Zeszyt, długopis i trzy zdania dziennie - tak wygląda praktyka polecana przy wypaleniu, bezsenności i poczuciu, że życie stoi w miejscu. Brzmi zbyt prosto, żeby cokolwiek zmieniać, a jednak dziennik wdzięczności utrzymał się dłużej niż większość modnych metod.
W artykule zebraliśmy zasady, które decydują o skuteczności, pomysły na dni bez powodów do radości oraz sposób na powrót po przerwie.
Artykuł: Dziennik wdzięczności - jak go prowadzić, żeby naprawdę działał
Napiszcie, jak wygląda to u Was w praktyce.
Zaczynałam już trzy razy i za każdym razem kończyło się po dwóch tygodniach. Zeszyt leży, patrzy na mnie wyrzutem i tyle z tego mam.
moim zdaniem to jest nabijanie ludzi w butelke. jak ktos ma prace ktorej nienawidzi to zapisywanie ze kawa była dobra nic nie zmieni, poprostu odwraca uwage od problemu i tyle
Prowadzę od marca i największa zmiana jest taka, że wieczorem nie przewijam telefonu, tylko piszę. Sen mi się poprawił, choć nie wiem, czy to od wdzięczności, czy po prostu od odłożenia ekranu.
a jak sie ma zapisywac jak sie caly dzien siedzi w domu i nic sie nie dzieje. drugi tydzien urlopu i mam wrazenie ze wpisy sa identyczne, wiec chyba to nie dla mnie
U mnie sprawdza się rano, nie wieczorem. Wieczorem jestem tak zmęczona, że piszę byle co, a rano mam ochotę wypisać wszystko z poprzedniego dnia. Chyba nie ma jednej dobrej pory.
Ja probowałem w telefonie w notatkach i sie nie sprawdziło. wchodze zapisac, widze powiadomienia i po 20 minutach dalej nic nie napisałem. teraz mam kartke na lodowce i jakos idzie
Mam pytanie do osób, które robią to od dawna. Czy zdarza Wam się zapisywać rzeczy, które są dobre, ale wcale ich nie czujecie? Bo u mnie ostatnio wychodzi taka lista z obowiązku.
Ojej, ta uwaga o czytaniu starych wpisów mnie dopadła. Wróciłam do zeszytu z zeszłego roku i połowa rzeczy, które mnie wtedy cieszyły, dzisiaj w ogóle mnie nie dotyczy. Trochę smutne, trochę ciekawe.
Łączę dziennik z krótką medytacją, pięć minut przed pisaniem. Po takim wyciszeniu wpisy wychodzą zupełnie inne, mniej z głowy, bardziej z ciała. Polecam każdemu, kto ma wrażenie, że pisze same banały.
Czy ktoś prowadzi taki dziennik razem z dzieckiem? Córka ma osiem lat i chciałabym ją wciągnąć, ale nie wiem, czy to nie za wcześnie i czy nie zrobi się z tego kolejny obowiązek.
Wróciłam do zeszytu po pół roku przerwy dokładnie tak, jak radzicie, czyli bez nowego notesu. Dziwne uczucie pisać pod wpisem sprzed lutego, jakby ten czas gdzieś się zgubił.
Dorzucę jeszcze jedno spostrzeżenie. Odkąd piszę rano, zaczęłam zauważać drobiazgi w ciągu dnia, bo gdzieś z tyłu głowy siedzi, że wieczorem będzie o czym pisać. Chyba to jest cały ten mechanizm z uwagą, o którym mowa w artykule.
