Słucham tej rozmowy i mam pytanie, które może brzmieć sceptycznie, ale zadaję je z ciekawości. Skoro tyle zależy od ciała, od zalążków przekonań, od momentu, od sformułowania - to kiedy właściwie afirmacje w ogóle działają? Czy nie jest tak, że działa tylko w bardzo wąskim oknie i większość ludzi tego okna nie trafia?
To co Sliwka i Juliusz poruszają to jest sedno tego wątku. Większość materiałów o afirmacjach mówi jak je robić, ale nie mówi kiedy nie robić i dlaczego przerwa może być równie ważna co praktyka. Czy ktoś świadomie testował różne okna czasowe albo różne warunki i ma jakieś obserwacje?
Ja testowałam, ale nie metodycznie - bardziej z przypadku. Przez pewien czas robiłam afirmacje rano, zaraz po przebudzeniu, i nie czułam żadnej różnicy. Kiedy przeniosłam je na wieczór, przed snem, coś się zmieniło. Nie potrafię powiedzieć czy to pora, czy inne moje nastawienie wieczorem, ale różnica była wyraźna.
Czytam tę rozmowę i mam pytanie może z innej strony. Czy ktoś próbował łączyć afirmacje z czymś fizycznym - nie mam na myśli ciała jako odbiornika sygnałów, ale ruch, oddech, jakiś gest? Czytałam że to może pomagać, ale nie wiem czy to ma sens w praktyce czy to tylko teoria.
Wracając do pytania Twilighty o testowanie różnych warunków - chcę dodać jedno. Kiedy testuję jakąś praktykę, mam problem z tym, że nie wiem po jakim czasie oceniać. Tydzień? Miesiąc? Jeśli zmieniam coś po tygodniu, bo nie widzę efektów, to może właśnie wtedy wszystko zaczynało działać. Czy ktoś ma jakiś sposób na ten problem z czasem oceny?
To pytanie o czas oceniania mnie samego dotyczy. Próbowałem różnych rzeczy przez tydzień i rezygnowałem. Potem czytałem, że minimalny czas to 21 dni, zaczynałem od nowa, po 21 dniach nic, więc znowu rezygnowałem. Teraz nie wiem czy w ogóle mam sens testować cokolwiek jeśli nie umiem ustalić kiedy dać sobie prawo do oceny.
Mam pytanie do tego co Martusia58 napisała. Czy te zdania neutralne działają tak samo jak afirmacje, czy to jest całkiem inna praktyka? Bo jeśli mówimy sobie 'może jestem, może nie jestem', to chyba nie ma w tym tej pewności, która podobno jest kluczowa?
Słucham tej wymiany i mam wrażenie, że im dłużej trwa ta rozmowa, tym więcej warunków musi być spełnionych żeby afirmacje zadziałały. Właściwy czas, właściwy poziom przekonania, właściwe sformułowanie, właściwy gest, właściwy moment w ciągu dnia. Czy ktoś miał sytuację że zrobił afirmacje zupełnie przypadkowo, bez przygotowania, i coś się zmieniło?
Ten wątek z przypadkowością mnie zatrzymał. Miałam podobnie - zdania które sobie mówiłam bez specjalnej intencji, w trakcie spaceru albo mycia naczyń, zostawały dłużej niż te które 'uroczyście' powtarzałam przed lustrem. Nie wiem czy to dlatego że przy lustrze mam za dużo autoobserwacji i to mi przeszkadza.
To co Sliwka i Alusia83 opisują to jest jeden z tych przypadków gdzie praktyka jawnie nie daje efektu właśnie dlatego, że jest praktyką. I to jest w sumie sedno tego wątku - kiedy afirmacje nie działają, nie zawsze chodzi o złe sformułowanie. Czy ktoś próbował jakoś ominąć ten mechanizm świadomości? Coś co działa poniżej tej warstwy analizowania?
Słyszałam o zapisywaniu afirmacji ręcznie bez ich czytania. Piszesz zdanie i od razu zakrywasz, nie patrzysz. Idea jest taka, że ręka zapisuje a świadomy umysł nie ma czego kontrolować. Nie wiem na ile to działa, nie testowałam. Ale pomysł jest spójny z tym co tu mówimy o autoobserwacji jako przeszkodzie.
A ja mam inne pytanie do tej całej dyskusji. Rozmawiamy o tym jak omijać własny umysł, jak go obchodzić, pisać bez patrzenia, mówić bez intencji. Czy to nie jest trochę bez sensu? Skoro to mój umysł ma się zmienić, to czy nie powinien w tym aktywnie uczestniczyć?
Wracając do pytania o ocenianie efektów - po tej rozmowie mam inne podejście. Może problem nie jest w tym kiedy oceniać, tylko w tym że oceniam w ogóle. Ocena to też forma nacisku, o której mówiła Sliwka. Może zamiast pytać 'czy to działa' po tygodniu, lepiej pytać 'czy mi przeszkadza' - i jeśli nie przeszkadza, kontynuować bez wyroku.
To co napisałem wcześniej o ocenianiu - chyba trochę namieszałem. Bo z jednej strony mówię, żeby nie oceniać, z drugiej strony bez jakiegoś punktu odniesienia w ogóle nie wiadomo czy cokolwiek idzie w dobrym kierunku. Jak wy sobie z tym radzicie? Totalnie odpuszczacie obserwację, czy jednak jakoś to monitorujecie?
Ale to co mówi Brygidka71 to trochę wygodna wymówka, nie? Jeśli efektu nie widać przez dwa tygodnie - to normalne, jeśli coś się zmieni po miesiącu - to afirmacje. A jeśli zmieni się samo z siebie? Jak w ogóle przypisać zmianę do konkretnej praktyki?
Mam pytanie, może trochę z boku. Czy ktoś z was próbował afirmacji połączonych z czymś fizycznym - oddechem, ruchem, czymkolwiek? Czytałam że samo słowo bez ciała może po prostu nie docierać do głębszych warstw. Nie wiem na ile to prawda, ale brzmi spójnie z tym co tu piszecie o omijaniu świadomej kontroli.
Ten wątek z ruchem i ciałem jest ciekawy. Zastanawiam się czy ktoś próbował czegoś odwrotnego - całkowitej ciszy i bezruchu, takiej że dosłownie siedzisz i nic nie mówisz, tylko czekasz aż zdanie samo wróci. Coś w stylu ruminacji, ale świadomej. Czy to ma sens w kontekście afirmacji czy to już całkiem inna praktyka?
To co opisuje Twilighta_63 jest bliższe medytacji kontemplacyjnej niż afirmacjom w klasycznym sensie. Ale tu pojawia się pytanie - gdzie jest granica? Jeśli siadasz w ciszy z jakimś zdaniem i pozwalasz mu 'leżeć', to czy to jest afirmacja czy już coś innego? Bo metoda Coué zakładała aktywne powtarzanie, niekoniecznie kontemplację.
Dobra, mam konkretne pytanie do wszystkich. Jeśli ktoś przez kilka tygodni próbował i nic, to co konkretnie zmieniał? Sformułowanie, czas, metodę? Szukam jakiegoś punktu zaczepienia żeby wiedzieć od czego zacząć zmieniać, bo teraz mam wrażenie że wszystko na raz wymaga korekty.
To mnie zastanawia - czy zmiana formy gramatycznej to nie jest trochę hakowanie własnego mózgu? Bo rozmawiamy od dłuższego czasu o omijaniu świadomej kontroli, pisaniu bez patrzenia, mówieniu bez intencji, a teraz o móweniu o sobie w trzeciej osobie. Wszystkie te techniki mają jeden wspólny cel - żeby świadomy umysł nie zdążył powiedzieć 'nieprawda'. Może to jest właśnie sedno tego dlaczego klasyczne afirmacje tak często nie działają?
To co opisuje Denarka98 z lustrem - miałam identycznie. Jest coś w tym bezpośrednim kontakcie wzrokowym ze sobą, co uruchamia krytyka. Jakby lustro było świadkiem którego nie można oszukać. Piszę, bo zastanawiam się czy to nie jest właśnie informacja - że dane sformułowanie jest jeszcze zbyt dalekie od tego co naprawdę uważam o sobie.
Właśnie ten wątek ze stopniowaniem jest według mnie sednem tego, dlaczego afirmacje jawnie nie działają u tak wielu osób. Nikt nie mówi na początku że trzeba kalibrować sformułowanie do aktualnego stanu. Dostajemy gotowe zdania z książek, które były napisane dla kogoś innego, i powtarzamy je jak zaklęcia.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że im dalej, tym bardziej afirmacje wymagają nie lada przygotowania - musisz znaleźć właściwe sformułowanie, właściwy czas, właściwą formę, sprawdzić reakcję ciała, sprawdzić reakcję umysłu, kalibrować... To brzmi jak projekt na pół etatu. Kiedy to ma być proste sposób samorozwoju?
To co mówi Sliwka o porannym stanie jest zgodne z tym co wiem o fazach mózgu - krótko po przebudzeniu jesteś bliżej stanu alfa, granica między świadomym a automatycznym jest bardziej przepuszczalna. Ale nie chcę z tego robić wykładu, bo sednem jest to: Denarka98, Sliwka - obie mówicie że jeden szczegół zmienił doświadczenie. To jest odpowiedź na pytanie z tytułu o 'ponowne podejście' - zmieniasz jeden element, nie całość.
Wracam do pytania Mieszka, bo to jest ważne. Jak długo trzymać jeden wariant? Szczerze - nie wiem czy jest jakaś uniwersalna odpowiedź. U mnie działało tak że po dwóch, trzech tygodniach czułam czy coś się rusza czy absolutnie nic. Ale 'ruszanie się' nie znaczyło efektu na zewnątrz - znaczyło że coś wewnątrz stawało się mniej oporne. Trudno to lepiej opisać.
Właśnie ta 'lista zakupów' - tak miałam przez pierwsze tygodnie. Mówiłam te zdania i było mi wszystko jedno. Myślałam że właśnie tak ma być, że to jest coś w rodzaju mantry i trzeba się wyłączyć. Okazało się że byłam może zbyt wyłączona.
To co Brygidka opisuje ze wspomnieniem - robiłam podobnie, tylko nie wiedziałam że robię coś 'metodycznego'. Po prostu przed pisaniem afirmacji siadałam na chwilę i przypominałam sobie jakiś moment kiedy czułam się jak ta osoba którą chcę być. Działało lepiej niż samo siedzenie z kartką.
