Chciałam poruszyć temat, który hyba rzadko się tu pojawia, bo większość rozmów idzie w stronę "jak stosować afirmacje" a nie "kiedy lepiej ich nie stosować". Mam znajomą z diagnozą zaburzeń lękowych, zespół lęku uogólnionego, i próbowała afirmacji z polecenia terapeuty (!) bo podobno coraz więcej psychologów to zaleca. No i skończyło się gorzej niż przed - nasilone ataki, poczucie że jest "zepsuta" bo afirmacje "nie działają". zaczęłam szukać i okazuje się, że to wcale nie jest takie rzadkie. Ktoś miał podobne obserwacje albo ma zdanie na ten temat?
To nie jest przypadek, to jest dobrze opisany mechanizm. Kiedy ktoś z lękiem uogólnionym powtarza "jestem spokojna i bezpieczna", a jego układ nerwowy jest cały czas na najwyższym poziomie pobudzenia, to mózg nie traktuje tego jako prawdy, tylko jako zagrożenie - bo jest rozbieżność między tym co słyszysz a tym co czujesz w ciele. I to rozbieżność jest sygnałem alarmowym. Paradoksalnie afirmacje mogą wtedy wzmacniać lęk zamiast go obniżać. Twoja znajoma nie jest "zepsuta", po prostu nikt jej nie wyjaśnił że to sposób jest nieodpowiednie do jej aktualnego stanu.
Ale zaraz, czy to znaczy że osoba z lękami w ogóle nie powinna stosować żadnych afirmacji? Bo mnie się wydawało że to właśnie dla takich osób jest szczególnie polecane, żeby przeprogramować te negatywne myśli...
To ciekawe co piszesz Dola_C bo ja zawsze myslalem ze chodzi tylko o konsekwentne powatarzanie i z czasem to sie "wkleja". Ale jak to dziala od strony biologicznej? Mam na mysli, co sie konkretnie dzieje z tym lekowym mozgiem kiedy dostaje przekaz sprzeczny z tym co odczuwa?
Dodam jeszcze jeden wymiar, bo myślę że tu jest kilka różnych mechanizmów naraz i warto je rozdzielić. Pierwsze: to co opisuje Dola_C, czyli rozbieżność somatyczna. Drugie: coś co można by nazwać efektem ironicznego monitorowania - im bardziej starasz się nie myśleć o lęku albo myśleć pozytywnie, tym bardziej mózg sprawdza "czy napewno niema lęku" i lęk wraca wzmocniony. Trzecie, o którym mało się mówi: poczucie winy i wstydu gdy afirmacje "nie działają". To trzecie jest moim zdaniem najbardziej destrukcyjne długofalowo, bo buduje przekonanie że coś jest ze mną nie tak skoro metoda która działa u innych u mnie nie działa. A to z kolei nakręca lęk. Ktoś ma inne obserwacje?
A jak w ogóle rozpoznać ze afirmacje szkodzą a nie pomagają? bo jak to sprawdzić u siebie, szczególnie jeśli ktoś dopiero zaczyna i nie wie czego się spodziewać? 😀
U mnie było tak - zaczęłam robić afirmacje w dość trudnym dla mnie czasie i przez pierwsze dni czułam się coraz bardziej napięta, jakby coś mi ciążyło. Myslałam ze to faza przejsciowa, ze "musi być gorzej zanim bedzie lepiej". Potem koleżanka mi powiedziała że jeżeli po tygodniu jest wyraźnie gorzej a nie po prostu inaczej, to jest to znak że coś nie gra albo z metodą albo z momentem. Nie wiem czy to regula, ale u mnie to trafione. Może nie jest to miarodajne bo nie mam diagnozy lękowej, ale ten mechanizm napiecia wydaje mi sie podobny do tego o czym tu piszecie.
