Mam pytanie do tych, którzy stosują afirmacje po jakimś przełomowym momencie w życiu, wypadku, stracie, nagłym zwrocie. Czy w ogóle ma sens stawianie run dla kogoś, kto po prostu nie jest w stanie uwierzyć, że idzie w dobrym kierunku, i potrzebuje zewnętrznego potwierdzenia? 🙂 Bo wiem, że część z was powie że afirmacja to praca wewnętrzna i zewnętrzna walidacja to nie to samo. Ale zastanawiam się czy runy mogą pełnić taką rolę pomostu, zanim człowiek na powrót znajdzie wewnętrzne oparcie. Chodzi mi konkretnie o sytuacje po stracie lub wypadku, kiedy ktoś nie jest w stanie samodzielnie ocenić gdzie jest. Ciekawa jestem waszych doświadczeń.
Myślę że to nie jest takie czarno-białe. Po na prawdę ciężkim okresie człowiek traci punkt odniesienia i żadna afirmacja powiedziana przed lustrem nie przebije się przez ten hałas w głowie. Sama przez to przechodziłam i powiem szczerze,że runy dały mi coś, czego sama sobie nie umiałam dać, czyli poczucie że coś poza mną widzi kontekst. czy to "uzależnienie od zewnętrznej walidacji"? Może. Ale hyba lepsze to niż kompletne zagubienie. Pytanie brzmi - jak długo można na tym siedzieć zanim to stanie się problemem?
Wlasnie o to chciałam zapytać. Bo czytałam że Berkana i Ehwaz są dobrymi runami przy nowych początkach i odbudowie po kryzysie,ale nie wiem jak je połączyć z konkretną afirmacją. Czy to w ogóle ma sens żeby afirmację budować pod wyciągniętą runę? Czy raczej runa to osobna sprawa a afirmacja osobna?
Oho, tesz się nad tym zastanawiałam. wgl nie wiedziałam że runy mogą mieć coś wspólnego z afirmacjami. myślałam że to bardziej wróżenie co się stanie 🙂 czy ktoś mógłby wyjaśnić jak to właściwie łączyć?
Szczerze mówiąc mam wątpliwości co do całego podejścia. Jeśli ktoś potrzebuje zewnętrznej walidacji żeby uwierzyć że idzie dobrze, to stawianie run może ten mechanizm utrwalić a nie uleczyć. Bo co jak wyciągnie coś niepokojącego? albo runy dadzą sprzeczne sygnały? Nie mówię że to złe samo w sobie ale czy nie lepiej skierować taką osobę do pracy z ciałem albo z czakrami zanim w ogóle sięgnie po runy?
Nie do końca rozumiem tej dysocjacji o której piszecie. Czy to znaczy że czakry wtedy w ogóle nie działają? bo myślałam że są cały czas, niezależnie od stanu psychicznego.
A czy te afirmacje muszą byc powtarzane na głos czy można je tylko myśleć? Bo mam wrażenie że jak mówię na głos to czuję się głupio i zaraz przestaje mi to działać. Przy stratach szczególnie, jakoś trudno to z siebie wydusić 😛
Dobra, to żebym dobrze rozumiała kierunek dyskusji. Mamy dwa stanowiska: jedno że runy mogą być mostem do odbudowy przekonania o własnym kierunku, drugie że mogą utrwalić zależność od zewnętrznych sygnałów. Mnie interesuje jeszcze trzecia kwestia, czy są afirmacje które szczególnie dobrze działają właśnie w tej fazie, czyli zanim człowiek na powrót ufa sobie? 🙂 Bo większość zestawów afirmacji jakie widziałam zakłada że już masz jakieś minimum wewnętrznego oparcia.
Wybaczcie, że wchodzę w środku, ale mam pytanie do całej dyskusji. Mówicie o runach i afirmacjach razem, ale czy runy nie mają też jakiegoś wpływu energetycznego same z siebie, bez interpretacji? Bo zastanawiam się czy na przykład noszenie konkretnej runy jako amuleetu ma podobny efekt co wielokrotne powtarzanie afirmacji pod tę runę. Czy to to samo czy co innego?
Szczerze to nie wiem czy wierzę że kawałek drewna z wyrytym symbolem cokolwiek zmienia 😉 Ale z drugiej strony afirmacje też brzmią dla mnie jak magiczne myślenie, więc może to kwestia co komu pomaga. Tylko czy pomoc przez placebo to wgl prawdziwa pomoc?
Do pytania Jasnowidzki, bo mnie tesz to ciekawi. Z doświadczenia z kamieniami i litoterapią wiem że sam kontakt fizyczny z przedmiotem, trzymanie go w dłoni, noszenie przy ciele, robi różnicę jeśli chodzi o skupienie uwagi. Może runa jako amulet działa podobnie, jest kotwicą, czymś namacalnym do czego wracasz myślami. uff, afirmacja bez żadnego zakotwiczenia fizycznego łatwiej się rozmywa.
Ok ale jak szybko to w ogóle zaczyna działać? Bo wydaje mi się że po wypadku czy stracie człowiek potrzebuje czegoś co pomoże od razu, a nie po tygodniach powtarzania. Czy jest jakiś sposób żeby przyspieszyć ten efekt?
A czy jest jakaś runa która szczególnie nadaje się właśnie do tej sytuacji, znaczy po wypadku kiedy człowiek nie wie już w co wierzyć i co ma sens? Bo Berkana i Ehwaz to już padły, ale zastanawiam się czy np. Tiwaz nie byłaby lepsza jeśli chodzi o odbudowanie poczucia kierunku. Bo Tiwaz to chyba coś jak wskazówka, cel, tak?
A mam pytanie bo trochę zgubiłam wątek 🙂 Czy te runy o których mówicie to chodzi o noszenie przy sobie, czy o ciągnienie jako wróżbę, czy o coś jeszcze innego? Bo jak Mocarnaa pisała o kamieniach że sam kontakt fizyczny robi różnicę, to rozumiem, ale przy runach nie wiem jak to działa w praktyce. Czy wyciąga się ją raz i tyle, czy regularnie?
No właśnie, dzięki że Igorek to wyciągnął. Bo mnie cały czas gryzie ten wątek z zewnętrzną walidacją. Noszenie amuletu to jedno, ok, to jest coś co nosisz i przypomina ci o czymś. Ale ciągnienie run co kilka dni żeby sprawdzić czy idziesz dobrze, to jest dokładnie to o czym mówiłam. Człowiek uczy się nie ufać sobie bez zewnętrznego potwierdzenia. I tu afirmacje mają jednak przewagę, bo są wewnętrzne. Sam je sobie powtarzasz, nikt ci nie mówi dobrze czy źle.
O to właśnie chodzi, o czym Mocarnaa pisze. Ja tez tak mam że jak próbuje mowic cos w stylu "jestem pewna swojej drogi" to gdzies w środku słyszę swoj glos i jest jakis fałszywy. Ale jak to co napisałas, cos małego i prawdziwego, to inaczej wchodzi. Czy takie mini-afirmacje to jest jakis konkretny system czy to bardziej osobista intuicja?
No dobra, to co Mocarnaa opisuje to jest zbliżone do tego co niektórzy nazywają afirmacjami pomostowymi, bridge affirmations. Zamiast skakać od "czuję się źle" do "wszystko jest piękne", budujesz małe kroki które umysł morze przyjąć. "Coś we mnie dalej działa" to świetny przykład, bo jest prawdziwe i nie wymaga udawania. To nie jest żaden szaman ani ezoteryczny system, to bardziej psychologia, ale działa w tym kontekście bardzo dobrze. mózg nie kupuje skoków, kupuje małe kroki
To jest dokładnie to czego szukałam jak zakładałam ten wątek. bo mnie chodzi właśnie o te pierwsze tygodnie po wypadku, kiedy człowiek nie wierzy już że cokolwiek ma kierunek i żadna wielka afirmacja nie przejdzie. Te pomostowe brzmią sensowniej niż "wszystko jest po coś" albo inne ogólniki. Mam teraz pytanie do Berkany albo Igorka, czy można do takiej mini-afirmacji dobrać runę jako kotwicę, coś co ją zakotwicza fizycznie żeby nie była tylko słowem? 🙂
Słuchajcie,przyznam szczerze że zaczęłam ten wątek z dużym sceptycyzmem, ale ta rozmowa o mini-afirmacjach i kotwiczeniu przez runę albo kamień jakoś mnie przekonuje. Chyba dlatego że to brzmi mniej jak magia a bardziej jak coś co rozumiem, skupienie uwagi przez przedmiot, powtarzanie czegoś co jest prawdziwe. Tylko nadal mam jedno pytanie bez odpowiedzi. Jak ktoś dobiera tą konkretną afirmację po stracie? 😉 bo to brzmi jak że trzeba już troche wiedzieć co czujesz, a jak nie wiesz, to od czego zacząć? Póki co zostaje mi obserwowanie i próbowanie.
