Trochę się boję tego, co czytam. Bo mnie afirmacje zawsze dawały właśnie takie uczucie że 'już coś robię'. Czy to znaczy, że robiłam to źle przez cały czas?
Tylko że tu mamy problem z oceną, bo zmiana zachowania jest powolna i nieoczywista. Jak odróżnić 'za wcześnie żeby oceniać' od 'coś nie działa'? Pytam serio, bo sama nie wiem jak długo dać sobie czas zanim zacznę się zastanawiać czy to nie jest właśnie ta sytuacja o której mówicie.
Wracając do wątku o ilości, mam wrażenie, że problem z 'ile to za dużo' jest też problem z tym co liczymy. Czy liczymy powtórzenia jednej afirmacji? Liczbę różnych afirmacji? Czas spędzony na całej sesji? Bo to są zupełnie różne pytania i mogą mieć różne odpowiedzi.
To mi teraz daje do myślenia, bo zaczęłam od listy którą gdzieś wyczytałam, chyba ze dwadzieścia afirmacji na różne tematy, i zastanawiałam się czemu nic nie czuję. Może po prostu za dużo naraz i za rozrzucone? Muszę to przemyśleć.
Dwadzieścia afirmacji na różne tematy to klasyczny błąd na początku. Każda z nich ciągnie w inną stronę, umysł nie ma szansy zaczepić się o żadną. To nie jest kwestia ilości powtórzeń, tylko rozproszenia intencji. Gdybyś wzięła trzy, maksymalnie pięć, i trzymała się ich przez kilka tygodni, efekt byłby nieporównywalnie inny.
To co mówi Eugenka ma sens, ale chcę dodać coś z perspektywy numerologii, bo tam podobna zasada działa przy ustalaniu afirmacji na dany cykl. Jeśli ktoś jest w roku osobistym, powiedzmy, czwórki, to afirmacje dotyczące stabilizacji i struktury będą miały naturalne podparcie w energii roku. A afirmacje o wolności i przygodzie będą działać pod prąd. Może więc przy wyborze warto wziąć pod uwagę nie tylko temat, ale też moment.
Wracając do pytania o ilość, bo ta dyskusja jest dobra, ale trochę odpłynęliśmy. Mam wrażenie, że pytanie 'ile to za dużo' ma inną odpowiedź zależnie od tego, czy mówisz o ilości jednej sesji, czy o łącznej liczbie różnych afirmacji w repertuarze. Dla mnie dziesięć powtórzeń jednej afirmacji z uwagą jest lepsze niż trzydzieści na autopilocie. I trzy afirmacje głęboko przeżyte lepsze niż piętnaście płytko.
Mam pytanie, bo trochę zgubiłam się w tej dyskusji. Mówimy o 'pełnej uwadze' przy afirmacjach, ale jak to ma się do technik, które z założenia działają przez powtórzenie bez zastanawiania się, na przykład taśmy z afirmacjami w nocy? To chyba odwrotne założenie?
A czy to w ogóle bezpieczne, te nocne nagrania? Czytałam że można sobie zaszkodzić jeśli afirmacja jest źle sformułowana. Czy jeśli słuchasz tego śpiąc to masz jakąkolwiek kontrolę nad tym co wchodzi?
Wracam do pytania Renia60 z początku, bo myślę że po tej całej dyskusji mamy jaśniejszą odpowiedź niż na początku. Można przesadzić, ale nie przez samą liczbę, tylko przez: zbyt wiele różnych tematów naraz, powtarzanie bez uwagi i używanie afirmacji zamiast działania. Czy ktoś ma coś do dodania albo neguje któryś z tych punktów?
To co napisał Jacenty01 na koniec brzmi jak dobre podsumowanie, ale mam pytanie: skąd wiadomo kiedy afirmacja jest 'zamiast działania'? Bo dla mnie to jest cienka granica. Mówie sobie 'radam sobie z trudnościami' żeby mieć energię żeby działać, nie żeby zastąpić działanie. Jak odróżnić jedno od drugiego?
Właśnie o to mi chodziło na początku. Zaczęłam robić dużo afirmacji dziennie i po jakimś czasie poczułam dziwne oderwanie od tego co robiłam. Jakby wszystko było już w porządku choć nic się nie zmieniło. Teraz rozumiem że to mogło być właśnie to.
Mam pytanie trochę z boku, ale nawiązuje do tego co mówi Cecylka99. Skoro afirmacje mogą działać różnie zależnie od kontekstu, to jak w ogóle wiadomo jaką formę wybrać? Czytałam że powinny być w czasie teraźniejszym, ale gdzieś indziej że przyszłym. Czy to ma znaczenie dla tej dyskusji o ilości?
A jak w ogóle poznać że afirmacja wywołuje 'opór'? U mnie to chyba subtelne, bo po prostu szybciej kończę sesję albo jakoś nie mam ochoty do niej wracać. Czy to jest właśnie sygnał?
Czytam tę dyskusję i mam jedno pytanie do Eugenki: co robić kiedy afirmacja wywoła opór? Porzucić ją i szukać innej, czy jakoś pracować z tym oporem?
A ile czasu dać afirmacji zanim stwierdzimy że nie działa? Bo jak mam nie wiedzieć czy to opór czy po prostu za mało czasu minęło?
Wracam do kwestii ile afirmacji na raz, bo ta rozmowa mi naprawde pomogła to poukładać. Dla mnie wniusek jest taki: lepsza jedna afirmacja z pełną uwagą niż dziesięć na autopilocie. Ale to nie jest odpowiedź na pytanie z tytułu, bo wciąż nie wiem gdzie jest górna granica. Czy ktoś miał sytuację gdzie dosłownie miał za dużo i wiedział że to za dużo?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad czymś. Ja miałam tę jedną afirmację, powtarzaną dziesiątki razy dziennie, i też czułam to oderwanie. Więc nie tylko ilość tematów, ale też liczba powtórzeń jednej może być problemem? Czy mówicie o dwóch różnych mechanizmach?
To są dwa różne mechanizmy, ale oba prowadzą do podobnego efektu wyczerpania uwagi. Wiele tematów naraz przeciąża zakres. Wiele powtórzeń jednego tematu przeciąża głębokość. W pierwszym przypadku skupienie się rozmywa poziomo, w drugim afirmacja traci znaczenie i staje się dźwiękiem bez treści.
To jak w ogóle mam wiedzieć ile powtórzeń to za dużo? Macie jakiś sygnał który mówi stop? Bo czytam tę dyskusję i wychodzi mi, że tego limitu nie da się z góry ustalić i to mnie trochę frustruje.
Przeczytałam cały wątek i mam jedno pytanie. Czy te zasady, o których mówicie, dotyczą afirmacji mówionych na głos, czy cicho w myślach też? Bo ja głównie powtarzam w głowie i nie wiem czy to w ogóle ma taki sam efekt.
Ten wątek coraz bardziej mnie przekonuje że pytanie z tytułu jest ważne, ale odpowiedź nie jest liczbą. Jest rodzajem sygnału jaki daje ci własna uwaga. Ile to za dużo? Tyle, ile potrzeba żebyś zaczęła powtarzać bez sensu. Dla jednej osoby to pięć razy, dla innej pięćdziesiąt.
To co napisała Agatowa_R mnie trafia. Nie szukam już liczby, bo rozumiem że jej nie ma. Ale mam inne pytanie: czy jest jakaś minimalna liczba powtórzeń, żeby w ogóle coś zadziałało? Bo słyszałam o 21 dniach, o 40 dniach, o 108 razy dziennie. Skąd te liczby w ogóle się biorą?
108 pochodzi z tradycji wedyjskiej i jest liczbą o znaczeniu rytualnym w hinduizmie i buddyzmie. 21 i 40 dni to z kolei uproszczenia popularyzatorów samorozwoju, oparte luźno na badaniach nad kształtowaniem nawyków. Żadna z tych liczb nie ma solidnego oparcia w badaniach nad afirmacjami konkretnie. Działają jako ramy, które pomagają utrzymać regularność, nie jako magiczne progi.
Miałam dokładnie ten efekt. Przez kilka tygodni powtarzałam afirmacje finansowe i zamiast czuć spokój, zaczęłam się bardziej denerwować na każdy wydatek. Myślałam że robię coś źle z techniką, ale może to właśnie ta rozbieżność, o której piszesz.
To co Eugenka opisuje zgadza się z moją obserwacją z pracy z ciałem. Kiedy ktoś jest mocno zablokowany, delikatna praca daje lepszy efekt niż intensywna. Zbyt duże natężenie bodźca przy wysokim oporze powoduje skurcz, nie otwarcie. Przy afirmacjach pewnie działa podobnie.
Nikt nie jest 'nienaprawialny' i nie używaj tego słowa nawet żartem. A co do pytania z początku tego wątku, teraz chyba widać odpowiedź inaczej niż przez liczby. Za dużo to nie 50 czy 100 razy. Za dużo to tyle, ile wywołuje opór silniejszy niż efekt. I to jest kwestia dopasowania afirmacji, nie jej ilości.
