w ogóle 😀 Serio, tyle tych flag, że zaraz każde powtarzanie czegoś pozytywnego będzie wyglądało podejrzanie. Czy nie przesadzamy? Afirmacje są dla mnie jak motywacja rano, nie widzę w tym nic złego
Mam inne pytanie, troche poza tym co sie tu dzieje, ale zwiazane. joj, co z sytuacja kiedy ktos jest w terapii I rownoczesnie robi afirmacje? Czy te dwie rzeczy nie wchodza sobie w droge? bo slyszalem rozne zdania na ten temat, ze niby terapeuta moze miec inny cel niz afirmacja.
A czy ktoś wie jak to jest z afirmacjami a lękiem? a no, bo ja mam taki lęk, który wraa i próbuję z nim przez afirmacje, ale czasem mi się wydaje że to właśnie jest ta sytuacja o której tu piszecie. Tzn. morze powinnam z tym pójść gdzieś zamiast powtarzać że "jestem bezpieczna" po raz setny
Mam wrażenie że w tej dyskusji gdzieś zginął jeden ważny wątek. Mówiliśmy o czerwonych flagach u innych, o koleżance Romci, o tym co widać z zewnątrz. Ale nie powiedzieliśmy tego wprost: czy w ogóle powinniśmy interweniować kiedy widzimy że ktoś bliski używa afirmacji zamiast szukać pomocy? Bo to jest niekomfortowa sytuacja i nie wiem jak do tego podejść, serio.
