Ciekawe pytanie i rozumiem że sprawa jest poważna, bo chodzi o otoczenie od którego jesteś finansowo zależna. Z tego co piszesz wygląda to tak, że kiedy próbujesz postawić na swoim albo po prostu nie spełnisz czyichś oczekiwań, to od razu lecą jakieś sankcje albo demonstracyjna niechęć. To klasyczny schemat manipulacji przez strach i poczucie winy.
Asertywność faktycznie jest tu kluczem, ale warto zaznaczyć że asertywność to nie jest bycie opryskliwym ani walka. To spokojne stawianie granic i komunikowanie swoich potrzeb bez przepraszania za to, że się je ma. Łatwo powiedzieć, trudniej wdrożyć, szczególnie kiedy ktoś trzyma nad tobą wlasnie ten finansowy bat.
Pierwsza rzecz jaką bym zasugerował to żebyś zaczęła od małych kroków. Nie rzucaj się od razu na najtrudniejsze konflikty z mamą czy szefem. Trenuj asertywność w mniejszych sytuacjach, żeby wyrobić w sobie przekonanie że możesz to robić bez katastrofy.
Druga sprawa to ta zaleznosc finansowa. Dopóki ona trwa w tej skali, manipulatorzy zawsze będą mieli narzędzie. Wiem że to brzmi prosto a wcale nie jest, ale jakolwiek zmniejszenie tej zależności da ci realnie więcej swobody. Bez tego nawet doskonała asertywność ma ograniczone możliwości.
może jest tak, że jest różnica między tym co oni ci okazują, a tym jak ty to odbierasz. oboje mówią ci „radź sobie”? no to pracodawcy generalnie wyrażają na różne sposoby takie propozycje, mniej lub bardziej grzecznie... albo to albo tamto, albo spadaj. a matka chyba po prostu obawia się że podejmiesz złe decyzje, więc mowi ci żebyś robiła tak a tak albo sama sobie radziła. czy w przeszłości ponosiła konsekwencje twoich złych decyzji? jeśli tak, to szczerze się nie dziwię że tak mówi. masz ponad 30 lat i powiedzenie „radź sobie sama” nie jest czymś nagannnym. czas najwyższy chyba
Chodzi mi raczej nie o samą asertywność, ale o to żeby mieć dobry, realny obraz siebie. To jest podstawa.
A cały problem leży właśnie w relacji matka-córka, co tak naprawdę powinnaś była dostrzec już dawno temu.
Dzięki za odzewy. Faktycznie, czas żebym wzięła życie w swoje ręce, i naprawdę tego chcę całym sercem.
Sytuacja wygląda tak: wychowuję sam dwoje małych dzieci, mieszkam u mamy, a dosłownie za płotem dziadkowie. Mama zawsze dużo mi pomagała finansowo i w sumie lubiła robić wszystko za mnie, jakby uważała że sama sobie nie poradzę. W oczach rodziny nadal jestem tym małym dzieckiem, chociaż od dawna jestem dorosła. Tyle że pewne błędne decyzje z mojej strony odbiły sie też na nich, np. nieudany wybór partnera...
Ale jedno trzeba powiedziec jasno: za pomoc nie daję nikomu prawa do decydowania o moim życiu. Jak ktoś próbuje mnie szantazować albo wymuszać żebym robiła to co on chce, odpowiadam po prostu „nie”. To moje życie i koniec.
Jestem wdzięczny za wszystko co dostałem, naprawdę umiem to docenić. Tylko że sytuacja jest trudna bo nie zarabiam tyle żeby samodzielnie utrzymać dzieci, a ojciec nie ma z nimi żadnego kontaktu i nie dokłada sie do niczego.
